1 Księga Henocha, wprowadzenie do lektury, cz. 3 – Prorok z Galilei

12 sierpnia 2021
Dawid
Dawid
Skończyłem historię na Wydziale Historycznym UW ze specjalizacją historii Kościoła. Jestem oddanym fascynatem późnego antyku, poza chrześcijaństwem interesuję się też gnostycyzmem, neoplatonizmem i magią antyczną, jak również religiami Indii i mitologiami świata, od europejskich po polinezyjskie. Jestem też fanem twórczości H.P. Lovecrafta oraz komiksów DC.
Henoch

Spis treści

Kontynuując cykl artykułów o Etiopskim Henochu, chcę poruszyć tutaj temat pochodzenia tej księgi: mianowicie przedstawić Czytelnikom argumenty przemawiające za tym, że ta właśnie księga, jak również inne, pokrewne jej pisma żydowskie epoki hellenistycznej, powstały na Północy: w Galilei lub jej okolicach. Przy tej okazji też będziemy mieli okazję omówić kolejny epizod z Księgi Gigantów: posłannictwo Henocha, który przyjął funkcję pośrednika między aniołami a Bogiem. To tego tekstu zainspirował mnie wyczerpujący artykuł Davida Sutera, „Why Galilee? Galilean regionalism in the interpretation of 1 Enoch 6-15”. W pewien sposób poniższy artykuł będzie wyciągiem tekstu mojego uczonego imiennika.

Piątka z geografii.

Pierwszą rzeczą, na którą warto zwrócić uwagę, jest bardzo precyzyjna lokalizacja wydarzeń kosmicznego dramatu, który prezentuje nam 1 Hen (podkreślenia, rzecz jasna, moje):

1 Kiedy ludzie rozmnożyli się, urodziły im się w owych dniach ładne i piękne córki. 2 Ujrzeli je synowie nieba, aniołowie, i zapragnęli ich. Jeden drugiemu powiedział: “Chodźmy, wybierzmy sobie żony z córek ludzkich i spłodźmy sobie dzieci”.
3 Szemihaza, który był ich dowódcą, powiedział do nich: “Obawiam się, że może nie zechcecie tego zrobić i że tylko ja sam poniosę karę za ten wielki grzech”. 4 Wszyscy odpowiadając mu rzekli: “Przysięgnijmy wszyscy i zwiążmy się przekleństwami, że nie zmienimy tego planu, ale doprowadzimy zamiar do skutku”.
5 Następnie wszyscy razem przysięgli i związali się wzajemnie przekleństwami.
6 Był o ich wszystkich dwustu. Zstąpili na Ardis, szczyt góry Hermon. Nazwali ją górą Hermon, albowiem na niej przysięgali i związali się wzajemnie przekleństwami.

1 Henoch poszedł i powiedział Azazelowi: “Nie zaznasz pokoju. Wydano na ciebie surowy wyrok, aby cię związać.
2 Nie zaznasz ani spoczynku, ani zmiłowania, ani [wysłuchania jakiejkolwiek] prośby, z powodu zła, którego nauczałeś, i z powodu wszystkich bluźnierstw, zła i grzechów, które pokazałeś synom ludzkim”.
3 Wówczas poszedłem i im wszystkim powiedziałem to. Bardzo się zmartwili. Ogarnął ich strach i drżenie. 4 Poprosili mnie, abym wystosował za nich pisemną prośbę, aby mogli otrzymać przebaczenie i żebym zabrał ich pisemną prośbę do Pana w niebie. 5 Albowiem odtąd oni sami nie byli zdolni mówić i nie podnosili swoich oczu do nieba z powodu wstydu za grzechy, za które zostali skazani.
6 I wówczas napisałem ich pisemną prośbę i ich błagania odnośnie ich duchów i czynów każdego z nich, i odnośnie tego, o co prosili, [mianowicie] żeby otrzymali odpuszczenie i przebaczenie.
7 I poszedłem i usiadłem nad wodami Dana w Dan, które znajdują się na południowy zachód od Hermonu. Zanim zasnąłem, odczytałem ich pisemną prośbę. 8 I oto ogarnął mnie sen i doznałem widzeń. Ujrzałem wizję gniewu, [mianowicie] że mam mówić do synów nieba i mam ich zganić.
9 I obudziłem się i poszedłem do nich, a oni wszyscy siedzieli z zakrytymi twarzami pogrążeni w smutku, zgromadzeni razem w Ubelsejael, które jest pomiędzy Libanem a Senir. 10 Opowiedziałem im wszystkie wizje, których doznałem w moim śnie, i zacząłem mówić te słowa sprawiedliwości i ganić Czuwających nieba.

Przytaczam tutaj polskie tłumaczenie takie, jakie wykonał ks. Ryszard Rubinkiewicz dla Apokryfów Starego Testamentu, wyd. Vocatio, 2000 r. Nie wszystkie jednak terminy są tutaj przełożone tak, jak przyjmuje się to w obowiązującym teraz dyskursie. Zmiany są dwie: zamiast „zstąpili na Ardis, szczyt góry Hermon” tłumaczy się teraz jako: „zstąpili za dni Jareda na szczyt góry Hermon”; zamiast „Ubelsejael” przyjmuje się „Abel-Mayim”. Opieram się tutaj na dwóch ważnych publikacjach o 1 Hen: Mattew Black, The Book of Enoch or 1 Enoch, 1985 oraz aktualnie największym dziele z tej tematyki, G. Nickelburg, 1 Enoch 1: A Commentary on the Book of 1 Enoch, Chapters 1–36; 81–108 z 2001 r. To odczytanie pozwala nam wyciągnąć z tego tekstu wiele nowych, ciekawych informacji, i tych wersji będziemy się trzymać poniżej.

Pierwszym, co rzuca nam się w oczy, to skupienie na górze Hermon. Jest to najwyższa góra z łańcucha Antylibanu, aktualnie na granicy Izraela i Syrii, na najbardziej na północ wysuniętym skraju Wzgórz Golan. Wody spływające z Hermonu zasilają Jordan. Znacznie bliżej jest jej do Tyru niż Nazaretu, i porównywalnie daleko z Nazaretu jak do Bejrutu. To sytuuje Hermon na pograniczu ziem związanych z Izraelem, a dużo bliżej Fenicji czy Damaszku.

