Naczelni bogowie Fenicjan, Mitologia kananejska, cz. 11

26 sierpnia 2021
Dawid
Dawid
Skończyłem historię na Wydziale Historycznym UW ze specjalizacją historii Kościoła. Jestem oddanym fascynatem późnego antyku, poza chrześcijaństwem interesuję się też gnostycyzmem, neoplatonizmem i magią antyczną, jak również religiami Indii i mitologiami świata, od europejskich po polinezyjskie. Jestem też fanem twórczości H.P. Lovecrafta oraz komiksów DC.
Mitologia kananejska

Spis treści

Już Homer zna i identyfikuje Fenicjan jako odrębną nację, kiedy pisze w Iliadzie 23.740-745:

Teraz dla szybkobiegaczy Pelida wyznaczył nagrody –
Krater ze srebra wykuty, który sześć miar mógł pomieścić
W sobie, a piękną robotą przewyższał, co kiedykolwiek
Było na świecie; sydońscy mistrzowie go tak ozdobili,
I Toasowi, stanąwszy w zatoce, w podarku przynieśli…

Było wiele fenickich miast, rządzących się niezależnie od siebie. Najważniejszymi były: Sydon, Tyr, Byblos, Berytos, Arados i Akka. Nie jest to miejsce ani czas na przedstawianie ich historii, choćby i pokrótce. Celem tego artykułu jest pewien skrótowy opis bóstw, jakie wyznawali Fenicjanie – jak wyglądały ich panteony, jakie cechy nosili ich niebiańscy patroni. To z kolei pozwoli nam zobaczyć, jak kształtowała się religia tych północnych sąsiadów Izraela i jakie elementy współdzieliła jedna kultura z drugą.

Jeden główny Bóg.

Fenicja współdzieliła z przedwygnaniowym Izraelem swoistą, zaryzykuję to twierdzenie, „tendencję monoteistyczną”. Używam tego pojęcia w cudzysłowie, bo oczywiście ani u jednych, ani u drugich nie był to żaden „monoteizm”, tak jak zwykło się definiować. Nie chodzi tu o wyłączny kult jednego jedynego bóstwa, ale o naczelną i najwyższą rolę jednego, któremu pozostali bogowie są podporządkowani bardziej w sposób, jaki nam by się kojarzył z dzisiejszymi aniołami niż ze wspólnotą bogów Olimpu. Ten centralny bóg stawał się coraz bardziej wzniosły, potężny i transcendentny, nawet wobec pozostałych bogów. Fenicjanie jednak nigdy nie posunęli się tak daleko jak powygnaniowy Izrael, aby pozostałych bogów odrzucić. Owym najwyższym bogiem fenickim był Baal Szamem, Pan Niebios, odpowiadający czczonemu w Judzie Jahwe Sabaot, czyli Jahwe Zastępów (niebieskich, czyli gwiazd). Już w samej nazwie dostrzegamy wyraźne uraniczne oraz uniwersalistyczne asocjacje tej postaci.

A.

Pierwsze znane nam wspomnienie Baala Szamem pochodzi z inskrypcji stanowiącej traktat między Szuppiluliumą, królem Hetytów, a Niqmadu II, królem Ugarit. Jest to pierwsza połowa XIV wieku p.n.e., a zatem okres kwitnącej jeszcze epoki brązu. Nie był to więc bóg zupełnie nowy w epoce żelaza i miał on swoje dawne tradycje.

Dodajmy też, że jakieś sto lat później hetycki król Muwattallis II (ten sam, który korespondował z królem Aleksandrem z Wilusy/Troi) przeniósł stolicę imperium do Tarhuntassy i promował kult swojego osobistego boga. W przeciwieństwie do wielu innych hetyckich bogów nie był on związany z konkretnym miejscem, tak jak Bóg Burzy z Nerik, Bóg Burzy z Zippalanda czy wielka Bogini Słońca z Arinny. Jego imię zapisywano jako Pihaššašši Tarhuntas: „Bóg Burzy od Błyskawic”. Jego czysto niebiańskie asocjacje odrywały go od związku jedynie z kultem lokalnym: z racji swojej pozycji stawał się on bóstwem uniwersalnym. Dlatego stawał on ponad innymi bogami jako ich władca.

Podobnego procesu możemy domyślać się (choć tutaj jedynie na domysły jesteśmy skazani) i u przodków Fenicjan, i już u nich samych. Bóg odpowiedzialny za samo niebo, dla którego niebo i tylko niebo jest właściwym miejscem przebywania, nabiera dystansu do ziemskich partykularyzmów. Może przejawiać się w różnych miejscach, ale one go nie zamykają. Tak jak świątynia w Jerozolimie nie mogła zamknąć Jahwe, tak świątynie fenickie nie stają się miejscami „przebywania” Baala Szamem. On jest władcą uniwersalnym i jego moc jest wszędzie. Nie jest też jedynie władcą jednego ludu, jak na przykład Kemosz był patronem Moabitów i tylko Moabitów. Jest władcą całego świata i to jemu podporządkowani są patroni konkretnych etnosów.

B.

Druga znana nam wzmianka o Baalu Niebios pochodzi z miasta Byblos, z dedykacji króla Jehimilka fundującego nową świątynię dla boskiego monarchy oraz dla bogini-patronki miasta w X wieku p.n.e.:

Dom zbudowany przez Jehimilka, który odbudował tutejsze zrujnowane świątynie. Niech Pan Niebios, i Pani Byblos, i zgromadzenie świętych bogów Byblos przedłużą dni i lata Jehimilka z Byblos, bo on jest sprawiedliwym królem i prawym królem przed świętymi bogami Byblos.

Zanotujmy czcigodną Panią Byblos, bo będziemy do niej jeszcze wracać. Widzimy tutaj, że Baal Szamem jest pierwszym i najważniejszym z bogów; obok niego stoi naczelna bogini, a poniżej – ogólnie całe boskie zgromadzenie. Nie jest tak zupełnie jasne, na ile w owym czasie (i u Jehimilka, i u Niqmadu) Baal Szamem oddzielony był od Baala z Safon. Być może nie był. Być może na tym wczesnym etapie „Pan Niebios” był jeszcze tylko tytułem bohaterskiego Hadada. Jak to z bogami bywa, są oni raczej płynnymi, mgławicowymi formami. Później jednak miało się to zmienić: przekonamy się, że w pewnym momencie Pan Nieba i Pan Safon staną się dwiema różnymi postaciami.

