Homoseksualizm, kobiety i kwestia płci w Biblii Cz.5 Jezus, kobiety i Maria Magdalena

utworzone przez | Mar 5, 2020 | Artykuły | 0 komentarzy

Związki Jezusa z kobietami

W poprzednim punkcie mówiłem o tradycjach, które wskazywały na to, że Jezus publicznie współpracował z kobietami podczas swojej posługi – starając się wykorzystać wypracowane kryteria historyczne, aby się dowiedzieć, czy znaczenie kobiet w najwcześniejszych wspólnotach chrześcijańskich było priorytetowe w życiu samego Jezusa. Co z kontekstową wiarygodnością tych tradycji?

Prawdą jest, że w starożytnym świecie kobiety były generalnie postrzegane przez mężczyzn jako gorsze (patrz niżej). Ale były wyjątki: szkoły filozoficzne, takie jak na przykład epikurejczycy czy cynicy opowiadały się za równością kobiet. Oczywiście, w bezpośrednim otoczeniu Jezusa w Palestynie nie było wielu epikurejczyków i cyników, a nasze ograniczone źródła sugerują, że kobiety z reguły były jeszcze bardziej ograniczone w tej części imperium pod względem swoich zdolności do angażowania się w działalność społeczną poza domem i z dala od autorytetu swoich ojców lub mężów. Czy zatem wiarygodne jest twierdzenie, że żydowski nauczyciel mógł zachęcać i promować taką działalność?

Nie mamy żadnych mocnych dowodów na to, że inni żydowscy rabini mieli za uczniów kobiety za czasów Jezusa; wiemy jednak, że faryzeusze byli wspierani i chronieni przez potężne kobiety na dworze króla Heroda Wielkiego. Niestety te nieliczne źródła, które mamy, niewiele mówią o niewiastach wśród niższych klas społecznych, które nie miały bogactwa ani pozycji, aby uniezależnić się od swoich ojców lub mężów.

Jednym z rozważań, które mogłyby uwiarygodnić tradycje dotyczące związku Jezusa z kobietami, jest jednak charakterystyczny ciężar jego własnego apokaliptycznego przesłania. Jezus głosił, że Bóg zamierza dokonać interwencji w historii i doprowadzić do odwrócenia losu: ostatni będą pierwszymi i pierwszymi ostatnimi; ci, którzy byli bogaci, będą biedni, a biedni będą bogaci; ci, którzy są obecnie wywyższeni, zostaną poniżeni, a uniżeni będą wywyższeni. Jezus związany był z wyrzutkami i osobami z marginesu społeczeństwa, co widocznie było wyrazem jego zapowiedzi, że Królestwo będzie należało do takich jak oni. Jeśli niewiasty były generalnie postrzegane jako gorsze przez mężczyzn, którzy ustanowili zasady i zarządzali społeczeństwem, to nie wydaje się nieprawdopodobnym, że Jezus miałby się z nimi swobodnie wiązać, a one z kolei byłyby szczególnie zainteresowane jego zapowiedziami dotyczącymi przyszłego Królestwa.

Niektórzy badacze sugerowali, że Jezus w rzeczywistości robił o wiele więcej, że głosił “radykalnie egalitarne społeczeństwo” – to znaczy, że zaczął reformować społeczeństwo, wymyślając nowy zestaw reguł porządkujących stosunki społeczne, tworząc społeczeństwo, w którym mężczyźni i kobiety mieliby być traktowani jako całkowicie równi. Może to jednak prowadzić do posunięcia się o krok za daleko i być może w złym kierunku. Jak bowiem widzieliśmy, niewiele wskazuje na to, by Jezus zajmował się transformacją społeczeństwa w jakikolwiek fundamentalny sposób, nie mówiąc już o relacjach między płciami. Jego zdaniem, społeczeństwo i wszystkie jego konwencje miały wkrótce zniknąć po nadejściu Syna Człowieczego z nieba w celu przeprowadzenia sądu na Ziemi. Daleki od budowy nowego społeczeństwa, wspólnoty równych sobie, Jezus przygotowywał ludzi do destrukcji i boskiej odnowy społeczeństwa.

Gwoli sprawiedliwości należy jednak powiedzieć, że nawet jeśli Jezus nie nalegał na rewolucję społeczną w swoim czasie, to jego przesłanie miało rewolucyjne konsekwencje. W szczególności nie należy zapominać o tym, że Jezus zachęcał swoich naśladowców, aby zaczęli wprowadzać w życie ideały Królestwa w teraźniejszości w oczekiwaniu na przyszłego Syna Człowieczego. Z tego powodu mogło być rzeczywiście praktykowane pewne równouprawnienie pomiędzy mężczyznami i kobietami, którzy towarzyszyli Jezusowi w jego wędrownej służbie głosicielskiej – nie jako pierwszy krok do reformowania społeczeństwa, ale jako przygotowanie na nowy świat, który miał wkrótce nadejść, gdy obecny wiek zostanie doprowadzony do kulminacyjnego końca wraz z nadejściem Królestwa.