W Biblii Hermon jest „oficjalną granicą” Ziemi Obiecanej, nosi też kilka różnych nazw:

Przejęliśmy w owym czasie z rąk dwóch królów amoryckich ziemię za Jordanem od potoku Arnon aż do gór Hermonu. Sydończycy nazywają Hermon Sirion, Amoryci zaś zwą go Senir. (Pwp 3,8-9).

Henoch lokalizuje miejsce swojej wizji na południowy zachód, nad „wodami Dana w Dan”. W oryginale jest to forma Danbadan: „Dan w Dan”. O tym mieście w Biblii wspomina Księga Sędziów w rozdziale 18, że było to niegdyś miasto Laisz, po najeździe plemienia Danitów przemianowane na Dan. O Laisz sprzed podboju wspominają też źródła egipskie i mezopotamskie: m.in. Teksty Złorzeczące z okresu Średniego Państwa albo wspomnienie Tutmozisa III o podbiciu krainy „ra-wy-sa”. Ono również zlokalizowane jest na samej północy współczesnego Izraela, identyfikowane ze współczesnym stanowiskiem Tel Dan na Wzgórzach Golan, w tak zwanym Palcu Galilei. „Wody Dana” to spływające z Hermonu strumienie zasilające Jordan. Doskonale zgadza się nawet kierunek spływania owych wód, bo masyw Antylibanu otacza Dan z północy i wschodu.

Dan po powrocie z wygnania i w okresie perskim było prawdopodobnie opuszczone, podobnie jak cała okolica Wzgórz Golan – niezamieszkała. Dopiero około III wieku p.n.e. ośrodek ten został odrestaurowany przez władze, dokładniej przez Ptolemeusza II, którego monety zostały odnalezione na terenach wykopalisk. Nie istniała wtedy nawet lokalna społeczność, która mogłaby ten ośrodek utrzymywać. Suter wiąże tę restaurację z wizytacją niejakiego Zenona w 259 r. p.n.e., prawdopodobnie ptolemejskiego agenta, co z kolei sugeruje, że władze interesowały się tym regionem z powodów strategicznych: był to obszar graniczący z imperium Seleukidów. Restauracja dawnego sanktuarium miała zapewnić Ptolemeuszowi stabilność granicy oraz dać mu oczy i uszy w regionie. Odnowiony ośrodek funkcjonował sprawnie: zachowała się np. grecka inskrypcja niejakiego Zoilosa wraz ze ślubem, jaki przysiągł on „…bogu, który jest w Dan” lub „…pośród Danitów” (zob. A. Biran, To the God who is in Dan, w: Temples and High Places in Biblical Times… Jerusalem, 1981). Anonimowe, lokalne bóstwo było zatem kontynuacją pradawnego kultu z Północnego Królestwa.

Rozpoznajemy nazwę Senir, która również pojawia się w przytoczonym cytacie z Henocha: „…siedzieli z zakrytymi twarzami pogrążeni w smutku, zgromadzeni razem w Ubelsejael, które jest pomiędzy Libanem a Senir”. Co oznacza, że poniżeni aniołowie przebywali w jakimś miejscu między, niestety, ogólnikowo wskazanym Libanem, a właśnie górą Hermon, na którą niegdyś zstąpili z nieba. Jeśli autor ma tu na myśli konkretnie masyw górski Liban (jako przeciwieństwo do Antylibanu), lokalizowałoby to miejsce zgromadzenia aniołów gdzieś w Dolinie Bekaa między tymi górami.

Jak zaznaczyłem wyżej, obecne w tekście Ubelsejael, odczytywane jest teraz (zob. G. Nickelsburg, 1 Enoch… lub D. Olson, A New Reading of the Animal Apocalypse of 1 Enoch, 2013) jako Abel-Maim lub Abel-Main. To z kolei jest miejscowość dobrze znana z Biblii, kolejne miejsce u źródeł Jordanu, około siedem kilometrów od Tel Dan. Zatrzymajmy ją w pamięci, bo zaraz będziemy do niej wracać. 2 Krn 16,4 mówi o niej krótko:

Ben-Hadad posłuchał króla Asy i posłał dowódców swego wojska na miasta izraelskie. Napadli oni na Ijjon, Dan i Abel-Maim oraz na wszystkie miasta-spichlerze Neftalego.

Paralelny tekst w 1 Krl 15,20 identyfikuje tę miejscowość jako Abel-Bet-Makaa:

Ben-Hadad posłuchał króla Asy i posławszy dowódców swego wojska na miasta izraelskie, napadł na Ijjon i Dan oraz na Abel koło Bet-Maaka, jako też na Kinerot, aż po kraj Neftalego.

To z kolei nawiązuje do innego epizodu z Księgi Sędziów 18, czyli do założenia sanktuarium z kapłanem wyposażonym w efod i terafim, sprowadzonych z domu niejakiego Miki, który założył swój własny przybytek ku czci Boga:

Stamtąd ruszyli na górę Efraima i przyszli do domu Miki. Pięciu zaś owych mężów, którzy się wywiadywali o ziemię Lajisz, odezwało się do swych braci mówiąc: «Wiecie, że w [jednym] z tych domów znajduje się efod i terafim oraz posążek rzeźbiony i ulany z metalu? Wiecie więc, co macie czynić». Schodząc wstąpili do domu młodego lewity, do domu Miki i pozdrowili go. Podczas gdy sześciuset uzbrojonych do boju stało u progu – byli oni spośród Danitów – pięciu owych mężów, którzy wywiadywali się o kraj, weszło do wnętrza, wzięło posążek rzeźbiony wraz z efodem i terafim oraz posążek ulany z metalu. A kapłan stał na progu u drzwi razem z owymi sześciuset mężami uzbrojonymi do boju. Ci więc, wszedłszy do wnętrza domu Miki, wzięli posążek rzeźbiony wraz z efodem i terafim oraz posążek ulany z metalu, na co rzekł do nich kapłan: «Cóż wy robicie?» Odpowiedzieli mu: «Milcz! Przyłóż rękę do ust i pójdź z nami. Będziesz dla nas ojcem i kapłanem. Czyż nie lepiej ci być kapłanem całego pokolenia i rodu izraelskiego aniżeli w domu jednego człowieka?» Uradowało się na te słowa serce kapłana. Wziąwszy więc efod, terafim, rzeźbiony posążek, przyłączył się do oddziału.

