Wykład 11 – Chrześcijaństwo Janowe: Ewangelia

Kurs ten przybliża Nowy Testament nie jako Pismo Święte, czy kawałek autorytatywnego świętego pisma, ale jako zbiór dokumentów historycznych. Dlatego też zachęca się studentów, aby zostawili za sobą swoje wcześniejsze wyobrażenia o Nowym Testamencie i przeczytali go tak, jakby nigdy wcześniej o nim nie słyszeli. Wiąże się to ze zrozumieniem historycznego kontekstu Nowego Testamentu i wyobrażeniem sobie tego, jak mógł on wyglądać dla starożytnego człowieka.

Wykład 11

Tłum. Jacek Lang

Profesor Dale Martin: „Na początku było słowo i słowo było u Boga” — ktoś tu naprawdę to pamięta. Jestem z was bardzo dumny. Przyszli na wykład dobrzy uczniowie szkółek niedzielnych, a przynajmniej słuchacze, którzy zapoznali się z czytaniem przewidzianym na dzisiaj. „A słowo było u Boga i słowo było Bogiem”. Był na początku u Boga [Logos, w grece rodzaju męskiego], a wszystko, co stało się bytem, zaistniało dzięki niemu. Mój Boże, co za filozoficzne słowo — „byt”. Domaga się, żeby je pisać z wielkiej litery, jak zrobiłby Hegel czy ktoś podobny do niego. „Byt”. Czy nurtują was kwestie bytu, bycia, kiedy siedzicie w akademiku? Czym w istocie jest bycie? Na czym polega istnienie? Myślicie o tym? Tak czy nie? Ten, kto to robi, jest dobrym filozofem. Co stało się bytem, „co powstało” — to także bardzo filozoficzne. W tradycyjnej, klasycznej filozofii, od Platona, przyjmuje się, że bycie różni się od powstawania. Rzeczy, które są, naprawdę, naprawdę są, które istnieją, nie powstają, bo powstawanie oznacza, że kiedyś ich nie było. To brzmi bardzo filozoficznie. „A życie to było światłością dla ludzi. Światłość świeci w ciemności, lecz ciemność jej nie ogarnęła” (BP). Przeskoczmy do wersetu 14. „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. Oglądaliśmy jego chwałę, chwałę, którą jako jedyny syn, pełen łaski i prawdy, ma od ojca”. To brzmi nie tylko filozoficznie, ale wprost teologicznie. „Boga nikt nigdy nie widział”. Dobra idea teologiczna, prawda? „Bóg, jedyny syn”. „Bóg, jedyny syn” — czy słyszeliśmy coś podobnego we wcześniejszych częściach tego kursu? „Bóg, jedyny syn”. Czegoś takiego nie było. To przypomina chrześcijańskie wyznanie wiary. Nie przypomina to Mateusza, Marka ani Łukasza. Nie przypomina „Dziejów apostolskich”, nie przypomina nawet Tomasza. Ta Ewangelia wprowadza nas w inny świat. Różni się od wszystkiego, co widzieliśmy dotychczas.

Tak więc od samego początku Ewangelii Jana należy sobie zdawać sprawę, że jesteśmy w świecie odmiennym od świata Ewangelii synoptycznych — Mateusza, Marka i Łukasza. Weźmy np. styl. W tej Ewangelii są liczne powtórzenia. Są zwroty i słowa, które nieustannie nawracają — ciemność i światło, światło i ciemność. Już to pokazałem na przykładzie początku tej Ewangelii. „Na początku było Słowo, Słowo było u Boga, Bogiem było Słowo, Logos był na początku z Bogiem, wszystkie rzeczy powstały przez niego i bez niego nie powstało nic z tego, co powstało”. „Powstało” jest powtórzone trzy razy. Drobna wskazówka — nie piszcie tak prac poświęconych egzegezie. Dobry styl amerykańskiej angielszczyzny wygląda inaczej. Trzeba zmieniać terminologię, tak, trochę różnicować i stosować różne terminy; to jest angielszczyzna w dobrym stylu. To oczywiście dość dobry styl pisania w starożytnej grece, która jest odmienna — style pisarskie są różne. Jest to również styl pisania, z którym się wcześniej nie spotkaliśmy. Są te powtórki słów, zapadające w pamięć powiedzenia w Ewangelii Jana, których nie ma w innych miejscach. W Ewangelii Jana jest o wiele mniej akcji, za to wiele więcej mówienia. Prawie w każdym miejscu, w którym otworzy się na chybił trafił Ewangelię Jana, zacznie się rzecz od sceny, często sceny zatargu z Jezusem w jakimś dialogu z innymi ludźmi. Ale dość szybko przechodzi to w dialog, w którym Jezus coś mówi, druga osoba coś mówi, to wracają do czegoś, to idą dalej, a potem nawet ustaje dialog i Jezus jak nakręcony gada przez całe akapity. W Ewangeliach synoptycznych nie ma niczego takiego, nie ma czegoś takiego, że Jezus wdaje się w dygresje zajmujące całe akapity, a niekiedy mówi przez cały rozdział. A właśnie to dostajemy Ewangelii Jana.

W Ewangelii Jana są sceny, których bohaterowie sprawiają wrażenie postaci rzeczywistszych niż osoby wspominane w Ewangeliach synoptycznych. Czy zwróciliście uwagę, że wśród osób wymienianych w Ewangeliach synoptycznych pojawiają się ludzie określani niezwykle szczątkowo? To np. celnik, grzesznik, faryzeusz, Syrofenicjanka, centurion mający niewolnika. Przeważnie nie mają imion, przeważnie mówią Jezusowi jedną lub dwie rzeczy. Do najdłuższych rozmów Jezusa należy dialog z Syrofenicjanką, o której czytaliście. Pamiętacie? Przychodzi i prosi o uzdrowienie córki, ale nie jest Żydówką, więc Jezus mówi, że źle jest odbierać chleb dzieciom i rzucać go psom. Nazywa ją więc psem. Niezrażona tym kobieta przytakuje, ale dodaje, że psy zjadają okruchy spod stołu pana. W ewangeliach synoptycznych to jeden z najdłuższych dialogów, jakie Jezus prowadzi z kimś spoza grupy jego uczniów. Zupełnie inaczej jest w Ewangelii Jana. Jest scena, do której za chwilę przejdziemy, gdzie Jezus przez cały rozdział rozmawia z Nikodemem. Dowiadujemy się, kim jest Nikodem, poznajemy kilka rzeczy o nim, a później Jezus z nim rozmawia. Jest też cała scena, w której Jezus rozmawia z kobietą przy studni — Samarytanką. Wiemy o tej kobiecie więcej niż o jakiejkolwiek postaci z Ewangelii synoptycznych. Wiemy, że miała pięciu mężów. O ilu osobach wiemy coś takiego? Wiemy, że jest Samarytanką, wiemy, gdzie mieszka, wiemy, że chodzi do studni po wodę. Jest więc u Jana wiele miejsc, gdzie postaci są konkretniejsze i lepiej odmalowane niż były w Ewangeliach, które czytaliśmy do tej pory.

