Bogowie Fenicji. Mitologia kananejska, cz. 12.

31 sierpnia 2021
Dawid
Dawid
Skończyłem historię na Wydziale Historycznym UW ze specjalizacją historii Kościoła. Jestem oddanym fascynatem późnego antyku, poza chrześcijaństwem interesuję się też gnostycyzmem, neoplatonizmem i magią antyczną, jak również religiami Indii i mitologiami świata, od europejskich po polinezyjskie. Jestem też fanem twórczości H.P. Lovecrafta oraz komiksów DC.
inskrypcja

Spis treści

W poprzednim artykule poznaliśmy królewską parę „fenickiego panteonu”: Baala Niebios oraz Astarte. Piszę „fenicki panteon” w cudzysłowie, bo trudno mówić o istnieniu jakiejś sformalizowanej grupy bogów, związanej więziami mitycznych zależności. W tym artykule, dla odmiany, rzeczywiście sięgniemy do fenickich mitów – a przynajmniej do tego, co z nich pozostało i co da się wyinterpretować z zachowanych źródeł. Przekonamy się, że owszem, w zachowanych źródłach pewne bóstwa Fenicjan wchodziły między sobą w dynamiczne interakcje. Zobaczymy też, jak każde tamtejsze miasto tworzyło swoje własne, unikalne środowisko religijne. Baal Szamem, choć wielki i uniwersalny, schodził na dalszy plan przy tych lokalnych „młodszych” bogach, dzięki którym miasta fenickie były sławne.

Już na wstępie ostrzegę, że w tym artykule jeszcze nie będę omawiać dzieła Sanchoniatona, i celowo będę omijał ten temat w swoich streszczeniach, poza miejscami, gdzie będzie to konieczne. Jest on bowiem jedynym tak kompletnie zachowanym opisem „fenickiego panteonu”, jaki do nas dotarł. Problem z nim polega jednak na tym, że nie wiadomo, na ile autor/redaktor tego dzieła – czy domniemany Sanchoniaton, czy intelektualista Filon z Byblos – faktycznie przedstawiał spójne wierzenia Fenicjan o ich bogach, czy też sam skompilował wiele różnych świadectw w jeden utwór, wzorując się na podobnych teogoniach greckich (z Hezjodem na czele). Tak czy inaczej, jego dzieło musi poczekać na następne (dwa) artykuły.

Wszystkich Czytelników zainteresowanych zgłębianiem tematyki bogów Fenicjan zachęcam do lektury zwłaszcza dwóch dzieł, z których przy tym artykule czerpię pełnymi garściami. Jest to: J. Teixidor, Pagan God: Popular Religion in the Greco-Roman Near East, 1997 oraz E. Lipiński, Dieux et deesses de l’univers phenicien et punique, 1995. Bardzo pomocny jest również J.L. Lightfoot i jego wydanie On the Syrian Goddess Lukiana z Samosat, 2003.

Tyr i jego Król

Boskim patronem Tyru był Melkart. Nazywany był również Panem Tyru, czyli Baal Sor 1zob. inskrypcja w Gades, KAI 47. Pozwala nam to zobaczyć, jak łatwo przyrastają nam nowi Baalowie. Inną wymową jego imienia jest Milkart, jako że wymowa przez –e-, jak argumentuje Lightfoot 2Lightfoot, On the Syrian Goddess, s. 294 jest zniekształceniem wywołanym przez wymowę hebrajską. Jego imię ma podobne znaczenie do „Baal Sor”, bo Melkart oznacza „króla miasta”, czyli właśnie Tyru.

Cyceron w swoim dziele De natura deorum (III,16,42) wspomina, że Melkart jednym z sześciu Herkulesów znanych w mitografii greckiej. Ta asocjacja z greckim bohaterem-siłaczem stanie się elementem tradycji. W poprzednim artykule widzieliśmy świadectwo Józefa Flawiusza, który opisał działalność króla Hirama, w tym założenie świątyni poświęconej Heraklesowi – czyli właśnie Melkartowi:

Czwarty [Herkules], syn Jowisza i Asterii, siostry Latony, jest najwięcej czczony w Tyrze, przy czym Kartago ma być jego córką.

Naturalnie, wielki mówca dokonuje tu helleno-romanizacji mitu fenickiego. Jowisz to, bez większych wątpliwości, sam Baal Szamem. Asteria natomiast, oryginalnie mało znana grecka bogini, tytanida w drugim pokoleniu i siostra Leto, matki Apollona i Artemidy. Nie trzeba tutaj wielkiego skoku logicznego, aby dostrzec, że Asteria jest tutaj postacią Astarte 3zob. E. Lipiński, Dieux et deesses… s. 153. Tym sposobem docieramy do prostej genealogii przypisywanej (przez Cycerona) Melkartowi: jest synem pary najwyższych bogów Fenicji. Genealogię potwierdzi nam też Sanchoniaton. Jednocześnie należy powiedzieć też, że te bóstwa nigdy nie były czczone jako jakaś „święta rodzina”, a przynajmniej żadne dostępne nam źródła na to nie wskazują. Wydaje się, jakby powiązanie ich w jakąś mityczną genealogię było dziełem wtórnym, być może odbywającym się już pod wpływem greckim.

Widzieliśmy poprzednio, że Melkart był przywoływany wraz z sydońskim Eszmunem w traktacie pokojowym Baala z Tyru, jako gwarant dobrobytu Fenicjan. Jego imię spotykamy w tym samym czasie (VII w. p.n.e.) w Niniwie, w imieniu żeńskim Kam-Mil-kar-te, co oznaczało „Melkart ożył”. Będzie to ważna kwestia, już za chwilę.

W Tyrze, w kilku miejscach, spotykamy pewien obraz, który powinien nam się wydać znajomy. W religijnym centrum miasta, w sanktuarium Melkarta, przynajmniej w micie i rytuale, miało się znajdować drzewo oliwne – płonące, ale nie spalające się. U jego korzeni mieszkał wąż; w jego koronie – orzeł. Brzmi znajomo? Obraz ten pojawiał się wielokrotnie na tyryjskich monetach. Odkryty relief z czasów rzymskich 4zob H. Seyring, Les grands dieux de Tyre a l’epoque romaine, w: Syria, 40, 1963, str. 23-24. Tab. II; E. Will, De l‘Euphrate au Rhin, 1995. Str. … Czytaj dalej przedstawiał następującą scenę: kobieta rodząca dziecko; poniżej daniel karmiący niemowlę, ku któremu pełznie wąż; w górze wąż z rozpiętymi skrzydłami, a w tle płonące drzewo z owiniętym wokół niego wężem. Wielu badaczy identyfikuje ten obraz jako narodziny Melkarta.

Ze znanym nam obrazem z Księgi Wyjścia 4,3 kojarzy się nie tylko płonąca, ale nie spalająca się roślinność; również wąż u korzeni oliwki w Tyrze odpowiada wężowi, którego magicznie tworzy Mojżesz na rozkaz Boga. Pytanie, kto na kogo tutaj wpływał, nasuwa się samo.

To samo drzewo będzie opisywał Nonnos w swoim wielkim poemacie Dionysiaka, napisanym w V wieku n.e. u samego zmierzchu epoki pogaństwa. Opisywał w nim bohaterską podróż Dionizosa do Indii, który w jej trakcie wstępuje do Tyru. Młody bóg spotyka tam Heraklesa – znów, możemy uznać, że grecki autor doskonale wie, że pod tym imieniem kryje się starożytny boski patron miasta. Nosi on tytuł Astrochiton – przeze mnie przełożony jako „Odziany w Gwiazdy”, może lepiej „O Gwiaździstym Płaszczu”. Ów zaś opowiada Dionizosowi, w jaki sposób powstał Tyr. Jest to, prócz strzępów Sanchoniatona/Filona z Byblos, jedyny literacki opis mitycznych początków miasta. Czy odpowiada prawdziwym poglądom Tyryjczyków z I tysiąclecia p.n.e.? Tego nie możemy wiedzieć. Tekst jest dość długi, ale zapoznajmy się z nim, bo to jedyne, co na ten temat posiadamy:

Nonnos, Dionysiaca 40, 423-534 (tłum. własne)

– Powiedz mi, o Odziany w Gwiazdy, co za bóstwo zbudowało to miasto [Tyr] w postaci kontynentu, a na obraz wyspy? Czyja niebiańska dłoń je wymierzyła? Kto uniósł te skały i osadził je w morzu? Kto stworzył te wszystkie dzieła sztuki? Skąd wzięły się nazwy tych źródeł? Kto połączył wyspę ze stałym lądem i związał je razem z matką-morzem?

Przemówił, i Herakles [Melkart] zadowolił go przyjaznymi słowami:

– Posłuchaj opowieści, Dionizosie, bo opowiem ci wszystko. Mieszkali tu niegdyś ludzie, których zrodzony wraz z nimi Czas widział jako rówieśników wiecznego świata, święte potomstwo dziewiczej ziemi: ci, których ciała powstały same z siebie z nieoranej, nieobsiewanej wilgotnej gleby [błota]. Ci ludzie, za sprawą niezwykłej sztuki zbudowali na fundamencie skały niewzruszone miasto, również z kamienia. Kiedy ich wodne łoża pośród źródeł, kiedy ogniste słońce wysuszało ziemię tak, że unosiła się para, spoczywali wszyscy razem i zanurzali się pod Letejskie skrzydła radującego umysł snu.