Napotykamy więc na ślad istnienia pradawnego sanktuarium izraelskiego. Opowieść zamieszczona w Biblii jest oczywiście krytyczna wobec niego, ponieważ narracja ksiąg biblijnych wyraźnie preferuje pogląd jednego centrum religijnego: Jerozolimy. W późniejszych narracjach Dan oraz Betel stały się miejscem „bałwochwalczego” kultu królów Północnego Królestwa, ze złotymi cielcami ustawionymi przez króla Jeroboama. Biblia, reprezentująca poglądy kapłanów jerozolimskich, nie lubi tych miejsc (chociaż cześć wobec Betel udało się jakoś uchować dzięki opowieści z Rdz 28), jednak to nie znaczy, że my mamy podzielać jej poglądy. Zobaczymy zresztą, że jerozolimskie paszkwile nie zohydziły ich wszystkim Żydom.

Abel-Maim, prócz bycia sanktuarium, było też miejscem sprawowania wyroczni, o którym pamięć nie została zupełnie zatarta. Wiemy zresztą m.in. z opowieści o Dawidzie, że efod służył Żydom do wywiadywania się o woli Bożej, czyli do wróżenia właśnie: to dzięki niemu król zasięgał rady Boga w trudnych sytuacjach (zob. 1 Sam 14, 18 i nast., 1 Sam 23, 9 i nast., 1 Sam 30,7-8). Abel-Maim było więc rodzajem żydowskiej wyroczni, jak Delfy czy Dodona dla Greków. 2 Sam 20 wspomina o tej praktyce w następujący sposób:

Joab przeszedł przez ziemie wszystkich pokoleń izraelskich do Abel-Bet-Maaka. Zebrali się też wszyscy sprzymierzeńcy i poszli za nim. Przyszedłszy, oblegli Szebę w Abel-Bet-Maaka. (…) Z miasta zawołała wtedy pewna mądra kobieta (…) mówiła dalej, co następuje: «Od najdawniejszych czasów zwykło się mówić w ten sposób: “Należy zapytać w Abel i tak niech załatwią!…

Co więcej: w tym miejscu Septuaginta zachowała nam inny, dłuższy tekst wersetu 18, w następującym, dość niejasnym brzmieniu:

Wśród pierwszych [tj. za dawnych czasów] takie powtarzało się zdanie: W mieście Abel i Dan można usłyszeć pytanie, czy już ustało to, co ustalili wierni Izraela. Tak właśnie pytający chcą w Abelu dowiedzieć się, czy już to ustało.

Polskie tłumaczenie nie jest zbyt jasne, przytaczam więc jedną z wersji angielskich, która nieco lepiej tłumaczy, o co tam chodzi:

And she spoke, saying, Of old time they said thus, Surely one was asked in Abel, and Dan, whether the faithful in Israel failed in what they purposed; they will surely ask in Abel, even in like manner, whether they have failed.

Tak czy inaczej, jest tu zawarta sugestia, że „w Abelu” można dowiedzieć się czegoś i otrzymać pewną odpowiedź. Czyli, innymi słowy, zasięgnąć rady wyroczni. Zestawiając tu obecność królewskiego sanktuarium (pamiętamy: dwa „bałwochwalcze” miejsca kultu Królestwa Północy) z miejscem wyroczni dostajemy potężny ośrodek religijny, którego znaczenia nie powinniśmy przeceniać.

To wszystko składa się na całkiem dokładny opis miejsca dramatu. Autor tekstu Henocha musiał albo dobrze znać geografię okolicy, albo przynajmniej korzystać z dokładnych świadectw. Powstaje oczywiście pytanie, czemu taki opis miał służyć? Czy słuchacze/czytelnicy mieli kojarzyć te geograficzne szczegóły? Czy może odwrotnie: nie znali ich i ich potrzebowali? Nie ma na to odpowiedzi.

Wspomnijmy też, że Henoch zasiadający „nad wodami Dan”, aby otrzymać chwalebną wizję niebios i bóstwa, bardzo przypomina scenę Ezechiela, również przebywającego „w ziemi Chaldejczyków nad rzeką Kebar”, gdzie ową rzekę autor wspomina dwukrotnie w ramach trzech wersetów. Jest tu paralela: wizjonera-apokaliptyka otrzymującego ogląd chwały Bożej nad bieżącą wodą.

Inne teksty powiązane z regionem.

Wspomniane przed chwilą Abel-Maim powraca do nas w innym tekście międzytestamentalnym: w Testamencie Lewiego, jednym z Testamentów Dwunastu Patriarchów. I to w nie byle jakiej roli. Pisany z jerozolimskiego punktu widzenia Stary Testament woli pominąć milczeniem albo wprost potępić jego znaczenie. Tymczasem Abel-Maim w tym tekście staje się miejscem, w którym przodek wszystkich kapłanów i lewitów otrzymuje swoje wzniosłe powołanie i namaszczenie:

Ja, Lewi, zostałem poczęty w Haranie i tam przyszedłem na świat. Potem wraz z ojcem przybyłem do Sychem. Byłem młodzieńcem około dwudziestoletnim, kiedy wraz z Symeonem pomściłem na Remorze krzywdę naszej siostry Dyny. Kiedy paśliśmy trzodę w Abelmaul, zstąpił na mnie duch rozumienia od Pana i zobaczyłem, jak wszyscy ludzie gubili swą drogę, ponieważ niesprawiedliwość zbudowała sobie mury, a nieprawość usiadła na wieżach. I smuciłem się z powodu rodzaju ludzkiego i błagałem Pana o wybawienie. Wtedy popadłem w sen i zobaczyłem górę wysoką. Była to góra Aspidos w Abelmaul. A oto otwarły się niebiosa i anioł Boga powiedział do mnie: Lewi, wejdź!