Ten wykład jest poświęcony przede wszystkim Ewangelii Jana, ale — jak już zauważyliście — jednym z głównych tematów tego cyklu jest kwestia różnic między rozmaitymi formami wczesnego chrześcijaństwa. To nie był po prostu jeden ruch. Nie było tak, że jakaś nowa religia po prostu wyrosła z ziemi albo spadła z nieba. Jednym z tematów cyklu jest więc omówienie tych odmiennych rodzajów. A Ewangelia Jana i listy Jana — pierwszy, drugi i trzeci, o których będziemy rozmawiać następnym razem — są tego wspaniałym przykładem. Gdy spojrzycie na program kursu, zauważycie, że dzisiejszy wykład stanowi pewną zmianę. Mówię wprawdzie o Ewangelii i wcześniej też mówiłem o Ewangeliach, ale pod wykładem przewidzianym na ten tydzień umieściłem mały podtytuł, który informuje, że w pewnym sensie rzecz dotyczy rozprzestrzeniania się chrześcijaństwa i różnic między grupami chrześcijan. Mówiliśmy o tym ostatnio, przy okazji „Dziejów apostolskich”, a tym razem pomówimy o chrześcijaństwie Janowym. To jedno z wyrafinowanych pojęć z terminologii naukowej. Odnosi się ono do różnych rodzajów chrześcijaństwa Janowego. Mamy Ewangelię Jana i trzy listy Jana. Są dość podobne, chociaż można się spierać, czy wszystkie są napisane przez tę samą osobę. Porozmawiamy o tym, gdy dojdziemy do listów Jana. Są na tyle podobne pod względem stylu i terminologii oraz poruszanych w nich wątków teologicznych, że w naszym przekonaniu te cztery dokumenty — Ewangelia Jana i trzy listy Jana — reprezentują pewną formę wczesnego chrześcijaństwa. Będziemy je nazywali chrześcijaństwem Janowym. Jemu poświęcony będzie ten wykład.

Spójrzmy najpierw na elementy opowieści odróżniające Ewangelię Jana od pozostałych. Mam nadzieję, że zauważyliście je podczas lektury. Po pierwsze, zwróćmy uwagę na prolog, który zacząłem czytać na początku wykładu. Zawiera kilka głównych motywów, które występują w całej tej Ewangelii. Umieszczono je właśnie w tym prologu. To tam po raz pierwszy mówi się o preegzystencji Jezusa. W żadnej z pozostałych Ewangelii nie pojawia się koncepcja, że Jezus istniał przed swoimi narodzinami. Wielu z nas to zaskakuje, bo niezależnie od tego, czy ktoś jest chrześcijaninem, czy nie, przywykł myśleć o Jezusie postrzeganym jako wieczna istota boska — wcielił się w ludzką postać, ale istniał zawsze. Nie ma tego w innych Ewangeliach, co być może zauważyliście, ale niewątpliwie jest tu, w Ewangelii Jana. Tak więc otrzymujemy preegzystencję Jezusa i jego boskości — od razu w prologu.

Dostajemy motyw życia, motyw światła i ciemności. Jezus przychodzi ze światłości, wchodzi do ciemności — ciemność go nie przyjmuje — przynosi światło tym, którzy idą za nim. Jest wejście w świat. Ten świat nie jest po prostu światem fizycznym, który wszyscy znamy. To kosmos. „Kosmos” to greckie słowo, od którego pochodzi słowo „kosmologia”, czyli cały wszechświat. Jezus przychodzi do kosmosu. Kosmos jako mroczne wrogie miejsce, na które Jezus w pewnym sensie dokonuje najazdu, jest jednym z głównych tematów Ewangelii. W tej dostajemy ten temat w prologu. W świecie panuje wrogość. Świat nienawidzi Jezusa, świat nienawidzi jego uczniów. Świat nienawidzi was, jeśli poszliście za Jezusem. Mowa o narodzinach z Boga. Pojawia się więc koncepcja, że ludzie rodzą się z Boga. W Ewangelii Jana mówi się o więzi ojca z synem, ten temat nawraca. Bóg jest ojcem Jezusa. W niektórych innych Ewangeliach ten temat też występuje, ale u Jana ma znacznie większe znaczenie.

Jan Chrzciciel, mniej ważny z dwójki, zostaje ukazany już w prologu. Szybko się pojawia, bo o Janie Chrzcicielu mowa już w wersecie 6: „Był człowiek posłany od Boga, któremu na imię było Jan. Przyszedł on na świadectwo, aby świadczyć o tej światłości, by wszyscy przez niego uwierzyli. On sam nie był tą światłością” (UBG*). Spisujący tę Ewangelię chce, abyście od samego początku wiedzieli, że Jan Chrzciciel nie dorównuje Jezusowi, jest drugorzędnym świadkiem, a mówi to po to, abyście się nie pomylili. Twierdzi, że „prawo […] zostało dane przez Mojżesza, a łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa” (UBG). Kładzie się też nacisk na widzenie i poznanie. Będziemy o tym mówić później, gdy dotrę do niektórych z głównych tematów tej Ewangelii. Widzenie i poznanie to dwa konkretne tematy nawracające w Ewangelii Jana. Zostają ukazane już w prologu. Ewangelia Jana różni się od wszystkich pozostałych pism, bo w tym niezwykle misternie zbudowanym, brzmiącym jak poezja, prawie jak filozofia prologu dostajecie wiele głównych tematów tej Ewangelii. Dostajemy je od razu, mamy więc odmienną formę opowieści.

Kolejna istotna różnica między opowieściami to sprawa relacji Jezusa i Jana Chrzciciela. W Ewangeliach synoptycznych działalność Jezusa rozpoczyna się dopiero po uwięzieniu Jana. Zauważyliście to? Jezus idzie do Jana Chrzciciela, aby ten go ochrzcił. Wydaje się, że w pewnym sensie Jezus jest prawie uczniem Jana. Ewangeliści wprawdzie starają się tego tak nie ujmować, ale Jezus zaczyna nauczać i uzdrawiać dopiero po końcu działalności Jana Chrzciciela. W ewangeliach synoptycznych Jan Chrzciciel zaczyna działać, kończy działać i wtedy zaczyna Jezus. Sprawa jest bardzo klarowna. Ale u Jana jest inaczej. Okresy działalności obu częściowo się pokrywają. Np. u Jana zdarza się, że gdy Jan Chrzciciel chrzci, w tym samym czasie Jezus i jego uczniowie chrzczą w innym miejscu nad Jordanem. Co? Czegoś takiego nie ma w innych Ewangeliach. Jezus i jego uczniowie w innym miejscu nad Jordanem chrzczą swoich uczniów, a Jan chrzci swoich? Czasami uczniowie Jana zostawiają go i dołączają do Jezusa, a potem toczą się między nimi jakieś dyskusje. Czasami uczniowie Jana Chrzciciela przychodzą i pytają uczniów Jezusa o zdanie ich mistrza o tym czy tamtym. Według Ewangelii Jana okresy działalności Jana Chrzciciela i Jezusa pokrywają się w pewnej mierze. W pozostałych Ewangeliach w ogóle się o tym nie wspomina.