Możliwe, że pozycja kobiet wśród naśladowców Jezusa za życia miała wpływ na ich status w Kościele chrześcijańskim po jego śmierci. To wyjaśniałoby, dlaczego kobiety wydawały się odgrywać znaczącą rolę w kościołach związanych z apostołem Pawłem, czyli w kościołach wczesnochrześcijańskich, o których jesteśmy najlepiej poinformowani. Wyjaśniałoby to jednak te znaczące role tylko częściowo. Aby uzyskać pełniejszy obraz sytuacji, powinniśmy powrócić do Pawła, aby zastanowić się nie tylko nad rolami, jakie kobiety odgrywały w jego kościołach, ale również nad jego własnymi poglądami na ten temat. Zajmę się tym w następnym poście.

https://ehrmanblog.org/jesus-association-with-women-for-members/

Kobiety w służbie Jezusa

W moim poprzednim poście starałam się pokazać, że kobiety – wbrew temu, co można by pomyśleć – były dość znaczącymi osobami w posłudze i w kościołach założonych przez Pawła. Oczywiście można się zastanawiać, dlaczego tak się stało, biorąc pod uwagę fakt, że kobiety zostały uciszone w późniejszych tradycjach chrześcijańskich (kontynuowanych w niektórych dość znamienitych kręgach dzisiaj). Jedną z odpowiedzi na pytanie, dlaczego kobiety odegrały ważną rolę w życiu pierwotnego Kościoła, jest to, że mogły odegrać ważną rolę w życiu historycznego Jezusa.

Czytelnicy tego bloga wiedzą, że nie jest rzeczą łatwą ustalenie, co właściwie wydarzyło się w życiu Jezusa. Historycy muszą stosować kryteria historyczne w stosunku do wszystkich tradycji, które przetrwały o Jezusie: niezależne poświadczenie (jeśli tradycja jest niezależnie poświadczana w wielu źródłach, to bardziej prawdopodobne że jest autentyczna); niepodobieństwo (jeśli tradycja odcina się od tego, co chrześcijanie chcieliby powiedzieć o Jezusie, to bardziej prawdopodobne że jest autentyczna); oraz spójność kontekstowa (każda tradycja, która nie może mieć sensu w kontekście Żydów palestyńskich w pierwszym wieku, prawdopodobnie nie będzie autentyczna).

Niestety, większość badań nad kobietami we wczesnym chrześcijaństwie była mniej niż rygorystyczna, jeśli chodzi o stosowanie tych (lub jakichkolwiek!) historycznych kryteriów do tradycji o Jezusie, które opisują jego zaangażowanie względem kobiet. Sami nie powinniśmy wpaść w pułapkę akceptowania tradycji jako historycznych tylko dlatego, że okazują się one wygodne dla agendy, którą zdarza nam się współtworzyć, feministycznej czy innej. Co w świetle naszych kryteriów możemy się więc dowiedzieć się o Jezusie i kobietach?

Na początku możemy z pewną pewnością stwierdzić, że Jezus współpracował z kobietami i służył im publicznie. Z pewnością jego dwunastu najbliższych uczniów było prawie na pewno mężczyznami (jak można by się spodziewać po żydowskim rabinie z I wieku). Z tego właśnie powodu głównymi bohaterami prawie wszystkich tradycji ewangelicznych są mężczyźni. Ale nie wszystkimi. W rzeczywistości znaczenie kobiet w służbie Jezusa jest wielokrotnie poświadczone przez nasze najwcześniejsze tradycje. Zarówno Marek, jak i Łukasz (specjalne źródło Łukasza) wskazują na przykład, że Jezusowi towarzyszyły kobiety w jego podróżach (Mk 15:40-41; Łukasz 8:1-3), co jest tradycją potwierdzoną przez Ewangelię Tomasza (Ewangelia Tomasza 114). Marek i źródło L wskazują również, że kobiety wspierały Jezusa finansowo podczas jego służby, najwyraźniej służąc mu w charakterze patronek (Mk 15:40-41; Łukasza 8:1-3). Zarówno w Marku jak i w Janie jest mowa o tym, że Jezus angażował się w publiczny dialog i dyskusję z kobietami, które nie należały do jego najbliższych naśladowców (J 4:1-42; Mk 7:24-30). Obie Ewangelie opowiadają również, niezależnie od siebie, o tradycji, że Jezus miał fizyczny kontakt z kobietą, która publicznie namaściła go olejem (Ewangelia wg św. Marka 14:3-9; św. Jana 12:1-8). W relacji Marka chodzi o niewymienioną z imienia kobietę w domu trędowatego Szymona; według Jana jest to Maria, siostra Marty i Łazarza, w swoim własnym domu.