W otrzymanej wówczas wizji Lewi otrzymuje wiedzę o siedmiu niebiosach oraz o sądzie Boga nad niesprawiedliwymi, czego swoistym typem miało być zgładzenie Sychema, gwałciciela Diny:

Anioł otworzył mi bramy nieba i zobaczyłem Świątynię i Najwyższego zasiadającego na tronie chwały. I rzekł do mnie: Lewi, tobie powierzyłem błogosławieństwa urzędu kapłańskiego do czasu, kiedy nadejdę i zamieszkam pośrodku Izraela. Wtedy anioł sprowadził mnie na ziemię, dał mi tarczę i miecz, i powiedział: Pomścij krzywdę Dyny na Sychemie, a ja będę z tobą, bo Pan mnie posłał.

Mamy tutaj więc bardzo zbliżony motyw, co w Księdze Henocha: patriarcha zasypia i otrzymuje wizję niebios, w tym zwłaszcza niebiańskiej świątyni, a do tego poznaje wyrok Boży spoczywający na grzesznikach. Jest jednak różnica. U Henocha miejscem objawienia jest Dan, a Abel-Maim miejscem przebywania upadłych aniołów. W Testamencie Lewiego objawienie odbywa się w Abel-Maim, a o Dan nie ma słowa. Są to zatem motywy pokrewne, ale nie identyczne. Tak czy inaczej, wskazują na silne religijne znaczenie tamtej okolicy.

Dodajmy również, że kilka zdań później Testament Lewiego wspomina o kolejnym miejscu, gdzie praojciec kapłanów miał doświadczyć boskiego objawienia. Działo się to… w Betel. Dokładnie w drugim świętym miejscu dla Królestwa Północnego – tego samego, które Biblia Hebrajska poniża jako miejsce bałwochwalstwa, mimo że w Ks. Rodzaju 28 najwyraźniej nie ma dość sił, aby walczyć z jego znaczeniem jako „wrót niebios”. Tak czy inaczej, Testament Lewiego jest potężnym świadectwem opozycji wobec narracji jerozolimskiej w kwestii świętości północnych sanktuariów. Miejsca, które Biblia Hebrajska potępia i odrzuca, Testament Dwunastu Patriarchów uznaje za święte i znaczące.

Innym, dość zaskakującym tekstem, który wiąże się zarówno z tą okolicą, jak i tematem objawień, jest… Ewangelia. Dokładnie mowa tu o Ewangelii Mateusza 16,13-17, z paralelą w Mk 8, 27-30:

Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: «Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?» A oni odpowiedzieli: «Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków». Jezus zapytał ich: «A wy za kogo Mnie uważacie?» Odpowiedział Szymon Piotr: «Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego». Na to Jezus mu rzekł: «Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie.

Cezarea Filipowa, dzisiaj miasto Banjas, a niegdyś też greckie Paneas, to miasto położone u podnóża góry Hermon. Niegdyś wznosił się tam Paneion, świątynia poświęcona bożkowi Panowi (stąd grecka nazwa). Było to miejsce gorących źródeł i miejscowość uzdrowiskowa. To ta sama okolica, w której miał działać Henoch i aniołowie Czuwający. I tu również, w miejscu, gdzie w tradycji henochiańskiej otwarte były „wrota do nieba”, padają słowa o otrzymanym, cudownym objawieniu. Nie jest to przemienienie na górze Tabor, nie ma jakiejś światłości czy nadziemskiej wizji, a jednak Piotr tylko dzięki bezpośredniej apokalipsie ze strony Ojca otrzymuje objawienie prawdziwej tożsamości swojego mistrza. Ugruntowuje nam to przekonanie, że okolice Hermon to miejsce, gdzie wizjonerzy doznają mocy Boga.

Inkubacja i oneiromancja.

3 Wówczas poszedłem i im wszystkim [Czuwającym] powiedziałem to. Bardzo się zmartwili. Ogarnął ich strach i drżenie.
4 Poprosili mnie, abym wystosował za nich pisemną prośbę, aby mogli otrzymać przebaczenie i żebym zabrał ich pisemną prośbę do Pana w niebie.
5 Albowiem odtąd oni sami nie byli zdolni mówić i nie podnosili swoich oczu do nieba z powodu wstydu za grzechy, za które zostali skazani.
6 I wówczas napisałem ich pisemną prośbę i ich błagania odnośnie ich duchów i czynów każdego z nich, i odnośnie tego, o co prosili, [mianowicie] żeby otrzymali odpuszczenie i przebaczenie.
7 I poszedłem i usiadłem nad wodami Dana w Dan, które znajdują się na południowy zachód od Hermonu. Zanim zasnąłem, odczytałem ich pisemną prośbę.
8 I oto ogarnął mnie sen i doznałem widzeń. Ujrzałem wizję gniewu, [mianowicie] że mam mówić do synów nieba i mam ich zganić.
9 I obudziłem się i poszedłem do nich (…).
10 Opowiedziałem im wszystkie wizje, których doznałem w moim śnie, i zacząłem mówić te słowa sprawiedliwości i ganić Czuwających nieba. (1 Hen 13, 3-8)

Interesująca jest tutaj praktyka wieszczenia, jaką prezentuje Henoch. Widzimy tutaj konkretną procedurę:

  1. Petenci proszą proroka/wróżbitę w jakiejś sprawie.
  2. Prorok zapisuje ich prośbę.
  3. Prorok rytualnie odczytuje tę prośbę.
  4. Prorok zasypia i doświadcza wizji.
  5. Petenci otrzymują odpowiedź.

Inkubacja to praktyka wróżebna, w której osoba zasypia w określonym miejscu albo w określony sposób (np. w świętym miejscu, w sanktuarium, przy grobie świętej osoby etc.), aby we śnie wejść w kontakt z boską rzeczywistością. Była bardzo rozpowszechniona w świecie antycznym: świat grecki znał np. inkubacje przy świątyniach Asklepiosa, mające na celu interwencję bóstwa i wyleczenie petenta. Również chrześcijanie z czasem przyswoili praktykę inkubacji np. przy grobach męczenników czy świętych (zob. R. Wiśniewski, Wróżbiarstwo chrześcijańskie w późnym antyku, czyli jak poznać przyszłość i nie utracić zbawienia, 2013, s. 179-230).