Kolejna wielka różnica. Judea i Galilea. Gdybyście mieli tylko trzy pierwsze Ewangelie, pomyślelibyście, że w gruncie rzeczy, prawie do końca życia, Jezus działał tylko w Galilei. Potem udaje się do Jerozolimy, gdzie jest tylko tydzień, jak podają te Ewangelie, a potem następuje ukrzyżowanie. W Ewangelii Jana jest inaczej. Czy ktoś z was zauważył, gdzie w Ewangeliach synoptycznych mowa o oczyszczeniu świątyni? Kiedy ono następuje? Obudźcie się! Kiedy następuje oczyszczenie świątyni według Mateusza, Marka i Łukasza, w tych trzech Ewangeliach? Nie, niestety. Na końcu, może w środę w tygodniu egzekucji. To się dzieje w ostatnim tygodniu jego życia, tuż przed uwięzieniem. Ewangelie synoptyczne przedstawiają to wydarzenie tak, że można je uważać za jeden z powodów uwięzienia. A w Ewangelii Jana? W drugim rozdziale. Drugim? Nie pamiętam. W każdym razie na samym początku Ewangelii. Dobra, nie pamiętam dokładnie, w którym rozdziale, ale o oczyszczeniu świątyni mowa na początku Ewangelii Jana, a nie na końcu, jak w pozostałych.

Weźmy pod uwagę długość okresu działalności Jezusa. Gdybyśmy mieli tylko Ewangelie synoptyczne, należałoby pewnie myśleć, że trwała może z rok, wiele więcej nie. Nie ma w nich wzmianki, ile trwała, ale Jezus udaje się do Jerozolimy tylko raz, na Paschę, i to pod koniec życia. Natomiast u Jana mówi się o trzech Paschach. Mamy Paschę w 2:13. Jezus udaje się do Jerozolimy i oczyszcza świątynię. O innej wspomina się w 6:4, o trzeciej — w 13:1 (to Pascha u kresu jego życia, kiedy zostaje uwięziony). W Ewangelii Jana są trzy Paschy w okresie działalności Jezusa.

Czy słyszeliście kiedyś tradycyjny przekaz, że Jezus miał trzydzieści lat, gdy zaczął swoją działalność, która trwała trzy lata, co oznacza, że umarł, mając 33 lata? Może o tym słyszeliście. A wiecie, skąd się ten przekaz wziął? Nigdzie w Biblii go nie ma. Pomysł, że Jezus miał 30 lat, gdy zaczął działalność, ma za podstawę pewne ustępy Łukasza i pewne wyobrażenie o początku tej działalności. A trzy lata wzięto z Ewangelii Jana. Wzięto pewien szczególik o życiu Jezusa z Łukasza, inny szczegół z Jana i połączono je w ten przekaz. Żadna Ewangelia jednak o tym nie mówi. Chrześcijanie połączyli te szczegóły z różnych Ewangelii. A to dlatego, że tylko według Jana działalność Jezusa obejmowała co najmniej trzy Paschy, o czym pozostałe Ewangelie nie mówią.

Rodzina i rodzinna miejscowość Jezusa. Według Mateusza rodzina Jezusa jest po prostu z Betlejem. Tam są na początku, tam są na końcu, rodzina Jezusa pochodzi więc z Betlejem. Później Jezus przenosi się do Galilei. Według Łukasza rodzina Jezusa pochodzi z Galilei, do Betlejem udają się tylko na spis ludności, a mniej więcej miesiąc od narodzin Jezusa wracają do Galilei. Są więc różnice. U Mateusza na początku mówi się po prostu o tym, że rodzina Jezusa była z Judei, a po powrocie z Egiptu udała się do Galilei. Według Łukasza byli z Galilei, udają się do Judei, później wracają do Galilei. Jan nic nie mówi o narodzinach w Betlejem. Chwila, coś mówi. W 7:41 wspomina się o ludziach, którzy mówią: „Jak może być Mesjaszem?”, „Kto mówi, że Mesjasz przyjdzie z Galilei?”. Czytamy: „Czyż Pismo nie mówi, że Chrystus przyjdzie […] z miasteczka Betlejem?” (UBG). Czy nie byłaby to świetna okazja dla ewangelisty, aby skomentować: „Głupi Żydzi, nie wiedzą, że Jezus rzeczywiście urodził się w Betlejem, więc jest z Judei”?. Ale nic takiego nie mówi. Po prostu pozwala czytelnikom, pozwala wam, czytelnikom, sądzić, że Jezus naprawdę był z Galilei i… wiecie, co? — i że to bez znaczenia. Pewnie się pomylili, nie mogli przecież myśleć, że Mesjasz faktycznie mógł przyjść z Galilei. A jednak może. I znów Ewangelia Jana różni się pod względem struktur narracyjnych.

Ostatnia wieczerza. W Ewangeliach synoptycznych ostatnia wieczerza to posiłek paschalny. U Jana nie jest posiłkiem paschalnym. Co więcej, u Jana ostatnia wieczerza nie jest ustanowieniem Eucharystii. W Kościołach chrześcijańskich sprawujemy mszę lub Eucharystię i mówimy, że Jezus ustanowił ją podczas ostatniej wieczerzy z uczniami: „To czyńcie na moją pamiątkę”. Jest tak na podstawie Mateusza, Marka i Łukasza. U Jana tego nie ma. U Jana nie ma ustanowienia ostatniej wieczerzy przez Jezusa. U Jana nie ma Jezusa biorącego kielich, biorącego krew i mówiącego: „Czyńcie tak na moją pamiątkę”. Co się dzieje podczas ostatniej wieczerzy u Jana? On mówi o myciu stóp, jest obrzęd mycia stóp. Też zwróćcie uwagę, co z tym zrobiła chrześcijańska tradycja. Ktoś z was wie, co Wielki Czwartek oznacza w chrześcijańskich kościołach? Wielki Czwartek poprzedza Wielki Piątek, czyli piątek przed Wielkanocą. W Wielki Piątek według tradycji Jezusa zgładzono. W czwartek wieczorem, poprzedniego dnia, Jezus je ostatnią wieczerzę z uczniami. Obecnie w wielu Kościołach chrześcijańskich w Wielki Czwartek nie tylko odbywa się nabożeństwo eucharystyczne — czyli nabożeństwo z udzielaniem komunii — ale także obrzęd umycia stóp. W kościele, do którego chodzę, duchowny, różni duchowni naprawdę klękają, owijają się ręcznikami i myją stopy każdemu, kto przyjdzie do kościoła w Wielki Czwartek wieczorem. Robiąc to, naśladują Jezusa myjącego stopy uczniom podczas ostatniej wieczerzy według Ewangelii Jana. Zauważcie jednak, co tu zrobiliśmy. Chrześcijanie wzięli ostatnią wieczerzę z ustanowieniem Eucharystii w Ewangeliach synoptycznych oraz obrzęd mycia stóp z Ewangelii Jana i je połączyli. Ale one nie występują razem w naszej Biblii. Mowa o nich w dwóch oddzielnych dokumentach.