Wówczas ukochałem to miasto wielką miłością, i przybrałem cienistą postać o ludzkiej twarzy, i stanąłem ponad głowami tego zrodzonego z ziemi plemienia, i wypowiedziałem do nich wyrocznię w słowach natchnionych:

– Porzućcie próżny sen, synowie gleby! Stwórzcie mi nowy rodzaj pojazdu, aby podróżować przez słone morze! Oczyśćcie ów pień sosnowy swymi ostrymi siekierami i wykonajcie zmyślne dzieło! Ułóżcie długi rząd wystających żeber i pokryjcie go deskami, i połączcie wszystko dobrze-wypełniającą smołą: rydwan morski, pierwszy jaki kiedykolwiek żeglował, którzy przewiezie was przez głębiny… [tu następuje długi opis budowy łodzi] …rozdzierajcie powierzchnię morza jego drewnianym kadłubem, aż dotrzecie do miejsca przeznaczeń, gdzie pływają dwie wyspy wędrujące przez słone morze, które natura nazwała Skałami Ambrozyjskimi.

– Na jednej z nich rośnie drzewo oliwne, równowieczne [z wyspami], samo-zasadzone i połączone ze skałą, na samym środku żeglującej przez morze skały! Na szczycie listowia ujrzycie siedzącego orła i pięknie wykonaną misę. Z płonącego drzewa samozrodzony ogień wypuszcza cudowne iskry, i blask otacza drzewo oliwne, ale go nie pożera. Wąż wije się wokół drzewa z jego uniesionymi liśćmi, pogłębiając cudowność dla oczu i uszu. Wąż bowiem nie wije się cicho ku orłowi latającemu w górze, ani nie rzuca się ku niemu próbując go owinąć, ani nie pluje nań śmiertelną trucizną ze swoich zębów ni też nie pożera go swą szczęką: orzeł zaś nie chwyta pazurami gada o licznych zwojach aby nieść go wysoko w powietrze, ani nie zrani go zaostrzonym dziobem. Ogień nie rozszerza się ponad konary wysokiego pnia ani nie pochłania oliwnego drzewa, które nie może zostać zniszczone; ani nie niszczy łusek węża, swojego sąsiada, ani też skaczące płomienie nie dotykają ptasich piór. Nie – ogień trwa pośrodku drzewa i wysyła przyjazny blask: misa spoczywa wysoko, nieporuszona, chociaż gałęzie są poruszane przez wiatr, i ani się nie osuwa, ani nie spada.

– Musicie złapać mądrego ptaka, wysoko-lotnego orła równowiecznego z oliwką, i złożyć go w ofierze Temu o Włosach Koloru Morza. Wylejcie jego krew na przemierzające wodę skały dla Zeusa i Błogosławionego [Pana Wód, w parze z Zeusem, patrz niżej]. Wtedy skała przestanie wędrować poprzez morza, lecz

zostanie ustalona na nieporuszonym fundamencie i zjednoczy się z [drugą] wolną skałą. Na tych dwóch wyspach zbudujecie miasto, które będzie graniczyło z dwoma morzami, z obu stron.

Taka była moja prorocza wiadomość. Zrodzeni-z-ziemi przebudzili się poruszeni, i boska wiadomość niebłądzącego snu dźwięczała im w uszach. Pokazałem im też inny cud tym zatroskanym, po skrzydlatych snach, sam radując się z [perspektywy] zakładania miasta – przeznaczono mi być Założycielem Miast. Oto z morza wypłynęła ryba, łodzik, doskonały obraz, który miałem na myśli, w kształcie łodzi przemierzającej morze o własnych siłach. I tak, obserwując tę istotę podobną do okrętu, nauczyli się bez trudu jak urządzić podróż. Zbudowali dzieło podobne do [tej] ryby z głębin i naśladowali jej sposób nawigowania po morzu. Potem wyruszyli: z czterema kamieniami równej wagi zawierzyli równowagę okrętu, naśladując uważny lot żurawia: bo i on [żuraw] nosi kamienny balast w swoim dziobie, aby pomagać sobie w podróży, aby wiatr nie uszkodził mu skrzydeł podczas lotu. Płynęli, aż dotarli do miejsca, gdzie skały wędrowały pchane wiatrem.

Tam zatrzymali swą łódź poza otoczoną przez morze wyspą, wspięli się na zbocze, gdzie stało drzewo Ateny. Gdy chcieli złapać orła, który mieszkał na oliwce, ten sfrunął z własnej woli i oczekiwał swego losu. Zrodzeni-z-ziemi uznali, że ich skrzydlata ofiara została natchniona przez bogów. Odsunęli w tył jego głowę, odkryli jego długą szyję, i za pomocą noża poświęcili samo-ofiarującego się orła Zeusowi i Panu-Wód [prawd. Posejdonowi]. Gdy mądry ptak został ofiarowany, prorocza krew wytrysła z jego świeżo przeciętego gardła, i tymi boskimi kroplami osadziła przemierzające morze skały na dnie w pobliżu Tyru, na morzu. I tak, na tych niezdobytych skałach Zrodzeni-z-ziemi zbudowali swoją piastunkę o głębokich piersiach.

I tak, Dionizosie, opowiedziałem ci, o z gleby-zrodzonym plemieniu samopowstałych [ludzi], o Olimpijczyku, abyś wiedział, jak Tyryjski ród twoich przodków powstał z ziemi.

[535-574 Melkart opowiada o licznych źródłach bijących na ziemi tyryjskiej, związanych z różnymi nimfami]

I to opowiedział Herakles, przywódca niebios, Dionizosowi w miłej pogawędce. Był on [Dionizos] rozradowany w sercu tą opowieścią, i dał Heraklesowi czarę ze złota błyszczącą i jasną, którą stworzyła sztuka niebios. Herakles zaś odział Dionizosa w [swój] gwiaździsty płaszcz.

Owe wędrujące skały, które na rozkaz bóstwa osiadły na dnie i stały się wyspami, na których zbudowano Tyr, to Ambrozyjskie Skały (ang. Ambrosial Rocks), po grecku opisywane jako AMBPOCIE ΠAITRE. Te skały stały się kolejnym symbolem miasta, odzwierciedlanym na licznych monetach 5zob. Bijovsky, The Ambrosial Rocks… W rzeczy samej, miasto zostało założone na dwóch wyspach, dopiero później połączonych za pomocą grobli ze stałym lądem. Samo słowo Tyr (fenickie tor/sor) prawdopodobnie oznaczało „skałę” (por. hebrajskie tzur). Interesujące jest to, że Jezus nadał podobne (choć nie identyczne) imię Szymonowi akurat wtedy, gdy wywędrował z uczniami na północne rubieże Galilei, właśnie w rejon Tyru i Sydonu. Nie powinno nas dziwić, że legenda mówi o mieszkańcach jako o samo-zrodzonych z ziemi: to dość stały motyw, pojawiający się również w Grecji, legitymizujący prawo tubylców. Po prostu jest to ich ziemia, bo literalnie z niej tutaj właśnie wyrośli. Pojawiający się w micie orzeł, jeśli od początku nie służył do tego, z pewnością pod wpływem greckim stał się symbolem mocy i opatrzności Zeusa-Jowisza, a przez to Baala Niebios.

Nie jest łatwo wytyczyć granice, gdzie kończy się Melkart, a rozpoczyna Herakles. Niestety, dostępne nam źródła pochodzą już z czasów, gdy ci dwaj byli solidnie identyfikowani. Zresztą działo się to w zasadzie od początku historiografii. Sam Herodot w V wieku p.n.e. próbuje rozwiązać zagadkę mnogości Heraklesów (tę samą, która nękała Cycerona), opisuje „Heraklesa egipskiego” (jeszcze innego niż dwaj, o których mówimy), po czym odwiedza Tyr i pisze o nim tak:

Chcąc o tym [o kwestii Heraklesa egipskiego] uzyskać jakąś pewną wiadomość od ludzi, którzy mogli mi jej udzielić, popłynąłem nawet do Tyru w Fenicji, bo słyszałem, że tam znajduje się chram poświęcony Heraklesowi. I widziałem, jak bogato był zaopatrzony w liczne dary wotywne; między innymi były w nim dwie kolumny, jedna z czystego złota, druga ze szmaragdu, który w nocy wspaniale błyszczał.

Wdałem się w rozmowę z kapłanami boga i zapytałem ich, ile minęło czasu od chwili wzniesienia tej świątyni. Ale przekonałem się, że i ich odpowiedź nie zgadza się z tym, co mówią Hellenowie; mówili bowiem, że tę świątynię wzniesiono bogu wraz z założeniem Tyru, a Tyros zaludnione jest już od dwóch tysięcy trzystu lat. Widziałem w Tyros jeszcze inną świątynię Heraklesa z przydomkiem Tasyjskiego. A kiedy przybyłem do Tasos, znalazłem tam świątynię Heraklesa wzniesioną przez Fenicjan, którzy wyruszywszy na okrętach dla zwiedzenia Europy skolonizowali Tasos; to zaś stało się o całe pięć pokoleń ludzkich wcześniej, zanim urodził się w Helladzie Herakles syn Amfitriona (Herodot, Dzieje, II, 44).