Pozostając w ramach regionu naszych zainteresowań, w znanym nam już dobrze Paneionie w Paneas został wzniesiony posąg nimfy Echo wraz z inskrypcją niejakiego Agryppy, w podzięce za wyrocznię otrzymaną we śnie. Dowodzi to pośrednio, że właśnie w Cezarei Filipowej również praktykowano taką dywinację. Kto wie, czy przypadkiem nie było tak, że Jezus i apostołowie zwyczajnie spali w Paneas, i owo objawienie misji swego mistrza Piotr otrzymał poprzedniej nocy właśnie podczas snu?

Z działań Henocha widzimy, że robi on jednak coś więcej niż tylko położenie się do snu w świętym miejscu. Jako „pisarz sprawiedliwości” (1 Hen 12,4 lub 15,1) tworzy petycję w formie pisemnej i odczytuje ją przed snem. Jak stwierdza Suter: „…incubation thus seems to be not only the method for seeking a vision but the way in which the petition is read before God”. Henoch-pisarz jest pisarzem dlatego, że to, co on napisze przed snem, zostanie odczytane wobec Boga. W ten sposób jego funkcja pisarska jest jednocześnie funkcją proroczą i wstawienniczą. Jeśli Henoch czegoś nie napisze, Bóg się o tym nie dowie!

Rozdział 14 jest zapisem tego, co zobaczył Henoch podczas snu opisanego w rozdziale 13. Jej tytuł brzmi: Księga sprawiedliwości i nagany dla odwiecznych Czuwających… Jest ona zatem odpowiedzią na petycję aniołów: odpowiedzią odmowną. Bóg nie cofnie swojego wyroku i Czuwający (i ich potomstwo, i skażony przez nich świat) zostaną ukarani. Jak ta księga powstała? Musiała zostać spisana po śnie Henocha, jako zapis tego snu.

Rzecz jasna, poruszamy ten temat nie w kwestii dotyczącej samego przedpotopowego patriarchy. Traktujemy go jako pewien model faktycznej praktyki wróżebnej w Dan lub okolicach, dla której Henoch byłby tylko pewnym prototypem. Sądzimy bowiem, że księga, chcąc lub nie chcąc, prezentuje nam, jak taka praktyka wyglądała. Henoch postępuje w ten sposób, bo wyrocznia w Dan tak postępowała. Pytanie brzmi zatem: jak przebiegał zapis proroctwa? Jak sen wróżbity był przekazywany petentowi?

Wiadomo powszechnie, jak to wyglądało w archetypowej wyroczni: w Delfach. Pytia wpadała w ekstazę i wypowiadała jakieś słowa. Następnie te wypowiedzi były interpretowane przez kapłanów (thespiodów), układane przez nich zazwyczaj w wiersze heroiczne (heksametr) i przekazywane odbiorcom. Ten etap interpretacji był bardzo istotny: odbiorca nie otrzymywał dosłownych „słów bożych”, jakie mogła wypowiadać sama wyrocznia. Do jego rąk docierał tekst „poprawiony” i poddany pewnej przeróbce, zarówno pod względem znaczenia, jak i formy literackiej. Kopie takich wyroczni były następnie przechowywane. Istniały specjalne archiwa z poprzednimi wyroczniami, miejsca zwane chresmographeion.

Istniały też inne zbiory świadectw o boskich objawieniach. Przykładem może być tu Aelius Arystydes (II w. n.e.) i jego Mowy Święte. To zbiór sześciu utworów, w których autor opisuje swoje wizje boga Asklepiosa, które otrzymał w związku ze swoją długotrwałą chorobą i próbami jej wyleczenia dzięki boskiej interwencji. Sam Asklepios kazał mu je spisać jako świadectwo swojej mocy. Aelius opisał swoje motywacje następująco (2, 2-3, tłumaczenie własne):

Mogę rzec, że od samego początku bóg nakazał mi spisywać moje sny. Taki był pierwszy z jego nakazów. Napisałem kopię [przebiegu] moich snów, dyktując je, kiedy sam nie byłem zdolny, aby pisać.

Podobnie rzecz się ma m.in. z tablicami wotywnymi w Epidauros, gdzie w świątyni Asklepiosa przeprowadzano rytuały inkubacji, i również spisywano sny tych, którym owa praktyka przyniosła zdrowie. Było to świadectwo skuteczności zarówno bóstwa, jak i sanktuarium. Takich przykładów jest wiele, wiele więcej: obszerny ich zbiór można znaleźć w Edelstein & Edelstein, Asclepius: Collection and Interpretation of the Testimonies. Jakkolwiek uzdrawiające inkubacje nie były wyłącznością tego boga-lekarza, stanowiły poniekąd jego wizytówkę.

W Biblii podobną ideę znajdujemy w Księdze Tobiasza. Po wszystkich cudownych zdarzeniach, które spotkały bohaterów, i po objawieniu się anioła Rafaela, ów anioł przekazuje ostatnie polecenia (Tb 12, 17-20):

I powiedział do nich: «Nie bójcie się! Pokój wam! Uwielbiajcie Boga po wszystkie wieki! To, że byłem z wami, nie było moją zasługą, lecz było z woli Bożej. Jego uwielbiajcie przez wszystkie dni i Jemu śpiewajcie hymn! nic nie jadłem, wyście tylko mieli widzenie. A teraz uwielbiajcie Pana na ziemi i dziękujcie Bogu! A oto ja wstępuję do Tego, który mnie posłał. Opiszcie to wszystko, co was spotkało». I odszedł.