Także uwięzienie wygląda całkiem inaczej w Ewangeliach synoptycznych. W Ewangeliach synoptycznych przychodzą uwięzić Jezusa, robią to po prostu i dzieje się jeszcze kilka rzeczy. W Ewangelii Jana jest zabawna, bardzo zabawna scena, właściwie bardzo śmieszna. Przychodzą z mieczami i pałkami, dzieje się to w środku nocy w ogrodzie, podchodzą do Jezusa, który pyta „Kogo szukacie?”, oni mówią „Jezusa z Nazaretu”, Jezus odpowiada „To ja” i oni wszyscy się przewracają. Jak w filmie o Indiana Jonesie. Moc, z którą Jezus to mówi, zwala ich z nóg. Wstają, powtarza się, po czym padają znowu. U Jana cała scena uwięzienia Jezusa wygląda zupełnie inaczej. Podczas procesu według Ewangelii synoptycznych Jezus nie mówi prawie nic. Według części synoptyków nic nie powiedział, według innych coś powiedział, ale jest bardzo, bardzo cichy. A w Ewangelii Jana po prostu ciągnie tę całą filozoficzną dyskusję z Piłatem o tym, czym jest prawda. Mówi i mówi, to zupełnie inna scena.

Są pewne różnice między opisami ukrzyżowania. Pamiętajcie, że mówię tylko o różnicach narracyjnych między trzema pierwszymi Ewangeliami a Janem. To miejsca, gdzie opowieści jest odmienna i różnią się szczegóły. Według trzech pierwszych Ewangelii Jezusa ukrzyżowano w pierwszy dzień Paschy. Posiłek w czwartkowy wieczór… Pamiętajcie, że według żydowskiej rachuby dzień zaczyna się o zachodzie słońca, a więc o zachodzie słońca w czwartek zaczyna się piątek. W Ewangeliach synoptycznych to początek Paschy. Czekają więc do zachodu słońca i spożywają posiłek paschalny wieczorem w czwartek, czyli wtedy, gdy zaczyna się piątek, pierwszy dzień Paschy, a właśnie w piątek — pierwszy dzień Paschy — Jezusa faktycznie zabito. W Ewangelii Jana jest inaczej. Przeczytajcie opowieść o egzekucji u Jana. Według Ewangelii Jana Jezusa nie ukrzyżowano w pierwszym dniu Paschy, lecz w przeddzień Paschy. Skąd to wiemy? Bo napisano w niej, że w czasie krzyżowania Jezusa zabijano baranki w świątyni. Zwróćcie uwagę na tę odrobinę świetnej symboliki. Akurat w czasie zabójstwa Jezusa zarzyna się baranki na paschalny posiłek. Bo co robił wtedy Żyd przebywający w Jerozolimie? Zabrał baranka do kapłana w czwartek, kazał zwierzę zarżnąć i wykrwawić — z zachowaniem odrobiny krwi — później wziął je do domu, do gospody, w której się zatrzymał, albo na teren piknikowy, gdzie przebywał, i upiekł. Tak wyglądał posiłek paschalny. Według Ewangelii Jana Jezusa zabito w czasie zarzynania baranków, czyli nie w dniu Paschy, ale w przeddzień. Zupełnie inaczej.

Ostatnią wielką różnicą między opowieściami z Ewangelii Jana a opisami synoptycznymi jest ten facet nazwany ukochanym uczniem. Który, do cholery, był ukochanym uczniem? Nie wiemy. Według Dana Browna i… jaki tytuł ma ta beznadziejna książka? A, Kod Leonarda da Vinci. W Kodzie Leonarda da Vinci ukochanym uczniem jest dziewczyna, Maria Magdalena. Pewnie dlatego, że Brown nie dopuszczał myśli, iż Jezusa mógł pociągać facet. Musiał więc wymyślić dziewczynę, która została ukochaną uczennicą. Jezus miał być heteroseksistą, jak obecni powieściopisarze. Ale nie. Ukochany uczeń jest mężczyzną, a my nawet nie wiemy, kto to. Jest ulubionym uczniem Jezusa w Ewangelii Jana. Tej postaci nie ma w pozostałych Ewangeliach, po prostu nie ma. Według tradycji kto jest ukochanym uczniem? To Jan, syn Zebedeusza, młodszy brat Jakuba, syna Zebedeusza. Gdy pójdziecie do galerii — zrobicie to później w tym semestrze, wszyscy się wybierzemy do Yale Art Gallery — zobaczycie, że Jan, syn Zebedeusza, zawsze jest przedstawiany jako młody mężczyzna bez brody, bardzo piękny, wyglądający prawie jak kobieta, bo jakoś reprezentuje chłopca, którego Jezus kochał. Cóż, nie wiemy, czy to był Jan. Ewangelia Jana nie mówi, że to był Jan, mówi tylko, że to był ukochany uczeń. Większość uczonych skłania się ku wnioskowi — kimkolwiek był ten umiłowany uczeń — że być może to tylko postać wymyślona przez ewangelistę, że w ogóle nie było umiłowanego ucznia, że po prostu nie wiemy. Ale to ważna postać w tej Ewangelii, a nie występuje nigdzie indziej. Jest tylko w tej Ewangelii. Zauważcie, że pod tymi wszystkimi względami Ewangelia Jana bardzo się różni od pozostałych trzech. Choćby z tego powodu badanie jej jest naprawdę interesujące. Otwiera ona przed nami okno pozwalające ujrzeć wczesne chrześcijaństwo całkiem odmienne od tego, jakie byśmy sobie wyobrażali, nie mając tej Ewangelii. Jest więc naprawdę wspaniała.

Weźmy niektóre z głównych motywów Jana. Przejdę przez to dość szybko, bo gdy się użyje konkordancji i sprawdzi te pojęcia, można zajrzeć do tych wszystkich ustępów. Po pierwsze, zauważcie, że pewne z tych głównych motywów — wspominałem już o niektórych, mówiąc o prologu — w Ewangelii Jana nieustannie nawracają, uporczywie się powtarzają. Co jakiś czas natrafiasz na jeden z nich w jakimś rozdziale. Może później powrócić w następnym rozdziale albo kilka rozdziałów niżej, ale będzie się pojawiał. Ten autor w całej Ewangelii wali czytelnika po głowie kilka razy tymi samymi motywami, które co jakiś czas nawracają.