We wszystkich czterech Ewangeliach kanonicznych jest mowa o tym, że kobiety towarzyszyły Jezusowi w drodze z Galilei do Jerozolimy w ostatnim tygodniu jego życia i były obecne przy jego ukrzyżowaniu (Mt 27:55; Mk 15:40-41; Łukasz 23:49; Jan 19:25). Najwcześniejsze tradycje w Ewangelii Marka sugerują, że tylko one pozostały wierne aż do końca, tymczasem wszyscy jego męscy uczniowie uciekli. Wreszcie z Ewangeliii synoptycznych oraz Ewangelii Jana i Ewangelii Piotra wynika, że jego towarzyszki były pierwszymi, które uwierzyły, że ciało Jezusa nie było już w grobie (Mt 28:1-10; Mk 16:1-8; Łukasza 23:55-24:10; Jana 20:1-2; Ewangelia Piotra 50-57). Te kobiety były najwyraźniej pierwszymi, które głosiły, że Jezus został wskrzeszony.

Istnieją inne ciekawe tradycje dotyczące kontaktu Jezusa z kobietami, które nie spełniają kryterium wielokrotnego poświadczenia, w tym pamiętny moment, który znajduje się tylko w Ewangelii Łukasza, kiedy Jezus zachęca swoją przyjaciółkę Marię, aby zajęła się jego naukami, a nie zajmowała się “kobiecymi” obowiązkami domowymi (Łk 10:38-42). Ponieważ jednak Łukasz wydaje się być szczególnie zainteresowany podkreśleniem znaczenia kobiet w służbie Jezusa, trudno jest przyjąć tę tradycję jako historyczną. Rzeczywiście, ogólnie trudno jest zastosować kryterium niepodobieństwa do tradycji o zaangażowaniu Jezusa w sprawy kobiet, ponieważ niektórzy wcześni chrześcijanie byli zaangażowani w podnoszenie statusu kobiet w Kościele; ludzie tacy jak oni mogli sami wymyślić kilka takich tradycji.

W następnym poście zastanowię się, czy kontekst uwiarygadnia to, że Jezus podczas swojej posługi otwarcie współpracował z kobietami.

https://ehrmanblog.org/women-in-the-ministry-of-jesus-for-members/

Czy Jezus utrzymywał intymne relacje z Marią Magdaleną?

W moim ostatnim wpisie zaznaczyłem, że większość ludzi po prostu zakłada, że Jezus nie był żonaty, ponieważ w żadnym z naszych źródeł nie ma wzmianki o jego żonie, ani żadnej wzmianki o tym, że kiedykolwiek miał żonę. I tak się przyjmuje, że nie miał żony. Jak badacze często i słusznie twierdzą, jest to argument z milczenia i sam w sobie nie jest zbyt mocny – ponieważ, między innymi, żadne z tych źródeł nie wskazuje na to, że Jezus nie był żonaty. Nie jest to więc dowód w tym czy innym kierunku.
To dobra uwaga, ale mój własny pogląd jest taki, że milczenie w tym przypadku jest znamienne – choć nie z takiego powodu, dla którego ludzie czasami tak mówią. Czasami niesłusznie twierdzi się – dzięki takim autorytetom jak Dan Brown w Kodzie Da Vinci – że jeśli nie było stwierdzenia, że Jezus nie był żonaty, to musi to oznaczać, że był żonaty, ponieważ żydowscy mężczyźni “zawsze” się żenili. W moim ostatnim poście pokazałem, dlaczego to po prostu nieprawda i nie po prostu tutaj nie przejdzie. Zamiast tego chcę powiedzieć, że fakt, iż Jezus nigdy nie był żonaty, jest prawdopodobnie dowodem na to, że nie był żonaty.

Moim zdaniem, “brak wzmianki” o żonie Jezusa należy umieścić w szerszym kontekście “wspominania” o tych, którzy byli członkami jego rodziny i towarzyszami. Mówiąc inaczej, matka Jezusa jest wymieniana w naszych źródłach (wielokrotnie). Tak samo jak jego ojciec. Podobnie jak jego bracia. Podobnie jak jego siostry. Podobnie jak jego uczniowie. Podobnie jak inni ludzie, z którymi się zetknął.
Wczesne tradycje chrześcijańskie wcale nie miały nic przeciwko wspominaniu o relacjach i towarzyszach Jezusa. Biorąc pod uwagę tę okoliczność, dlaczego jego żona nie miałaby być wymieniona, gdyby ją miał? Jest to o wiele głośniejsza cisza niż zazwyczaj.

Ten sposób patrzenia dotyczy w szczególności Marii Magdaleny, kobiety, która jest najczęściej kojarzona z Jezusem jako możliwa małżonka i/lub kochanka w świadomości współczesnych powieściopisarzy, filmowców i innych twórców fikcji. W tym miejscu powinienem powiedzieć kilka rzeczy o Marii Magdalenie. Pierwszą z nich jest to, że – ku zaskoczeniu wielu osób – prawie nigdy nie pojawia się ona w Ewangeliach podczas publicznej służby Jezusa. Powszechnie przyjmuje się, że była najbliższą kobietą naśladowczynią Jezusa. Ale jeśli to prawda, to nie ma na to prawie żadnych dowodów, przynajmniej z naszych najwcześniejszych Ewangelii.