Rzecz jasna, działania Rafaela nie są wizją, ale nadal są świadectwem bożego działania. Co więcej, są ściśle związane z aktem uzdrawiania – nie inaczej, niż dzieła Asklepiosa. Rafael, dosłownie „Bóg uzdrawia” lub „bóg-uzdrowiciel”, z samej swojej istoty sprawuje te same funkcje, które poganie przypisywali Asklepiosowi lub Apollonowi, bogom-medykom. Księga Tobiasza jest tego naczelnym świadectwem, i powstała z woli samego Boga, aby ludzie poznali Jego moc wyrażoną przez anielskiego lekarza. Podobnie rzecz się ma z Księgą Henocha, gdzie również tego archanioła spotykamy: tutaj jednak „uzdrawianie” dotyczy całego kosmosu, a Rafael wykonuje je w rytualny sposób – przez pogrzebanie Azazela, głównego plugawiciela świata. Usuwając tego arcyłotra, usuwa jednocześnie główną przyczynę kosmicznej choroby. Dodajmy też, że w Księdze Tobiasza bohaterowi i aniołowi regularnie towarzyszy pies (6,1 oraz 11,4), który w świecie hellenistycznym był zwierzęcym aspektem Asklepiosa, jak również wspomnijmy, że tytułowy Tobiasz pochodził z plemienia Neftalego… czyli właśnie z tego, które miało zamieszkiwać Galileę oraz interesujący nas region! Zainteresowania angelologiczne Tobiasza i Henocha splatają się tu ściśle z geografią.

Składając te drobne poszlaki, rozsiane pośród wieków, możemy postawić hipotezę, że wyrocznia w epoce hellenistycznej, w której czczono bezimiennego „boga, który jest w Dan”, również zachęcała do praktyki inkubacji, przy czym istotnym było uprzednie fizyczne spisanie petycji i odczytanie jej przed rytualnym snem. Jeśli sen był owocny i wróżbita miał wizję, była ona następnie spisywana – prawdopodobnie wówczas też poprawiana, uzupełniana i literacko formowana tak, aby spełniała swoją ceremonialną, uroczystą funkcję. Następnie obrobiony tekst przekazywano petentom, kopię natomiast zachowywano w sanktuarium. Tak też uczynił Henoch: przekazał wiadomość aniołom zgromadzonym w Abel-Mayim, jednak tekst księgi został zachowany dla samych czytelników, abyśmy sami mogli go odczytać w rozdziale 14. Zapis Księgi Henocha pasuje zatem całkiem nieźle do sposobu funkcjonowania innych sanktuariów okresu hellenistycznego (i rzymskiego).

Kilka gier słownych.

Warto zwrócić uwagę na typową dla literatury żydowskiej tendencję do stosowania gier słownych, która niestety zanika nam podczas tłumaczenia. Zwrócę tutaj uwagę tylko na wybrane przypadki.
Zaczniemy od samej góry Hermon. Ta nazwa oznacza po prostu „świętą” albo „niedotykalną”, „objętą tabu”. Księga wyjaśnia ją poprzez akt wzajemnego związania się aniołów przysięgą: „związać się” jest tu właściwie tym samym hebrajskim słowem, jako że rzeczy przyrzeczone stawały się z natury objętymi tabu. Tu nie ma jakiejś wielkiej głębi ani problemu.

Ciekawe jest natomiast powiązanie z „dniami Jareda” z wersu 6,6, w polskim tłumaczeniu nieco błędnie rozumiane jako „Ardis”. Biblijny Jared (czy Jered) to ojciec Henocha, zatem zstąpienie Czuwających dokonało się w pokoleniu przed tym wielkim patriarchą. Jakkolwiek nie mamy hebrajskiego tekstu Henocha, można bezpiecznie założyć, że „Jared” jest tutaj grą słów z hebrajskim jarad, oznaczającym właśnie „zstąpić”.

Paralelę do tej asocjacji znajdujemy w Księdze Jubileuszów (4,15):

W drugim tygodniu dziesiątego jubileuszu [449-455 od stworzenia świata] Malalael poślubił Dinę, córkę Barakiela, córkę brata swego ojca. Ona urodziła mu syna w szóstym roku trzeciego tygodnia [rok 461]. On nazwał go Jared, gdyż za jego życia aniołowie Pana, zwani Czuwającymi, zstąpili na ziemię, aby uczyć synów ludzkich i zaprowadzić na ziemi prawo i sprawiedliwość.

Jednak ta gra słowna może mieć drugie dno. Jak sugerowali Ch. Clermont-Ganneau oraz znany nam już Edward Lipiński, źródłosłowem dla tego kompleksu znaczeniowego Jared-jarad-zstąpienie może być nazwa lokalnego pogańskiego rytuału jarid. Wspominał o nim Lukian w swoim utworze O Bogini Syryjskiej w następujący sposób (cyt. za wyśmienitym opracowaniem Lucian, On the Syrian Goddess ed. J. L. Lightfoot, 2003; tłumaczenie własne):

Very great festivals take place there, which are called ‘descents to the lake’ because in them all the cult images go down to the lakeside.

Odbywa się tam wielkie święto, nazywane „zstąpieniem do jeziora”, ponieważ wówczas wszystkie wizerunki bogów schodzą nad jezioro.

Lukian używa tutaj formuły „es ten limnen katabasis”, gdzie „katabasis” to oczywiście „zstąpienie”. Chociaż fragment 1 Hen 6,6 nie zachował się w wersji greckiej, Suter twierdzi, że Synkellus w swojej Kronice używa podobnej formuły katabantes na opisanie zejścia Czuwających właśnie z tego powodu, że zna 1 Hen, które używało do tego opisu tego samego słowa.

Talmud również nawiązuje do tego święta, rozważając, czy Żydzi mogą uczestniczyć w handlu na rynku, kiedy się ono odbywa (zob. Avoda Zarah 11b, 13a, 33a; Eiruwin 47a, Moed Katan 11a). Do tego terminu nawiązywały tysiąc lat wcześniej teksty ugaryckie, gdzie rdzeń jrd oznaczał „przedstawiać [dar]” lub „ofiarować”, co z kolei powodowało, że bogowie przybywali do ofiarnika. Suter dochodzi wówczas do wniosku, że pod formułą „za dni Jareda” stoi aluzja do „za dni [święta] jarid”, czyli „wtedy, gdy zstępowali bogowie”.

W ten sposób neutralny termin „zstąpienie”, opisujący cykliczne i rytualne zachowanie bogów, został przypisany aniołom Czuwającym i nacechowany negatywnie: ich zstąpienie było już buntem i wykroczeniem przeciwko prawom świata, a nie czymś dobrym ani naturalnym. Tutaj wywracało do góry nogami porządek kosmosu! Tym samym kult pogański ulegał demonizacji: ślepi poganie świętowali coś, co powinno być wspominane jako hańba i wielki grzech.

Owszem, warto wspomnieć, że nie wszyscy uważali zejście aniołów za akt rebelii: w Księdze Jubileuszów czytaliśmy przed chwilą, że Czuwający „zstąpili na ziemię, aby uczyć synów ludzkich i zaprowadzić na ziemi prawo i sprawiedliwość”. Z początku więc nie robili niczego złego. Również teksty qumrańskie sugerują, że aniołowie mieli pełnić funkcje „ogrodników” i że ta misja nie była sama w sobie czymś złym. Niestety, w każdym z tych tekstów przekroczyli zakreślone im granice i historia potoczyła się tak, jak u Henocha: tragicznie.

Jeszcze jednym ciekawym śladem gry słownej związanej z jered jest powiązanie z rzeką Jordan (hebr. jrdn). Akcja Henocha dzieje się przecież między źródłami tej głównej izraelskiej rzeki, a zasilają ją śniegi i wody spływające z Hermonu. To nas z kolei prowadzi do powiązania Czuwających ze zjawiskami meteorologicznymi, które wszak właśnie opadają na szczyty górskie. Czy Czuwający to w jakimś sensie… śnieg, który zstępuje z nieba na szczyt Hermon?

Podobną myśl zachował nam wspomniany Synkelos w swojej Kronice, wprost powołując się na Księgę Gigantów (tłumaczenie własne):

Nie spadnie na nią [na górę Hermon] ani zimno, ani śnieg, ani mróz, ani rosa, chyba że zstąpią na nią w przekleństwach, aż do dnia Wielkiego Sądu.

Z jednej strony można to rozumieć jako jakąś forma przekleństwa, które dotyka górę „za karę” za to, że przebywali na niej upadli aniołowie. Z drugiej: owe żywioły stają się doczesnymi typami owych aniołów: znakiem ich złowrogiej obecności. Każdy śnieg i każda rosa na Hermonie są przeklęte. Co jest tutaj symbolem czego: śnieg anioła czy anioł – śniegu?

Inną jeszcze asocjację upadłych aniołów z Jordanem zostawił nam Orygenes w swoim Komentarzu do Ewangelii Jana, VI, XLII, 217-218, podczas swojej analizy chrztu Jezusa w tej rzece. Rzecz jasna, Adamantowy Aleksandryjczyk interpretuje na swój sposób, nas jednak interesuje to, że daje kolejne świadectwo związkowi między Jordanem, Jeredem a zstąpieniem Czuwających:

Zastanówmy się zatem nad tekstem Ewangelii. Nazwa „Jordan” znaczy „Ich zstąpienie”. Nazwie tej bliskie jest, że się tak wyrażę, imię „Jard”, które również znaczy „Ten, który zstępuje”, ponieważ, jak napisano w Księdze Henocha (jeżeli zechcemy uznać ją za księgę natchnioną), urodził się on Maleleelowi w dniach, kiedy synowie Boży zstępowali do córek ludzkich. Niektórzy uznali, że owo „zstąpienie” symbolizuje zejście dusz do ciał, i sądzili, że nazwa „córki ludzkie” oznacza w sensie przenośnym ziemski przybytek…

Za wszystkim stoją Fenicjanie.

Wystarczy spojrzeć na mapę. Dan, Abel-Mayim, Cezarea Filipowa – okolice Hermon leżą daleko, daleko od jakichkolwiek innych ośrodków religijnych Izraela. Jak pisałem wyżej, geograficznie jest im dużo bliżej do Tyru czy Damaszku niż chociażby do Samarii, nie wspominając już o Jerozolimie. Samo w sobie jeszcze nie oznaczałoby to niczego: silne ośrodki kulturowe mogą trwać bez szwanku w obcym środowisku. Jednak jest wiele śladów wskazujących, że mit henochiański ma drugiego rodzica, prócz kultury Izraela.

Muszę w tym miejscu nieco złamać harmonogram publikacji na tym blogu i wspomnieć o Filonie z Byblos. Był to autor Historii Fenickiej, której dwie pierwsze księgi zawierały opowieści o bogach i bohaterach kulturowych tego ludu. Filon powoływał się na wcześniejszą historię-mitologię autorstwa niejakiego Sanchoniatona, Fenicjanina i kapłana, i na podstawie jego dzieła – podobno – stworzył swoje. Historia Fenicka zaginęła, jednak szczęśliwie zachowały się jej bardzo obszerne ustępy w Praeparatio Evangelica Euzebiusza z Cezarei. Dzięki temu chrześcijańskiemu biskupowi możemy z dość dużą dokładnością odtworzyć zawartość pierwszej księgi Filona… a być może tekstu Sanchoniatona (zakładając, że ktoś taki w ogóle istniał).

W dużym skrócie – Filon opisuje dzieje Fenicji w wersji zeuhemeryzowanej. Jego bohaterami są ludzie, chociaż wiemy, że pierwotnie większość albo wszyscy z nich byli fenickimi bóstwami. Są tam znani nam z mitów ugaryckich El, Mot, Aszirat, Koszarytki. Zgodnie z duchem epoki większość ukrywa się pod greckimi imionami, ale zwykłe dość łatwo jest rozszyfrować ich pierwotną osobowość.

Filon dzieli narrację jakby na dwie części, przedstawiając nam dwa drzewa genealogiczne: głównych bogów (z Elem, Baalem itd.) oraz herosów kulturowych, którzy mogli, ale nie zawsze musieli być faktycznymi bogami Fenicjan. Sprawa nie jest jasna, ale nas w tym momencie nie zajmuje. Interesuje nas to drugie drzewo genealogiczne w następującym fragmencie (tłumaczenie własne):

…Potem z Genosa, syna Eon i Protogonosa, zostały zrodzone śmiertelne dzieci o imionach: Phos, Pyr i Flox [dosł. Blask, Ogień i Żar]. Ci odkryli sposób wytwarzania ognia poprzez pocieranie o siebie kawałków drewna, i nauczyli tego ludzi. (…) Ci zrodzili synów o wielkiej budowie i wysokości, których imionami zostały nazwane góry, które zajmowali. I tak otrzymały swoją nazwę [góry] Kassius [czyli Safon], Liban, Antyliban oraz Brathu [prawd. Tabor].