Wniosek Herodota jest taki, że słusznie jest wierzyć w dwóch Heraklesów: boga i herosa. Dwie kolumny Heraklesa w Tyrze budzą dyskusje; czy jaśniejące słupy były jakimś odpowiednikiem mitycznej płonącej oliwki? Czy raczej, skoro były dwa, mają jakieś odniesienie do Skał Ambrozyjskich? U Sanchoniatona usłyszymy o ustawieniu w Tyrze stel ku czci ognia i wiatru. Czy jedno ma związek z drugim? Nie wiadomo.

Wiadomo, że Tyryjczycy świętowali śmierci i zmartwychwstanie Melkarta. Athenajos (392d) cytujący za słynnym matematykiem i obieżyświatem Eudoxosem z Knidos mówi (tłum. własne):

I Eudoksos z Knidos, w pierwszej księdze swojego Opisania Ziemi mówi, że Fenicjanie składają Heraklesowi w ofierze przepiórki, ponieważ Herakles, syn Asterii i Zeusa, w czasie podróży do Libii, został zabity przez Tyfona i przywrócony do życia przez Jolaosa, który przyniósł mu przepiórki i przyłożył mu do nosa, i ich zapach go ożywił. Bo kiedy żył, mówi Eudoksos, bardzo lgnął do tych ptaków.

Nie jest to więc jakieś triumfalne, kosmiczne zmartwychwstanie, jakiego byśmy oczekiwali. Raczej kolejna, jedna z wielu fantastycznych przygód awanturniczych. Znowu spotykamy identyfikację fenickiego Heraklesa jako syna boga nieba i bogini Asterii. Nie jest to z całą pewnością grecki Herakles, syn Alkmeny… chociaż ma przy sobie znanego z helleńskich mitów Jolaosa. Pytanie, czy jest to faktycznie Jolaos, czy może jakiś fenicki bóg odpowiedzialny za uzdrawianie… powiedzmy, sydoński Eszmun? Nie wiadomo.

Znane są też strzępy przekazów o jakichś wyprawach Melkarta. Jest bardzo prawdopodobne, że były to opowieści w jakiś sposób odpowiadające tyryjskiej kolonizacji basenu Morza Śródziemnego, której ten bóg był niewątpliwie patronem. Jego świątynie pojawiały się tam, gdzie docierali feniccy koloniści. Najbardziej znana świątynia, poza Tyrem, mieściła się w Gades (Kadyksie), później przemianowana, jak możemy się domyślać, na Herakleion. Miał też świątynie na Ibizie i w Kartagenie, oraz Lixus na wybrzeżu współczesnego Maroka. Na inskrypcjach nosił on tytuł archegetes, czyli „założyciel miast”. Czcili go oczywiście również Kartagińczycy, choć w tym wielkim mieście musiał on ustąpić pierwszeństwa boskiej parze Baalowi Hamonowi oraz bogini Tanit; wiadomo, że Hannibal był gorliwym czcicielem Melkarta.

SalustiuszWojnie z Jugurtą (18) wspomina następującą tradycję, mówiącą o śmierci „Heraklesa” w Hiszpanii:

Pierwotnie Afrykę zamieszkiwali Getulowie i Libijczycy, szczepy dzikie i bez kultury, dla których pożywieniem jak dla zwierząt, była dziczyzna i surowe płody ziemi. (…) Lecz kiedy, według wierzenia Afrykańczyków, w Hiszpanii umarł Herkules, wojsko jego, złożone z rozmaitych narodów, po stracie wodza szybko się rozproszyło….

Słowa „według wierzenia Afrykańczyków” oznaczają: według poglądów Kartagińczyków. Czyli dziedziców Tyru, obracających się w tej samej świętej historii. Znowu: nie wiemy na pewno, że chodzi o Melkarta, ale jest to ważny ślad, że owszem.

Punica III. 32-44 autorstwa Siliusa Italicusa opisują z kolei zdobienia na wspomnianym wyżej Herakleionie z Gades, czyli na tamtejszej świątyni Melkarta, kiedy według poetyckiego opisu miał stać przed nią Hannibal. Niestety, opis ten jest całkowicie zgreczony: przedstawia prace Heraklesa takie, jakie znamy z klasycznej mitologii: hydrę lernejską, lwa nemejskiego, trackie konie, Megarę, rzekę Styks, giganta Anteusza, a w końcu górę Oetę, na której syn Amfitriona zginął na stosie. Nic nie wskazuje na to, że ma to jakikolwiek związek z fenickim Melkartem.

Ze śmiercią tego boga, bardzo dramatyczną, wiązany jest obraz wielkiego stosu pochłaniającego jego ciało. Wspominają o tym pseudoklementyńskie (czyli już chrześcijańskie) Recognitiones (10, 24) (tłum. własne):

Ale również groby jego [Zeusa] synów, którzy są uznawani przez pogan za bogów, są również dostępne, jeden w jednym, inny w innym miejscu: (…) ten Heraklesa w Tyrze, gdzie on spłonął w ogniu…

Również jakby przelotnie, konstruując inny argument, wspomina go Dion Chryzostom w Mowie tarsyjskiej I (33,47), gdy mówi (tłum. własne):

…jeśli, zapytam cię, założyciel twojego własnego miasta, Herakles, odwiedziłby cię (przyciągnięty, powiedzmy, stosem pogrzebowym, takim jaki konstruujecie ku jego czci ze szczególną wspaniałością)…

Śmierć na stosie pogrzebowym łączy postacie helleńskiego i fenickiego Heraklesa. Pytanie pozostaje otwarte: czy Melkart faktycznie płonął na stosie, i to podobieństwo zbliżyło go do greckiego herosa, czy raczej grecki heros wpłynął na wyobrażenia o Melkarcie tak, że przysposobiono mu jakiś rytuał palenia pogrzebowego stosu? Znowu spotykamy problem: ile jest oryginalnego Melkarta w tym Melkarcie, którego znamy z naszych (późnych, shellenizowanych i nie-pierwszorzędnych) źródeł?

Od Flawiusza wiemy jednak, że:

On pierwszy [król Hiram] ustanowił święto przebudzenia się Heraklesa w miesiącu Peritios.

To bardzo wartościowy ślad, bo wskazuje, że faktycznie istniało jakieś święto „przebudzenia” tyryjskiego Melkarta. Czy było to święto powrotu do życia? Jeśli tak, czyniłoby to Pana Tyru jednym z kilku fenickich zmartwychwstających bogów. Przypomnijmy sobie niniwijską kobietę Kam-mil-kar-te, której imię wysławia „wskrzeszenie Melkarta”. Bijovsky pisze, że „the image of god was burned, which brought about its ressurection” (s. 831). Prawdopodobnie do tego właśnie święta, ironicznie, nawiązuje również Biblia ustami proroka Eliasza, który wyszydza kapłanów Baala (jak możemy się domyślić z kontekstu, tj. tyryjskiego pochodzenia królowej Jezebel, chodzi więc o Baala Sor) słowami:

1 Krl 18, 27 Kiedy zaś nastało południe, Eliasz szydził z nich, mówiąc: «Wołajcie głośniej, bo to bóg! Więc może zamyślony albo jest zajęty, albo udaje się w drogę. Może on śpi, więc niech się obudzi!»

Jeszcze jedna rzecz łączy boga Tyryjczyków i boga Judejczyków: obaj bogowie nie mają wizerunków. Aż do pierwszego wieku n.e., gdy już hellenizacja dotarła tak głęboko, jak mogła, Melkart nie miał swojego posągu i nie był za jego pomocą czczony. Strabon w Geografii III, 5,5 wspomina, że w sanktuarium Melkarta stały dwa brązowe słupy; Filostratos w Żywocie Apolloniosa z Tiany V, 5 mówi o dwóch filarach, ze złota i srebra. Ten motyw zatem powtarza nam się regularnie: Król Miasta czczony był w formie anikonicznej, tak jak Jahwe Zastępów.

Jednak musimy ze smutkiem przyznać, że trudno jest odkryć pierwotną funkcję i sens Melkarta. Dostępne nam źródła rozpaczliwie wręcz hellenizują tego boga, tak bardzo, że ostatecznie przepada on gdzieś pod dominującą osobowością greckiego Heraklesa. Był on bóstwem-patronem Tyru, to jasne; niemal z pewnością przypisywano mu założenie miasta, zakorzenienie wędrujących wysp oraz opiekę nad akcją kolonizacyjną na obszarze Morza Śródziemnego. Jego śmierć faktycznie mogła mieć związek z obrzędowym paleniem stosów; niemal na pewno świętowano jego powrót do życia jako „przebudzenie”. W końcu zgodzimy się, że w fenickiej mitografii, powstałej wcześniej albo dopiero pod wpływem mitografów greckich, przypisywano mu bycie synem Baala Szamem i Astarte.

Na koniec warto wspomnieć o jednym, drobnym micie, pochodzącym niezależnie od Kasjodora oraz Grzegorza z Nazjanzu. Otóż Melkart miał zapoczątkować produkcję purpurowego barwnika dla swojej ukochanej nimfy (nazywanej zresztą Tyr), tylko dlatego, że jego pies podczas spaceru po plaży rozgryzł ślimaka z rodzaju rozkolec (łac. murex) i wydobył z niego purpurowy kolor. Z wielu przytoczonych tu opowieści ta wydaje się bardzo autentyczna, i autentycznie fenicka.