Okazuje się, że Maria Magdalena zostaje wymieniona tylko raz podczas całej publicznej służby Jezusa tylko w jednej z Ewangelii i to tylko w połączeniu z innymi kobietami. Fragment z Ewangelii Łukasza 8,1-3, w którym jest mowa o Marii Magdalenie (od której w pewnym momencie wyszło siedem demonów), Joannie i Zuzannie oraz dużej grupie innych kobiet, które wspierały finansowo Jezusa, i jego uczennice podczas ich wędrownej służby. To jest to! To jest to, co mówi. Nie została ona w żaden sposób wyróżniona jako ktoś szczególny dla Jezusa. Jest po prostu jedną z tych kobiet, które przekazały mu fundusze wraz z grupą innych kobiet.

To prawda, że Maria stała się później bardzo, bardzo ważna. Według naszych wczesnych relacji ona i inne kobiety towarzyszyły Jezusowi i jego naśladowcom w ostatnim tygodniu jego życia w Jerozolimie wraz męskimi uczniami. W chwili aresztowania Jezusa wszyscy mężczyźni uciekli. Jednak kobiety pozostały przy nim, widziały, jak go ukrzyżowano (mężczyźni nie) i widziały, gdzie został pochowany. I wtedy trzeciego dnia Maria Magdalena albo sama (według naszej ostatniej relacji, Jana) albo z innymi kobietami (zgodnie z wcześniejszymi relacjami synoptyków) poszła do grobu znalazła go pustym. W trzech naszych Ewangeliach (wszystkich oprócz Marka) ona i pozostałe kobiety były wtedy pierwszymi, które ogłosiły, że Jezus został wskrzeszony.

Jeśli to poprawne z historycznego punktu widzenia – że Maryja jako pierwsza twierdziła, że Jezus powstał z martwych – to można by stwierdzić, że to właśnie ona zapoczątkowała chrześcijaństwo. To prawie tak samo ważne jak to! Ale to nie czyni z niej kochanki Jezusa.

Poza tym, że nie ma żadnej wzmianki o tym, że Maryja wyszła za mąż za Jezusa i w ogóle nie wspomina się o tym, że była jego najbliższą uczennicą, a nawet jego najbliższą żeńską uczennicą, istnieją dwa ściśle powiązane ze sobą powody, by sądzić, że w rzeczywistości nie była z Nim w związku małżeńskim. Pierwszy z nich to fakt, że w tym przypadku kwestia milczenia jest po prostu przytłaczająca. Dlaczego Marię Magdalenę wymieniono by kilkakrotnie, nie wskazując autora – a tak przy okazji byłaby żoną Jezusa?

Jeszcze bardziej uderzające jest to, że nazywa się ją “Magdaleną”, aby określić, którą Marią jest. Ona nie jest Marią, matką Jezusa, ani Marią, siostrą Marty z Betanii, ani Marią, matką Józefa. Jest Marią – kobietą, która przybyła z wioski Magdala (jest więc Magdaleną). Każda z tych Maryi jest identyfikowana przez cechę, która odróżnia ją od drugiej Maryi jako cecha odróżniająca. Gdyby w przypadku tej Marii chodziło o to, że w rzeczywistości była żoną Jezusa, czyż nie byłby to bardziej przejrzysta i ważniejsza cecha szczególna pozwalająca na jej identyfikację niż to, że pochodziła ona z konkretnej wioski nad Jeziorem Galilejskim?

Fakt, że nie wspomina się o niej w ten sposób, jest prawie pewnym dowodem na to, że nie była żoną Jezusa. Ludzie będą oczywiście nadal myśleć, że byli małżeństwem. Ale to dlatego, że większość ludzi myśli w sposób życzeniowy o przeszłości i nie wszyscy są zainteresowani takimi drobiazgami jak dowody.

W moim następnym poście przedstawię pozytywny argument – nie taki oparty na milczeniu – że w rzeczywistości Jezus nie był żonaty.

https://ehrmanblog.org/was-jesus-intimate-with-mary-magdalene/?highlight=mary%20magdalene

Więc… czy Jezus był żonaty?

Jako kontynuację mojego poprzedniego posta, ponownie opublikuję teraz kilka moich przemyśleń o kwestii, która bardzo ciekawi współczesnych ludzi: czy Jezus mógł być żonaty? Na początku powiem, że co ciekawi większość ludzi, w sumie niezbyt ciekawi uczonych; podczas moich 89 milionów dyskusji stoczonych przez ostatnie 44 lata z badaczami Nowego Testamentu, nie przypominam sobie żadnej, która skupiałaby się na tym temacie, może poza publicznymi debatami na oczach zgromadzonych laików. To trochę jak Szekspir. Wiem, że to rozczarowujące, ale większość uczonych zajmujących się Szekspirem na uniwersytetach w Anglii i Ameryce NIE dyskutuje o tym, czy Szekspir naprawdę napisał swoje sztuki. Nie jest to w ogóle przedmiotem zainteresowania…
Tak czy inaczej, musiałem stawić czoło kwestii możliwego małżeństwa Jezusa wraz z kilkoma innymi badaczami, na oczach tłumu, pięć lat temu. Później to opisałem następująco:

*****************************************************************

Jestem w podróży z Las Vegas, gdzie uczestniczyłem w debacie z dwoma uczonymi z Black Mountain Institute na temat „Czy miałoby to znaczenie, gdyby Jezus był żonaty?”. Black Mountain Institute jest częścią Uniwersytetu Nevady w Las Vegas (UNLV); sponsoruje on wydarzenia związane z literaturą i historią. Zwykle jest w nie zaangażowanych dwóch lub więcej uczonych, na scenie, wraz z moderatorem, omawiających interesujący ich temat. Moderatorem ostatniej nocy był Carol Harter, poprzedni dyrektor UNLV. Innymi uczonymi byli Karen King i Mark Jordan.
Oboje, Karen i Mark, są znanymi i szanowanymi badaczami. Karen jest wykładowcą wczesnego chrześcijaństwa na Harvardzie, gdzie zajmuje naczelną pozycję w kraju. Jej specjalnością jest zwłaszcza wczesnochrześcijański gnostycyzm. Stała się znana zwłaszcza w ostatnich latach z powodu wydania książki „Ewangelia żony Jezusa”, o której pisałem już wcześniej (szukajcie a znajdziecie!). Znam Karen od lat, chociaż niezbyt dobrze. Jest bardzo wnikliwą feministyczną historyczką, szczególnie zainteresowaną kwestiami dotyczącymi kobiet, płci (gender), seksualności i małżeństwa we wczesnym chrześcijaństwie.
Mark jest jednym z wielkich badaczy religii w kraju. Ma niezwykle szerokie horyzonty: z jednej strony przetłumaczył [dzieła] Tomasza z Akwinu, a z drugiej napisał kilka z najważniejszych wydanych kiedykolwiek książek na temat płci (gender) i etyki seksualnej, a zwłaszcza historii homoseksualizmu w tradycji chrześcijańskiej, włącznie ze swoją książką „Wynalezienie Sodomy”. Nie jest per se ekspertem od wczesnego chrześcijaństwa, ale posiada niewiarygodną wprost wiedzę. Gdyby nie był człowiekiem tak przyjaznym i przystępnym, jego erudycja byłaby wprost przerażająca.

Naszym zadaniem było dyskutowanie przed pełną salą ludzi (głównie stojących; jak się okazało, aby to bardzo gorący temat) na różne tematy dotyczące małżeńskiego statusu Jezusa. Czy był żonaty? Czemu miałoby to mieć znaczenie dla ludzi? Czy powinno je mieć? Gdyby mógł być przedstawiany jako żonaty, czy miałoby to znaczenie? Dla kobiet? Dla zrozumienia seksualności? Dla znaczenia instytucji małżeństwa? Dla bezżennego kapłaństwa Kościoła Katolickiego? Dla kogokolwiek innego?

Początek debaty skupiał się na kwestii: czy możemy stwierdzić, czy Jezus był żonaty. Zdaje się, że miałem odmienne zdanie niż Mark i Karen (choć mogę się mylić – to nie była uzgodniona debata, gdzie każde broniłoby innego stanowiska; wypowiadaliśmy się na przemian i poszerzaliśmy wypowiedzi poprzedników). Moje zdanie jest takie, że najprawdopodobniej Jezus nie był żonaty. Oni zaś skłaniali się bardziej do poglądu, że po prostu nie możemy tego wiedzieć. A zatem dobrze: nie wiemy.

Jednak owszem, skłaniam się do poglądu, że nie był żonaty. Karen zauważyła, że większość ludzi po prostu zakłada, że nie był żonaty, bo w żadnych źródła nie jest napisane, że był. Jednak opieranie pozytywnego historycznego stwierdzenia „Jezus nie był żonaty” na braku konkretnych dowodów – tj. argument ex silentio – nie jest zbytnio przekonujący. Żadne źródło nie mówi, że był żonaty. Żadne źródło nie mówi, że nie był. A zatem jest cisza.

Myślę, że to dobry argument. Mam do powiedzenia kilka rzeczy na ten temat w tym i następnym poście. Na razie pozwólcie, że postawię sprawę jasno w sprawie małżeństwa w czasach Jezusa. Chcę w ten sposób naprostować bardzo powszechne niezrozumienie tematu (Mark i Karen rozumieją; powraca to jednak często w popularnych dyskusjach), jak na przykład zostało ono wyrażone w nieoszacowanym autorytecie we wszystkich sprawach wczesnochrześcijańskich, Kodzie da Vinci Dana Browna.