Należy do nich zstępująca i wznosząca się postać odkupiciela. Jezus zstąpił i wstąpi — spójrzcie na 1:51. Będziemy teraz skakać po tekście jak króliczki, bierzcie więc tekst i się przygotujcie. Poliżcie palce, no, poliżcie, nie zachorujecie, to wasze własne palce. 1:51. „Uroczyście zapewniam was: Ujrzycie otwarte niebo, a także aniołów Bożych, którzy będą wstępowali i zstępowali na Syna Człowieczego” (BP). Aniołowie więc wstępują. Spójrzcie na 3:13: „A nikt nie wstąpił do nieba, tylko ten, który zstąpił z nieba, Syn Człowieczy” (UBG). Spójrzcie na 3:31: „Kto przyszedł z góry, jest nad wszystkimi. Kto jest z ziemi, jest ziemski i mówi ziemskie rzeczy. Ten, który przyszedł z nieba, jest nad wszystkimi” (UBG). Mógłbym tak dalej — 1:32, 6:38, 6:41, 6:58, 20:17. Wystarczy sprawdzić to schodzenie i wstępowanie. Sprawdźcie w konkordancji i przekonacie się, że nieustannie nawracają w Ewangelii Jana.

Bardzo podobny jest motyw wywyższenia. Jezus mówi o nim w 3:14, 12:32, 8:28. Nie musicie zapamiętywać tych siglów, bo możecie zajrzeć do konkordancji, przeczytać o tym i po prostu zaznaczyć na marginesie Biblii, gdy natraficie tę ideę. W tych wszystkich ustępach mowa o Jezusie, który zostanie wywyższony. To zagadka. Jedną z rzeczy, które zobaczymy, będzie to, że Jan lubi łamigłówki, lubi zagadki. Tak więc, gdy Jezus mówi o tym, że Syn Człowieczy zostanie wywyższony, co to ma oznaczać? Wniebowstąpienie? Zmartwychwstanie? A może ukrzyżowanie, bo kiedy kogoś przybijano do krzyża, robiono to na ziemi, a potem stawiano krzyż? Czy wobec tego wywyższenie Syna Człowieczego odnosi się do jego ukrzyżowania? Zmartwychwstania? Wniebowstąpienia? Jego powrotu do Ojca? To zagadka. Nigdy nie mówi się o tym dokładnie. To jedna ze wspaniałych cech tego tekstu — to, że cały czas prowadzi z wami pewną grę. Chce, abyście zastanawiali się nad tym, o czym mowa, aby wywyższenie należało do tematów, które towarzyszą temu wstępowaniu i zstępowaniu. A kolejna część tego motywu — spójrzcie, jak te motywy się komplikują — pojawia się, gdy Jezus mówi: „Każdego, kto przyjdzie do mnie, kiedy będę wywyższony, wywyższę”. Tak mówi Jezus. Wywyższy swoich uczniów. To wstępowanie i zstępowanie nieustannie nawraca w tej Ewangelii, więc to jest jeden z głównych motywów.

Wspomniałem o widzeniu. Poskaczemy po tekście jak króliczki. 1:18: „Boga nikt nigdy nie widział; Bóg, jedyny syn, który jest w łonie Ojca, dał nam wiedzę o nim”. Spójrzcie, powinienem był wam to powiedzieć wcześniej. Wiedza to kolejny motyw. W tym samym wersecie mamy dwa motywy, widzenie i wiedzę. Stosunek między widzeniem a wiedzą też jest trudny w Ewangelii Jana. Nie zawsze jest jasny. Czy dowiadujemy się poprzez widzenie, czy widzenie prowadzi do jakiejś nieodpowiedniej formy wiedzy? To olbrzymie egzegetyczne problemy, które stawia Ewangelia Jana. Badacze spierają się o te kwestie. Spójrzcie na 1:34. „Ja to widziałem i świadczyłem, że on jest Synem Bożym” (UBG). „Widziałem”. Spójrzcie na 1:39. „Odpowiedział im: «Chodźcie, zobaczcie». Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszkał”. Innymi słowy, zajrzyjcie do konkordancji za każdym razem, gdy zobaczycie słowa „widzieć”, „widział”, „ujrzeć”, „ujrzeli” itd. Zobaczycie, że stale nawraca. 3:3, 3:11, 3:32, 3:36. Kilka razy pojawia się w trzecim rozdziale. I tak dalej, i tak dalej. Ale zawsze nieco trudno zrozumieć, czy według Ewangelii Jana trzeba ujrzeć, żeby wierzyć, czy jest tak, jak powiedział Jezus pod koniec tej Ewangelii — „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (UBG). Jezus mówi Tomaszowi: „Uwierzyłeś, bo mnie ujrzałeś”. Dobra. „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (UBG). Czy widzenie jest nieodpowiednią formą wiary? Czy lepiej wierzyć bez widzenia, czy potrzeba widzenia, aby uwierzyć? To pewien problem. Wspomniałem już o wiedzy, ale mógłbym zrobić to samo — 1:18, 8:55, 14:17. Nieustannie nawraca.

Do istotnych motywów należy to, skąd Jezus przyszedł i dokąd zmierza. Żydom często mówi „Nie możecie pójść tam, dokąd idę”, na co oni mówią „O co mu chodzi z tym pójściem?”. Czy zamierza pójść do Greków i ich nauczać? Zamierza wrócić do Galilei? Co oznacza to, że coś zamierza? Ludzie zawsze błędnie to rozumieją. Do innych kwestii należą znaki. Jakie znaki widać w Ewangelii Jana? Zauważcie, że Ewangelia Jana jest odmienna także pod innymi względami, o których nawet nie wspomniałem. Np. pamiętajcie, że w Ewangeliach synoptycznych mnóstwo razy wypędza się demony. Jezus wiele wędruje i wypędza demony z ludzi, a te demony nawet go wyznają. A wiecie, że w Ewangelii Jana nie ma ani jednego egzorcyzmu? W Ewangelii Jana — w przeciwieństwie do pozostałych trzech — Jezus nie jest egzorcystą. Czemu? Ten pisarz na pewno wiedział, że krążą historie o Jezusie wypędzającym demony. Dlaczego w jego Ewangelii Jezus nie wypędza demonów? Nie wiem. Pewnie jest jakaś rozprawa, w której można znaleźć jakąś odpowiedź.

Zerknijcie na 2:11. Zwróćcie uwagę m.in. na to, że w pozostałych Ewangeliach mówi się o cudach Jezusa, o uzdrowieniach, ale termin preferowany przez tego pisarza jest znakiem. Autor tej Ewangelii woli jednak mówić o znakach. Rzeczy dokonane przez Jezusa nazywa znakami. Ale nie ma ich wiele, u Jana Jezus nie czyni całego mnóstwa cudów. Czyni kilka wielkich, ważnych cudów, które zasłynęły, np. zamienił wodę w wino. Ten cud Jezusa oczywiście każdemu studentowi podoba się najbardziej. Gdyby zamienił wodę w piwo, może byłoby nieco lepiej, prawda? No, ale Jezus zasłynął przemianą wody w wino. To jeden z jego najważniejszych cudów. Mowa o nim tylko u Jana, nie ma go w innych Ewangeliach. Wprawdzie Jan mówi o niektórych słynnych cudach Jezusa, ale nie nazywa ich cudami, lecz znakami. Spójrzcie na 2:11. „Taki początek znaków” — mowa o przemienieniu wody w wino — „uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej i tak objawił swoją chwałę, a jego uczniowie uwierzyli w niego” (BP). Zwróćcie uwagę — „początek znaków”. Przeskoczmy kawałek — do 4:54. „Ten drugi cudowny znak uczynił Jezus po powrocie z Judei do Galilei” (BP). Drugi znak. Dlatego niektórzy badacze twierdzili, że ten pisarz mógł m.in. korzystać z jakiejś księgi znaków, zbioru znaków, czyli cudów Jezusa. Zwróćcie uwagę. Nie jest tak, że pojawia się opis cudu Jezusa, a potem następuje przeskok. Moim zdaniem autor używa słowa „znak”, bo przeważnie można zrobić egzegezę tych opowieści o znakach, które mają jakieś symboliczne znaczenie. Znaki u Jana nie są tylko cudami, które mają dowieść potęgi Jezusa, zawierają też chyba jakieś sens teologiczny czy symboliczny. Te znaki również należą do głównych tematów Ewangelii Jana.