Niech nas nie zwiodą słowa o „śmiertelnych dzieciach” – to efekt Euhemera. Gdyby tylko pominąć grecko brzmiące imiona, zobaczylibyśmy w tym drobnym fragmencie swoistą „przeróbkę” narracji Księgi Gigantów. Oto mamy jakieś pierwotne mądre istoty, które przynoszą ludzkości wiedzę i praktyczną sztukę (tutaj dość prostą, rozpalania ognia, ale kolejne pokolenia herosów też będą dawały coś od siebie). Następnie z nich rodzą się synowie o ogromnym wzroście i sile; tak wielcy, że od ich imion nazywane są góry! Czyż to nie dzieje Czuwających w telegraficznym skrócie?

Dzieje Filona idą potem dalej i nie rozwijają tematu owych gigantycznych synów. Po prostu byli i tyle: spłodzili kolejne dzieci, które znowu czegoś nauczyły ludzkość. Lista kolejnych wynalazków jest długa, ale dziwnie znajoma: jest tam obróbka metalu (domena Azazela), zaklęcia i praktyki wróżebne (domena różnych aniołów), jak również wypalanie cegieł, wytwarzanie soli, w końcu medycyna i pismo. To prowadzi nas, jak i Sutera, do wniosku: “association between angels who teach and angels who beget is older than the Book of the Watchers”.

Z różnych przyczyn uznaje się, że Filon (a może i Sanchoniaton) miał dwa główne źródła swoich historii: ojczyste Byblos oraz Tyr. Powiązanie synów owych gigantów z Tyrem w kolejnych epizodach Historii Fenickiej sugeruje, że oni sami wywodzą się konkretnie z mitologii tyryjskiej, lub pochodzącej z jego okolic. Jest nawet dobry ślad, w jaki sposób ta historia mogła przepłynąć do izraelskiego autora: poprzez Kedesz, posterunek miasta Tyru w rejonie góry Hermon, dostatecznie blisko Dan, aby jedna kultura oddziaływała na drugą.

Co wcale nie oznacza, że bogowie Tyru stali się aniołami Izraela, w dodatku upadłymi. To kolejny element układanki: w tym samym czasie, gdy krystalizował się izraelski monoteizm (użyjmy tego słowa w pewnym uproszczeniu), równolegle odzywały się podobne tendencje w świecie nie-Żydów. Nie jest to miejsce ani czas na rozwijanie tego fascynującego tematu: chętnych odsyłam do fantastycznej publikacji Teixidora The Pagan God, który kreśli proces płynnego przejścia między kultem wielu w miarę równych sobie bóstw a kultem aniołów skupionych wokół jednego, centralnego bóstwa, również w myśli pogańskiej. Nie było to zjawisko tak przejmujące i jawne jak w wypadku Izraela, niemniej ów Izrael nie był aż tak wyjątkowy, jak moglibyśmy przypuszczać. W końcu również Biblia Hebrajska, i Henoch, nazywają aniołów „synami Boga”, członkami jego niebiańskiej familii. I tak kreśli Teixidor w ibidem:

The cult of the angels or messengers of the supreme deities, so popular in the last centuries of the first millennium B.C., was an acknowledgment that there is a divine power that rises above the individual, and the angel’s task, then, was that of mediating between god and man.

Lub

… the cult of the angels became a significant feature of the religious life of the Near East during the Persian and Hellenistic times. It gave the angels their role of messengers but also stressed the fact that the Lord of Heaven ranked at the top of a hierarchy of divine beings.

W wypadku świata fenickiego takim naczelnym bóstwem stał się Baal Szamem, czyli Pan Niebios, zlewający w sobie wcześniejsze postacie patriarchy Ela i deszczodawcy Baala (tego z Safon). W rzymskiej Palmyrze taką postacią był po prostu Bel lub Bol, któremu regularnie towarzyszyły dwie postacie: Aglibol „Byk Bela” oraz Malakbel, „Posłaniec/Anioł Bela”. Określający się od imienia centralnego bóstwa, czym te postacie mogły się różnić od takiego Michaela czy Gabriela? Oprócz tego może, że pod wpływem zakazów zarówno rabinów, jak i Ojców Kościoła, w końcu Żydzi i chrześcijanie zaniechali kultu aniołów. Z drugiej strony oznaczało to, że taki kult faktycznie był sprawowany!

Docieramy zatem do sedna: Księga Henocha jest owocem przenikania się kultur. Z jednej strony jest to oczywiście religia Izraela, bóg Izraela, święta historia Izraela. Również i święte miejsca dawnego Izraela – ale to już w opozycji wobec kapłaństwa Jerozolimy. Z drugiej – pojawiają się motywy lokalne, pochodzenia zapewne fenickiego lub syrokananejskiego: boscy twórcy cywilizacji przekazujący ludzkości mądrość, a przy tym płodzący gigantycznych synów. Autor Henocha rzecz jasna potępia te postacie, wartościuje je negatywnie, ale korzysta z nich, aby przekazać swoją myśl. Nie miejmy złudzeń: on wartościuje negatywnie również Jerozolimę, jej kapłanów i jej świątynię. To w Dan lub w Abel-Mayim są wrota do nieba (tak jak i w Betel: drabina do nieba i dosłownie bet-el, “dom boga”); to tutaj przedpotopowy patriarcha potępił zbrukanych aniołów (czyli niebiańskich kapłanów) i pozostawił nam przykład idealnego wizjonera. To tutaj Lewi, ojciec kasty kapłańskiej, otrzymał swoje namaszczenie i udowodnił swoją prawość.

1 Henoch, podobnie jak Testament Lewiego, chce w nowej epoce reprezentować kulturę i święte miejsca Królestwa Północnego, wbrew ambicjom Południa. Jego więź z Galileą, Wzgórzami Golan, rejonem Hermon, jest organiczna i ścisła; i takie są przyczyny, dla których niemal z pewnością ta księga powstała właśnie tam.

guest
1 Komentarz
Wbudowane informacje zwrotne
Zobacz wszystkie komentarze
Spis treści
Najczęściej czytane
1
0
Podziel się swoimi przemyśleniamix