Sydon i jego uzdrowiciel

Przekonaliśmy się już, że główną patronką Sydonu była Astarte. Tuż po niej, bardzo ważnym bóstwem był Eszmun, znany przede wszystkim jako bóg-uzdrowiciel. Widzieliśmy już, jak król Eszmunazar II wznosił mu miejskie świątynie; zresztą samo imię owego króla już świadczy o kulcie boga. Na upamiętniającej to wydarzenie inskrypcji Eszmun nosił też tytuł „Księcia”.

Tak jak Melkart z Heraklesem, Eszmun prędko został przez Greków utożsamiony z Asklepiosem, więc musimy się przygotować do łączenia tych postaci co krok, jak również z Apollonem, zwłaszcza w jego aspekcie Pajana, czyli boskiego lekarza. Dedykacje greko-fenickie z Asklepeionu z Delos (między 166 a 156 r. p.n.e.) wskazują, że to utożsamienie bywało obustronne.

Ten bóg ma korzenie sięgające daleko w przeszłość: jego kult poświadczony jest w Syrii jeszcze w III tysiącleciu p.n.e., choć nie znamy jego szczegółów aż do epoki żelaza 6zob. Lipiński, Dieux…, s. 155. Archiwa z miasta Ebli zachowały paralelne formy di-giš, „bóg oliwy” po sumeryjsku i si-mi-nu po eblaicku. Podobne formy spotykamy też w Ugarit, w formie kb’ šmn, czyli Wzgórze Szmn. Nic nam to jeszcze nie mówi o jego kulcie. Pierwsze wspomnienie fenickiego Eszmuna pada w traktacie między Mati’elem, królem Arpadu, i asyryjskim Assurnirari V w 754 roku. Tak jak w pakcie Baala z Tyru, tutaj również Eszmun stoi ramię w ramię z Melkartem jako gwarant pokoju. Obaj bogowie wyraźnie współdzielili opiekę nad Fenicją jako taką, jako reprezentanci dwóch największych miast, pozostawali też odrębni od siebie.

Interesujące jest, że zwiedzający (jak się mniema) fenickie świątynie Lukian O Bogini Syryjskiej nie mówi nam nic o Eszmunie, mimo że wspomina o Astarte, patronce Sydonu, o Melkarcie z Tyru oraz, jak zobaczymy niżej, bardzo obszernie mówi o bóstwach z Byblos. Natomiast o sydońskim uzdrowicielu ani słowa.

Przekaz jakoby z pierwszej ręki o tym, jak postrzegali Fenicjanie tego boga, zachował nam Pauzaniasz Wędrówkach po Helladzie (7,23,7-8). Tak opisuje on swoją wizytę w Aegium (dziś Ejo) na Peloponezie, przy przybytku bogini Ejlejtyi:

Niedaleko od przybytku Ejlejtyi jest okręg poświęcony Asklepiosowi oraz stoją posągi Hygei i Asklepiosa. Napis jambiczny na bazie posągów podaje, że tym, który je wykonał, jest Damofon z Mesenii.

W tym to przybytku Asklepiosa podjął ze mną spór pewien przybysz z Sydonu, który upierał się przy zdaniu, że Fenicjanie mają w ogóle trafniejszy pogląd na istotę bóstwa niż Hellenowie, szczególnie jednak w przypadku Asklepiosa: oto uznając go tak samo za syna Apollona, kategorycznie odmawiają pochodzenia od matki śmiertelnej.
Asklepios bowiem to powietrze właściwe pod względem zdrowotnym dla rodu ludzkiego i dla wszelkiego żywego stworzenia, Apollon to słońce i jak najsłuszniej nazywany jest ojcem Asklepiosa, ponieważ słońce, odbywając swój bieg w zgodzie z porami roku, udziela także powietrzu właściwości zdrowotnych. Ja zaś w odpowiedzi wyrażałem zgodę na powyższe poglądy, ale uważałem je w równym stopniu za pomysł Fenicjan jak Hellenów.

Widzimy w tej drugiej wypowiedzi alegorię, typową dla hermeneutyki helleńskiej (najbardziej: stoickiej), utożsamiającą bogów z żywiołami świata. W niej Apollon to Słońce, zatem „synem Słońca” jest ciepło, ogrzane powietrze przysparzające zdrowia. Naturalnie, trzeba podejść do tej interpretacji z dystansem: Sydończyk mógł chcieć pokazać uczonemu Grekowi swoją umiejętność alegoryzacji mitologii, której nauczył się pod wpływem (greckiej) filozofii – co poprawnie dostrzegł Pauzaniasz.

Interesująca jest natomiast pierwsza wypowiedź, która wydaje się dużo bardziej wiarygodna: Fenicjanie mają „trafniejszy pogląd na istotę bóstwa”, bo ich bogowie nie pochodzą „od matki śmiertelnej”, ale są bogami w stu procentach. Nie uznają greckiej koncepcji herosa jako istoty pośredniej między człowiekiem a bogiem, a przynajmniej nie uznają kultu kogoś, kto nie jest bogiem w pełni. Podobny problem z tą grecką koncepcją będą mieli też Rzymianie, dla których również wszystko, co wyższe niż człowiek, to po prostu bóg i już, bez potrzeby jakiegoś stopnia pośredniego. U Fenicjan widzieliśmy to już w wypadku Melkarta, który jest naturalnie synem boga i bogini; Herakles, syn Alkmeny, też byłby dla nich dziwactwem. Tak i tutaj grecki Asklepios, syn boga i nimfy Koronis (nie ludzkiej kobiety, ale również nie bogini), wydaje się Sydończykowi czymś niegodnym. Natomiast przypisanie ojcostwa Apollonowi już jest efektem hellenizacji: z tekstu Sanchoniatona/Filona z Byblos dowiemy się, że ojcem fenickiego Asklepiosa jest niejaki Sydyk, a matką: jedna z Tytanid, które możemy identyfikować z ugaryckimi Koszarytkami.

Jedyny pełny mit o Eszmunie przekazuje nam niestety dopiero Damaskios, ostatni mistrz Akademii Ateńskiej, jeden z ostatnich neoplatoników i pogan w VI wieku n.e. W jednym ze swoich dzieł, Żywocie Izydora vel Historii filozoficznej, jednocześnie zbiorze biografii świętych mężów kończącego się pogaństwa oraz paradoksografii ze znanego mu świata, filozof zawarł następujący opis, cytowany potem w Bibliotece Focjusza 242,302:

Asklepios z Berytos, powiada autor, nie jest bogiem greckim ani egipskim, lecz regionalnym bogiem fenickim. Sadyk miał dwóch synów, których uważano za Dioskurów i Kabirów. Ósmym synem był Eszmun, w którym widziano Asklepiosa.

Ten był przepięknym młodzieńcem; przyglądano mu się z podziwem. Zakochała się w nim, powiada mit, fenicka bogini Astronoe, matka bogów. Młodzieniec zwykle polował w okolicznych dolinach leśnych. Kiedy spostrzegł, że napastuje go bogini i ściga uciekającego, obciął sobie ciosem siekiery genitalia. Bogini, wielce tym zasmucona, nadała młodzieńcowi imię Pajan. Wznieciła w nim ciepło życia za pomocą swego życiodajnego ciepła i uczyniła bogiem, którego Fenicjanie nazywają Eszmunem właśnie z powodu jego żywotnego ciepła. Niektórzy utrzymywali, że imię Eszmun należy tłumaczyć „ósmy”, ponieważ był on ósmym synem Sadyka.

Z tekstu Damaskiosa to nie wynika, ale zarówno zwrot „wznieciła w nim ciepło życia”, jak i istnienie miejscowości pod Berytos o nazwie Kabr Szmun, „Grób Eszmuna”, dowodzą, że młodzieniec jednak umarł. Kastrujący się i umierający z upływu krwi młodzieniec bardzo przypomina frygijskiego Attisa; jego zamiłowanie do łowów i niechęć do seksu – Hipolita, syna Tezeusza; myśliwy jako (tu: niedoszły) kochanek bogini, sugeruje związek z greckim Adonisem. Koncepcja, że bóg unika stosunku z boginią, aby się nie splamić, również nosi znamiona specyficznego klimatu obyczajowego, bardziej pasuje do antycielesnych, antyseksualnych poglądów późnych neoplatoników. Krótko mówiąc: nie jest łatwo uwierzyć w wiarygodność tego mitu, jednak nie można wykluczyć, że takowy rzeczywiście był.

Interesujące jest, że w micie pojawia się bogini Astronoe, która jest kolejną po Asterii i Astroarche postacią Astarte. Nosi tu zresztą chwalebny tytuł „matki bogów”. W opowieści jednak nie jest matką (jak przy Melkarcie), ale niedoszłą kochanką bóstwa. Jednocześnie Damaskios potwierdza nam to, co Filon z Byblos: że Eszmun jest synem Sydyka. Nie jest wykluczone, że czerpał informacje albo właśnie od niego, albo z podobnych źródeł.

Nie mamy więcej opowieści o Eszmunie, jednak jego kult był szeroko rozpowszechniony w Syropalestynie i w punickim basenie Morza Śródziemnego. Spotykamy boga na licznych inskrypcjach, czy to w samej Kartaginie, czy na Sardynii, np. lakoniczne ‘šmn šm, „Eszmun wysłuchał” 7zob. Lipiński, Dieux…, s 166; tu też identyfikacja z Asklepiosem zob. Cooke, North-Semitic Inscriptions, nr. 40. Zastanawiający jest też związek tego boga ze wspomnianym przez Eszmunazara II „Baalem Sydonu”, któremu również ów król wzniósł świątynię. Przypomnę:

…to my zbudowaliśmy na Górze dom dla Eszmuna, księcia sanktuarium źródła ydll, i również zbudowaliśmy dla niego w Wysokich Niebiosach; i to my zbudowaliśmy domy dla bogów Sydończyków w Sydonie-Lądzie-przy-Morzu, dom dla Baala Sydonu i dom dla Astarte-Imienia-Baala.

Czy było to to samo bóstwo? Melkart był Baalem Tyru, bez dwóch zdań, ale czy Eszmun był Baalem swojego miasta? Baal Sydonu nie jest znany poza tą jedną formułą, więc jednoznaczna odpowiedź jest, niestety, niemożliwa.

Inne bóstwa Sydonu

Odchodząc od sławnego Eszmuna, w tej samej inskrypcji Eszmunazara II (choć jeszcze jej niecytowanej części) spotykamy wspomnienie innego bóstwa, które jest nam już dobrze znane. Wspomina ona, że wielki król Persów, prawdopodobnie Kserkses I (485-465) przekazał w darze sydońskiej rodzinie królewskiej (zob. Lipiński, Dieux…, s. 170):

…Dor i Jaffę, wspaniałe ziemie Dagona…

Ten krótki i wyjątkowy fragment wskazują na to, że pamięć o bogu Daganie, władcy Tuttul i Terki, patronie Mari epoki brązu, przetrwała nie tylko wśród napływowych Filistynów, ale i między Fenicjanami. Spotkamy go również na kartach Sanchoniatona, choć nie pod swoim własnym imieniem. Jako Baal Dagon pojawi się też na perskich monetach z IV wieku p.n.e.

Inne bóstwa jawią się nam tylko sporadycznie. Stela z białego marmuru z II wieku p.n.e. dedykowana jest bogu Szalamanowi (Šlmn), niepotwierdzonym nigdzie indziej w świecie fenickim. To prawdopodobnie bóstwo aramejskie, czczone w Djebel Sim’an na północ od Aleppo wraz z Zeusem Madbachosem (zarameizowane „ołtarz”, trochę jak święty kamień „betyl”). Znajdujemy też teonim Sakon, znany jeszcze z III tysiąclecia p.n.e. z północnej Syrii, z Mari, Ugarit i Emar (odpowiednio: sikkanum, skn, sikkanu), który odpowiada kultowi betyli. Sakon miał swoją świątynię w Kartaginie, gdzie był nazywany Skn b’l qdš, czyli „Sakon, święty pan”. Pewne imię osobiste z Tyru może być 8zob. Lipiński, Dieux…, s. 178 interpretowane jako „Eszmun [jest] Sakonem”, podobnie jak izraelskie Eliasz „Jahwe [jest] Elem”. Niczego pewnego jednak o tym bóstwie nie wiemy.

Jeszcze inne inskrypcje sydońskie Tabnita I i Eszmunazara II wspominają refaitów (rp’m), czyli duchy zmarłych. Refaici pozostawali w opozycji wobec żywych (hym), którzy znajdują się „pod słońcem”. Inskrypcja z mauzoleum z II wieku p.n.e. odkrytego w (należącej do punickiego świata) Tunezji mówiła zaś: l’l[nm] r’p’m, „z bogami-refaitami”, co odpowiadało zresztą łacińskiej frazie D(is) M(anibus) Sac(rum), czyli „poświęcone bogom manom”, pisanej na nagrobkach. Refaici odpowiadali w ten sposób łacińskim manom, duchom świata podziemnego, jednocześnie groźnym, ale i przyjmującym i strzegącym zmarłych. Warto w tym miejscu przypomnieć, że tę samą nazwę, ale jako ludu kananejskiego, jednego z wrogów Izraela, spotykamy również w Biblii (podkreślenia moje):

Rdz 14, 5 Toteż w czternastym roku nadciągnął Kedorlaomer wraz z innymi królami. Pobili oni Refaitów w Aszterot-Karnaim…

 

Rdz 15, 18 Wtedy to właśnie Pan zawarł przymierze z Abramem, mówiąc: «Potomstwu twemu daję ten kraj, od Rzeki Egipskiej aż do rzeki wielkiej, rzeki Eufrat, 19 wraz z Kenitami, Kenizytami, Kadmonitami, 20 Chetytami, Peryzzytami, Refaitami, 21 Amorytami, Kananejczykami, Girgaszytami i Jebusytami»

 

Pwp 2, 10 Poprzednio mieszkali w niej Emici, naród wielki, liczny i wysoki jak Anakici. 11 Zaliczano ich do Refaitów, jak i Anakitów. Lecz Moabici nazywają ich Emitami.

 

Pwp 3, 10, Wszystkie miasta na równinie, cały Gilead, cały Baszan – aż do Salka i Edrei, miast w królestwie Oga w Baszanie, 11 gdyż Og, król Baszanu, był ostatnim z Refaitów. Jego grobowiec żelazny jest w Rabbat synów Ammona: dziewięć łokci długi, cztery łokcie szeroki, [mierzony] według łokcia zwyczajnego.

 

Joz 18, 16 …następnie granica dosięgała krańca góry, wznoszącej się od strony wschodniej doliny Ben-Hinnom, na północy równiny Refaitów, po czym schodziła w dolinę Hinnom…

Nie bez powodu niektórzy badacze dopatrują się w legendarnych wojnach Izraela o Ziemię Obiecaną jakichś idei mitycznej, pierwotnej wojny światła i ciemności, ludzi i umarłych. Król Og, który sam był olbrzymiego wzrostu, miałby zatem cechy władcy świata podziemnego, na którego wezwanie stawali refaici, czyli niespokojni zmarli. Obecność ich sojuszników Anakitów, identyfikowanych z przedpotopowymi gigantami z Rdz 6, a zatem pierwotnymi siłami brutalności i chaosu, tym bardziej podkreśla nadziemski wymiar wojen opisanych w Torze i Księdze Jozuego.

Byblos i zmartwychwstający bóg

Stąpamy po kruchym lodzie. Większość Czytelników zapewne doskonale zna sprawę „umierających i zmartwychwstających bogów”, zwykle pochodzących ze Wschodu. Wiele teorii wysnuwa się w kwestii ich wzajemnych podobieństw (jak najbardziej), wzajemnego oddziaływania (możliwe) czy tożsamości (bardzo ryzykowne i mało naukowe). Punktem zapalnym jest też często wpływ, jaki owi „umierający i zmartwychwstający bogowie” mieli na umierającego i zmartwychwstającego Jezusa Chrystusa. Obok frygijskiego Attisa czy egipskiego Ozyrysa pierwsze skrzypce zajmuje w tych analizach Adonis. A, jak donoszą nam greckie źródła, centrum kultu Adonisa stanowiło Byblos.

Już na wstępie zatem trzeba nieco ostudzić głowy. Ani jedna inskrypcja ani moneta z Byblos nie wspomina o Adonisie. Ani o jakiejś bardziej fenickiej wersji jego imienia. Odpowiednikiem tym byłaby jakaś forma znanego również z Biblii adonai, czyli „pan”. Fenicjanie na Sardynii nazywali tak Melkarta, był to również jeden z epitetów używanych wobec (któregoś) Baala 9zob. G. Garbini, Nuove epigrafi da Antas,, w: Rivista di Studi Fenici 25 (1997) s. 65; O. Loretz, Adn como epiteto de Baal e sui rapporti con Adonis … Czytaj dalej. Nie oznacza to, że ten tytuł nie mógł być używany na określenie jakiegoś odrębnego bybliańskiego bóstwa.

Musimy jednak zdać sobie sprawę, że znany nam Adonis to bóg grecki. Widzieliśmy już dwukrotnie, jak skutecznie greckie idee religijne przenikały aż do dna bogów fenickich: musimy być ostrożni, aby nie rzutować mitów greckich o Adonisie na poglądy samych Fenicjan. Sami Grecy (i Rzymianie) prezentowali różne wersje opowieści o tym bóstwie (Apollodoros I,16; III, 182-185; Owidiusz Metamorfozy 10,300-739; Higinus Fabulae 58; 248; 251). Przytoczę tutaj wersję Apollodorosa, aby odświeżyć pamięć Czytelnika:

Adonis, gdy był jeszcze chłopcem, wskutek gniewu Artemidy został zraniony w czasie polowania przez dzika i zmarł. Hezjod twierdzi, że był synem Fojniksa i Alfesiboi, Panyasis zaś, że Thejasa, króla Assyryjczyków, który miał córkę Smyrne.

Za sprawą gniewu Afrodyty (nie oddawała jej bowiem czci) [Smyrne] zakochała się w swoim ojcu. Mając za wspólniczkę piastunkę, wchodziła przez dwanaście nocy do jego łoża, a on nie wiedział, że obcuje z własną córką. Kiedy jednak zrozumiał, dobył miecza i ścigał ją. Gdy już ją chwytał, uprosiła bogów, by uczynili ją niewidzialną. Bogowie zlitowali się nad nią i zamienili w drzewo zwane „smyrną”. Dziesięć miesięcy później drzewo pękło i urodził się chłopiec o imieniu Adonis.