Jest to stwierdzenie, że Jezus musiał być żonaty, bo żydowscy mężczyźni zawsze byli żonaci. Jest to całkowity błąd i fałsz, nic więcej. Z dwóch powodów. Po pierwsze, jest to socjologicznie nie możliwe. Jak wyjaśnił mi mój kolega Carol Meyers, zasłużony badacz Biblii Hebrajskiej, poza okresami ciągłej wojny, w starożytnych społeczeństwach mężczyźni zawsze przewyższali liczebnością kobiety. Powód był prosty: tak wiele kobiet umierało w połogu. To zaś oznacza, że nie ma możliwości, aby każdy mężczyzna mógł być żonaty. Po prostu nie było wystarczająco wiele kobiet!

Po drugie, zwyczajnie wiemy o tym, że istnieli nieżonaci żydowscy mężczyźni w czasach Jezusa. Na przykład esseńczycy – żydowska sekta, która stworzyła i przechowała zwoje znad Morza Martwego – są znani z wielu źródeł (Józef, Filon, Pliniusz Starszy) z tego, że pozostawali samotni i w celibacie, unikając małżeństwa. Decyzja, aby się nie żenić, mogła mieć związek z ich ogólnym ideologicznym i teologicznym poglądem na świat. Esseńczycy mieli poglądy apokaliptyczne; wierzyli, że żyją na końcu czasów, oraz że Bóg wkrótce zainterweniuje w sprawy ludzkie, aby zniszczyć siły zła i ustanowić królestwo dobra. Oddawali się przygotowywaniu na ten zbliżający się koniec – i tak unikali więzi społecznych, które mogłyby oderwać ich od tego jednego, obsesyjnie wyczekiwanego celu: bycia czystym przed Bogiem w obliczu bliskiego końca.

Jest to o tyle interesujące w tym kontekście, że Jezus też miał poglądy apokaliptyczne i wyczekiwał bliskiego końca doczesnej historii. Nie jest nie do pomyślenia, że i on był tak całkowicie zaangażowany w ten nadchodzący kres, że zdecydował się nie wstępować w społeczne więzi, które mogłyby oderwać go od głoszenia swojej dobrej nowiny.

Kolejnym poparciem tego poglądu jest fakt, że znamy tez innego I-wiecznego żydowskiego apokaliptyka, który pozostał bezżennym celibatariuszem, i zachęcał innych, aby również tacy byli: to apostoł Paweł! Znamy Pawła oczywiście jako chrześcijanina. Ale zanim został on wyznawcą Jezusa, również i on miał poglądy apokaliptyczne. Już jako chrześcijanin – i nadal apokaliptyk – Paweł mówi nam w 1 Liście do Koryntian, że pozostaje samotny i w celibacie, i lepiej byłoby wszystkim, aby też tacy pozostali z powodu nadchodzącego wstrząsu – to jest, powrotu Jezusa na sąd tego świata.

I tak żydowscy apokaliptyczni esseńczycy przed Jezusem oraz żydowski apokaliptyczny (i potem chrześcijański) Paweł po Jezusie byli bezżenni i w celibacie. Nie jest zatem nie do pomyślenia, aby żydowski apokaliptyk Jezus również był bezżenny i w celibacie. I faktycznie są powody, aby sądzić, że taki był. Odniosę się do nich w kolejnym poście.

https://ehrmanblog.org/so-was-jesus-married/

Jezus całujący Marię Magdalenę: dziwaczna scena w Ewangelii Filipa.

Pewna ilość czytelników odpowiedziała na mój post, mówiący o tym, czy Jezus i Maria Magdalena utrzymywali intymne stosunki. Wskazywali na niekanoniczną Ewangelię Filipa, według której, owszem, wydaje się, że tak było! Więc – co mógłbym powiedzieć na ten temat?
Odnosiłem się do tego tematu już wcześniej na blogu, lecz o wielu z was wtedy jeszcze nawet ptaki nie ćwierkały, więc napiszę o tym ponownie. Mówię o tym dość szeroko w odpowiednim rozdziale mojej książki Piotr, Paweł i Maria Magdalena. Omawiam tę kwestię w kontekście – tak, zgadliście – Kodu da Vinci Dana Browna, czyli głównej przyczyny, dla której ludzie sięgają po Ewangelię Filipa! Niewiele osób, którzy mówią o odpowiednim fragmencie (tym o Marii i Jezusie) tak naprawdę przeczytało tę Ewangelię. Fragment ten zadziwia wielu, jako nadzwyczaj dziwaczny. Tak czy inaczej, poniżej to, co mam do powiedzenia o tej Ewangelii oraz wersecie z Pocałunkiem.

**************************************************************

Niektóre historyczne doniesienia Kodu da Vinci na temat ewangelii niekanonicznych zadziwiły uczonych, jako oburzające albo przynajmniej oburzająco zabawne. Książka ta głosi, na przykład, że niektóre z tych ewangelii zostały odkryte wśród zwojów znad Morza Martwego. Oczywiście jest to całkowita nieprawda: zwoje znad Morza Martwego nie zawierają żadnych Ewangelii, ani w ogóle jakichkolwiek pism chrześcijańskich. Są to żydowskie teksty, które nigdy nie wspominają Jezusa ani żadnego z jego wyznawców. Ponadto powieść głosi, że małżeństwo Jezusa z Marią Magdaleną jest często omawiane w tych Ewangeliach, które nie dostały się do Nowego Testamentu. Jest wręcz przeciwnie – nie tylko to małżeństwo nie jest omawiane często, ale nie jest omawiane w ogóle w żadnej z zachowanych ewangelii, kanonicznych czy niekanonicznych. Będę miał więcej do powiedzenia na ten temat w innych miejscach. Na razie chcę wziąć na warsztat Ewangelię Filipa, która jest według Kodu da Vinci głównym świadkiem w sprawie Jezusa i Marii Magdaleny jako męża i żony.