Do najważniejszych cech Ewangelii Jana należy sekciarstwo. Co nazywam sekciarstwem? Według socjologii religii określenie „sekta” nie musi być tylko zniewagą. Innymi słowy, sięgając po nie, nie mówicie tylko „Należysz do nielicznej sekty szaleńców, którzy urządzają popisy z wężami i robią jakieś inne rzeczy”. Sekta to termin socjologiczny, który odnosi się do dowolnej grupy, niezależnie od tego, czy jest religijna czy nie — choć zwykle używamy to teraz w kontekstach religijnych — która uważa się za grupę mocno oderwaną od reszty społeczeństwa. Przykład. Wychowałem się w bardzo, bardzo sekciarskim, fundamentalistycznym Kościele w Teksasie. Mówiąc „sekciarskim”, mam na myśli to, że zasadniczo wierzyliśmy, iż tylko my, tylko mój Kościół, trafimy do nieba. Zwracaliśmy się do siebie „bracie”, „siostro”, nawet nie nazywaliśmy się baptystami. Chodzi mi to, że w naszym przeświadczeniu Południową Konwencję Baptystów czekało piekło. Do tego stopnia myśleliśmy, że jesteśmy jedynymi — że nie ma nikogo, kto ma rację tak, jak my ją mamy — że nazywaliśmy się braćmi. „Bracie LaMar”. Do wszystkich starszych zwracano się „bracie” — szczególnie w kościele — ale do mężczyzn spoza tej grupy nie mówiono „bracie”. To my byliśmy jedynymi chrześcijanami, trzeba było do nas należeć. Zdarzało się nawet, że np. ktoś przyprowadził do kościoła znajomą — jako gościa — a inny podszedł i pytał „Czy ona należy do Kościoła?”. Nie musiał przy tym mówić „naszego Kościoła”, „naszego wyznania”. Po prostu pytał o Kościół, bo „Kościół” oznaczał „nasz Kościół”. Ta grupa była organizacją sekciarską, bo mieliśmy bardzo wyraźnie wytyczone granice. Dyskutowaliśmy, czy można wejść w związek małżeński z osobą zza tej granicy. Małżeństwo z metodystką albo metodystą jest w porządku? Boże mój, nie. I nie z katoliczką czy katolikiem, broń Boże. Tak więc im mocniejszy mur oddziela waszą grupę od ludzi z zewnątrz, tym bardziej sekciarska jest ta grupa.

Kościół Jana wydaje się bardzo sekciarską grupą. To jedna z rzeczy intrygujących ludzi, którzy pytają czemu on tyle mówi o ciemności i świetle. To ostre podziały, są swoi i obcy, ci na górze i ci poniżej, dzieci światłości i dzieci ciemności, dzieci Boga i dzieci Szatana. Nie ma niczego między nimi, nie ma odcieni szarości, albo jesteście w środku, albo na zewnątrz, dlatego badacze na określenie tego mówią o sekciarstwie Janowym, o podziałach na swoich i obcych.

Przyjrzymy się pewnemu miejscu, gdzie się to ujawnia. Spójrzcie na rozdział 9. Poświęcę temu rozdziałowi nieco więcej czasu, bo niektórzy badacze na jego podstawie mówili, co się dzieje w Ewangelii Jana. Znajdźcie więc rozdział 9. Wyjmijcie Biblie, bo przecież mógłbym was okłamać. To opowieść o Jezusie uzdrawiającym niewidomego od urodzenia. Poskaczę trochę po tym rozdziale. Najpierw Jezus go uzdrawia, potem jest 9:10. Pytali go — tzn. ci, którzy byli wokół niego — „Jak to się stało, że widzisz?” (BP). On odpowiedział: „Człowiek, którego nazywają Jezusem, zrobił błoto, nałożył na moje oczy i powiedział mi: «Idź do sadzawki Siloe i obmyj się». Poszedłem więc, a gdy się obmyłem, zacząłem widzieć”. Oni do niego: „Gdzie on jest?”. Zwróćcie uwagę na te pytania: „Gdzie on jest?”, „Jak to się stało, że widzisz?”. On na to: „Nie wiem”. Wiem, wiem, wiem. Widzieć, widzieć, widzieć. Gdzie, gdzie, gdzie on jest? „Zaprowadzono do faryzeuszów” — tego, który wcześniej nie widział. Działo się to w szabat.

Chwila. To jest werset 13, trzeba to mocno podkreślić. Mamy za sobą 12 wersetów tego rozdziału, tej opowieści, i dopiero w trzynastym dowiadujemy się, że to się dzieje w szabat. O co chodzi? Czemu tak? Bo najwyraźniej to, co zaczęło się jako prosta opowieść o uzdrowieniu, autor postanowił zmienić w opowieść o konflikcie. Zauważyliście, że w wielu opowieściach z Ewangelii niektóre historie wydają się tylko zapisami cudów, inne historie wydają się być cudami mającymi związek z naturą, tzn. że nie mówią tylko o uzdrowieniach, ale o władzy nad naturą? A poza nimi jest wiele historii, które są opowieściami o konflikcie. Chodzi o to, że mówi się o uzdrowieniu kogoś, ale naprawdę ważną częścią tej opowieści niekoniecznie było samo uzdrowienie, lecz to, iż stało się to w szabat, a to powoduje spór Jezusa z innymi Żydami o to, co wolno robić w szabat. Gdy dochodzimy do wersetu 13, opowieść, która zaczęła się po prostu jak opis uzdrowienia — chociaż mogła mieć znaczenie symboliczne, bo ten mężczyzna jest niewidomy i przychodzi, aby widzieć, a to przecież niezmiernie ważne tematy Ewangelii Jana — staje się opowieścią o sporze o szabat. Uzdrowiony opowiada tę historię faryzeuszom. W wersecie 17 czytamy: „Zapytali więc znowu ślepego: «Co mówisz o nim, skoro otworzył twoje oczy?». A on odpowiedział: «Jest prorokiem»” (UBG). To ważne. Żydzi nie uwierzyli (o tym mówi werset 18), że urodził się ślepy i otrzymał wzrok. Uwierzyli, dopiero gdy przywołali rodziców uzdrowionego i spytali: „Czy to jest wasz syn? Czy urodził się, jak mówicie, niewidomy? Jak więc może teraz widzieć?”, na co rodzice odpowiedzieli: „Wiemy, że to jest nasz syn oraz że urodził się niewidomy. Nie wiemy jednak, w jaki sposób może teraz widzieć ani też kto uzdrowił jego oczy. Zapytajcie jego samego. Jest pełnoletni, niech mówi sam za siebie” (BP). Jego rodzice powiedzieli to — ta uwaga pochodzi od narratora — bo bali się Żydów.