Ze względu na jego urodę Afrodyta, w tajemnicy przed bogami, ukryła niemowlę w skrzyni i powierzyła Persefonie. Kiedy ta ujrzała chłopca, nie chciała go oddać. [Aby rozstrzygnąć] spór, który się przed nim toczył, Zeus podzielił rok na trzy części i ustalił, że jedną część Adonis będzie miał dla siebie, jedną będzie spędzał z Persefoną i jedną z Afrodytą. Lecz Adonis także swoją część przyznał Afrodycie. Później podczas polowania został zraniony przez dzika i zmarł.

Strabon w Geografii 16,2,18 wspomina, że:

Byblos, królewska siedziba Cinyrasa, jest poświęcone Adonisowi.

Bardzo obszernie, ale też w sposób budzący niemało wątpliwości opisuje kulty Byblos Lukian w O Bogini Syryjskiej (6-8a):

Widziałem też w Byblos wielką świątynię Afrodyty z Byblos, w której odbywają się rytuały ku czci Adonisa. Sam również je poznałem. Głoszą, że nieszczęście, jakie wyrządził dzik Adonisowi, miało miejsce w ich kraju. Na pamiątkę tego wypadku corocznie biją się w piersi, zawodzą i sprawują święte obrzędy, a w ich kraju panuje głęboka żałoba. Kiedy skończą się bić i płakać, najpierw składają ofiary Adonisowi jako zmarłemu. Głoszą, że następnego dnia Adonis ożyje, wysyłają go w powietrze, obcinają sobie włosy na głowie tak, jak czynią to Egipcjanie, kiedy umrze Apis. Wszystkie kobiety, które nie chcą obciąć włosów, ponoszą taką karę: w jednym dniu ustawiają się na rynku, aby sprzedawać swe wdzięki. Kupować mogą tylko cudzoziemcy. Zapłata staje się ofiarą dla Afrodyty.
Niektórzy Byblijczycy twierdzą, że to pośród nich pochowany jest egipski Ozyrys, i że ta żałoba i obrzędy skierowane są nie do Adonisa, ale do Ozyrysa. Podam powody, dla których w to wierzą. Każdego roku głowa przypływa z Egiptu do Byblos, jej podróż trwa siedem dni, i wiatry pchają ją z pomocą boską. Nigdzie nie skręca, jej jedynym celem jest Byblos. To zupełnie nadzwyczajne. To dzieje się rokrocznie i działo się, gdy byłem w Byblos. Widziałem tę głowę.
W kraju byblińskim jest jeszcze jedna rzecz godna podziwu: rzeka wypływająca z góry Libanon i wpadająca do morza, zwana Adonis. Co roku staje się ona krwawa, traci swą naturalną barwę. Wpadając do morza zabarwia dużą jego część na czerwono i zapowiada żałobę mieszkańcom Byblos. Bo opowiadają, że w tych dniach Adonis odniósł ranę na Libanonie, a krew jego ściekająca do wody zmienia rzekę i daje nazwę strumieniowi. Tak opowiada większość ludzi.

Nie sposób powtórzyć tu ogromu dyskusji, jakie budzi ten fragment. Mogę jedynie odesłać ciekawych czytelników do klasycznego już opracowania Lightfoota On the Syrian Goddess, s. 305 i nast., jak i do omówienia u P. Janiszewskiego w Afrodyta Urania…, 2017, s. 46 i nast. Problem jest już na samym starcie, czyli wiarygodności autora: na ile opisywał on faktyczne zdarzenia, a na ile stara się on napisać swoją kopię Herodota (są znaczne podobieństwa językowe; domniemana rytualna prostytucja jest jakby z Dziejów przepisana).

Przykładem jest centralne święto: jednego dnia smutne, drugiego – radosne. Tymczasem znane nam z innych przekazów Adonia były wyłącznie świętami żałobnymi, celebrującymi śmierć Adonisa, ale bez jego powrotu do życia. Widzieliśmy już u Apollodora, że tam młodzieniec również umierał i to był koniec jego historii. Taki obraz kłóci się też z logiką autora: ścinanie włosów to zabieg żałobny, nie radosny, czemu zatem wyznawcy mieliby ścinać włosy po zmartwychwstaniu bóstwa? Chyba że robili to jedynie dzień wcześniej? Tekst nie jest tu jasny. Zmartwychwstanie Adonisa pojawia się albo w sposób niewidoczny, albo dopiero dużo później, jak powie nam Lightfoot (s. 310):

However, there is no sign of any celebration of a return to life until a group of Christian writers of the third century and later speak variously of a festival of rejoicing, located by two of them specifically in Alexandria.

 

Jednak nie ma śladów żadnego świętowania powrotu do życia [Adonisa], aż do czasu, gdy grupa chrześcijańskich pisarzy z III i późniejszych wieków będzie mówić różne rzeczy o radosnym święcie, umiejscawianym przez dwóch z nich konkretnie w Aleksandrii.

Interesujący jest tu ów ślad egipski. Byblos, jedno z najstarszych miast Lewantu, pozostawało w kwitnących relacjach z Egiptem od czasów Starego Państwa, czyli początku III tysiąclecia p.n.e. Znana nam niestety tylko z przekazu Plutarcha historia Izydy i Ozyrysa również wspomina o głębokim związku tego miasta z ozyriańskim świętym dramatem: tu miała przypłynąć trumna, w której Set zamknął swojego brata, a za nią poszukująca męża bogini. Przypomina to skrzynię, w której Afrodyta złożyła małego Adonisa. Wspomniana przez Lukiana „głowa” musi być jakimś nawiązaniem do tamtego mitu. Nie wiemy, o co w ogóle z tą „głową” chodzi. Jedną z hipotez jest to, że chodzi tu o odłamaną górną część trzciny egipskiej, niesionej przez Nil a potem przez morze ku Byblos? Wpływ Ozyrysa – również boga umierającego, ale tak naprawdę nie zmartwychwstającego, ale pozostającego w świecie zmarłych – na kult w Byblos musiał być znaczny, zwłaszcza zważając na trwające przez tysiąclecia kontakty kulturowe. Ale skali tego wpływu nie sposób dziś ocenić. Sam tekst Lukiana wskazuje, że za jego czasów mieszkańcy Byblos mieli w tej kwestii różne zdania, i pewnie tak jak my dzisiaj, jedni dopatrywali się tożsamości bogów tam, gdzie inni jej nie widzieli albo nie chcieli zaakceptować.

Ostatecznie Lightfoot wypowiada się o kulcie Adonisa następująco (s. 307, podkreślenia moje):

Adonis himself first appears in Byblos when Greek sources, following Alexander’s conquest of the city, begin to take an interest in it. His name, which only ever appears in Greek, is generally regarded as a Greek rendering of this cult title; he will then be a crystallization of this idea in a particular, named deity who has analogues in the ancient Near East, but no one specific model. Nevertheless, Near Eastern sources do reveal that this Adonis-even if a synthetic Greek creation-was carried back and implanted in Syria under his Greek name. What is next to impossible to determine in each case is the extent to which he is an import, and that to which he overlies some indigenous deity.

 

Sam Adonis pojawia się po raz pierwszy w Byblos, gdy greckie źródła, po podbiciu miasta przez Aleksandra, zaczynają się nim [miastem] interesować. Jego imię, które pojawia się wyłącznie po grecku, jest zwykle uważane za grecką formę jego tytułu kultowego. Adonis jest więc krystalizacją dokładnie tej idei: nazwanego (konkretnego) bóstwa, które ma odpowiedniki w starożytnym Bliskim Wschodzie, ale nie jest odpowiednikiem żadnego konkretnego. Tak czy inaczej, bliskowschodnie źródła wskazują, że ten Adonis – nawet jeśli jest syntetyczną kreacją Greków – został z powrotem przeniesiony i zaszczepiony w Syrii pod swoim greckim imieniem. Jest niemal niemożliwością określenie w każdym przypadku, w jakim zakresie jest on napływowy, a w jakim przykrywa jakieś lokalne bóstwo.

Mamy więc ponownie sytuację taką, jak z Melkartem-Heraklesem czy Asklepiosem-Eszmunem: bóstwo fenickie zostało zhellenizowane i tylko w jakiej zhellenizowanej formie je znamy. Jeśli faktycznie istniał kult „umierającego i zmartwychwstającego boga” – a wiemy przecież, że istniał już w epoce brązu, naszym przykładem jest znany nam dobrze z Ugarit zmartwychwstający Baal Safon – to w Byblos został na niego nałożony grecki wzorzec tak silnie, że w zachowanych źródłach nic pewnego o nim nie wiemy. Grecka kolonizacja kulturalna okazała się zbyt silna; „oryginalny” fenicki bóg, który faktycznie gdzieś tam był, przepadł nam z oczu.

Afaka i gwiazda Uranii

Tuż po opisie Byblos i jego obrzędów, Lukian zwraca swe kroki ku pobliskiej miejscowości, również sławnej i starej (O Bogini Syryjskiej, 9):

Udałem się do Libanonu z Byblos. Droga zajęła mi jeden dzień. Bo dowiedziałem się, że jest tam stara świątynia Afrodyty, założona przez Kinyrasa. Widziałem świątynię: była stara.