Ewangelia Filipa jest jednym z najbardziej zagadkowych i pogmatwanych „gnostyckich” pism odkrytych nieopodal Nag Hammadi w Egipcie w 1945 roku. Składa się z pewnej liczby stwierdzeń i rozważań na temat natury rzeczywistości oraz relacji ludzi wobec niej, w kontekście gnostyckiego rozumienia świata. Księga ta jest pełna trudnych do rozszyfrowania przypowieści, metafor, tez teologicznych, analogii, nawoływań i tak dalej, wszystko zaś w, wydawałoby się, całkowicie losowej kolejności. Nie jest to łatwy tekst do interpretacji. Wielu czytelników upuszcza ręce w rozpaczy. Aby pokazać, o czym mówię, oto przykład:

Poganin nie umiera. Nigdy bowiem nie żył, aby mógł umrzeć. Ten, kto uwierzył w prawdę, ten żył i tylko taki znajduje się w niebezpieczeństwie śmierci. Żyje bowiem, odkąd nadszedł Chrystus. Została stworzona ozdoba i ozdobione są miasta. Martwy zostaje usunięty. Gdy byliśmy Hebrajczykami, byliśmy sierotami, mieliśmy (tylko) naszą matkę, Gdy staliśmy się chrześcijanami, otrzymaliśmy ojca i matkę. Ci, którzy sieją w zimie, będą w lecie zbierać żniwo. Zimą jest ten świat. Latem zaś jest inny eon 1Ewangelia Filipa, tłum. W. Myszor, w: Biblioteka z Nag Hammadi. Kodeks I i II, Katowice 2008. Tekst z: http://www.wtl.us.edu.pl/pdf/Nag_Hammadi/kodeks_02/03_ewangelia_filipa_tlumaczenie_dla_www.pdf.

I tak dalej.
Pomimo generalnie kiepskiej jakości tekstu w Ewangelii Filipa można znaleźć pewne fascynujące fragmenty, i dwa z nich dotyczą Marii Magdaleny. Oba są cytowane w Kodzie da Vinci. Niestety, oba również sprawiają problemy w sposób, jakiego Brown, albo przynajmniej jego fikcyjni bohaterowie, nie zauważają. Pierwszy dotyczy jednego z prawdziwych historycznych błędów (i to fatalnych błędów!) powieści. Mówię o fragmencie Ewangelii Filipa, który brzmi:

Trzy (kobiety) chodziły z Panem zawsze: Maria, jego matka i jego siostra i Magdalena, ta, którą się nazywa jego towarzyszką Bo „Maria” jest jego siostrą i jego matką (tak się nazywa) a także jego towarzyszką.

Jeden z głównych bohaterów Kodu da Vinci, historyk-tropiciel i ekspert od Świętego Graala Leigh Teabing, cytuje ten fragment i wskazuje, że mówi on, że Jezus i Maria Magdalena byli małżeństwem, ponieważ: „Jak powie wam każdy badacz języka aramejskiego, słowo „towarzyszka” w tych czasach literalnie oznacza małżonkę” 2tłumaczenie Kodu da Vinci na bazie cytatu Ehrmana.

Problem (niezauważony przez Browna) jest taki, że Ewangelia Filipa nie była napisana po aramejsku. Została napisana w starożytnym egipskim języku – koptyjskim. Co więcej, gdy spojrzymy na ten fragment w koptyjskim, użyte tam słowo jest w zasadzie kalką z greki: słowo koinonos. A co to słowo oznacza? Nie jest to greckie słowo na małżonkę. Normalnie oznacza „współpracownika” albo „towarzysza”. A zatem ten fragment z Ewangelii Filipa mówi nam tylko tyle, że Maria była towarzyszką Jezusa – tę samą informację możemy uzyskać z ewangelii kanonicznych.