Zaraz, zaraz. Przecież w tej opowieści są tylko Żydzi. Jezus jest Żydem, niewidomy jest Żydem, jego rodzice są Żydami. Wszyscy są Żydami. Czemu więc mówi się, że niektórzy bali się „Żydów”? „Żydzi bowiem już postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi” (BT).

Wcale mnie nie cieszy, że muszę wam to powiedzieć — to po prostu anachroniczne. W czasach Jezusa nie było żadnego ruchu, w którym przyjmowano by, że każdego, kto uzna kogokolwiek za syna Boga, należy wydalić — chodzi mi to, że ktoś uznałby Jezusa za Mesjasza — wydalić z synagogi. Takie rzeczy się nie zdarzały. Najróżniejsi ludzie uważali, że Mesjasz już się zjawił. Dyskutowano o tym, ale nie było żadnych przywódców synagogi, którzy mówiliby: „Przyjmiemy zasadę, że wszyscy uważający Jezusa z Nazaretu za Mesjasza zostaną wydaleni, zabierzemy im legitymacje, nie będą mogli przychodzić na obchody ważnych świąt, zwrócimy im składki”. Tak nie było. Być może działo się tak dziesiątki lat później, kiedy ten facet spisał Ewangelię, którą macie przed oczyma. Czytamy dalej. Oczywiście chodzi tu o to, jaki związek ma przekonanie, że Jezus jest Mesjaszem, z tym, czy pozwolą wam zostać w synagodze. Jeśli uznacie Jezusa tylko za proroka, może pozwolą wam zostać. Jeśli wyznacie, że jest Mesjaszem, wywalą was z synagogi. To zasadniczy konflikt w tej opowieści. Czytamy dalej, konflikt się zaostrza. Spójrzcie na werset 30: „Odpowiedział im ten człowiek”. Oni w gruncie rzeczy mówią: „Wiesz co, znamy Mojżesza, ten facet nie może być Mesjaszem. Na pewno się myli”. „Odpowiedział im ten człowiek: «To naprawdę rzecz dziwna — mówi to niewidomy od urodzenia, który już widzi — że wy nie wiecie, skąd przychodzi” — przychodzi, przychodzi, przychodzi — „a otworzył moje oczy»” — widzę, widzę, widzę. „A wiemy, że Bóg nie wysłuchuje grzeszników, ale jeśli ktoś jest czcicielem Boga i wypełnia jego wolę, tego wysłuchuje. Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy ślepego od urodzenia. Gdyby on nie był od Boga” — od Boga, od Boga — „nie mógłby nic uczynić. Odpowiedzieli mu: «Urodziłeś się cały w grzechach i ty nas uczysz?». I wypędzili go precz” (wywalili go z synagogi). „A gdy Jezus usłyszał, że go wypędzili, znalazł go i zapytał: «Czy wierzysz w Syna Człowieczego?». „A on odpowiedział: A któż to jest, Panie, abym w niego wierzył?”. I powiedział do niego Jezus: «I widziałeś go, i ten, który mówi z tobą, jest nim». A on powiedział: Wierzę, Panie! I oddał mu pokłon. Jezus mu powiedział:” — tak się kończy ta opowieść, więc to musi być ważne — „Przyszedłem na ten świat na sąd, aby ci, którzy nie widzą, widzieli” — czy Jezus nadal mówi tylko o niewidomych? Nie, teraz widzimy, że cała opowieść jest alegorią — „a ci, którzy widzą, stali się ślepi. I usłyszeli to niektórzy z faryzeuszy, którzy z nim byli, i zapytali go: «Czy i my jesteśmy ślepi?». Jezus im odpowiedział: «Gdybyście byli ślepi, nie mielibyście grzechu, lecz teraz mówicie ‘Widzimy’, dlatego wasz grzech pozostaje»” (UBG*).

Niektórzy uczeni zwracali uwagę, że to, co zrobiono w tym rozdziale, dziewiątym rozdziale Jana, doskonale pozwala dostrzec, jak sam pisarz wziął coś, co mogło być prostą opowieścią o cudzie, którą wziął z przekazu o Jezusie uzdrawiającym niewidomego, i zrobił z nią kilka rzeczy. Zacznijmy od tego, że wydobywa na powierzchnię motywy ślepoty i widzenia oraz pochodzenia od Boga, a to wszystko coś wnosi do tożsamości Jezusa jako Mesjasza. Następnie opowiada tę historię tak, że staje się opowieścią o kimś, kto zaczyna wierzyć, że Jezus to Mesjasz, a on to dostrzega. Ale — oczywiście — jeśli faktycznie to wyzna, wyrzucą go z synagogi, wychodzi więc z synagogi i dołącza do Jezusa. Wyrzucony z synagogi staje się uczniem Jezusa. Innymi słowy, w rozumieniu alegorycznym, musi opuścić synagogę i dlatego staje się członkiem Kościoła Jana. Są i inni, którzy podejrzewają, że Jezus może być Mesjaszem, chcą go wyznawać, ale tego nie robią, bo boją się wydalenia z synagogi.

Zwróćcie uwagę, że ta historia stała się alegorią tego, co działo się w czasie pisania tego tekstu. Spisujący tę Ewangelię przedstawia opowieść o niewidomym, ale także opowieść o konflikcie, w które jego Kościół wdał się z okoliczną synagogą. I najważniejszym wydarzeniem jest to, że to Jezus wywołuje rozłam, który się dokonuje. Co jest najistotniejsze w tym rozłamie? Chrystologia. Pamiętacie? Mówiłem ostatnio o różnych chrystologiach. Chrystologią jest to, co sądzicie o naturze Jezusa Chrystusa. Czy jest tylko człowiekiem? Czy Bogiem? A może po trochu jednym i drugim? Czy jest prorokiem? Czy jest tylko prorokiem? Czy jest nauczycielem zasad moralnych? Czy jest tylko nauczycielem zasad moralnych? Czy jest Synem Bożym? Czy jest równy Bogu Ojcu? Wszystkie te koncepcje są możliwymi ideami. Kilka pierwszych wieków chrześcijaństwa to historia sporów o to, która z wielu różnych możliwych koncepcji dotyczących Jezusa przeważy. Która ostatecznie pozostanie jako słuszna. Jakie będzie ostateczne ortodoksyjne stanowisko? Ewangelia Jana to wspaniały tekst, pozwalający dostrzec, jak zaczyna się ta sprawa.

Spójrzcie na 5:19. Za chwilę wrócę do innych rozmów. Nie martwcie się, skończymy dzisiaj zgodnie z planem, za to następnym razem pewnie wrócimy do Ewangelii Jana, zanim przejdziemy do listów Jana. 5:19: „Jezus oświadczył im: «Uroczyście zapewniam was: Syn nie może nic uczynić od siebie, jeśli nie widzi działającego Ojca. Wszystko bowiem, co On czyni, czyni również Syn. Ojciec kocha Syna i ukazuje Mu wszystko, co sam czyni; ukaże Mu nawet większe dzieła od tych, aby wzbudzić wasz podziw. Ponieważ tak jak Ojciec wskrzesza umarłych i daje życie, tak też i Syn obdarza życiem tych, których chce. Ojciec bowiem nie osądza nikogo, lecz całą władzę sądzenia przekazał Synowi, aby wszyscy oddawali taką cześć Synowi, jaką oddają Ojcu. Kto nie czci Syna, ten nie czci także Ojca, który Go posłał. Uroczyście zapewniam was: Kto jest posłuszny mojej nauce i kto wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie będzie sądzony, lecz przeszedł ze śmierci do życia”. (BP). Spójrzcie na 5:18, tuż wyżej: „Żydzi więc tym bardziej usiłowali zabić Jezusa. Nie tylko bowiem łamał szabat, lecz samego Boga nazywał swoim Ojcem” (BP).

Do tego miejsca dotarliśmy w tej opowieści. Zwróćcie jednak uwagę, co autor dodaje zaraz później. Następny zwrot brzmi „czyniąc się w ten sposób równym Bogu”. Czy każdy syn jest zawsze równy z ojcem? Nie, nie jest tak, że wszyscy synowie są równi wszystkim ojcom. Ten, który spisał Ewangelię wyraża pewien pogląd, bo tak właśnie wierzy. Wierzy, że Jezus nie tylko jest Synem Bożym w jakimś wtórnym znaczeniu, ale mówiąc, że Jezus jest Synem Bożym, uważa, że jest naprawdę równy Bogu Ojcu. Spójrzcie na 8:58. Następnym razem wrócę do rozdziału 8 i o nim pomówię. Ósmy rozdział jest jedną z tych klasycznych scen z Ewangelii Jana, które rozpoczynają się od rozmowy Jezusa w atmosferze, która wydaje się serdeczna i stosunkowo spokojna. Potem, w dalszej części rozmowy, dyskusja staje się coraz gorętsza. Ludzie oskarżają Jezusa o różne rzeczy, ale Jezus nie zostaje im dłużny, cały czas oskarża ich o rozmaite rzeczy, niekiedy śmieszne, np. gdy mówi, że są dziećmi diabła. Cała dyskusja kończy się tym wielkim rozłamem i wszyscy zaczynają rzucać oskarżenia. Potem zaczyna się następny rozdział. Znowu będą dyskutować i znowu dojdzie do wielkiego rozłamu. To koniec rozdziału 8, opisu jednej z tych dyskusji przechodzących w spór. Spór przechodzi w pyskówkę, a potem następuje rozłam. Jak się to kończy? Werset 58, rozdział 8: „Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Zanim Abraham stał się, ja jestem». Porwali więc kamienie, aby rzucić w niego” (BT). Czy to nie ciekawe, że wszystko, co ma do powiedzenia, to zdanie: „Ja jestem”. Czemu to taki wielki problem? Czy chodzi o to, skąd się wzięło to „Ja jestem”? Tak.

Słuchacz: [niesłyszalne]

Dale Martin: To deklaracja, kim Bóg jest. Gdy Bóg mówi „Ja jestem”. Komu i gdzie w Biblii to mówi?

Słuchacz: Mojżeszowi.

Dale Martin: Mojżeszowi przed płonącym krzewem, właśnie tak. Imię Boga, które ci spośród nas, którzy nie są Żydami, zwykle wypowiadają „Jahwe”, w hebrajskim tworzą tylko cztery spółgłoski. W tym czteroliterowym zapisie nie ma spółgłosek, nie wiemy więc, jak to imię wymawiać. W przekładach na język angielski zazwyczaj używa się formy „Lord” (Pan) z użyciem tylko jednej wielkiej litery. Gdy widzicie tak napisane słowo „Lord” w przekładzie hebrajskiej Biblii, oznacza ono tetragram, czyli cztery litery boskiego imienia w zapisie hebrajskim. Bogobojni Żydzi nigdy tego nie wymawiali, lecz w zamian mówili np. „Pan”. Tak jest w przekładzie na grecki, bo spisujący grecką Biblię nie znali imienia, używali więc form „Adonaj” czy „Pan” albo czegoś podobnego. Używaliśmy więc tej formy w przekładzie na angielski. Badacze są zdania, że pewnie najlepszym odpowiednikiem tych czterech liter podanych w „Księdze wyjścia” jest „bycie” bądź „byt” albo „Ja jestem”. Zwróćcie uwagę na słowa Jezusa. Twierdzi, że jest tym, który przemówił do Mojżesza z płonącego krzewu. To radykalne postawienie sprawy. Znacznie radykalniejsze niż wszystko, co widzieliśmy w każdej z pozostałych Ewangeliach. Jezus mógł być synem Boga, a zarazem nie być Bogiem. Mógł być synem Ojca, a przy tym nie być równym Ojcu. Mógł być Mesjaszem, a przy tym nie być osobą boską, mógł nawet być Mesjaszem, a do tego osobą boską, ale nie być „Ja jestem”. Ale nie w Ewangelii Jana. Tu Jezus mówi „Ja jestem”. Jest tym, który mówił do Mojżesza. Nic dziwnego, że Żydzi próbowali go ukamienować. Pomówimy o tym szerzej następnym razem.

 

Oznaczenie skrótów:

UBG Uwspółcześniona Biblia Gdańska

BP Biblia Paulistów

BT Biblia Tysiąclecia

Gwiazdka oznacza, że tekst przekładu został nieco zmieniony ze względu na wywód prelegenta. Tak więc np. zapis BP* oznacza, że przekładu pochodzi z Biblii Paulistów, ale są w nim drobne zmiany.

Dale B. Martin

Wykładowca

Dale B. Martin jest profesorem religioznawstwa na Uniwersytecie Yale. Kształcił się na Uniwersytecie Abilene Christian, Princeton Theological Seminary i Uniwersytecie Yale. Wydał opracowania badawcze na tematy jak: Nowy Testament, początki chrześcijaństwa, świat grecko-rzymski, starożytna rodzina oraz płeć i seksualność w starożytnym świecie. Profesor Martin otrzymał stypendia od National Endowment for Humanities, Fulbright Commission, Alexander von Humboldt Foundation i Lilly Foundation. Jest członkiem American Academy of Arts and Sciences (wybrany na 2009).

Sprawdź pozostałe wykłady z kursu

Zapisz się na historyczne studium początków chrześcijaństwa, poprzez analizę literatury pierwszych ruchów chrześcijańskich w kontekście historycznym, koncentrując się na Nowym Testamencie.

Strona główna kursuNastępny wykład »