Dostrzegamy też, że Baal Szamem z czasem wypiera i zastępuje starego boga epoki brązu Ela, znanego nam już z eposów ugaryckich. Zaczyna pełnić zbliżoną funkcję głowy panteonu i ojca kolejnych bogów. El nie zostanie całkiem zapomniany i „Baal Szamem” nie jest po prostu nowym tytułem tego niebiańskiego patriarchy. Został on jednak zdegradowany. W zachowanych źródłach epoki żelaza El bywał utożsamiany z Kronosem (co jest zrozumiałe, skoro był boskim patriarchą) oraz Posejdonem. Z pozoru to drugie wydaje się dziwnym wyborem: El wprawdzie mieszkał „u źródeł otchłani”, więc jego siedzibą było morze (lub pierwotny ocean, jak mezopotamskiego Ea/Enkiego), ale nie przejawiał w swoim działaniu jakichś szczególnych morskich konotacji. To połączenie z greckim patronem mórz można zrozumieć również przez to, że Posejdon był również bogiem-królem, ale drugim w kolejności – tuż po Zeusie, którego utożsamiano z Baalem Szamem.

C.

Kolejnym naszym śladem jest ustęp z kronik miasta Tyru zachowany szczęśliwie przez Józefa Flawiusza w jego Przeciw Apionowi 1,118. Zgodnie z duchem epoki, dostajemy tutaj wprawdzie również imiona greckie, ale ukrywają się pod nimi jak najbardziej fenickie postacie:

On to właśnie [król Eiromos, czyli Hiram] usypał Eurychoros [nasyp łączący Tyr na lądzie z Tyrem na wyspie] i postawił jako dar wotywny złotą kolumnę w świątyni Zeusa, a także udał się na poszukiwanie budulca i wyrąbał w górach, zwanych Libanem, drzewa cedrowe na dachy świątyń, a potem zburzył dawne świątynie i zbudował nowe przybytki dla Heraklesa i Astarte. On pierwszy ustanowił święto przebudzenia się Heraklesa w miesiącu Peritios.

Mamy tutaj pierwszą okazję do wejrzenia w panteon mieszkańców miasta Tyru. Do niego jeszcze wrócimy – informacje Józefa są bardzo ważne i ciekawe – w tym miejscu jednak zwracamy ponownie uwagę na „Zeusa”, czyli fenickiego boga niebios, pod którym, jak dość powszechnie się uważa, ukrywa się właśnie Baal Szamem.

D.

Jaka była relacja tego Baala z innymi Baalami? Bo przecież tamci też istnieli. Znamy ich już dobrze z kilku poprzednich artykułów: dość wspomnieć Baala z Safon, bohatera epiki ugaryckiej; poznaliśmy też Baala z Peor, wiązanego w narracji biblijnej z Midianitami oraz, słusznie lub niesłusznie, z prorokiem Balaamem; jak również filistyńskiego Baala Zebul, „księcia Baala” z miasta Ekronu. Łatwo nam jest identyfikować ze sobą te postacie, bo ułatwiamy sobie życie wrzucając ich do jednego wora z imieniem; ale tak wcale nie było. Baal to pewna kategoria bogów, jak pisałem już wcześniej. Nie każdy Baal był Hadadem, na przykład.

Widać to dobrze na przykładzie traktatu pokojowego z VII wieku p.n.e., dokładniej z 677 r., zawartego przez Fenicjanina pełną gębą: króla Baala (sic!) z Tyru oraz Esarhaddona, króla Asyrii. Dokładniej interesują nas przekleństwa, którymi obie strony układu zabezpieczają swoje interesy: przywoływane są bóstwa, które miałyby ukarać tego, kto by złamał ową międzynarodową umowę. Dzięki temu mamy okazję wejrzeć nie tylko w czczone przez obie strony grupy bóstw, ale również w zakresy ich działalności. Dlatego też przytaczam treść traktatu w całości:

Niech Ninlil, która mieszka w Niniwie, przywiąże do ciebie szybki sztylet. Niech Isztar, która mieszka w Arbeli, nie obdarzy cię łaską ani zmiłowaniem. Niech Gula, wielka lekarka, złoży chorobę i znużenie na twoje serce, nieuleczalny wrzód na twoje ciało, obyś kąpał się we własnej krwi niczym w wodzie. Niech Siódemka (Sibitti), wojowniczy bogowie, sprawią twój upadek od swoich strasznych broni. Niech Betel i Anat-Betel wydadzą cię ludożerczemu lwu. Niech wielcy bogowie niebios i ziemi, bogowie Asyrii, bogowie Akkadu i bogowie Ebernari przeklną cię nierozwiązywalnym przekleństwem. Niech Baal Szamem, Baal Malage i Baal Safon wzbudzą złe wiatry przeciw twoim okrętom, niech zniweczą ich cumy, niech wyrwą ich pale cumujące, niech silna fala zatopi je na morzu, gwałtowny przypływ […] przeciw tobie. Niech Melkart i Eszmun wydadzą twój kraj na zniszczenie, twój lud – na deportację z twojego kraju […] Niech sprawią, że zniknie jedzenie z twoich ust, ubranie z twego ciała, oliwa z twego namaszczania. Niech Astarte złamie twój łuk pośród bitwy, i niech sprawi, że kucniesz u stóp twojego nieprzyjaciela, niech oby wróg podzieli twoją własność.

Nie jest to miejsce na szczegółową analizę całego tego ustępu. Przekleństwa w traktacie pokojowym wzywają grupy bogów obu stron: asyryjskich i fenickich. Problematyczna jest jedna para: Betel i Anat-Betel; tutaj ograniczę się tylko do stwierdzenia, że jest to osobna podgrupa bogów aramejskich. Temat ciekawy, ale nie dla nas w tym miejscu.

Bogowie feniccy zaczynają się od wspomnienia imienia Baal Szamem. Wraz z nim przywołuje się też dwóch innych Baalów – zatem uważa się ich za osobnych bogów. Poznajemy starego znajomego: to nasz, wspomniany już wyżej, ugarycki Baal Safon. Ten pomiędzy nimi dwoma, Baal Malage, stanowi zagadkę dla badaczy, bo jego przydomka nie udało się sensownie rozszyfrować; nie jest też poświadczony w innych miejscach. Tak czy inaczej, cała trójka jest tu konsekwentnie odpowiedzialna za stan niebios: za wiatry i burze. Widzimy też, jakie główne zagrożenie dostrzegali Fenicjanie w nieprzyjaznej pogodzie: nie boją się oni aż tak bardzo, że na skutek boskiego gniewu nadejdzie susza (czego bardzo, bardzo obawiali się Izraelici), ani że rzeki wystąpią z brzegów i nastąpi powódź. Obawiają się koszmaru żeglarza: burzy na morzu i zatopienia statków. Boska groźba jest dostosowana do ich kultury.

Przy tej okazji spotykamy trzy kolejne teonimy, do których będziemy wracać. Pierwszych dwóch to „młodsi bogowie”, Melkart i Eszmun, traktowani tak, jakby współdzielili zakresy swoich kompetencji. Tam, gdzie Baalowie opiekują się niebem i morzem, te bóstwa pełnią obowiązki wobec lądu: opiekują się krajem i jego ludem; tym, żeby Fenicjanie mieli co jeść, co ubierać, czym się namaszczać. Innymi słowy: strzegą doczesnego dobrobytu. Ci dwaj to główni patroni naczelnych miast fenickich, odpowiednio: Tyru i Sydonu, którym będzie poświęcony kolejny artykuł tego cyklu. Ostatnią postacią jest Astarte: znana nam już z epoki brązu patronka łowów i wojny. W epoce żelaza zrobiła dalszą, fenomenalną karierę.

E.

W czasach hellenistycznych w Byblos spotykamy monety przedstawiające boga Kronosa, ale w niezwykły sposób. Dzieje się to za Antiocha IV (175-164 p.n.e.). Bóg stoi nagi z trzema parami skrzydeł: dwie pary są rozwinięte, trzecia natomiast zwinięta. Ta niezwykła kompozycja nie ma żadnego odpowiednika w mitografii greckiej – musi zatem pochodzić skądinąd. Czy to jakiś obraz fenicki? Kronos, ojciec bogów, identyfikowany jest przez Filona z Byblos z Elem, głową ugaryckiego panteonu. Tę postać Ela powtórzy zresztą Filon niemal w każdym szczególe, tyle że z czterema parami skrzydeł.

Czytelnikom Biblii ten obraz z monet seleukidzkich będzie z pewnością znajomy, znajdą go bowiem u Izajasza (podkreślenia moje):

Iz 6,1 W roku śmierci króla Ozjasza ujrzałem Pana siedzącego na wysokim i wyniosłym tronie, a tren Jego szaty wypełniał świątynię. 2 Serafiny stały ponad Nim; każdy z nich miał po sześć skrzydeł; dwoma zakrywał swą twarz, dwoma okrywał swoje nogi, a dwoma latał.

Nie sposób stwierdzić, czy i jaki jest związek między tymi mitycznymi obrazami, niestety.

El pozostał znanym bogiem, choć zepchniętym już z piedestału. Nadal nosił tytuł “stwórcy nieba i ziemi”. Obok Baala Szamem kształtowała się inna jeszcze koncepcja bóstwa: będzie to El Elioun, Bóg Najwyższy, którą znajdziemy i u Filona z Byblos/Sanchoniatona, i w księgach biblijnych. Na fenickiej inskrypcji z Karatepe w Cylicji, z IX wieku p.n.e., jest wprawdzie wymieniony “El stwórca ziemi”, jednak zostanie wymieniony dopiero jako drugi, bo napis wymienia następujące bóstwa:

Baal Szamem, El, wieczne Słońce i wszystkie dzieci bogów…

F.

Na świadectwo rosnącego religijnego znaczenia Pana Niebios już w epoce hellenistycznej może posłużyć nam inskrypcja z 132 r. p.n.e. ze świątyni w Umm el-’Ammed, pomiędzy Tyrem a Akką. Upamiętniała wykonanie świątynnych bram przez darczyńcę, Abdelima syna Mattana, i brzmi następująco:

Zbudowałem ją w 180 roku pana królów [tj. króla Seleukosa I Nikanora], w roku 143 ludu tyryjskiego, aby przysłużyła wspomnieniu [zkr] i dobremu imieniu u stóp mojego pana Baala Szamem na zawsze. Oby mnie błogosławił!

Owo „wspomnienie”, zeker, często pojawia się w semickich inskrypcjach. Nagroda, o jaką prosi Abdelim, odpowiada mniej więcej nagrodzie, jaką obiecuje Jahwe przestrzegającym jego przykazań w Iz 56,5:

… dam miejsce w moim domu i w moich murach oraz imię lepsze od synów i córek, dam im imię wieczyste i niezniszczalne.

Nie możemy niczego jednoznacznie powiedzieć o eschatologii fenickiej, ale inskrypcja Abdelima wskazuje, że poza śmiercią jest dla niego coś więcej niż samo tylko wspomnienie. „Imię” w tym świecie wyobrażeń to coś więcej niż doczesna chwała: to wyraz czyjejś duszy czy istoty. I Jahwe, i Baal Szamem oferują swym wyznawcom jakąś formę wiecznej radości u swoich stóp. Teksty obu bogów są podobnie mgliste w tej kwestii; tekstów Baala Szamem pozostało jednak dużo, dużo mniej, przez co nie mamy wejrzenia w szczegóły fenickich wyobrażeń.

G.

Trzysta lat później, na początku II wieku n.e., w pobliżu Palmyry, Baal Szamem nosi już tytuł mr’ ʿlm’, który można rozumieć jako Pan Świata albo nawet Pan Wieczności (tj. Eonu). Nie jesteśmy już w świecie jedynie fenickim: kult tego boga rozlał się już szeroko, co jest świadectwem jego siły i popularności. Dwujęzyczna inskrypcja z pobliskiej et-Tayyibe tłumaczy mr’ ʿlm’ jako Zeus megystos keraunios, czyli Zeus Najwyższy Piorunowy. Czczony przez Palmyreńczyków jako po prostu Bel czy Bol, albo jeszcze jako Bel Hamon, pozostał naczelnym bóstwem niebios.

Towarzyszyło mu dwóch patronów Palmyry, pomniejszych bogów pełniących rolę sług Najwyższego. Byli to Aglibol, „Byk Bela”, bóg Księżyca w stroju żołnierskim, oraz Malak Bel, czyli „Posłaniec Bela” (lub: „Anioł Bela”), patron Słońca utożsamiany z innym, występującym już samodzielnie bogiem Yarhibolem, innym bogiem Palmyry. Funkcje tych towarzyszy zdają się nie różnić już wiele od funkcji archaniołów z tradycji biblijnej: Malakbel jest tak bliski koncepcji Malak Jahwe, jak to możliwe. Tam również spotykamy wspomnianego wyżej Posejdona czczonego jako El Qonera, „Bóg Stwórca”, wyraźnie odrębnego od Bela, oraz arabską boginię Allat utożsamianą z Astarte i Ateną, w której tytulaturze Teixidor dopatruje się formuły samabolo = szem baal, „imię Bela”. Będziemy do tego jeszcze wracać.

Podsumowując dzieje Baala Szamem, ewolucję tego bóstwa streszcza Cumont w następujących słowach (Religions orientales, 118):

When the progress of astronomy removed the constellations to incommensurable distances, the Baal of the Heavens had to grow in majesty. Undoubtedly at the time of the Achemenides he was connected with the Ahura-Mazda of the Persians, the ancient god of the vault of heaven, who had become the highest physical and moral power, and this connection helped to transform the old genius of thunder.

Stara nowa bogini

Tak jak na czoło panteonu Fenicjan wysunął się Baal Szamem i zastąpił starego Ela, tak obok niego wyrosła wielka bogini Astarte. Tak jak i tamten, nie była ona nowa: wręcz przeciwnie, już w epoce brązu była powszechnie znana i czczona, na tysiąclecia przed Chrystusem. Dotychczas jednak grała raczej drugie skrzypce. W przeciwieństwie do swojej mezopotamskiej odpowiedniczki – przesławnej Isztar – Astarte nie zrobiła wówczas wielkiej kariery. Jak już pisałem wcześniej, była opiekunką królów, boginią wspomożycielką wiernych, związaną z łowami i wojną. W Ugarit na wojnie prześcigała ją krwiożercza Anat i tamtejsze eposy mało miejsca poświęcają tej bogini.

Wszystko to się zmieniło w epoce żelaza. Bogini Anat straciła na znaczeniu i praktycznie została zapomniana. Podobny los spotkał dawną niebiańską matronę, boginię Aszirat (czy Aszerę), żonę Ela. Astarte natomiast wzrosła niepomiernie i stała się „fenicką boginią” par excellence: gdy mowa była o bogini, niemal na pewno chodziło właśnie o nią. Niemal, bo przekonamy się, że nie zawsze.

Wbrew pozorom, wbrew naszym nawykom oraz wbrew przyzwyczajeniom greckich odbiorców (którzy zawsze lubili katalogować bogów w wygodne szufladki), pozostała też boginią, której moc przekraczała wąskie ograniczenia „bycia patronem X”. Często można spotkać takie ciasne definicje: “Astarte była boginią miłości i wojny”. Niestety, to nie było takie proste. Nie mieściła się w tych kategoriach. Będę o tym pisał jeszcze niżej. Na razie proponuję, aby myśleć o Astarte podobnie, jak myśli się o katolickiej Maryi (tak, wiem, jak to brzmi). Ale logika jest tu prosta: matka Chrystusa nie jest wszak patronką tego czy owego, jednej czy kilku konkretnych rzeczy. Jest orędowniczką samą w sobie, skuteczną w każdej sprawie – od codziennych ludzkich kłopotów po wojny między państwami (vide przypisywana jej rola w naszej historii, podczas szwedzkiego potopu czy „cudu nad Wisłą”). Podobnie miała się sprawa z Astarte: wielką boginią „od wszystkiego”.

Kult Astarte był rozlany po basenie Morza Śródziemnego. Znajdujemy poświęcone jej świątynie w Fenicji (rzecz jasna), w północnym Izraelu, na Malcie, na Cyprze, Afryce (tj. współczesnej Tunezji), w południowej Italii, w egipskim Memfis. Przykładowa inskrypcja na czaszy z cypryjskiego Kition z VIII-IX wieku p.n.e. głosi:

Na pamiątkę. ML zostały obcięte włosy i zaniósł modły do Pani Astarte i Astarte wysłuchała jego modlitwy. I złożono jej [w ofierze]: w intencji ML, owcę i baranka, wraz z jego włosami; w intencji rodziny ML, baranka. Tę czaszę ML wypełnił swoimi włosami (…) w liczbie siedmiu, z powodu modlitwy wykonanej w Tamassos (A. Dupont-Sommer, Memoires de l’Academie des Inscriptons et Belles-Lettres 44 (1970), 1-24).

Owce, barany i jagnięta wydają się być głównymi ofiarami składanymi bogini. W wielu miejscach jej kultu znajdowane są liczne terakotowe figurki przedstawiające kobiety, które mogą być rodzajem darów wotywnych. Jeśli wnioskowanie E. Bloch-Smith jest poprawne, i wyjątkowy brak takich figurek w świątyni w izraelskim Mitzpe Yamin wynika z tego, że była to kolonia wojskowa skupiająca w większości mężczyzn (zob. E. Bloch-Smith, Archaeological and Inscriptional Evidence for Phoenician Astarte, w: Transformations of the Goddess, ed. By D.T. Sugimoto, s. 179), to możliwe jest, że te figurki były wotami składanymi wyłącznie przez kobiety. Naturalnie, nasuwa się skojarzenie z dziękczynieniem za pomyślny poród, ale pewnie ich sens nie ograniczał się wyłącznie do tego.

W traktacie Baala z Tyru i Esarhaddona z Asyrii widzieliśmy wojowniczą rolę Astarte: rozgniewana, miała wydać krzywoprzysięzcę na łup jego wrogów oraz „złamać jego łuk pośród bitwy”. Podobną rolę pełniła dawniej w Ugarit oraz jako patronka faraona w Egipcie. Co ciekawe, niewiele albo zgoła nic nie potwierdza takiego odbioru bogini w tekstach dedykowanych przez, użyjmy tego określenia, „zwykłych ludzi”. Według zachowanych świadectw powszechnie wierzono w skuteczność modlitw do niej, i dedykowano jej inskrypcje dziękczynne (jak widzieliśmy przed chwilą przy inskrypcji ML). Tylko w dwóch miejscach zachowała się treść próśb, zresztą mało oryginalna: inskrypcja w Pyrgi w Italii ok. 500 r. p.n.e. wyznawca prosił o długie życie; w Memfis w II-I wieku p.n.e. wzniesiona stela dla Izydy, Astarte i innych bogów błagała o błogosławieństwo dla czwórki synów i ich matki.

Prócz stanowisk archeologicznych mamy bardzo bogaty materiał tekstowy o kulcie Astarte. Wspomniany wyżej Józef Flawiusz w Przeciw Apionowi dał świadectwo powstania świątyni bogini w Tyrze w X wieku p.n.e. Król Tyru Ithobaal żyjący w IX wieku p.n.e. nosił tytuł „kapłana Astarte”.

Również Sydon miał własną świątynię. Najwcześniejsze świadectwo na temat sydońskiego kultu bogini to krater z VIII wieku p.n.e. przywołujący postać „huryckiej Astarte”. Inskrypcje na królewskich sarkofagach królów Tabnita i jego syna Eszmunazara II z końca VI i początku V wieku p.n.e. ostrzegają potencjalnych rabusiów grobów, że zakłócanie spokoju zmarłych to „obrzydliwość dla Astarte”. Matka Eszmunazara II była zaś „kapłanką Astarte”. Przy okazji wymieniają też świątynie dla Baala Sydonu, dla Eszmuna, dla Astarte oraz osobno dla Astarte-Imienia-Baala:

[Eszmunazar i jego matka] zbudowali domy dla bogów: [dom Astarte] w [dzielnicy] Sydonie-Lądzie-przy-Morzu, i ustanowiliśmy [dom] Astarte w [dzielnicy] Wysokich Niebios; i to my zbudowaliśmy na Górze dom dla Eszmuna, księcia sanktuarium źródła ydll, i również zbudowaliśmy dla niego w Wysokich Niebiosach; i to my zbudowaliśmy domy dla bogów Sydończyków w Sydonie-Lądzie-przy-Morzu, dom dla Baala Sydonu i dom dla Astarte-Imienia-Baala.

Uważny Czytelnik naszego bloga z pewnością przypomni sobie to wyrażenie. „Astarte-Imię-Baala” to przekleństwo, czy też wysokiej rangi inwokacja boskiej mocy, które w tekstach z Ugarit zastosował zarówno Baal w stosunku do swojego wroga Jama, jak i król Keret wobec swojego buntowniczego syna. Najwyraźniej tradycja tego zwrotu sięga bardzo, bardzo głębokiej starożytności. Tego samego zwrotu, Astarte Samabolo, jak już wspomniałem powyżej, doszukuje się Teixidor w inskrypcji w Palmyrze już w kolejnych wiekach naszej ery (choć jego zdanie nie jest, zdaje się, powszechnie uznane, trzeba więc je brać ze szczyptą sceptycyzmu).

Ta formuła skrywa, potencjalnie, bardzo głęboką myśl teologiczną. Według niej Astarte jest manifestacją i ekspresją mocy Baala. „Imię” używane jest w myśli semickiej jako integralny element danej osoby, jako aktualizację i lokalizację jej działania. Przykładów na to można znaleźć mnóstwo chociażby w Biblii, gdzie ten sposób myślenia odnoszony jest do boga Jahwe (podkreślenia moje):

Jer 7, 12 Idźcie, proszę, do mojego przybytku w Szilo, gdzie dawniej do obrałem mieszkanie dla mojego imienia

1 Król 8, 16 Od tego dnia, w którym wyprowadziłem mój lud, Izraela z Egiptu, nie wybrałem ze wszystkich pokoleń izraelskich miasta do wybudowania świątyni, by Imię moje w niej przebywało. Ale wybrałem sobie <Jerozolimę, aby tam było moje Imię i obrałem> Dawida aby był nad moim ludem, Izraelem”. 17 Dawid zaś, mój ojciec, powziął zamiar zbudowania domu dla Imienia Pana, Boga Izraela. 18 Wówczas Pan rzekł memu ojcu, Dawidowi: “Dobrze postąpiłeś, że powziąłeś zamiar zbudowania domu dla mego Imienia, bo wypłynęło to z twego serca. 19 Jednak nie ty będziesz budować tę świątynię, ale twój rodzony syn. On zbuduje dom dla mego Imienia“. 20 Wypełnił Pan właśnie to, co obiecał, bo nastałem po moim ojcu, Dawidzie, i zasiadłem na tronie izraelskim, jak zapowiedział Pan, oraz zbudowałem dom dla Imienia Pana, Boga Izraela.

2 Krn 33, 4 Budował również ołtarze w świątyni Pańskiej, o której Pan powiedział: «W Jeruzalem pozostanie Imię moje na zawsze»

…i wiele innych. Podobną funkcję w teologii chrześcijańskiej pełni koncepcja „słowa”, które całkowicie zostało utożsamione z postacią Jezusa Chrystusa, i w ten sposób „słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami”. Rzecz jasna, Fenicjanie nie prowadzili sporów o naturę i osobę Astarte, tak jak chrześcijanie o naturę i osobę Chrystusa, jednak jeśli mielibyśmy przeprowadzić choćby przybliżoną paralelę do Astarte-Imię-Baala, to chyba najbliższa niej byłaby koncepcja Jezus-Słowo-Ojca.

Znaczenie Astarte dla mieszkańców Sydonu potwierdza też Biblia w kilku miejscach:

1 Król 11, 4 Kiedy Salomon zestarzał się, żony zwróciły jego serce ku bogom obcym i wskutek tego serce jego nie pozostało tak szczere wobec Pana, Boga jego, jak serce jego ojca, Dawida. 5 Zaczął bowiem czcić Asztartę, boginię Sydończyków, oraz Milkoma, ohydę Ammonitów.

2 Król 23, 13 Nadto król [Jozjasz] splugawił wyżyny, które stały naprzeciw Jerozolimy, na południe od Góry Oliwnej, i które Salomon, król izraelski, zbudował dla Asztarty – ohydy Sydończyków, dla Kemosza – ohydy Moabitów, i dla Milkoma – obrzydliwości Ammonitów.

O świątyni Astarte w Sydonie wspomina Lukian z Samosat w swoim niedużym, ale bardzo ważnym dziele O Bogini Syryjskiej. To tekst z II wieku n.e. opisujący kult syryjskiej bogini Atargatis w Hierapolis (która, ponieważ nie jest per se fenicka, nie zostanie tutaj omówiona), przy okazji jednak autor omawia inne święte miejsca, obrzędy i bogów czczonych „w okolicy”. Poświęca się wiele uwagi kultom Fenicjan; z tego powodu będziemy do niego jeszcze kilkakrotnie wracać. Pisze zatem następująco (tłumaczenie własne):

Jest też w Fenicji wielka świątynia w kraju Sydończyków. Nazywają ją świątynią Astarte. Uważam, że ta Astarte to nie kto inny, jak bogini Księżyca. Jednak według opowieści jednego z kapłanów ta świątynia została poświęcona Europie, siostrze Kadmosa. Była córką Agenora i po jej zniknięciu z ziemi Fenicjanie uczcili ją świątynią i opowiadali o niej świętą historię: jak Zeus zakochał się w niej z powodu jej urody i zmieniwszy się w byka zaniósł ją na Kretę. Również i tę legendę słyszałem od innych Fenicjan, zaś monety krążące między Sydończykami noszą obraz Europy siedzącej na byku, czyli na Zeusie. I tak nie zgadzają się z tym, że ta świątynia poświęcona jest Europie.

Tekst ten potwierdza istnienie i rangę świątyni Astarte w Sydonie. Niestety, zawiera również niejedno przekłamanie. Astarte nie była boginią Księżyca i niełatwo jest stwierdzić, czemu autor tak właśnie myślał. Z kolei identyfikowanie jej z Europą, kochanką Zeusa i matką Minosa, wygląda na próbę wpasowania fenickiej bogini do mitycznych wyobrażeń Greków. Jest też aktem euhemeryzacji tej postaci: autor nie wydaje się wierzyć, że Europę faktycznie porwał ojciec bogów, traktuje to jako „świętą historię” wymyśloną w świątyni po tym, jak z nieznanych powodów „zniknęła” starożytna księżniczka.

Grecy identyfikowali Astarte z Afrodytą właściwie od samego początku historii. Doskonałym świadectwem jest tu Herodot. Mieliśmy już okazję zobaczyć, że świątynię filistyńskiej (nie fenickiej) Astarte w Askalonie przypisuje on kultowi Afrodyty Uranii. Zresztą była to tendencja nie tylko w stosunku do tej bogini: Grecy nader często opisywali cudzych bogów swoimi teonimami – nawet wielki egipski Amon został utożsamiony z Zeusem – i była to ich normalna praktyka teologiczna. Problem jest też taki, że Grecy niewątpliwie ułatwiali sobie życie, bo łączyli Afrodytę z całą rodziną wschodnich bogiń, bo również z syryjską Atargatis (choć Lukian przyznał, że łączyła ona cechy wielu różnych niebianek), z Anaitis, z Mylittą, nawet z arabską al-Uzzą. Proces ten przeszkadza nam w odbiorze tych postaci – cecha „bogini miłości” nie może przysłaniać nam osobistego charakteru każdej z nich. Nasza Astarte wszak, choć piękna i nie-aseksualna, nie manifestowała nigdy takiego poziomu seksualności jak owa grecka odpowiedniczka. Znacznie bardziej przypominała Atenę czy Artemidę, mimo że, w przeciwieństwie do nich, nie była dziewicą, a bywała i matką.

Herodot i Pauzaniasz w ogóle twierdzili, że kult bogini miłości przybył do Grecji właśnie ze Wschodu (u Herodota właśnie z Askalonu, u Pauzaniasza ogólnie z „Asyrii”). Wydaje się, że głównym ośrodkiem „synkretyzmu”, czy może raczej wzajemnego oddziaływania kultów obu bóstw był Cypr. Astarte miała na tej wyspie co najmniej kilka świątyń, natomiast relacja Afrodyty do Cypru jest oczywista dla każdego, kto zna mitologię w choć minimalnym stopniu. W końcu powszechnie nazywana była Cypryjką, tam bowiem wyłoniła się z morskiej piany. Jej szczególnym miejscem kultu było tamtejsze Pafos (zob. S. Budin, A reconsideration of the Aphrodite-Ashtart syncretism, w: Numen Vol. 51, No. 2 (2004) ).

Warto też wiedzieć, że jakieś ścisłe utożsamienie obu bogiń utrudnia nieco fakt, że w zachodnim basenie Morza Śródziemnego, gdzie naturalnie Astarte również docierała dzięki fenickim kupcom i kolonistom, boginię tę łączono raczej z etruską Uni i latyńską Junoną, nie zaś z Afrodytą. Również rzymska Fortuna miała pewien zespół jej cech. To zaś wskazuje, że nie można Astarte klasyfikować jako „bogini miłości”, tak jak (w wygodnych greckich szufladkach) klasyfikuje się Afrodytę. Fenicka bogini miała zatem więcej cech królewskich niż etykietka „bogini miłości” nam sugeruje.

Jak zobaczymy w następnym artykule, greccy odbiorcy w ogóle mieli problem nie tylko z umiejscowieniem Astarte na swojej religijnej mapie, ale nawet z… poprawnym jej nazywaniem. Zobaczymy, że kreatywność Hellenów do nazywania fenickiej bogini po swojemu będzie dość bogata. Jako matka tyryjskiego Melkarta będzie więc identyfikowana z grecką Asterią, siostrą Latony. Jako matka bogów zakochana w sydońskim Eszmunie będzie nosiła imię Astronoe. W końcu też syryjski cesarz Heliogabal, ten sam, który zaimportuje do Rzymu kult słonecznego boga El Gabal (od którego weźmie nowe imię), przywiezie też do stolicy boginię Uranię, “którą Fenicjanie nazywają Astroarche, uznając ją za Księżyc” (Herodian, 5,6,4-5). Żadna z tych form nie odpowiada faktycznemu imieniu fenickiej bogini, powtarzają jedynie zbitkę Astr-, w uszach odbiorców kojarzącą się z niebem i gwiazdami – stąd tytuł Uranii, Niebiańskiej.

Inne wielkie boginie Fenicjan

Astarte pojawia się najczęściej w roli naczelnej bogini, ale nie wszędzie i nie zawsze. Wspomniana wyżej jako druga po Baalu Szamem Pani Byblos, czyli Baalat Gebal, chociaż do Astarte podobna od strony płci i funkcji, nie jest z nią pierwotnie tożsama. Prawdę mówiąc, jest też od niej starsza: najstarsza znana świątynia Pani Byblos została wzniesiona ok. 2700 roku p.n.e., więc o całe tysiąclecia wyprzedza świt chwały Astarte. Znana jest z dedykacji Egipcjan (którzy od III tysiąclecia p.n.e. pozostawali w życzliwych kontaktach z Byblos) i utożsamiana była z Hathor.

Ten kult trwał nadal aż do czasów rzymskich. Znany nam już Lukian w O Bogini syryjskiej nazywa ją jednak „Afrodytą z Byblos” – może jako przeciwieństwo greckiej „Afrodyty z Cypru”? Znowu widzimy tutaj greckie uproszczenie w identyfikowaniu wschodnich bogiń. Opowieść Sanchoniatona, o której będę pisał w kolejnym artykule cyklu, wyraźnie odróżnia Panią Byblos zarówno od Astarte, jak i od Aszirat. Utożsamia ją natomiast z homerycką Dione, matką Afrodyty, jakby „starszą Afrodytą”, nazywa ją też Baaltis.

Jednak Plutarch w O Izydzie i Ozyrysie (15) wprost identyfikuje ją z Astarte. Odkryty terakotowy tron z IV wieku p.n.e. (P. Bordreuil, Syria 62, 1985, s. 182-183) nosi dwujęzyczną dedykację dla Baalat Gebal po fenicku oraz Astarte thea megiste, “Astarte największej bogini” po grecku. Pseudo-Meliton z Sardes w swojej mowie do cesarza Antonina opowiada o romansie bogini Byblos i “Tammuza” (Adonisa) przepisując mityczną historię Afrodyty (małżeństwo z Hefajstosem, romans z Aresem), choć nazywa ją Balti. Scholiasta Bar Koni z przełomu VIII i IX wieku n.e. nazwie ją jednocześnie Balti i Astarte. Widać zatem, że chociaż boginie generalnie trzymały się osobno, bywały też utożsamiane ze sobą, a proces ten, zdaje się, postępował wraz z czasem.

Bogini, przed próbami łączenia ją z innymi niebiankami, pierwotnie nie miała osobnego imienia i pozostała na zawsze lokalnym bóstwem jednego, konkretnego miasta, nawet jeśli jej sława i jej starożytność sprawiły, że stała się powszechnie znana. Zresztą, mamy podobny kazus w wypadku Izraela. Wszak również i tam, w epoce przedwygnaniowej, spotykamy postać „Królowej Niebios”, Malakat Szamajim, przeciwko której występował prorok Jeremiasz:

Jr 7,18 Synowie zbierają drewno, ojcowie rozpalają ogień, a kobiety ugniatają ciasto, by robić pieczywo ofiarne dla królowej nieba…

Jej kult został usunięty przez reformy Jozjasza, jak się okazało, z fatalnym skutkiem. Dla narracji biblijnej kara, jaka spotkała Izrael, wynikała z dawnych grzechów, jednak księga Jeremiasza daje nam unikalne wejrzenie w rozumowanie wyznawców Królowej:

Jr 44, 17 Raczej wprowadzimy w czyn wszystko, co postanowiliśmy sobie: składać ofiary kadzielne królowej nieba, składać na jej cześć ofiary płynne, podobnie jak to czyniliśmy my, nasi przodkowie, nasi królowie oraz nasi przywódcy w miastach judzkich i na ulicach Jerozolimy. Wtedy mieliśmy pod dostatkiem chleba, powodziło się nam dobrze i nie spotkało nas nic złego. 18 Od czasu, gdy zaprzestaliśmy składać królowej nieba ofiary kadzielne i płynne, cierpimy niedostatek wszystkiego i giniemy od miecza lub głodu». 19 A kobiety powiedziały: «Ilekroć składamy królowej nieba ofiary kadzielne i płynne, czyż nie za wiedzą naszych mężów przygotowujemy dla niej ciastka z jej wizerunkiem albo wylewamy płynne ofiary?»

Innymi słowy: katastrofa spadła na Izrael nie dlatego, że uprawiano bałwochwalczy kult wbrew Jahwe, ale dlatego, że właśnie na skutek jahwistycznych reform przestano czcić Królową. Trudno odmówić tym ludziom logiki: fakty są niezaprzeczalne, że wygnanie nadeszło, gdy Izrael odrzucił swoją boginię.

Tak czy inaczej, izraelska Królowa Niebios nie ma swojego imienia. Wielokrotnie komentatorzy starają się uzupełniać tę lukę, że „była to Astarte” albo „była to Aszera”. Wcale niekoniecznie. Możliwe, że żadnej luki tutaj nie ma – że Królowa Niebios była po prostu Królową Niebios, i nie miała swojego osobnego imienia, tak jak nie miała go również Pani Byblos, która na zawsze pozostała „jedynie” Panią Byblos.

Inną wielką boginią Fenicjan była patronka Kartaginy, bogini Tanit. Tutaj sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Inskrypcje z kartagińskiego tofet, czyli cmentarza dla ofiarowanych dzieci, z III-II wieku p.n.e. mówią o sanktuariach dwóch osobnych bogiń:

…Wielkim Boginiom Astarte i Tanit z Libanu.

Użyta tam liczba mnoga świadczy o rozdzieleniu tych postaci. Gdzie indziej jednak te postacie bywały utożsamiane. Tanit, w okresie rzymskim czczona jako Dea Caelesti, była kartagińską królową-matką, rzeczywiście o pewnych asocjacjach księżycowych (podczas gdy fenicka Astarte nie była „boginią Księżyca”, nabrała tych cech dopiero pod wpływem wtłaczającej ją w tę rolę hellenizacji). Najważniejsze dla nas jest to, że przypisywano jej tytuł, który wyda nam się znajomy: tnt pn b’l, czyli Tanit Oblicze Baala. Jest to niemal identyczna paralela do Astarte Imię Baala, jedynie zamiast szem mamy tutaj pan, czyli „twarz”. Również Baal jest tu nieco inny, ponieważ na czele kartagińskiego panteonu stał Baal Hamon, o funkcji właściwie identycznej z Baalem Szamem. Idea związku między tą boską parą pozostała taka sama: bogini stała się manifestacją boga.

Podsumowanie

W tym miejscu skończymy opis najwyższych bogów Fenicjan. Zarówno Baal Szamem, jak i królowa Astarte w I tysiącleciu p.n.e. stali się uniwersalnymi bóstwami, zdolnymi do oderwania się od kultów jednego miasta czy etnosu: widzieliśmy, jak kult tego Baala przejęli na przykład mieszkańcy Palmyry, a kult Astarte – indoeuropejscy Filistyni. Choć korzenie tych bóstw sięgały głęboko w epokę brązu, dopiero teraz rozwinęli skrzydła: oboje nie byli ograniczeni do jakichś konkretnych dziedzin, do żadnych wygodnych teologicznych szufladek. Ich władza mogła sięgać każdego aspektu życia.

Parowanie Baala i Astarte, tych najbardziej charakterystycznych bogów Fenicjan, w księgach biblijnych stało się wręcz przysłowiowe. Autorzy biblijni przedstawiają nam te postaci w liczbie mnogiej, co samo w sobie jest również ciekawe. O ile faktycznie znamy mnogość Baalów, o tyle Astarte nie jest osobną kategorią dla wielu bogiń, i nie mamy świadectw, jakby owych Astart było faktycznie wiele:

Sdz 2, 13, Opuścili Pana i służyli Baalowi i Asztartom.
Sdz 10, 6 Potem znów zaczęli Izraelici czynić to, co złe w oczach Pana. Służyli Baalom, Asztartom, jak również bogom Aramu, Sydonu i Moabu oraz bogom ammonickim i filistyńskim…
1 Sam 7,4 Synowie Izraela usunęli Baalów i Asztarty i służyli tylko samemu Panu.
1 Sam 12,10 Wołali wtedy do Pana: “Zgrzeszyliśmy, bo opuściliśmy Pana, służąc Baalom i Asztartom. Teraz jednak wybaw nas z ręki naszych wrogów, a będziemy Tobie służyli”.

Możliwe, że autorzy biblijni upraszczali sobie rzeczywistość, wrzucając wszystkie „pogańskie” boginie do jednego wora. Widać to na innym jeszcze przykładzie, gdzie zamiast Astarty pojawia się inna jeszcze, znana nam bogini, w dokładnie tej samej ogólnikowej formule „odejścia od wiary”:

Sdz 3, 7 Izraelici popełniali to, co złe w oczach Pana. Zapominali o Panu, Bogu swoim, a służyli Baalom i Aszerom.

Nie zapominajmy też, co to parowanie Baala i Astarte implikowało. Jaki był związek między Bogiem i Boginią? Mało kiedy pokazują nam się jako coś w rodzaju małżeństwa. Nie prezentują się jako jakaś “święta rodzina”. Taką rodziną jest Baal Hamon i Tanit w Kartaginie; jest nią Zeus (Baal?) i syryjska Atargatis w Heliopolis. Ale nie widzimy, jakby byli nią Baal Szamem i Astarte w Tyrze albo Sydonie.

Jest natomiast formuła: attrt sm b’l albo tnt pn b’l. Bogini, choć może być matką dzieci Boga, jest też Jego obliczem, Jego imieniem, Jego manifestacją. Jego epifanią. Nasuwa to skojarzenia z wyobrażeniami hinduskimi, gdzie bogini jest energią, śakti, swojego boskiego męża. Oraz ze spekulacjami Filona, Jana Ewangelisty czy gnostyków na temat boskiego słowa czy boskiej mądrości jako kogoś/czegoś odrębnego od Najwyższego.

Na nasze nieszczęście, praktycznie nie mamy mitów związanych z tymi postaciami. Wyjątkiem jest tu święta historia Sanchoniatona, którą zajmiemy się dopiero w jeszcze następnym artykule tego cyklu. Niestety, ona nie mówi nam nic na temat tych potencjalnych teologicznych spekulacji. Trudno powiedzieć, co w mitycznej wyobraźni Fenicjan w ogóle „robił” Baal Szamem, poza sprawowaniem rządów nad światem. Brakuje nam jakichś opowieści dorównujących epicką skalą Cyklowi Baala z Ugarit. Z Astarte jest nieco lepiej, bo pojawia się ona w mitach dotyczących niższych, „młodszych” bogów. I tymi bóstwami zajmiemy się w kolejnym artykule niniejszego cyklu. Zapraszam!

guest
0 komentarzy
Wbudowane informacje zwrotne
Zobacz wszystkie komentarze
Spis treści
Najczęściej czytane
0
Podziel się swoimi przemyśleniamix