Choć nie podaje nazwy, wiemy, o jakie miejsce chodzi. To miejscowość Afaka, miejsce świetlistych, niebiańskich epifanii. P. Janiszewski poświęca im swoją książkę Afrodyta Urania. Fizyczne, mistyczne i teurgiczne teofanie Niebiańskiej Bogini w czasach późnego antyku, do której już nawiązywałem wyżej i którą serdecznie Czytelnikom polecam. Afaka jest ściśle powiązana z Byblos. Widać je na innym przekazie na temat bybliańskiego kultu zawartym w mowie pseudo-Melitona do cesarza Antonina (prawdopodobnie pochodzącej z III wieku n.e., w każdym razie zna ją już Euzebiusz):

Lud Fenicji czcił Belti, królową Cypru, ponieważ zakochała się w Tammuzie, synu Kuthara, króla Fenicjan, i porzuciła swoje królestwo, i zamieszkała w Gebal, mieście Fenicjan, i w ten sposób sprawiła, że wszyscy Cypryjczycy stali się poddanymi króla Kuthara. Bowiem przed Tammuzem była ona kochanką Aresa, i popełniła z nim cudzołóstwo, i Hefajstos, jej mąż, pochwycił ich, i był zazdrosny wobec niej, i przybył, i zabił Tammuza na górze Libanon, kiedy ten polował na dziki. Od tamtej pory Belti pozostała w Gebal, i umarła w mieście Afaka, gdzie został pochowany Tammuz.

Zadziwiająca mieszanka, ale motywy są znane. Tammuz to Adonis, Belti ma wszystkie cechy Afrodyty, chociaż jej imię brzmi nam znajomo: ukrywa się pod nim Baalat Gebal, czyli Pani Byblos. W tej wersji to nie dzik zabił Adonisa-Tammuza, ale zazdrosny Hefajstos; na dziki młodzieniec tylko polował. Zazdrość Hefajstosa to już import z Grecji, gdzie bóg-rzemieślnik mścił się na niewiernej żonie już u Homera. Ważne, że dowiadujemy się, że grób Adonisa-Tammuza znajduje się właśnie w Afaka; tutaj również zakończyła swoje życie bogini, w stylu Euhemera uczyniona tutaj śmiertelną królową.

Jak mówi Janiszewski (s. 9):

Paradoksalnie, najważniejsze teksty przynoszące informacje o świątyni w Afaka pochodzą dopiero z czasów późnego antyku i dotyczą zagłady tego miejsca lub też raczej – bo jak się okaże sprawa nie jest jasna – pewnych ograniczeń praktyk kultowych z nim związanych.

Wszystko zaczyna się od Pochwały Konstantyna Euzebiusza z Cezarei, w której autor chwali cesarza za to, że dostrzegł „zgubne dla duszy sidła” „skryte w Fenicji”, „w szczytowej partii Libanu” , gdzie był gaj i świątynia poświęcone „wstrętnemu demonowi”, czyli Afrodycie. W późniejszym Żywocie Konstantyna autor doprecyzowuje, że faktycznie chodziło tu o sanktuarium w Afaka. Z tekstu wynika, że gromadzili się tam „mężczyźni zniewieściali”, którzy praktykowali „niezgodne z prawem obcowanie z kobietami” 10zob. Janiszewski, Afrodyta Urania…, s. 23 . Janiszewski wskazuje też, że te frazy nie dowodzą, jakoby dochodziło tam do seksu homoseksualnego, najwyżej do nieprawych stosunków heteroseksualnych. Sokrates Scholastyk doda, że dochodziło tam do arrhetopoiai, czyli „rzeczy nienadających się do opowiedzenia”, czynów haniebne. Zatem w Afaka działy się jakieś gorszące praktyki seksualne.

Jednak najwięcej o tym, co faktycznie się tam działo od strony religijnej, dowiadujemy się od kolejnego już autora Historii Kościelnej, czyli Sozomena. Ten zatem, mówiąc o procedurze niszczenia pogańskich świątyń za Konstantyna (HE II, 5) zapisuje takie słowa:

W ruinę poszły podówczas i zniknęły bez śladu zarówno świątynia Asklepiosa w Ajgaj w Cylicji, jak i świątynia Afrodyty w Afaka u stóp pasma górskiego Libanos i nad rzeką Adonis. Obie zaś świątynie należały do najświetniejszych i zażywały czci szczególnej u dawniejszych pokoleń. Mianowicie mieszkańcy Ajgaj dumni byli z tego, że ludzie chorzy odzyskiwali u nich zdrowie, kiedy nogą ukazywało się im bóstwo i leczyło ich z chorób. W Afaka natomiast w określonym dniu na słowa zaklęcia wytryskał z wierzchołka Libanu ogień i na kształt gwiazdy spadał w nurty pobliskiej rzeki. Powiadali, że to Urania, bo tak nazywali Afrodytę.

Mamy zatem świetlistą epifanię bogini. Dla ówczesnych była to Afrodyta Urania, znana dobrze „wyższa”, niebiańska hipostaza Afrodyty. Możemy się jednak domyślać, że pod tym imieniem ukrywa się starsza bogini fenicka. Bliskość Byblos sugeruje, że była to właśnie Baalat Gebal.

Inny opis tego miejsca przekazuje nam pogański historyk z przełomu V i VI wieku, Zosimos. W swojej Historii nowej prowadzi on zażartą walkę z chrześcijanami i stara się, na ile jest to możliwe, dać świadectwo chwale dawnych bogów. Opisując więc wojnę Rzymu z Palmyrą, cesarza Aureliana z królową Zenobią z 272 roku, pisze następująco (I, 58, 1-4):

Miejscowość Afaka leży między Heliopolis i Byblos; znajduje się tam świątynia Afrodyty Afakijskiej; blisko sanktuarium jest jakiś staw podobny do sztucznego basenu. Obok świątyni i w jej pobliżu ukazuje się regularnie w powietrzu ogień na kształt pochodni lub kuli, kiedy odbywają się w tym miejscu zgromadzenia w ustalonych terminach; ogień ten ukazywał się aż do naszych czasów.

Uczestnicy zgromadzeń składali w stawie ku czci bogini dary wykonane ze złota i srebra, a także tkaniny z lnu, jedwabiu oraz innych cennych materiałów. Jeśli okazało się, że dary zostały przyjęte, również tkaniny zatapiały się jak coś ciężkiego; jeśli zaś zostały nie przyjęte,, odrzucone, można było ujrzeć pływające na powierzchni wody tkaniny i podobnie – przedmioty wykonane ze złota, srebra oraz innych materiałów, które zgodnie z naturą nie unoszą się na wodzie, lecz zatapiają się.

Palmyreńczycy w narracji Zosimosa przychodzą w to miejsce po wyrocznię w sprawie swoich losów wojennych, i otrzymali odpowiedź odmowną: ich dary unosiły się na wodzie. Widzimy zatem, że Afaka nie tylko była miejscem kultu Pani Byblos, która z czasem stała się Afrodytą Niebiańską: była też wyrocznią tej bogini.

Berytos, miasto Morza

Wymienione wcześniej fenickie miasta (prócz górskiej Afaki) leżały nad morzem. Jednak w kulcie żadnego z nich ten żywioł jako taki nie miał swojego boskiego reprezentanta. Sytuacja zmienia się w Berytos, czyli dzisiejszym Bejrucie, stolicy Libanu.

Boskim patronem Berytos w epoce, z której docierają do nas źródła, był Posejdon. Po raz kolejny grecka religia nieodparcie przenika się z fenicką i utrudnia nam dotarcie do pierwotnego substratu. Kupcy, właściciele statków i inni uczestnicy morskiego handlu z Berytos nazywali siebie Poseidonistes; sprawowany przez nich kult nie ograniczał się tylko do miasta – ich miejsce kultu znajdujemy np. na wyspie Delos. Odpowiadają oni podobnej organizacji kultowej z Tyru, nazywającej się Herakleistes, czcicieli Melkarta. Posejdon był też bogiem najczęściej prezentowanym na monetach Berytos. Również Nonnos w Dionysiaka (41, 28-29)krótko wspomina o tym mieście – nazywając je Beroe – że „oferuje ona swe piersi Posejdonowi”.

Na wcześniejszych, fenickich monetach znajdujemy wizerunek innej postaci, która (oryginalnie) nazywa się Baal Berit, czy też Baal Berut – dosłownie Pan Berytos.

Kiedy Berytos stało się rzymską kolonią (czyli od 14 roku p.n.e.), nazwana została Colonia Iulia Augusta Felix Berytus (na cześć córki Augusta, Julii) i przeniesiono do miasta nowych, rzymskich bogów. Siedem mil od miasta, na typowej syropalestyńskiej „wyżynie” w Deir el Qalaa znajdziemy inskrypcje ku czci wielu znajomych rzymskich lub rzymsko-syryjskich bogów. Pierwszym z nich jest Jupiter Optimus Maximus Heliopolitanus (IOMH) 11zob. L.J. Hall, Roman Berytus. Beirut in Late Antiquity, 2004, s. 128, potem wiele innych: Venus Domina, Marcurius Dominus, Apollo, Diana, Mars, Fortuna czy też, co ciekawe, mało znana bogini z rzymskiego Forum Boarium, Mater Matuta.

To były bóstwa „importowane”. Niektóre jednak wsiąkały w lokalną glebę religijną i stawały się nowymi formami starych fenickich bogów. Spotykamy więc inskrypcje dla Jowisza Najlepszego Największego Baala, dla Junony Królowej (łac. Regina, w wersji greckiej Hera thea), a tuż obok niej: dla innej: Juno Sima et Caelestis. „Sima” interpretowane jest tu jako odpowiednik fenickiego „Szamem”, byłaby to więc Junona Niebiańska (jako że sima i caelestis oznaczają to samo). Brzmi znajomo, prawda? Tak jak Afrodytę Uranię, tak i ją można bez trudu zidentyfikować z Asterią-Astronoe-Astarte, w jakiejś formie Astarte Szamem. Bogini jest obecna na monetach, podobnie jak sydoński Eszmun. Również trzy z czterech kaplic zbudowanych na Delos przez Poseidoniastów dedykowane były Posejdonowi, Astarte (jako Tyche miasta) oraz właśnie Eszmunowi.

Skoro tak, kim był „Posejdon”? W poprzednim artykule wskazałem już, że w Palmyrze tę maskę przybrał pradawny El, patriarcha mieszkający u źródeł otchłani. Świadkiem asocjacji tego boga-patriarchy z wodami jest dwujęzyczna inskrypcja w Karatepe z IX wieku p.n.e., w której El, Stwórca Ziemi (‘l qn ‘rs) porównany jest z luwijskimi hieroglifami da-a-ś, czyli imieniem babilońskiego boga Ea – boga mądrości, którego siedziba znajdowała się w wodach apsu. Skoro El był bogiem przebywającym w głębi mórz, a przy tym został oddelegowany na drugiej miejsce po Baalu Niebios, to można sformułować tezę, że pod wpływem Hellenów przybrał on postać Posejdona (zob. Teixidor, The Pagan God, s. 42 i nast.).

Lokalnym Baalem okolic Berytos był też Baal Markod, upamiętniony w inskrypcjach jako grecki Balmarkos/-markodos lub łaciński Balmarcodes. Błędnie tłumaczony jest jako „Baal tańca”. Lipiński wskazuje, że słowo *mrkd, do którego się odnosi, to po prostu starożytna nazwa owego miejsca, Deir el Qalaa, czyli lokalnej wyżyny. Inskrypcje zwracają się do niego „O Panie, władco twoich wiosek i twojego kraju”. Zapewne to on jest owym Baalem, którego imieniem nazywano Jowisza Najlepszego Największego.

Hammon

Odwiedzaliśmy już to miejsce: to tutaj Abdelim syn Mattana błagał Pana Niebios o wieczne trwanie jego imienia u boskich stóp. Jednak w świątyni w Hammon, dzisiejszym Umm el-‘Ammed, sprawowano kult innego, zupełnie lokalnego bóstwa. Nazywało się ono Milkastart. Okoliczne inskrypcje wskazują ponadto, że było to bóstwo czczone łącznie z inną postacią: jego anielskim posłańcem, Malak Milkastart.

Ta pierwsza postać nazywana była też bogiem Hammon, co natychmiast nasuwa nam na myśl głównego boga Kartaginy, Baala Hammon. Na miejscu znajdowały się dwie poświęcone Milkastartowi świątynie. Co więcej: jest to jedyne miejsce, gdzie poświadczony jest kult tego bóstwa. To zjawisko zupełnie lokalne. Interesujące jest zatem, jaki był charakter tego boga?

Teixidor (s. 41) przedstawia hipotezę, że imię to jest złożeniem dwóch teonimów: Milk|art-Astarte. Mówi bowiem (podkreślenie moje):

By worshipping Milkastart the people of Umm el-‘Ammed might have wanted to fuse in one name their devotion to both Astarte and Melqart, the god of nearby Tyre. If this was the case the assemblage of the two names should not be interpreted to mean that Melqart and Astarte were united as husband and wife. (…) Milkastart must have been an ancestral god who assumed the function of Melqart of Tyre in the region of Umm el-‘Ammed.

 

Przez czczenie Milkastarta ludzie z Umm el-‘Ammed mogli chcieć połączyć pod jednym imieniem ich pobożność zwróconą zarówno do Astarte, jak i Melkarta, boga pobliskiego Tyru. Jeśli tak było, złożenie dwóch imion nie powinno być interpretowane tak, jakby Melkart i Astarte byli połączeni jako mąż i żona (…) Milkastart musiał być “bogiem przodków”, który przyjął funkcje Melkarta z Tyru w regionie Umm el-‘Ammed.

Ponownie spotykamy się też ze zjawiskiem kultu aniołów – tak jak w Palmyrze czczony był Malakbel, Anioł Bela, tak tutaj czcią cieszy się Anioł Milkastarta (lub Milkastarte).

Sarepta, Akka, Cypr

Ostatnie to już punkty naszej wyprawy przez świat fenickich bogów. W Sarepcie spotykamy inskrypcje ku czci Sadrafy, bóstwa-uzdrowiciela prawdopodobnie pochodzącego z Persji, o którym niewiele wiadomo. Spotkamy tam również boginię Tanit, królową Kartaginy.

W Akce po raz kolejny natkniemy się na cześć składaną Afrodycie-Astarte oraz Belosowi – czyli zgreczonemu Baalowi. Ów Belos nie jest w żaden sposób oznaczony, można wysunąć hipotezę, że mowa jest zatem o Baalu Niebios. Tuż obok czczono zaś kolejnego lokalnego boga tego rodzaju: Baala z góry Karmel, w pobliżu której wznosiło się miasto. Czczeni byli tam też Dioskurowie, patroni żeglarzy; niewiele wskazuje jednak, aby mieli jakieś głębsze fenickie tło.

Na Cyprze, stale pozostającym pod wpływami fenickimi od pradawnych czasów, gdzie, jak pamiętamy, mieszały się i oddziaływały na siebie boginie Astarte i Afrodyta, czczona była również niezwykła postać: kompozytowe bóstwo Eszmun-Melkart. Dedykacja ku jego/ich czci pochodzi z IV wieku p.n.e. Lipiński sugeruje, że to złożenie bóstw służyło uzyskaniu jednocześnie dwóch pożądanych funkcji: boga-uzdrowiciela oraz „anioła stróża” na wzór Heraklesa, który broniłby czcicieli przed złymi mocami. Znajdujemy tam też kult dwóch kolejnych Baalów: napływowego Baala z Libanu, patrona z kontynentalnych gór, oraz lokalnego Baala z Kition. Duże znaczenie miał inny, lokalny bóg Pumaj, którego kultu poza Cyprem generalnie nie uświadczymy.

Podsumowanie

Przebyliśmy szmat drogi przez religijny świat Fenicjan. Ograniczałem się w tym artykule do analizy poświadczonych teonimów; nawet nie wszystkich, bo odpuszczałem te, o których można powiedzieć albo zbyt niewiele, albo wcale. Starałem się nakreślić jednocześnie mityczną (gdzie było to możliwe) oraz faktyczną historię tych bogów i ich podstawowe funkcje. Nie powiedzieliśmy niczego o kulcie (może odrobinę, przy Melkarcie i Adonisie) i mnóstwie innych społecznych znaczeń, jakie generowali feniccy bogowie.

Zobaczyliśmy natomiast, jak niewiele tak naprawdę wiemy o bóstwach Fenicji; jak głęboko przeniknęli ich bogowie greccy, spod których masek nasi prawdziwi bohaterowie ledwo nam wyzierają. Dzięki temu stajemy się świadkami kulturowej siły Greków i chociażby rozumiemy strach, jaki musieli oni budzić w walczących o przetrwanie swoich tradycji Żydach. Bogu Jahwe również groziło rozpuszczenie się w greckim żywiole: asocjacja z Zeusem albo Dionizosem (przez zwykłe dźwiękowe podobieństwo Sabaot-Sabazjos), przyjęcie greckich wzorców, wchłonięcie greckich mitów. Pomaga nam to w zrozumieniu kulturowych procesów, które stały za starciem kultur, które w końcu, razem, stworzyły naszą cywilizację i nasze postrzeganie świata.

Przypisy

Przypisy
1 zob. inskrypcja w Gades, KAI 47
2 Lightfoot, On the Syrian Goddess, s. 294
3 zob. E. Lipiński, Dieux et deesses… s. 153
4 zob H. Seyring, Les grands dieux de Tyre a l’epoque romaine, w: Syria, 40, 1963, str. 23-24. Tab. II; E. Will, De l‘Euphrate au Rhin, 1995. Str. 243-244, tab. I; mówi o tym też G. Bijovsky, The Ambrosial Rocks and the sacred precinct of Melquart in Tyre, w: Xiii Congreso Internacional De Numismatica Madrid 2003 Actas Proceedings Vol  1,2005, s. 830-831
5 zob. Bijovsky, The Ambrosial Rocks…
6 zob. Lipiński, Dieux…, s. 155
7 zob. Lipiński, Dieux…, s 166; tu też identyfikacja z Asklepiosem zob. Cooke, North-Semitic Inscriptions, nr. 40
8 zob. Lipiński, Dieux…, s. 178
9 zob. G. Garbini, Nuove epigrafi da Antas,, w: Rivista di Studi Fenici 25 (1997) s. 65; O. Loretz, Adn como epiteto de Baal e sui rapporti con Adonis e Adonaj, w: Adonis, 1994, s. 23
10 zob. Janiszewski, Afrodyta Urania…, s. 23
11 zob. L.J. Hall, Roman Berytus. Beirut in Late Antiquity, 2004, s. 128
guest
0 komentarzy
Wbudowane informacje zwrotne
Zobacz wszystkie komentarze
Spis treści
Najczęściej czytane
0
Podziel się swoimi przemyśleniamix