Kolejny interesujący nas fragment z Ewangelii Filipa może wydawać się bardziej obiecujący, ponieważ pokazuje intymną więź między Jezusem a Marią. Według Kodu da Vinci (i według wielu interpretatorów), fragment ten wskazuje, że Jezus i Maria często całowali się ze sobą w usta. Problem z tym konkretnym miejscem jednak jest taki, że manuskrypt jest tam wytarty w kilku miejscach, tak że są dziury tam, gdzie powinny być słowa. Sprawia to, że trudno jest nam powiedzieć, co tak naprawdę autor tam napisał. Tekst brzmi następująco:

I towarzysz(ka) [ubytek w manuskrypcie] Maria Magdalena [ubytek w manuskrypcie] ją bardziej niż [ubytek] uczniów [ubytek] całował ją [ubytek] w jej [ubytek w manuskrypcie] 3cytuję tu dosłownie za Ehrmanem.
Polskie tłumaczenie, uzupełnione przez W. Myszora, brzmi następująco:
Marię Magdalenę zbawca kochał bardziej niż [wszystkich] uczniów i całował ją [często] w jej [usta]

Wygląda to przynajmniej tak, jakby Jezus kochał Marię bardziej niż innych oraz całował ją w jej – usta? Inną część ciała? Zapewne nigdy się tego nie dowiemy.
Jeśli nie dowodzi to niczego innego, to ten fragment wygląda przynajmniej tak, jakby autor pamiętał Marię jako wyjątkowo bliską Jezusowi. Jednak byłoby zbyt daleko idącym stwierdzeniem, że pokazuje nam ich jako bliskich sobie seksualnie. To może być nasza naturalna reakcja: w końcu oboje się całują. Lecz tutaj znowu ważne jest spojrzenie na tekst w jego kontekście. Jak się okazuje, Ewangelia Filipa, oraz inne chrześcijańskie teksty gnostyckie, mówi o całowaniu też przy innych okazjach. I z tych miejsc jasno wynika, że cokolwiek się tam dzieje, w żadnym wypadku nie jest to żadna boska gra wstępna. Wcześniej, na przykład, Ewangelia Filipa mówi następująco:

Człowiek przyjmuje [pożywienie] z obietnicy (wejścia) do [miejsca] w górze. [Gdyby] ją z ust […z miejsca], z którego wyszedł Logos, to żywiłby się (wprost) z ust i stałby się doskonały. Doskonali bowiem staną się przez pocałunek brzemienni i zrodzą. Dlatego i my sami całujemy się wzajemnie przyjmując poczęcie z łaski, którą wśród nas mamy. 4cyt. za tłumaczeniem W. Myszora, op. cit.

Jak z pozostałymi fragmentami Ewangelii Filipa, trudno jest nam zrozumieć, co to wszystko znaczy. Co jest jasne jest jednak to, że człowiek osiąga doskonałość przez to, co wychodzi z ust – to znaczy, przez słowa wiedzy dostarczone przez natchnionego nauczyciela. To jest to „doskonałe” przesłanie, które prowadzi ludzi do doświadczenia nowych narodzin. Wtedy poznają prawdę przynoszącą im wyzwolenie z ich zniewolenia, w którym pozostawali jako istoty materialne. Symbolicznie było to przedstawiane jako chrześcijański rytuał „pocałunku pokoju”. Był on praktykowany we wczesnym Kościele, tak jak w wielu Kościołach dzisiaj podczas nabożeństw jest moment, w którym ludzie wymieniają ze sobą oszczędne pocałunki lub uściski dłoni. Całując drugą osobę, pokazuje się, że to poprzez usta, i poprzez prawdy stamtąd wychodzące, można znaleźć życie. Tak też chrześcijanin „staje się brzemienny” i „rodzi”.

Zatem, kiedy Jezus całował Marię, nie był to wstęp do seksu. Było to symboliczne ogłoszenie, że oto otrzymała ona objawienie prawdy, które Jezus przekazywał apostołom. Według Ewangelii Filipa Maria zrozumiała prawdę lepiej niż pozostali. Jeśli ten przekaz był szeroko rozpowszechniony wśród chrześcijańskich kręgów gnostyckich, nic dziwnego, że Piotr i pozostali czuli więcej niż ukłucie zazdrości wobec niej. Przejęła ich miejsce jako ta najbliższa Jezusowi, nie pod względem seksualnym, lecz duchowym.

https://ehrmanblog.org/jesus-kissing-mary-magdalene-a-bizarre-scene-in-the-gospel-of-philip/

Powyższe posty pochodzą z blogu badacza Nowego Testamentu prof. Barta Ehrmana i zostały opublikowane za jego osobistą zgodą. Pod poszczególnymi częściami znajdują się linki do oryginalnych postów.

Przypisy   [ + ]

1.Ewangelia Filipa, tłum. W. Myszor, w: Biblioteka z Nag Hammadi. Kodeks I i II, Katowice 2008. Tekst z: http://www.wtl.us.edu.pl/pdf/Nag_Hammadi/kodeks_02/03_ewangelia_filipa_tlumaczenie_dla_www.pdf
2.tłumaczenie Kodu da Vinci na bazie cytatu Ehrmana
3.cytuję tu dosłownie za Ehrmanem.
Polskie tłumaczenie, uzupełnione przez W. Myszora, brzmi następująco:
Marię Magdalenę zbawca kochał bardziej niż [wszystkich] uczniów i całował ją [często] w jej [usta]
4.cyt. za tłumaczeniem W. Myszora, op. cit.

Najczęściej czytane artykuły

Polecane artykuły…

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się swoją opinią lub zadaj pytanie poniżej

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *