Kto zrodził Jezusa czyli adopcjonizm kontra teologia cudownego poczęcia

utworzone przez | Lut 20, 2020 | Artykuły, Egzegeza, Nowy Testament | 5 Komentarze

Jeśli o mnie chodzi, to każdy, kto odczuwa potrzebę przynależenia do jakiejś religii, ma do tego prawo. Popieram to. Jednak byłbym wdzięczny, gdyby ludzie ci okazywali więcej szacunku tym, którzy nie podzielają ich poglądów, religijnego entuzjazmu i wiary w nekroegzystencję. 1 Frak Zappa, Takiego mnie nie znacie, przekł. R. Sudół, Wydawnictwo Alfa, Warszawa 1996, s. 263

Frank Zappa

Paweł

Poszukiwania najwcześniejszej wersji wierzeń wyznawców Jezusa na temat jego pochodzenia zacząć musimy od najwcześniejszych tekstów, jakimi dziś dysponujemy. Są nimi listy Pawła, w dalszej kolejności zaś Ewangelia Marka, następnie Ewangelie Mateusza i Łukasza. Taka kolejność jest obecnie poglądem dominującym wśród uczonych zajmujących się badaniem Nowego Testamentu, o czym zaświadczają tacy autorzy jak Geza Vermes 2 G. Vermes, Autentyczna Ewangelia Jezusa, przekł. J. Kołak, Kraków 2009, s. 14-15. oraz artykuły różnych badaczy, na przykład ks. Wojciecha Pikora 3 Duchowny katolicki specjalizujący się w biblistyce, https://www.religie.424.pl/powstanie-ksiag-nowego-testamentu,3391,article.html i ks. Piotra Bartnickiego 4 Duchowny rzymskokatolicki, biblista; artykuł Problem synoptyczny dawniej i dzisiaj dostępny na stronie http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Studia_Theologica_Varsaviensia/Studia_Theologica_Varsaviensia-r1989-t27-n1/Studia_Theologica_Varsaviensia-r1989-t27-n1-s15-73/Studia_Theologica_Varsaviensia-r1989-t27-n1-s15-73.pdf . Przyjmując taką kolejność oraz pogląd (również dominujący wśród badaczy), że przy pisaniu swoich wersji Ewangelii Mateusz i Łukasz korzystali z tekstu Marka, możemy nie tylko z dużym uprawdopodobnieniem odtworzyć pierwotne wierzenia pierwszych chrześcijan, ale także ich ewolucję.

Zanim przejdziemy do poglądów Pawła zawartych w jego listach, przypatrzmy się okolicznościom, w jakich Paweł głosił swoją naukę. Otóż przez jakiś czas nauczał w synagogach i przed świątynią w Jerozolimie, co zresztą czynili także inni apostołowie (Dz 3,1; Dz 13,5; Dz 14,1; Dz 19,13). Nauczał tam o Jezusie jako Mesjaszu i w tym kontekście tytułował go Synem Bożym. Skoro wyznawcy Jezusa mogli tam nauczać, to bez wątpienia nie głosili tam niczego, co godziłoby w żydowski monoteizm, a to znaczy z kolei, że najpewniej nie głosili tam nauki o cudownym poczęciu Jezusa za sprawą Boga i zarazem bez udziału mężczyzny.

Jak pisze Mariusz Rosik, polski duchowny katolicki, biblista, profesor nauk teologicznych, wykładowca na papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu, “Zdaniem Żydów, którzy nie weszli do Kościoła, zdecydowanie nie do pogodzenia z przekonaniami judaizmu w różnych jego odmianach i nurtach był pogląd głoszony przez chrześcijan dotyczący bóstwa Chrystusa”. 5 http://www.mariuszrosik.pl/?p=7785 Nie tylko sama niemożliwość głoszenia w synagogach czegokolwiek, co godziłoby w żydowski monoteizm, każe nam mocno wątpić w to, by w czasach Pawła istniało już przekonanie o cudownym pochodzeniu Jezusa. Także Dzieje Apostolskie nam to podpowiadają, skoro: „A co szabat rozprawiał w synagodze i przekonywał tak Żydów, jak i Greków. Kiedy Sylas i Tymoteusz przyszli z Macedonii, Paweł oddał się wyłącznie nauczaniu i udowadniał Żydom, że Jezus jest Mesjaszem. A kiedy się sprzeciwiali i bluźnili, otrząsnął swe szaty i powiedział do nich: «Krew wasza na waszą głowę, jam nie winien. Od tej chwili pójdę do pogan»” (Dz 18,4-6) 6 Wszystkie cytaty pochodzą z Biblii Tysiąclecia, http://www.biblia.deon.pl/ . W przytoczonym fragmencie Paweł naucza jedynie, że Jezus jest zapowiedzianym Mesjaszem, a już Żydzi się takiemu poglądowi sprzeciwiają, więc łatwo sobie wyobrazić, co by było, gdyby głosił fizyczne ojcostwo Boga wobec Jezusa.

Inne nauki, które budziły sprzeciw Żydów, to nauczanie o zmartwychwstaniu (Dz 23,6-7; Dz 24,20-21) i królestwie Bożym (Dz 19,8-10). Także poganie w Atenach źle przyjmowali nauczanie o zmartwychwstaniu. Z tego powodu Paweł został wyśmiany (Dz 17,31-32). W Rzymie z kolei Żydzi odrzucili dowodzenie Pawła, że z Prawa i Proroków wynika, że Jezus to zapowiedziany Mesjasz, odrzucili też „świadectwa o królestwie Bożym” (Dz 28,23-24). Z kolei w Dz 26, 20-23 czytamy, że Żydzi chcieli Pawła zabić za to, że nawoływał „najprzód mieszkańców Damaszku i Jerozolimy, a potem całej ziemi judzkiej, i pogan, aby pokutowali i nawrócili się do Boga, i pełnili uczynki godne pokuty”. Kawałek dalej stwierdza, że nie głosił „nic ponad to, co przepowiedzieli Prorocy i Mojżesz, że Mesjasz ma cierpieć, że pierwszy zmartwychwstanie, że głosić będzie światło zarówno ludowi, jak i poganom».” (Dz 26,22-23). Najkrócej mówiąc: nie ma z czego wnioskować, że Paweł nauczał o cudownym pochodzeniu Jezusa.

Inni apostołowie, jeśli wierzyć Dziejom Apostolskim, też nie głosili niczego zdrożnego z punktu widzenia żydowskich kapłanów, bo kiedy Piotr i Jan przemawiali do ludu i zostali zatrzymani, a następnie przesłuchani przez arcykapłana Annasza, Kajfasza, Jana, Aleksandra i innych z rodu arcykapłańskiego, to po przesłuchaniu wypuszczono ich na wolność “ze względu na lud” oraz dlatego, że nie znaleziono żadnej podstawy do wymierzenia im kary (Dz 4,1-23). Podobna sytuacja dotycząca apostołów opisana jest w Dz 5,17-24). Wypuszczenie na wolność nie byłoby możliwe, gdyby apostołowie nauczali o czymś, co w jakikolwiek sposób naruszałoby żydowski monoteizm.

Trudno z kolei wyobrazić sobie, by nauczali pomijając tak ważny aspekt, jak bezpośrednie ojcostwo Boga wobec Jezusa, bo dlaczego mieliby to robić? Przecież cieszyli się, gdy cierpieli dla imienia Jezusa (Dz 5,41), czyli nie obawiali się prześladowań. Paweł nawet gotów był umrzeć za swoją wiarę: „Wtedy Paweł odpowiedział: «Co robicie? Dlaczego płaczecie i rozdzieracie mi serce? Ja przecież gotów jestem nie tylko na więzienie, ale i na śmierć w Jerozolimie dla imienia Pana Jezusa».” (Dz 21,13). Taką śmierć poniósł zresztą Szczepan i nie była to śmierć spowodowana głoszeniem cudownego poczęcia Jezusa. Zarzuty, jakie przeciw niemu wysunięto dotyczyły tego, że „Jezus Nazarejczyk zburzy to miejsce i pozmienia zwyczaje, które nam Mojżesz przekazał” (Dz 6,14). Według autora były to zarzuty spreparowane („tam postawili fałszywych świadków, którzy zeznali”, Dz 6,13), z czego wynika, że gdyby Żydzi chcieli, to fałszywie oskarżyliby Pawła i innych o głoszenie nauki o ojcostwie Boga wobec Jezusa, a skoro tego nie zrobili, to znaczy, że nawet nie przyszło im to do głowy, z czego z kolei wynika, że nawet nie było pogłosek o takim nauczaniu przez pierwszych chrześcijan.

Jest możliwe, że Paweł znał koncepcję o cudownym poczęciu i wierzył w nią, ale przewidując reakcje Żydów, nie nauczał o niej w synagogach, czyli cudowne poczęcie Jezusa było najściślej skrywanym sekretem wczesnego chrześcijaństwa. Jest to jednak możliwość czysto teoretyczna, bo w pismach Nowego Testamentu nie ma śladu takiej taktyki, a przecież twórca chrześcijaństwa potrafił być elastyczny, czego dowodem rozgrywanie faryzeuszy przeciw saduceuszom (Dz 23,6-9) oraz jego rady dotyczące odmiennego zachowania wobec Żydów i pogan, które jednak nie dotyczyły głoszenia nauk o Jezusie (1 Kor 8,9-12; 1 Kor 9, 20-23; 1 Kor 10,25-33).

O ile jeszcze Paweł miałby powód, by nie nauczać w synagogach o cudownym pochodzeniu Jezusa, to nie ma jak wytłumaczyć braku takiego nauczania w jego listach skierowanych do wyznawców Jezusa oraz w nauczaniu pogan opisanych w Dziejach Apostolskich (chociażby wspomniany już fragment Dz 17,31-32). Teoretyczna możliwość, że nie zachowały się listy, w których to robił, jest zupełnie nieprzekonująca z uwagi na wagę zagadnienia. Trudno by było wytłumaczyć, że nauczając o Jezusie – a powołuje się przy tym na proroctwa (Rz 1,1) oraz naukę, którą przejął od apostołów (1 Kor 15,3) – nie poruszył tematu tak ważnego.

Zgoda, że Pawła mało interesuje Jezus sprzed ukrzyżowania, dla niego ukrzyżowanie i zmartwychwstanie to najważniejsze wydarzenia, to wokół nich buduje całą swoją naukę o Jezusie, ale przecież cudowne poczęcie za sprawą Boga i bez udziału mężczyzny to sprawa niebagatelna, to przecież kluczowy argument dla twierdzenia, że Jezus to Syn Boży w innym znaczeniu niż metaforyczne/adopcjonistyczne. To także kluczowa sprawa dla poglądu na to kim był/jest Jezus. Tak więc najlepszym wyjaśnieniem tego, że Paweł nie interesował się Jezusem sprzed zmartwychwstania jest to, że nie było tam dla Pawła nic ciekawego, bo nie znał (albo nie uznawał, ale to mniej prawdopodobne) nauki o cudownym poczęciu Jezusa.

Dodatkowo tam, gdzie prawdziwy twórca chrześcijaństwa mówi o pochodzeniu Jezusa, literalnie mówi o pochodzeniu z nasienia Dawida (Rz 1,3). Kogo Paweł mógł mieć na myśli, jeśli nie Józefa, o którym później Łukasz napisze, że – jak mniemano – był ojcem Jezusa (Łk 3,23)? Przecież nie mógł mieć na myśli ojca anonimowego, bo nie mógłby napisać o pochodzeniu od Dawida, pochodzenie ojca musiało być znane, więc i on sam musiał być znany. Drugim powodem, dla którego pierwsi wyznawcy Jezusa musieli uważać, że Jezus miał znanego ojca jest to, że nie uznaliby za Mesjasza kogoś, kto pochodził z nieprawego łoża: „Nie wejdzie syn nieprawego łoża do zgromadzenia Pana, nawet w dziesiątym pokoleniu nie wejdzie do zgromadzenia Pana.” (Pwt 23, 3).

Wziąwszy pod uwagę to wszystko, a także brak komentarza, który byłby konieczny, gdyby nie chodziło o coś oczywistego, trzeba domyślnie przyjąć, że Paweł miał na myśli właśnie coś oczywistego, czyli konkretnego mężczyznę, najpewniej Józefa. Tym bardziej, że kawałek dalej pisze o Jezusie: „ustanowionym według Ducha Świętości przez powstanie z martwych pełnym mocy Synem Bożym” (1 Rz 1,4). Tu – ani nigdzie indziej – autor Listu do Rzymian nie przypisuje Duchowi Świętemu takiej roli przy poczęciu Jezusa, jak później Mateusz i Łukasz. Mamy za to koncepcję adopcjonizmu: Bóg usynawia Jezusa „przez powstanie z martwych”, w tym sensie Jezus jest Synem Bożym. (Później także Mateusz i Łukasz właśnie Józefa wskażą na tego, który pochodzi z rodu Dawida jako tego, poprzez którego i Jezus od niego pochodzi: Mt 1,20 i Łk 1.27).

Obrońcy tezy, że Paweł pochodzenie Jezusa od Dawida upatrywał w pochodzeniu po linii Marii, czyli matki Jezusa, powołują się na brak wzmianki, że chodzi o mężczyznę (czyli może chodzić o kobietę) oraz na inne miejsca w tekstach Pawła, o których za chwilę. (Jest też i taka hipoteza, że Jezus był adoptowanym synem Józefa, ale tutaj tą hipotezą nie będę się zajmował, wspomnę o niej później.) Dlaczego mało prawdopodobna jest wersja, że w Rz 1,3 Paweł miał na myśli Marię? Pomijając, że Marii Paweł z imienia też nie wymienia, po pierwsze dlatego, że taka wersja pozwalałby snuć przypuszczenia, że Jezus pochodził z nieprawego łoża (skoro po matce pochodził z rodu Dawida, to co z ojcem, dlaczego się o nim nie wspomina?), więc należałoby to wyjaśnić, czego Paweł nie czyni. Po drugie użycie zwrotu „z nasienia” sugeruje, że wskazuje się na pochodzenie w linii męskiej.

Innym miejscem u Pawła, które według chrześcijańskich apologetów wskazuje na nauczanie przez Pawła, że Jezus poprzez Marię pochodzi z rodu Dawida, jest początek czwartego rozdziału Listu do Galatów: „Gdy jednak nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo.” (Ga 4,4−5). Jak pisze Paweł Janiszewski w swojej książce „Panthera – ojciec Jezusa…” 7 Paweł Janiszewski, Panthera – ojciec Jezusa. Geneza idei, antyczne przekazy, późniejsze polemiki, Wydawnictwo Naukowe Sub Lupa, s. 8-9. Darmowy fragment dostępny pod adresem https://www.legimi.pl/ebook-panthera-ojciec-jezusa-geneza-idei-antyczne-przekazy-pozniejsze-polemiki-pawel-janiszewski,b180417.html , zwrot „zrodzonego z niewiasty” podkreśla człowieczeństwo, a nie – jak to sugeruje „konfesyjna nauka” – dziewicze poczęcie. Co ma sugerować dziewicze poczęcie? Znowu brak wzmianki o  ziemskim ojcu, czyli mamy do czynienia jedynie z argumentem ex silentio, z niczym więcej. Tymczasem, jak pisze Janiszewski, Pawłowi chodzi  to, że „jest zrodzenie z ciała, czyli biologiczne pochodzenie, lecz jest też zrodzenie „z ducha” oznaczające Boże synostwo”.

To dobre miejsce, żeby napisać kilka słów o argumencie z ciszy. Jest to argument stosowany przez historyków, chociaż mający opinię słabego, czasami bardzo słabego, a nawet błędnego. Ma natomiast znaczenie jak się go stosuje, czyli co oprócz niego podaje się na poparcie swojej tezy oraz czy milczenie źródła dotyczy czegoś, o czym autor z uwagi na ważność tematu by napisał, gdyby o tym wiedział. Powodów milczenia autora na jakiś temat można zawsze podać wiele, ale nie każdy będzie tak samo wiarygodny, zwłaszcza, gdy się go zestawi z innymi argumentami. Każdorazowo ocena siły takiej argumentacji (podobnie zresztą jak i innych) zależeć będzie od subiektywnej opinii czytelnika.

Z wieloma wersjami momentu, kiedy Bóg usynowił Jezusa, apologeci chrześcijańscy radzą sobie w różny sposób. Jednym z argumentów jest twierdzenie, że usynowienie Jezusa było wieloetapowe. Pomijając, że to samo w sobie jest – delikatnie mówiąc – pomysłem dziwacznym, to jest to argument zupełnie nie mający oparcia w tekstach Nowego Testamentu. Zarówno Paweł jak i Marek (ale także Łukasz) wskazują konkretny czas usynowienia Jezusa.

U Pawła jest to związane ze zmartwychwstaniem, co wyraźnie widać zarówno w Rz 1,4 (użycie zwrotu „przez powstanie z martwych”), jak i Dz 13,32-33, gdzie zwrot z psalmu drugiego „Ty jesteś moim Synem” (Ps 2,7) pada w kontekście wcześniejszego „wskrzesiwszy Jezusa”. Nie bez znaczenia jest też fakt, że Paweł cytuje psalm w synagodze, gdzie nie mógłby głosić nic, co godziłoby w monoteizm żydowski, czyli synostwo Boże mogło zostać zaprezentowane jedynie jako metaforyczne, interpretacja słów o zrodzeniu syna nie mogła być jeszcze chrześcijańska.

Marek usynowienie wiąże też z konkretnym wydarzeniem, a jest nim chrzest w Jordanie (Mk 1,9-11). Dla Łukasza określenie Syn Boży miało z kolei związek z innym konkretnym wydarzeniem, a mianowicie z cudownym poczęciem: „Anioł Jej [Marii] odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym.” (Łk 1,35).

Marek

Następnym w kolejności autorem nowotestamentowym jest autor Ewangelii Marka. Swoją opowieść zaczyna – co znamienne – od chrztu Jezusa w Jordanie. Najwyraźniej dla niego w tym momencie Jezus stał się kimś więcej niż zwykłym człowiekiem, skoro napisał: „W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. W chwili gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na siebie. A z nieba odezwał się głos: «Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie».” (Mk 1,9-11). Podobnie jak wcześniej u Pawła, ewidentnie mamy tu do czynienia z koncepcją adopcjonistyczną: Bóg usynawia Jezusa w momencie chrztu (u Pawła dopiero poprzez wskrzeszenie). Tak to prawdopodobnie widzieli też Mateusz i Łukasz, i dlatego swoje Ewangelie poprzedzili wstępami, które takiemu poglądowi zaprzeczają. Taką wersję wydarzeń preferował też J. Danielou, o czym pisze Paweł Janiszewski we wspomnianej już  książce “Panthera – ojciec Jezusa…” 8 P. Janiszewski powołuje się tu na J. Daniélou, Teologia judeochrześcijańska, przekł. S. Basista, Kraków 2002, s. 251−259 .

Moment chrztu Jezusa jest tu dla nas ważny z jeszcze jednego powodu. Otóż, jak pisze Marek, Jan Chrzciciel „głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów” (Mk 1,4), a ludzie „przyjmowali od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając [przy tym] swe grzechy”. Jeśli tak, to po co i dlaczego dał się ochrzcić Jezus, skoro – jak chcą chrześcijanie wierzący w cudowne poczęcie i boskość Jezusa – był bez grzechu? Ten paradoks najwyraźniej dostrzegł już Mateusz i – podobnie jak i dzisiejsi teolodzy i apologeci chrześcijańscy – starał się go jakoś wytłumaczyć. Stąd mamy u niego po pierwsze pytanie Jana Chrzciciela: „To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?” (Mt 3, 14), po drugie odpowiedź Jezusa (czyli wyjaśnienie paradoksu): „Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe” (Mt 3, 15). (Jeszcze dalej poszedł Jan, który nie opisał chrztu Jezusa przez Jana, jakby tego wydarzenia nie akceptował.)

Najłatwiej jednak chrzest Jezusa wytłumaczyć tak, że Jezus był zwykłym, grzesznym człowiekiem, który uwierzył w rychłe nadejście królestwa niebieskiego i postanowił się z tego powodu ochrzcić na odpuszczenie grzechów. Jest to też zgodne z nauczaniem Jana Chrzciciela przekazanym nam przez Mateusza: „W owym czasie wystąpił Jan Chrzciciel i głosił na Pustyni Judzkiej te słowa: «Nawróćcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie»” (Mt 3, 1-2) oraz późniejszym głoszeniem przez samego Jezusa nauki o bliskości królestwa niebieskiego: „Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: «Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!»” (Mk 1,14-15). Prawdopodobnie tak to też widział Marek i dlatego nie objaśnia zachowania Jezusa, jest ono dla niego czymś normalnym, nie wymagającym komentarza.

Powyższe zestawienie Marka i Mateusza jest mocną poszlaką wspierającą pogląd, że to Mateusz korzystał z Marka i go poprawiał, a nie odwrotnie. Przyjmując bowiem stanowisko odwrotne, musielibyśmy uznać, że Marek albo celowo zmienił Mateusza wycinając objaśnienie, żeby wymowa jego tekstu była inna, albo wyszło mu to niechcący, czyli nie był – delikatnie mówiąc – zbyt roztropny. Gdyby chodziło tylko o jeden taki przypadek, można by mówić o „wypadku przy pracy”, ale takich miejsc jest więcej, co w sumie daje nam zupełnie odmienną naukę o Jezusie od Mateuszowej (to samo dotyczy Łukasza).

Nowotestamentowi autorzy nie umówili się przecież kto co napisze, żeby w sumie powstała pełna nauka, ale pisali w różnych czasach i nie wiedzieli, że powstanie coś takiego jak kanon. Do tego Łukasz – co wynika z prologu jego Ewangelii – wiedział o istnieniu innych tekstów o Jezusie i najwyraźniej stwierdził, że mają niedostatki wymagające korekty, skoro napisał: „Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas, tak jak nam je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa. Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu, abyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci udzielono.” (Łk 1, 4). Kierunek zmian wskazuje na celowe działanie Łukasza (oraz Mateusza), żeby Marka dostosować do koncepcji cudownego poczęcia i tu i ówdzie wygładzić wymowę tekstu.

Weźmy na przykład fragment Mk 3,21: „Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: «Odszedł od zmysłów».” U Mateusza i Łukasza w ogóle nie mówi się o tym, że Jezus oszalał. U Marka krewni chcą Jezusa powstrzymać, u Mateusza porozmawiać (MT 12,47), u Łukasza chcieli się z nim widzieć, ale “nie mogli dostać się do Niego z powodu tłumu” (Łk 8,19-20).

Znamienny jest też słynny fragment o lekceważeniu proroka we własnym kraju. Mk 6,4: „A Jezus mówił im: «Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony».” Mateusz w swojej wersji pominął krewnych (Mt 13, 57), a Łukasz nie tylko krewnych ale także fragment „w swoim domu” (Łk 4, 24). Mielibyśmy przyjąć, że Marek celowo zmienił wizerunek Jezusa i jego krewnych, żeby ich ukazać w gorszym świetle? To raczej Mateusz i Łukasz wygładzili Marka, taki cel jest przynajmniej bardziej zrozumiały.

U Marka (i tylko u niego w NT) Jezusa identyfikuje się jako syna Marii: „Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?” (Mk 6,3). Mateusz i Łukasz tekst Marka poprawiają prawdopodobnie po to, by był zgodny z tradycją identyfikowania człowieka przez podanie imienia ojca, nie matki, bo Mateusz pisze “syn cieśli” (Mt 13,55), a Łukasz idzie jeszcze dalej i pisze “syn Józefa” (Łk 4,22). Być może zrobili tak także dlatego, że identyfikowanie Jezusa jako syna Marii mogło rodzić podejrzenia, że Jezus pochodzi z nieprawego łoża.

Niewykluczone, że tym kierowali się także ci, którzy tekst Marka przekazali w wersji „syn cieśli”. Za tezą, że takie wersje Marka istniały, według Bartha D. Ehrmana  przemawiają dwie sprawy 9 Bart D. Ehrman, Przeinaczanie Jezusa: kto i dlaczego zmieniał Biblię, Warszawa: Wydawnictwo CiS, 2009, s. 234. : 1) Orygenes w “Przeciw Celsusowi” powołując się na Ewangelie, twierdzi, że Jezus nie był cieślą, z czego według Ehrmana wynika, że Orygenes nie znał Ewangelii Marka z wersją “Jezus cieśla” lecz z wersją “syn cieśli”, 2) rękopis P 45, w którym według Ehrmana jest wersja „syn cieśli”. Argumentacja Ehrmana ma różne słabości, których tutaj omawiać nie będę. Według mnie jej słabość wynika głównie z tego, że Orygenes dysponował niewieloma rękopisami i to stosunkowo późnymi, niewątpliwie też kopiami, więc trudno coś pewniejszego sądzić po tych skąpych i stosunkowo późnych tekstach na temat tego, co w czasach Markowych sądzono o ojcostwie Jezusa. Dla nas więc ma znaczenie marginalne, pomocna może być jedynie przy badaniu Ewangelii pod kątem ich poprawiania celem nadania zmienianym fragmentom odpowiedniej wymowy.

Zakładając, że Ewangelia Marka dotarła do nas w brzmieniu, jakie jej nadał autor, musimy się zastanowić, co wynika z tego, że Marek określił Jezusa jako syna Marii, nie określił go jako syna Józefa? Prawdopodobnie nic. Możliwe, że nie wymienił Józefa, bo ten już nie żył. Z kontekstu wynika, że zamiarem Marka nie było wskazanie na brak ziemskiego ojca, ale wskazanie powodu, dla którego mieszkańcy rodzinnego miasta Jezusa nie uwierzyli w niego: znali go jako normalnego człowieka, podobnego do nich, niczym się nie wyróżniającego.

Kolejnym miejscem, które według chrześcijańskich apologetów wskazuje na to, że Marek znał i podzielał pogląd o cudownym pochodzeniu Jezusa, jest Mk 12, 35-37: „Nauczając w świątyni, Jezus zapytał: «Jak mogą twierdzić uczeni w Piśmie, że Mesjasz jest Synem Dawida? Wszak sam Dawid mówi w Duchu Świętym: Rzekł Pan do Pana mego: Siądź po prawicy mojej, aż położę nieprzyjaciół Twoich pod stopy Twoje. Sam Dawid nazywa Go Panem, skądże więc jest jego synem?» A wielki tłum chętnie Go słuchał.”

Jak zinterpretować ten fragment? Według Gezy Vermesa 10 G. Vermes, Autentyczna Ewangelia Jezusa, przekł. J. Kołak, Kraków 2009, s. 83-84 i s. 215 Jezus chciał wprawić w zakłopotanie “uczonych w Piśmie” i ich ośmieszyć. Czy przy okazji chciał powiedzieć, że jest synem Boga? Najprawdopodobniej nie, skoro nie zrozumieli tak tego słuchacze, gdyż “chętnie go słuchali”, a Żydzi takiej nauki na pewno nie słuchaliby chętnie. Do tego brak u Marka komentarza takiego wyznania, co jest bardzo dziwne wobec braku innych wskazań na Boże ojcostwo Jezusa w jego Ewangelii oraz rozbieżność z żydowską tradycją dotyczącą pochodzenia Mesjasza. Dlatego prawdopodobnie nie o to w tym tekście chodzi i Marek – jak i inni jemu współcześni Żydzi – nie interpretował tego fragmentu po chrześcijańsku, ale po żydowsku, w której to interpretacji nie ma mowy ani o preegzystującym Mesjaszu, ani o tym, że to nie tylko syn (potomek) Dawida, ale i Boga. Omawiany fragment można zinterpretować tak, że dla Marka Mesjasz to ktoś więcej niż potomek Dawida, to także syn Boga, ale nie w kontekście cudownego pochodzenia, ale zgodnego z usynowieniem w czasie chrztu w Jordanie.

Dodatkowym argumentem przeciwko chrześcijańskiej interpretacji omawianego fragmentu jest to, że u Marka pytanie Jezusa o to, „jak Mesjasz może być synem Dawida skoro…” jest retoryczne, nie jest skierowane do “uczonych w piśmie”, pada w świątyni w czasie nauczania (“Nauczając w świątyni, Jezus zapytał…”). U Mateusza (MT 12,41-46) ta opowieść jest nieco inna i zaczyna się od słów “Gdy faryzeusze byli zebrani, Jezus zadał im takie pytanie: Co sądzicie o Mesjaszu? Czyim jest synem?” Tutaj wprost postawiono problem, czyim synem jest Mesjasz? U Marka tego nie ma. W przypadku Mateusza zasadniejsze niż w przypadku Marka jest więc twierdzenie, że oprócz chęci ośmieszenia faryzeuszy, Mateusz przemyca też tezę, że Jezus jest synem Boga. Ponieważ Marek pierwszy napisał swój tekst i Mateusz z niego korzystał, najpewniej celowo go zmienił, żeby widać było jego określoną wymowę.

Kolejna istotna – i zastanawiająca – różnica między Markiem i Mateuszem (tym bardziej istotna i zastanawiająca, że pojawia się bezpośrednio przed fragmentem, który omówiłem wcześniej) dotyczy Mk 12,28-30 i MT 22, 34-38. U Mateusza brak fragmentu “Pan Bóg nasz, Pan jest jeden” oraz odpowiedzi faryzeuszy, która jest u Marka. Dlaczego to takie ważne? Po pierwsze, przywołany fragment Pwt 6,3-9 to swoiste wyznanie wiary Żydów (także w czasach Jezusa), nie tylko przykazanie (Jezus jest pytany o najważniejsze przykazanie). Wskazany tekst Powtórzonego Prawa jest całością i jako całość, jako jedno przykazanie traktuje go Jezus. Skrócenie go więc o tak ważny fragment nie mogło być przypadkowe. Zwłaszcza, że ważność pominiętego przez Mateusza fragmentu podkreślona jest u Marka przez zacytowanie przez “uczonego” Pwt 4,35: „Widziałeś to wszystko, byś poznał, że Pan jest Bogiem, a poza Nim nie ma innego”. Wymowa wspomnianych fragmentów Powtórzonego Prawa jest taka, że należy czcić i miłować wyłącznie jednego Boga, Jahwe. U Mateusza tego nie ma, bo skoro Jezus jest synem Boga poczętym za jego sprawą bez udziału mężczyzny, to i jemu należy się czczenie i miłość, opuszczony fragment psułby wymowę nauczania Mateusza. Za to ten sam fragment bardzo dobrze współgra u Marka z Jezusem jedynie jako człowiekiem usynowionym przez Boga (metaforycznie) przy chrzcie. Tak więc kontekst, w jakim u Marka pojawia się pytanie o pochodzenie Mesjasza, dodatkowo wspiera tezę, że Markowi nie chodziło o wskazanie cudownego pochodzenia Jezusa.

Mateusz i Łukasz

Co o pochodzeniu Jezusa sądzili Mateusz i Łukasz? Mateusz swoją Ewangelię zaczyna od słów “Rodowód Jezusa Chrystusa…”, a potem dochodzi do Józefa (“Jakub ojcem Józefa…”), czyli pisze wprost, że Jezus jest z rodu Dawida poprzez Józefa. Interpretacji wymaga to, jak rozumiał to pochodzenie, skoro jednocześnie kawałek dalej napisał, że Maria “znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego”. Podobnie u Łukasza: skoro Łukasz genealogię zaczyna od słów “Był, jak mniemano, synem Józefa, syna Helego”, w której dochodzi do Dawida (a nawet do Adama), to też najwyraźniej rodowód Jezusa wyprowadza po linii Józefa. Interpretować trzeba dopiero to, jak Łukasz rozumiał pochodzenie Jezusa poprzez Józefa, skoro napisał potem: „Anioł Jej [Marii] odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym” (Łk 1,35).

Prócz genealogii, także w innych miejscach swoich tekstów omawiani autorzy podkreślają pochodzenie Józefa z rodu Dawida, są to chociażby Mt 1,20 i Łk 1.27, z czego wynika, że skłaniali się ku wersji, że Jezus był adoptowanym synem Józefa i jako taki pochodził z rodu Dawida. Problem z tym jest taki, że z Ewangelii wynika, że nikt o tej domniemanej adopcji nie wiedział, skoro sądzono, że to Józef jest ojcem Jezusa. A skoro nikt nie wiedział, to skąd wiedzieli Mateusz i Łukasz, w dodatku kilkadziesiąt lat od śmierci Jezusa? Przecież także i wcześniejszy Paweł nic o tym nie wspomina, tak samo zresztą jak i Marek. (Tak naprawdę to i Mateusz i Łukasz o tym nie piszą wprost, to jest jedynie interpretacja ich tekstów).

Wygląda na to, że ta koncepcja pojawiła się później i pojawiła się w wyniku konieczności (czyli w celu) pogodzenia wersji pochodzenia Jezusa od Dawida poprzez Józefa z wersją cudownego poczęcia bez udziału mężczyzny. W tym ostatnim spory udział miało korzystanie przez nowotestamentowych autorów z błędnej interpretacji błędnego tłumaczenia Izajasza 11

Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel”(Iz 7:14). Według wielu teologów, także chrześcijańskich i żydowskich, proroctwo Izajasza dotyczyło nie Jezusa, lecz syna Achaza, Ezechiasza. Wskazują na to następujące elementy:
• wyraz “alma” oznacza młodą kobietę, niekoniecznie dziewicę w dzisiejszym znaczeniu tego słowa, a także kobietę niezamężną, czyjąś narzeczoną;
• rodzajnik “ha” przed “alma” wskazuje,, że chodzi o niewiastę konkretną, znaną prorokowi;
• młodość i stan wolny są wysunięte na plan pierwszy, a nie dziewictwo w dzisiejszym znaczeniu tego słowa;
• treść proroctwa, sposób w jaki zostało podane, konteksty czasowe, historyczne i polityczne wskazują, że mogło chodzić o potomka króla Achaza, do którego Izajasz swe proroctwo kierował, a w każdym razie o kogoś współczesnego Izajaszowi.

Widać wyraźnie nałożenie na siebie dwóch tradycji, jednej wcześniejszej, drugiej późniejszej, co zrodziło niekonsekwencje w Ewangeliach Mateusza i Łukasza, i ich wymowę budzącą niepokój już na samym początku historii pochodzenia Jezusa. Niepokój u czytelnika budzi bowiem już sam fakt złamania u Mateusza reguły X spłodził Y, bo spodziewając się – zgodnie z wcześniejszym schematem – tekstu „Józef zrodził Jezusa”, czyta  „Jakub ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem” (Mt 1,1-17 ).

Z koncepcją adopcji jest też i taki problem, że – jak czytamy w Jüdisches Lexikon z 1982 – pojęcie adopcji było nieznane w prawie żydowskim, brak „terminu prawnego, jak też określenia technicznego” dla takiej praktyki. W „Komentarzach historycznych do listu Św. Pawła do Galacjan”, Ramsay W. M. napisał: „pośród Żydów adopcja zaledwie istniała, lecz nie miała ważności. Kiedy mężczyzna zmarł bezdzietnie, to trwałość rodziny była zapewniona w inny sposób, poprzez lewirat. Z hebrajskiego punktu widzenia byli szanowani tylko synowie według krwi.”

Żeby obronić tezę, że Łukasz uważał, że Jezus z rodu Dawida pochodził po linii Marii, niektórzy chrześcijańscy apologeci wskazują na Łk 1, 31-35: “Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca». Na to Maryja rzekła do anioła: «Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?» Anioł Jej odpowiedział: «Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym.” Pochodzenie od Dawida wynikać tu ma z dwóch faktów: 1) Maria zachodzi w ciążę dzięki zstąpieniu na nią Ducha Świętego i nie zaznając mężczyzny, 2) Dawid jest nazwany praojcem dziecka, czyli dziecko pochodzić będzie z rodu Dawida. Skoro tak, to Maria jest tą, po której Jezus dziedziczy rodowód od Dawida, bo mowa tu jest o pochodzeniu według ciała.

Jak to wytłumaczyć, skoro w innych miejscach Łukasz wprost pisze o pochodzeniu Józefa z rodu Dawida i to najwyraźniej po to, żeby wykazać, że Jezus pochodzi od Dawida? Według mnie Łukasz po prostu nie widział w swoim tekście takiego wynikania, jakie widzą chrześcijańscy apologeci, nie było jego zamiarem przemycenie poglądu, że Jezus z rodu Dawida pochodzi po linii Marii. Tym bardziej jest to zasadny wniosek, że przecież i w omawianym fragmencie Łukasz cały czas może mieć na myśli pochodzenie Jezusa od Dawida poprzez Józefa, skoro swoją opowieść zaczyna od słów: „W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida”.

Skąd Ewangeliści mieliby dowiedzieć się (zapewne poprzez pośredników) o cudownym poczęciu Jezusa? Ponieważ Jezus był powszechnie uważany za syna Józefa, to trzeba by przyjąć, że Maria trzymała w tajemnicy jego prawdziwe ojcostwo, w dodatku także przed rodziną, skoro ta w Jezusa nie wierzyła, co zaświadcza Jan: „Bo nawet Jego bracia nie wierzyli w Niego. ” (J 7,5). U Marka, Mateusza i Łukasza relacje w rodzinie Jezusa też wyglądają nienajlepiej, z czego również można wnioskować, że o jego cudownym pochodzeniu jego bliscy nic nie wiedzieli.

W pewnym momencie Maria wyjawia tajemnicę – kiedy to się mogło stać? Jeśli przyjmiemy, że Paweł i Marek nie znają koncepcji cudownego poczęcia, musiała mieć wtedy około 80 lat, czyli jak na tamte czasy byłaby kobietą mocno wiekową, jeżeli jeszcze w ogóle wtedy jeszcze by żyła, co jest bardzo wątpliwe. Jej wyznanie musiałoby też wprowadzić do poglądów na temat Jezusa niemałe zamieszanie, wręcz rewolucję, więc bardzo dziwne jest milczenie na ten temat pism nowotestamentowych. W przypadku pustego grobu i ukazywania się Jezusa, nowotestamentowi autorzy nie poprzestają na stwierdzeniu faktu zmartwychwstania, ale starają się go uwiarygodnić poprzez podanie szczegółów, tymczasem tu mamy zadziwiające milczenie. Samo w sobie niczego nie dowodzi, niemniej jednak musi budzić zdziwienie zważywszy na okoliczności.

Kolejną poszlaką każącą wątpić w przechowywanie przez Marię w swej pamięci historii poczęcia Jezusa, a potem jej przekazanie uczniom i apostołom, jest obraz relacji rodzinnych, jaki wyłania się z Ewangelii. Jest u Marka pewien kontrowersyjny co do tłumaczenia, a zarazem istotny fragment, a mianowicie Mk 3, 21. Powołam się tutaj na przywoływanego już wcześniej Pawła Janiszewskiego, który w książce “Panthera – ojciec Jezusa…” napisał 12 Paweł Janiszewski, Panthera – ojciec Jezusa. Geneza idei, antyczne przekazy, późniejsze polemiki, Wydawnictwo Naukowe Sub Lupa, s. 21-22 : „Określenie οἱ παρ’ αὐτοῦ jest dość jednoznaczne, chodzi bowiem o rodzinę − bliskich, którzy przyszli (ἐξῆλθον) z Nazaretu do miejscowości, gdzie przebywał Jezus, żeby go schwytać (κρατῆσαι – dosłownie „opanować”, „zawładnąć”). Potem następuje wyjaśnienie, dlaczego chcą tak postąpić: ἔλεγον γὰρ ὅτι ἐξέστη. Czasownik ἔλεγον (3 pl. imp. act.) oznacza, że tymi „powiadającymi”, iż oszalał, byli οἱ παρ’ αὐτοῦ, czyli jego własna rodzina.”

Także inne fragmenty Nowego Testamentu wskazują na stosunki dalekie od tego, czego powinniśmy się spodziewać po „świętej” rodzinie:  Mk 6,4; Mt 19,29; Mt 10 34-37; Łk 8, 20-21; Łk 11, 27-28; Łk 12, 49-53; Łk 14, 25-26; J 2,4. Zwłaszcza u Łukasza można nawet zasadnie wnioskować oskarżanie przez Jezusa swojej matki, że nie jest należycie pobożna:

„Oznajmiono Mu: «Twoja Matka i bracia stoją na dworze i chcą się widzieć z Tobą». Lecz On im odpowiedział: «Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je».” (Łk 8, 20-21)

„Gdy On to mówił, jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do Niego: «Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś».  Lecz On rzekł: «Owszem, ale przecież błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je». ”(Łk 11, 27-28)

To wszystko jest niespójne z innymi fragmentami Nowego Testamentu, w których czytamy, że o cudowności Jezusa wiedzieli nie tylko Maria i Józef, ale także: słynni trzej magowie (czy też mędrcy) zwani królami oraz ludzie, z którymi rozmawiali w Jerozolimie (Mt 2,1-12), pasterze (Łk 2, 8-20), Symeon, „człowiek prawy i pobożny” (Łk 2,25-32) i prorokini Anna (Łk 2,36-38). Zadziwiające jest przy tym, że Józef i Maria – którzy przecież najlepiej wiedzieli kim jest Jezus – dziwili się temu, co o nim mówiono (Łk 2,33).

W pewnym sensie Nowy Testament jest opowieścią o ludzkim niedowiarstwie w czasach powszechnej łatwowierności. Sytuację mamy bowiem taką, że rodzina Jezusa nie wierzy w niego i to pomimo cudów, jakich dokonuje i pomimo przejawiania wyjątkowej mądrości w dzieciństwie, jak twierdzi Łukasz. Sądząc po opowieściach Łukasza, można sobie wyobrazić Jezusa jako wyjątkowe dziecko, potem wyjątkowego młodzieńca, na koniec wyjątkowego mężczyznę. Tę inność widzą bliscy, widzą cuda, mimo to w Jezusa nie wierzą aż do jego zmartwychwstania (przy czym z uwierzeniem w zmartwychwstanie uczniowie i apostołowie też mieli nie mały problem). Wiarygodność tych opowieści każdy musi ocenić sam w swoim sumieniu i wedle swego doświadczenia, wiedzy oraz tego, co mu intuicja podpowiada, bo żaden z poglądów nigdy nie będzie miał statusu udowodnionej tezy, a jedynie mniej lub bardziej wiarygodnej hipotezy opartej jedynie na poszlakach.

Na koniec przypomnijmy sobie o ebionitach 13 Temat ebionitów jest zbyt szeroki, żeby go tutaj omawiać dokładniej. Więcej o ebionitach można poczytać chociażby w wymienionej już książce Pawła Janiszewskiego Panthera – ojciec Jezusa…, w Historri Kościoła, Jean Danielou i Henri Irenee Marrou, a także na stronach:  http://www.mariuszrosik.pl/?p=10484 ; http://www.antoni.agmk.net/pliki/ewangelia-hebrajczykow.pdf .
Ciekawostka: ebionici istnieją i dziś, swoje nauki głoszą między innymi na stronie https://web.archive.org/web/20090325102931/http://www.ebionite.org/
wczesnym nurcie judeochrześcijańskim. Dla tematu niniejszego artykułu najistotniejsze są tu dwie sprawy. Jak twierdzi wspominany już wcześniej J. Danielou („Historia Kościoła”, Jean Danielou, Henri Irenee Marrou, „Teologia Judeochrześcijańska”, J. Danielou), ebionici wprawdzie uznawali w Jezusie Chrystusa, ale mieli go za człowieka urodzonego z Józefa i Marii (czyli wyznawali w kwestii pochodzenia Jezusa pogląd odmienny od koncepcji cudownego poczęcia), zaś momentem, w którym na Jezusa zstąpił boski pierwiastek, był według nich chrzest w Jordanie (czyli jak u Marka).

Druga sprawa to umiejscowienie w czasie tego odłamu judeochrześcijańskiego. Tutaj poglądy są różne, J. Danielou na przykład (ale nie tylko on) umiejscawia ich grubo przed rokiem 70-tym, ale są i tacy, którzy ich pojawienie się (oraz poglądów przez nich reprezentowanych) przesuwają na czasy późniejsze. Jeśli rację ma J. Danielou (i jemu podobni), istnienie ebionitów z ich poglądem, że Jezus miał pochodzenie czysto ludzkie, wspiera tezę, że pierwotnym poglądem wyznawców Jezusa nie było cudowne poczęcie, ale zwykłe biologiczne spłodzenie, najpewniej przez Józefa, a ojcostwo Boga polegało na adoptowaniu Jezusa w czasie chrztu w Jordanie.

Przypisy   [ + ]

1. Frak Zappa, Takiego mnie nie znacie, przekł. R. Sudół, Wydawnictwo Alfa, Warszawa 1996, s. 263
2. G. Vermes, Autentyczna Ewangelia Jezusa, przekł. J. Kołak, Kraków 2009, s. 14-15.
3. Duchowny katolicki specjalizujący się w biblistyce, https://www.religie.424.pl/powstanie-ksiag-nowego-testamentu,3391,article.html
4. Duchowny rzymskokatolicki, biblista; artykuł Problem synoptyczny dawniej i dzisiaj dostępny na stronie http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Studia_Theologica_Varsaviensia/Studia_Theologica_Varsaviensia-r1989-t27-n1/Studia_Theologica_Varsaviensia-r1989-t27-n1-s15-73/Studia_Theologica_Varsaviensia-r1989-t27-n1-s15-73.pdf
5. http://www.mariuszrosik.pl/?p=7785
6. Wszystkie cytaty pochodzą z Biblii Tysiąclecia, http://www.biblia.deon.pl/
7. Paweł Janiszewski, Panthera – ojciec Jezusa. Geneza idei, antyczne przekazy, późniejsze polemiki, Wydawnictwo Naukowe Sub Lupa, s. 8-9. Darmowy fragment dostępny pod adresem https://www.legimi.pl/ebook-panthera-ojciec-jezusa-geneza-idei-antyczne-przekazy-pozniejsze-polemiki-pawel-janiszewski,b180417.html
8. P. Janiszewski powołuje się tu na J. Daniélou, Teologia judeochrześcijańska, przekł. S. Basista, Kraków 2002, s. 251−259
9. Bart D. Ehrman, Przeinaczanie Jezusa: kto i dlaczego zmieniał Biblię, Warszawa: Wydawnictwo CiS, 2009, s. 234.
10. G. Vermes, Autentyczna Ewangelia Jezusa, przekł. J. Kołak, Kraków 2009, s. 83-84 i s. 215
11.

Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel”(Iz 7:14). Według wielu teologów, także chrześcijańskich i żydowskich, proroctwo Izajasza dotyczyło nie Jezusa, lecz syna Achaza, Ezechiasza. Wskazują na to następujące elementy:
• wyraz “alma” oznacza młodą kobietę, niekoniecznie dziewicę w dzisiejszym znaczeniu tego słowa, a także kobietę niezamężną, czyjąś narzeczoną;
• rodzajnik “ha” przed “alma” wskazuje,, że chodzi o niewiastę konkretną, znaną prorokowi;
• młodość i stan wolny są wysunięte na plan pierwszy, a nie dziewictwo w dzisiejszym znaczeniu tego słowa;
• treść proroctwa, sposób w jaki zostało podane, konteksty czasowe, historyczne i polityczne wskazują, że mogło chodzić o potomka króla Achaza, do którego Izajasz swe proroctwo kierował, a w każdym razie o kogoś współczesnego Izajaszowi.
12. Paweł Janiszewski, Panthera – ojciec Jezusa. Geneza idei, antyczne przekazy, późniejsze polemiki, Wydawnictwo Naukowe Sub Lupa, s. 21-22
13. Temat ebionitów jest zbyt szeroki, żeby go tutaj omawiać dokładniej. Więcej o ebionitach można poczytać chociażby w wymienionej już książce Pawła Janiszewskiego Panthera – ojciec Jezusa…, w Historri Kościoła, Jean Danielou i Henri Irenee Marrou, a także na stronach:  http://www.mariuszrosik.pl/?p=10484 ; http://www.antoni.agmk.net/pliki/ewangelia-hebrajczykow.pdf .
Ciekawostka: ebionici istnieją i dziś, swoje nauki głoszą między innymi na stronie https://web.archive.org/web/20090325102931/http://www.ebionite.org/

Facebook

Najczęściej czytane artykuły

Polecane artykuły…

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się swoją opinią lub zadaj pytanie poniżej

5 komentarzy

  1. maciejowski

    Jakie jest wykształcenie autora w zakresie biblistyki?

    Odpowiedz
    • AnBo

      > Jakie jest wykształcenie autora w zakresie biblistyki?
      Autor nie ma żadnego wykształcenia w zakresie biblistyki, nad czym oczywiście ubolewawa, ale jednocześnie nie uważa, by było ono niezbędne do badania Biblii, o ile ogranicza się ono do kwestii nie wymagających posiadania takowego wykształcenia, który to brak można zresztą rekompensować znajomością badań tych, którzy wspomniane wykształcenie posiadają. Autor uważa też, że najważniejszą umiejętnością potrzebną w badaniu Biblii jest umiejętność czytania ze zrozumieniem, którą to umiejętność autor nabył (tak przynajmniej uważa w swej pysze) już w szkole podstawowej i jej nie utracił pomimo tego, że od tego czasu minęło bardzo wiele lat.

  2. olek

    Widzę, że Boruszewski już tylko wciąż powtarza te same tezy, z którymi wielokrotnie polemizowałem, choćby w dyskusji pod innym tekstem na Testimonia

    https://testimonia.pl/porownanie-ewangelii-3-rodowod/

    Mniej zorientowanych odsyłam też do polemik z Boruszewskim na forum Śfinia, gdzie było to samo i gdzie też wielokrotnie mu odpowiadano

    http://www.sfinia.fora.pl/katolicyzm,7/problem-wiary-naiwnej-i-falszywej,14927-25.html#495623

    Tyle tytułem wstępu. A teraz odpowiem na cały powyższy tekst Boruszewskiego o adopcjonizmie, punkt po punkcie:

    >Paweł.
    Poszukiwania najwcześniejszej wersji wierzeń wyznawców Jezusa na temat jego pochodzenia zacząć musimy od najwcześniejszych tekstów, jakimi dziś dysponujemy. Są nimi listy Pawła, w dalszej kolejności zaś Ewangelia Marka, następnie Ewangelie Mateusza i Łukasza. Taka kolejność jest obecnie poglądem dominującym wśród uczonych zajmujących się badaniem Nowego Testamentu, o czym zaświadczają tacy autorzy jak Geza Vermes 2 oraz artykuły różnych badaczy, na przykład ks. Wojciecha Pikora 3 i ks. Piotra Bartnickiego 4. Przyjmując taką kolejność oraz pogląd (również dominujący wśród badaczy), że przy pisaniu swoich wersji Ewangelii Mateusz i Łukasz korzystali z tekstu Marka, możemy nie tylko z dużym uprawdopodobnieniem odtworzyć pierwotne wierzenia pierwszych chrześcijan, ale także ich ewolucję.

    Odpowiedź:

    Już na wstępie mamy typowy dla Boruszewskiego i jemu podobnych “racjonalistów” haczyk polegający na tym, że przemyca on bezzasadną tezę o tym, że Ewangelia Marka była pierwsza. Jednak nie ma na to żadnych dowodów i jest to tylko bezzasadna teza, która została z hukiem obalona choćby w tym tekście wiszącym w sieci od wielu lat

    https://www.apologetyka.info/ateizm/czy-ewangelista-mateusz-jedynie-przepisywa-z-ewangelii-marka,348.htm

    Boruszewski oczywiście zdaje sobie dobrze sprawę z tego, że nie jest w stanie dostarczyć żadnych dowodów na to, że Marek pisał pierwszy i dlatego powołuje się na chimerę w postaci “innych badaczy”. Jednak uzasadnianie swej bezzasadnej opinii jedynie przy pomocy innej bezzasadnej opinii nie jest żadnym uzasadnieniem. Taką samą ściemą jest powoływanie się przez Boruszewskiego na jakąś bliżej nieokreśloną “większość badaczy”, która jest jedynie jego kolejnym chimerycznym wymysłem bo nigdy przecież nie przeanalizował co myśli jakaś “większość”. To tylko taki mit i nie jest to zresztą prawdą w przypadku Ewangelii Marka gdyż choćby w świecie biblistów anglosaskich nie obowiązuje powszechnie teza o pierwszeństwie Marka (ten wymysł pochodzi z kręgu biblistów niemieckich i nie wybiega poza krąg europejskiej biblistyki). Prawda nie jest zresztą procesem podlegającym prawom demokracji więc tym bardziej owa mityczna “większośc” nie byłaby w stanie o niczym rozstrzygnąć. W średnowieczu akademicka większość wierzyła w geocentryzm, co przecież nie oznacza, że Słońce kręciło się wtedy wokół Ziemi. Tak charakterystyczne dla Boruszewskiego i innych internetowych ateistów powoływanie się na “większość” i rzekomy “konsensus” jest więc traktowane jako pospolity błąd logiczny w katalogach manipulacji dyskusyjnych

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Argumentum_ad_numerum

    Boruszewski popełnia tę manipulację nagminnie od lat w swoich dyskusjach internetowych

    Nadmienię jeszcze tylko na zakończenie tego podwątku, że można dziś spotkać biblistów i to nawet profesorów, którzy nie zgadzają się z tezą, że Ewangelia Marka była pierwsza. Tu jedna z książek takich biblistów, dostępna w sieci w całości i poświęcona właśnie zagadnieniu bezzasadności idei pierwszeństwa Marka

    http://digital.fides.org.pl/Content/1500/Geneza_Marka.pdf

    Tak więc powoływanie się na “autorytet” jakichś biblistów nic Boruszewskiemu nie pomoże ponieważ zawsze bez problemu można znaleźć innych biblistów, którzy się z autorytetami Boruszewskiego nie zgodzą. Jest to zatem droga donikąd

    >Zanim przejdziemy do poglądów Pawła zawartych w jego listach, przypatrzmy się okolicznościom, w jakich Paweł głosił swoją naukę. Otóż przez jakiś czas nauczał w synagogach i przed świątynią w Jerozolimie, co zresztą czynili także inni apostołowie (Dz 3,1; Dz 13,5; Dz 14,1; Dz 19,13). Nauczał tam o Jezusie jako Mesjaszu i w tym kontekście tytułował go Synem Bożym. Skoro wyznawcy Jezusa mogli tam nauczać, to bez wątpienia nie głosili tam niczego, co godziłoby w żydowski monoteizm, a to znaczy z kolei, że najpewniej nie głosili tam nauki o cudownym poczęciu Jezusa za sprawą Boga i zarazem bez udziału mężczyzny.

    Odpowiedź:

    Nauka o cudownym poczęciu nie godzi w monoteizm. Wszystko jest kwestią interpretacji i z tego, że Boruszewski nie radzi sobie z jakąś interpretacją nie wynika jeszcze, że coś w coś godzi

    >Jak pisze Mariusz Rosik, polski duchowny katolicki, biblista, profesor nauk teologicznych, wykładowca na papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu,

    Odpowiedź:

    Ta wyczerpująca tytulatura ma oczywiście sprawić, w mniemaniu Boruszewskiego, że mamy ulec tej tyranii autorytetu 🙂

    Ale jest to tylko kolejna sofistyka

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Argumentum_ad_verecundiam

    >“Zdaniem Żydów, którzy nie weszli do Kościoła, zdecydowanie nie do pogodzenia z przekonaniami judaizmu w różnych jego odmianach i nurtach był pogląd głoszony przez chrześcijan dotyczący bóstwa Chrystusa”.

    Odpowiedź:

    Jest to tylko arbitralna opinia Rosika, nie podbudowana nawet żadną argumentacją, więc kompletnie nic to nie wnosi i można sobie ją darować jako argument

    >Nie tylko sama niemożliwość głoszenia w synagogach czegokolwiek, co godziłoby w żydowski monoteizm, każe nam mocno wątpić w to, by w czasach Pawła istniało już przekonanie o cudownym pochodzeniu Jezusa.

    Odpowiedź:

    Boruszewski może sobie wątpić ale żadnej konkretnej argumentacji poza swoim “wątpieniem” nie przedstawił. Powoływanie się na swoje “wątpienie”, tak częste wśród internetowych ateistów, też jest zresztą traktowane jako błąd argumentacyjny w katalogach błędów logicznych

    https://www.logicallyfallacious.com/logicalfallacies/Argument-from-Incredulity

    >Także Dzieje Apostolskie nam to podpowiadają, skoro: „A co szabat rozprawiał w synagodze i przekonywał tak Żydów, jak i Greków. Kiedy Sylas i Tymoteusz przyszli z Macedonii, Paweł oddał się wyłącznie nauczaniu i udowadniał Żydom, że Jezus jest Mesjaszem. A kiedy się sprzeciwiali i bluźnili, otrząsnął swe szaty i powiedział do nich: «Krew wasza na waszą głowę, jam nie winien. Od tej chwili pójdę do pogan»” (Dz 18,4-6) 6. W przytoczonym fragmencie Paweł naucza jedynie, że Jezus jest zapowiedzianym Mesjaszem, a już Żydzi się takiemu poglądowi sprzeciwiają, więc łatwo sobie wyobrazić, co by było, gdyby głosił fizyczne ojcostwo Boga wobec Jezusa.

    Odpowiedź:

    Mesjaństwo nie ma nic wspólnego z boskością więc Boruszewski jak zwykle naciąga tu tekst Dziejów pod swoją tezę. Nawiasem mówiąc, byli Żydzi w I wieku, którzy przyjęli ideę boskości Jezusa więc znowu można udowadniać sprzeczne rzeczy przy pomocy powoływania się na Żydów z I wieku. To kolejna droga donikąd. Boruszewski znowu stosuje tu błędną sofistykę “ad verecundiam”, przy pomocy której można dowodzić nawet sprzecznych rzeczy więc jest ona po prostu błędna

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Argumentum_ad_verecundiam

    >Inne nauki, które budziły sprzeciw Żydów, to nauczanie o zmartwychwstaniu (Dz 23,6-7; Dz 24,20-21) i królestwie Bożym (Dz 19,8-10). Także poganie w Atenach źle przyjmowali nauczanie o zmartwychwstaniu. Z tego powodu Paweł został wyśmiany (Dz 17,31-32). W Rzymie z kolei Żydzi odrzucili dowodzenie Pawła, że z Prawa i Proroków wynika, że Jezus to zapowiedziany Mesjasz, odrzucili też „świadectwa o królestwie Bożym” (Dz 28,23-24). Z kolei w Dz 26, 20-23 czytamy, że Żydzi chcieli Pawła zabić za to, że nawoływał „najprzód mieszkańców Damaszku i Jerozolimy, a potem całej ziemi judzkiej, i pogan, aby pokutowali i nawrócili się do Boga, i pełnili uczynki godne pokuty”. Kawałek dalej stwierdza, że nie głosił „nic ponad to, co przepowiedzieli Prorocy i Mojżesz, że Mesjasz ma cierpieć, że pierwszy zmartwychwstanie, że głosić będzie światło zarówno ludowi, jak i poganom».” (Dz 26,22-23).

    Odpowiedź:

    Znowu nic to kompletnie nie wnosi ponieważ wątpliwości innych ludzi nie są żadnym argumentem. Wynika bowiem z tego tylko tyle, że ktoś miał jakiś problem mentalny. I nic więcej. Nadal więc Boruszewski popełnia tu ten sam błąd logiczny “z niedowierzania”

    https://www.logicallyfallacious.com/logicalfallacies/Argument-from-Incredulity

    >Najkrócej mówiąc: nie ma z czego wnioskować, że Paweł nauczał o cudownym pochodzeniu Jezusa.

    Odpowiedź:

    Paweł wcale nie musiał tego nauczać. Nauczały tego inne teksty chrześcijańskie w jego czasie

    >Inni apostołowie, jeśli wierzyć Dziejom Apostolskim, też nie głosili niczego zdrożnego z punktu widzenia żydowskich kapłanów, bo kiedy Piotr i Jan przemawiali do ludu i zostali zatrzymani, a następnie przesłuchani przez arcykapłana Annasza, Kajfasza, Jana, Aleksandra i innych z rodu arcykapłańskiego, to po przesłuchaniu wypuszczono ich na wolność “ze względu na lud” oraz dlatego, że nie znaleziono żadnej podstawy do wymierzenia im kary (Dz 4,1-23). Podobna sytuacja dotycząca apostołów opisana jest w Dz 5,17-24). Wypuszczenie na wolność nie byłoby możliwe, gdyby apostołowie nauczali o czymś, co w jakikolwiek sposób naruszałoby żydowski monoteizm.

    Odpowiedź:

    Boruszewski bezpodstawnie tu zakłada na podstawie swojego widzimisię, że apostołowie musieli w danej sytuacji, z pośród mnóstwa zagadnień, wybrać akurat te zagadnienie, które się Boruszewskiemu podoba. Ale jest to zupełnie bezpodstawne założenie Boruszewskiego

    >Trudno z kolei wyobrazić sobie, by nauczali pomijając tak ważny aspekt, jak bezpośrednie ojcostwo Boga wobec Jezusa, bo dlaczego mieliby to robić?

    Odpowiedź:

    A choćby dlatego, że to jeszcze nie był ten etap, w którym trzeba było o tym mówić w okresie nauczania początkowego. Boruszewski na to oczywiście nie wpadł i sam przyznaje, że ma problem ze swoją wyobraźnią w tym miejscu (“Trudno z kolei wyobrazić sobie”)

    >Przecież cieszyli się, gdy cierpieli dla imienia Jezusa (Dz 5,41), czyli nie obawiali się prześladowań. Paweł nawet gotów był umrzeć za swoją wiarę: „Wtedy Paweł odpowiedział: «Co robicie? Dlaczego płaczecie i rozdzieracie mi serce? Ja przecież gotów jestem nie tylko na więzienie, ale i na śmierć w Jerozolimie dla imienia Pana Jezusa».” (Dz 21,13). Taką śmierć poniósł zresztą Szczepan i nie była to śmierć spowodowana głoszeniem cudownego poczęcia Jezusa. Zarzuty, jakie przeciw niemu wysunięto dotyczyły tego, że „Jezus Nazarejczyk zburzy to miejsce i pozmienia zwyczaje, które nam Mojżesz przekazał” (Dz 6,14). Według autora były to zarzuty spreparowane („tam postawili fałszywych świadków, którzy zeznali”, Dz 6,13),

    Odpowiedź:

    Bez związku z meritum zagadnienia

    >z czego wynika, że gdyby Żydzi chcieli, to fałszywie oskarżyliby Pawła i innych o głoszenie nauki o ojcostwie Boga wobec Jezusa, a skoro tego nie zrobili, to znaczy, że nawet nie przyszło im to do głowy, z czego z kolei wynika, że nawet nie było pogłosek o takim nauczaniu przez pierwszych chrześcijan.

    Odpowiedź:

    Boruszewski przegapił przesłuchanie Jezusa przed Sanhedrynem, przed którym Jezus przyznał się do bycia Synem Bożym (Mt 26,63-65; Mk 14,61-64). Idea synostwa Bożego u Jezusa przewija się przez cały Nowy Testament i pisma wczesnochrześcijańskie, więc dość małostkowe jest czepianie się przez Boruszewskiego, że gdzieś w jakiejś odosobnionej sytuacji nie znajduje on tej idei

    >Jest możliwe, że Paweł znał koncepcję o cudownym poczęciu i wierzył w nią, ale przewidując reakcje Żydów, nie nauczał o niej w synagogach, czyli cudowne poczęcie Jezusa było najściślej skrywanym sekretem wczesnego chrześcijaństwa.

    Odpowiedź:

    To jest jeden z tych rzadszych momentów, w których Boruszewski ma przebłysk zdrowego rozsądku. Tutaj sam zrozumiał, że ze względu na okoliczności

    >Jest to jednak możliwość czysto teoretyczna, bo w pismach Nowego Testamentu nie ma śladu takiej taktyki, a przecież twórca chrześcijaństwa potrafił być elastyczny, czego dowodem rozgrywanie faryzeuszy przeciw saduceuszom (Dz 23,6-9) oraz jego rady dotyczące odmiennego zachowania wobec Żydów i pogan, które jednak nie dotyczyły głoszenia nauk o Jezusie (1 Kor 8,9-12; 1 Kor 9, 20-23; 1 Kor 10,25-33).

    Odpowiedź:

    Boruszewski przegapił zachowania Pawła, w których sam przyznaje, że powstrzymuje się od głoszenia czegoś (np. 2 Kor 12,4). Przytaczane przez Boruszewskiego przypadki nie muszą się uogólniać na wszystkie zachowania Pawła. Żaden człowiek nie zachowuje się wciąż tak samo bez względu na okoliczności

    >O ile jeszcze Paweł miałby powód, by nie nauczać w synagogach o cudownym pochodzeniu Jezusa,

    Odpowiedź:

    Tym samym Boruszewski sam pogrzebał swoją argumentację w tym punkcie i nie muszę dalej tego robić

    >to nie ma jak wytłumaczyć braku takiego nauczania w jego listach skierowanych do wyznawców Jezusa oraz w nauczaniu pogan opisanych w Dziejach Apostolskich (chociażby wspomniany już fragment Dz 17,31-32). Teoretyczna możliwość, że nie zachowały się listy, w których to robił, jest zupełnie nieprzekonująca z uwagi na wagę zagadnienia. Trudno by było wytłumaczyć, że nauczając o Jezusie – a powołuje się przy tym na proroctwa (Rz 1,1) oraz naukę, którą przejął od apostołów (1 Kor 15,3) – nie poruszył tematu tak ważnego.

    Odpowiedź:

    To jest tak charakterystyczna dla Boruszewskiego błędna argumentacja “z milczenia”

    https://www.logicallyfallacious.com/logicalfallacies/Argument-from-Silence

    Może istnieć milion powodów dla których Paweł nie chciał nauczać o cudownym poczęciu Jezusa lub nie widział takiej potrzeby. I nawet nie musimy znać tych powodów ale możemy się ich domyślać. Wystarczy wymienić dwa na zasadzie logicznej możliwości: 1) czytelnicy jego listów wiedzieli już o tym z Ewangelii lub z ustnego kerygmatu i nie było potrzeby im tego od nowa powtarzać. Euzebiusz zaświadcza, że w I wieku Ewangelie synoptyczne były już “powszechnie znane”, zanim jeszcze Jan zaczął pisać swą Ewangelię (“Historia Kościelna”, III,24,7); oraz 2) słuchacze Pawła w czasie jego przemówień nie byli jeszcze przygotowani do przyjęcia tej nauki i byliby na to gotowi dopiero później. Paweł sam pisze w swych listach, że nauki trzeba chrześcijanom stopniować bo zaczynają od niemowlęctwa duchowego (1 Kor 3,1-2). To niestety umknęło Boruszewskiego ale wspomnienie o tym spokojnie wystarczy aby obalić jego słabiutki zarzut “z milczenia” w tym miejscu

    >Zgoda, że Pawła mało interesuje Jezus sprzed ukrzyżowania, dla niego ukrzyżowanie i zmartwychwstanie to najważniejsze wydarzenia, to wokół nich buduje całą swoją naukę o Jezusie,

    Odpowiedź:

    Boruszewski właśnie sam dostarczył kolejnego kontrargumentu przeciw swojej własnej argumentacji. Skoro Paweł mało interesował się okresem życia Jezusa sprzed ukrzyżowania to mamy właśnie kolejne wyjaśnienie czemu nie nauczał o jakimś wątku w życiorysie Jezusa sprzed ukrzyżowania

    >ale przecież cudowne poczęcie za sprawą Boga i bez udziału mężczyzny to sprawa niebagatelna, to przecież kluczowy argument dla twierdzenia, że Jezus to Syn Boży w innym znaczeniu niż metaforyczne/adopcjonistyczne. To także kluczowa sprawa dla poglądu na to kim był/jest Jezus.

    Odpowiedź:

    To jest tylko arbitralna teza Boruszewskiego podana bez żadnego uzasadnienia

    >Tak więc najlepszym wyjaśnieniem tego, że Paweł nie interesował się Jezusem sprzed zmartwychwstania jest to, że nie było tam dla Pawła nic ciekawego, bo nie znał (albo nie uznawał, ale to mniej prawdopodobne) nauki o cudownym poczęciu Jezusa.

    Odpowiedź:

    Wniosek wysnuty z wspomnianego przed chwilą arbitralnego postulatu Boruszewskiego więc jest to po prostu wniosek bez wartości. Jak już pisałem, nie jest to jedyna możliwość i może istnieć wręcz nieskończona ilość powodów dla których Paweł nie rozwija nauki o cudownym poczęciu. Nie musimy nawet znać tych powodów i prawdopodobnie nigdy ich nie poznamy, choć możemy się ich domyślać i wyżej podałem już dwa najbardziej możliwe

    >Dodatkowo tam, gdzie prawdziwy twórca chrześcijaństwa mówi o pochodzeniu Jezusa, literalnie mówi o pochodzeniu z nasienia Dawida (Rz 1,3). Kogo Paweł mógł mieć na myśli, jeśli nie Józefa, o którym później Łukasz napisze, że – jak mniemano – był ojcem Jezusa (Łk 3,23)?

    Odpowiedź:

    Paweł pisząc o “nasieniu” Dawidowym mógł mieć na myśli choćby Matkę, o której wiemy już z najstarszych przekazów chrześcijańskich (Ignacy z Antiochii, Justyn i niechcący poświadczający istnienie takich przekazów Celsus), że pochodziła właśnie z rodu Dawida. Boruszewski dokonuje tu pewnej subtelnej manipulacji i sugeruje nam, że skoro jest tam mowa o “nasieniu” to musi chodzić właśnie o mężczyznę – w tym wypadku Józefa. Ale tekst z Rz 1,3 nie mówi o “nasieniu Józefa” ale o “nasieniu Dawida”, co jest już dużo bardziej pośrednie i może tyczyć się w równym stopniu pochodzenia od Dawida przez Matkę Jezusa. Bo czemu by nie. Tutaj znajdziemy ciekawy wpis na pewnym forum, który polemizuje z tą tezą Boruszewskiego jeszcze szerzej

    http://www.sfinia.fora.pl/apologia-kontra-krytyka-teizmu,5/pochodzenie-jezusa-wedlug-anbo,15281.html#499065

    >Przecież nie mógł mieć na myśli ojca anonimowego, bo nie mógłby napisać o pochodzeniu od Dawida, pochodzenie ojca musiało być znane, więc i on sam musiał być znany.

    Odpowiedź:

    Termin biblijny “nasienie” nie zakłada ojca

    http://www.sfinia.fora.pl/apologia-kontra-krytyka-teizmu,5/pochodzenie-jezusa-wedlug-anbo,15281.html#499065

    i tego cały czas Boruszewski nie rozumie bo odgórnie zakłada tu swą tezę, że Jezus miał ziemskiego ojca. Skoro tak sobie Boruszewski założył na wejściu to nic dziwnego, że taki sam wniosek otrzymuje na wejściu. Jest to zwykła tautologia w rozumowaniu

    Tutaj dalsza polemika z tezą, że Rz 1,3 sugeruje biologicznego ojca Jezusa

    https://opoka.org.pl/biblioteka/T/TF/jl_rodowody2004.html

    >Drugim powodem, dla którego pierwsi wyznawcy Jezusa musieli uważać, że Jezus miał znanego ojca jest to, że nie uznaliby za Mesjasza kogoś, kto pochodził z nieprawego łoża: „Nie wejdzie syn nieprawego łoża do zgromadzenia Pana, nawet w dziesiątym pokoleniu nie wejdzie do zgromadzenia Pana.” (Pwt 23, 3).

    Odpowiedź:

    Ten werset nie dotyczy Jezusa ponieważ niepokalane poczęcie nie jest nieprawym łożem. Poza tym nawet jeśliby na chwilę przyjąć, że ojciec Jezusa był nieznany i Jezus został adoptowany przez Józefa (a tak się stało), to wtedy znowu tekst z Pwt 23,3 nie uderza w Jezusa

    >Wziąwszy pod uwagę to wszystko, a także brak komentarza, który byłby konieczny, gdyby nie chodziło o coś oczywistego, trzeba domyślnie przyjąć, że Paweł miał na myśli właśnie coś oczywistego, czyli konkretnego mężczyznę, najpewniej Józefa.

    Odpowiedź:

    Błędne wnioski wyciągnięte z błędnych przesłanek, co właśnie szczegółowo pokazałem punkt po punkcie wyżej

    >Tym bardziej, że kawałek dalej pisze o Jezusie: „ustanowionym według Ducha Świętości przez powstanie z martwych pełnym mocy Synem Bożym” (1 Rz 1,4). Tu – ani nigdzie indziej – autor Listu do Rzymian nie przypisuje Duchowi Świętemu takiej roli przy poczęciu Jezusa, jak później Mateusz i Łukasz. Mamy za to koncepcję adopcjonizmu: Bóg usynawia Jezusa „przez powstanie z martwych”, w tym sensie Jezus jest Synem Bożym. (Później także Mateusz i Łukasz właśnie Józefa wskażą na tego, który pochodzi z rodu Dawida jako tego, poprzez którego i Jezus od niego pochodzi: Mt 1,20 i Łk 1.27).

    Odpowiedź:

    Boruszewski niestety nie rozumie niuansów języka biblijnego (wychodzi tu czytanie przez niego tekstów pod tezę i brak fachowego wykształcenia biblistycznego). Język biblijny mówiąc o tym, że Jezus coś “otrzymał” od Boga Ojca nie musi zakładać, że Jezus nie miał już tego czegoś wcześniej. Spójrzmy na pewien przykład. W Flp 2,8-10 czytamy, że w zamian za trwające aż do śmierci krzyżowej posłuszeństwo Jezus został przez Boga wywyższony i otrzymał od Niego imię ponad wszelkie imię. W wersie następnym, tzn. w Flp 2,10 czytamy, że imieniem tym jest imię Jezus, na które ma zgiąć się każde kolano. Jednakże wiemy, że także przed śmiercią krzyżową Jezus nosił już to imię, które zresztą nadał mu Józef a nie Bóg Ojciec (Mt 1,25). Nie jest zatem tak, że imię to nadał Jezusowi dopiero Bóg, za posłuszeństwo, trwające aż do śmierci krzyżowej. Po tym przykładzie bardzo dobrze widać, że gdy tekst biblijny mówi o tym, że Jezus coś otrzymał od Boga Ojca, to nie oznacza to, że nie mógł On już tego posiadać wcześniej.

    Spójrzmy też na inny przykład, tym razem tyczący się czci i chwały, którą został ukoronowany Jezus:

    “Widzimy natomiast Jezusa, który mało od aniołów był pomniejszony, chwałą i czcią ukoronowanego za cierpienia śmierci, iż z łaski Bożej za wszystkich zaznał śmierci” (Hbr 2,9, BT).

    Wers ten podaje, że Jezus został ukoronowany “chwałą i czcią” po śmierci krzyżowej, w nagrodę za swe cierpienie. W rzeczywistości Jezus miał już jednak tę “chwałę i cześć” wcześniej, w czasie widzenia na górze Tabor, o czym donosi inny wers:

    “Otrzymał bowiem od Boga Ojca cześć i chwałę, gdy taki oto głos Go doszedł od wspaniałego Majestatu: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie” (2 P 1,17, BT).

    Po tym przykładzie znów bardzo dobrze widać, że gdy tekst biblijny mówi o tym, że Jezus coś otrzymał, to nie oznacza to, że nie mógł On już tego mieć wcześniej.

    >Obrońcy tezy, że Paweł pochodzenie Jezusa od Dawida upatrywał w pochodzeniu po linii Marii, czyli matki Jezusa, powołują się na brak wzmianki, że chodzi o mężczyznę (czyli może chodzić o kobietę) oraz na inne miejsca w tekstach Pawła, o których za chwilę. (Jest też i taka hipoteza, że Jezus był adoptowanym synem Józefa, ale tutaj tą hipotezą nie będę się zajmował, wspomnę o niej później.) Dlaczego mało prawdopodobna jest wersja, że w Rz 1,3 Paweł miał na myśli Marię? Pomijając, że Marii Paweł z imienia też nie wymienia, po pierwsze dlatego, że taka wersja pozwalałby snuć przypuszczenia, że Jezus pochodził z nieprawego łoża (skoro po matce pochodził z rodu Dawida, to co z ojcem, dlaczego się o nim nie wspomina?)

    Odpowiedź:

    To ostatnie zdanie jest zupełnie bezzasadne i to po prostu arbitralna teza. Poza tym jest to po raz kolejny niepoprawna logicznie argumentacja “z milczenia”

    https://www.logicallyfallacious.com/logicalfallacies/Argument-from-Silence

    Z tego, że Paweł nie wymienia Matki Jezusa “expressis verbis” może wynikać milion innych wniosków niż ten Boruszewskiego, a równie dobrze nic z tego nie musi wynikać. Istnieje tu nieskończona ilość możliwości interpretacji tego i Boruszewski jedynie na zasadzie chciejstwa wybrał sobie jedną interpretację, tę która akurat w danej chwili mu pasuje

    >, więc należałoby to wyjaśnić, czego Paweł nie czyni.

    Odpowiedź:

    Bo nie musi. Znowu Boruszewski coś każde robić Pawłowi, choć Paweł wcale nie musi tego robić tylko dlatego, że Boruszewski ma takie widzimisię, które jest jedynie jego arbitralnym chciejstwem

    >Po drugie użycie zwrotu „z nasienia” sugeruje, że wskazuje się na pochodzenie w linii męskiej.

    Odpowiedź:

    Nic takiego nie sugeruje, znowu wychodzi brak obycia Boruszewskiego ze specyfiką języka biblijnego. Tutaj jest odpowiedź Boruszewskiemu na pewnym forum, która wskazuje na szerszy kontekst pojmowania biblijnego terminu “nasienie”

    http://www.sfinia.fora.pl/apologia-kontra-krytyka-teizmu,5/pochodzenie-jezusa-wedlug-anbo,15281.html#499065

    >Innym miejscem u Pawła, które według chrześcijańskich apologetów wskazuje na nauczanie przez Pawła, że Jezus poprzez Marię pochodzi z rodu Dawida, jest początek czwartego rozdziału Listu do Galatów: „Gdy jednak nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo.” (Ga 4,4-5). Jak pisze Paweł Janiszewski w swojej książce „Panthera – ojciec Jezusa…” 7, zwrot „zrodzonego z niewiasty” podkreśla człowieczeństwo, a nie – jak to sugeruje „konfesyjna nauka” – dziewicze poczęcie. Co ma sugerować dziewicze poczęcie? Znowu brak wzmianki o ziemskim ojcu, czyli mamy do czynienia jedynie z argumentem ex silentio, z niczym więcej.

    Odpowiedź:

    Czyli z czymś, co Boruszewski stosuje nagminnie u siebie i wtedy nie widzi już w tym żadnego problemu

    Argumentu opartego na Ga 4,4-5 bronił w tym miejscu nie będę gdyż nigdy go nie stosowałem. Nie jest on zresztą do niczego potrzebny w kwestii tego zagadnienia bo zagadnienie broni się samo. To tacy jak Boruszewski stawiają zdecydowane tezy w kwestii nauki o domniemanym biologicznym ojcu Jezusa w Nowym Testamencie, więc na nich ciąży tu argumentacja. Póki co tacy jak Boruszewski i Janiszewski niczego tu nie wykazali poza swoimi domysłami i pustym spekulowaniem

    >Tymczasem, jak pisze Janiszewski, Pawłowi chodzi to, że „jest zrodzenie z ciała, czyli biologiczne pochodzenie, lecz jest też zrodzenie „z ducha” oznaczające Boże synostwo”.

    Odpowiedź:

    Mało istotny wniosek więc na razie nie zamierzam z nim polemizować

    >To dobre miejsce, żeby napisać kilka słów o argumencie z ciszy. Jest to argument stosowany przez historyków, chociaż mający opinię słabego, czasami bardzo słabego, a nawet błędnego.

    Odpowiedź:

    Bo tak właśnie jest

    https://www.apologetyka.info/ateizm/argument-ex-silentio-w-pracach-racjonalistow,258.htm

    >Ma natomiast znaczenie jak się go stosuje, czyli co oprócz niego podaje się na poparcie swojej tezy oraz czy milczenie źródła dotyczy czegoś, o czym autor z uwagi na ważność tematu by napisał, gdyby o tym wiedział. Powodów milczenia autora na jakiś temat można zawsze podać wiele, ale nie każdy będzie tak samo wiarygodny, zwłaszcza, gdy się go zestawi z innymi argumentami. Każdorazowo ocena siły takiej argumentacji (podobnie zresztą jak i innych) zależeć będzie od subiektywnej opinii czytelnika.

    Odpowiedź:

    Ano właśnie, póki co argumentujesz bardzo subiektywnie i pod tezę więc twoje argumentowanie “z milczenia” jest mocno podejrzane i dość niewiarygodne

    >Z wieloma wersjami momentu, kiedy Bóg usynowił Jezusa, apologeci chrześcijańscy radzą sobie w różny sposób. Jednym z argumentów jest twierdzenie, że usynowienie Jezusa było wieloetapowe. Pomijając, że to samo w sobie jest – delikatnie mówiąc – pomysłem dziwacznym,

    Odpowiedź:

    Przecież to jest znowu argumentowanie przez ciebie na podstawie jedynie jakiegoś subiektywnego odczucia estetycznego. Nie ma żadnej przeszkody w tym aby jakiś duchowy proces związany z Jezusem był właśnie wieloetapowy (np. usynowienie). Biblia wręcz zakłada wieloetapowość na wielu płaszczyznach. Na przykład pedagogika Boża i stopniowe rozwijanie świadomości moralnej u Izraelitów

    >to jest to argument zupełnie nie mający oparcia w tekstach Nowego Testamentu.

    Odpowiedź:

    No i co z tego. Bez problemu można by znaleźć wiele twoich tez nie mających żadnego oparcia biblijnego, na przykład teza o biologicznym ojcu Jezusa

    >Zarówno Paweł jak i Marek (ale także Łukasz) wskazują konkretny czas usynowienia Jezusa.

    Odpowiedź:

    Nie ma czegoś takiego jak “konkretny czas” w Biblii gdyż Biblia ze swej natury zakłada wieloetapowość wielu procesów duchowych. Proces usynowienia Mesjasza trwał już w Starym Testamencie (Ps 2,7; Ps 110,3) i Nowy Testament wyraźnie odnosi to do Jezusa (Hbr 1,5). Tego niestety nie rozumiesz

    >U Pawła jest to związane ze zmartwychwstaniem, co wyraźnie widać zarówno w Rz 1,4 (użycie zwrotu „przez powstanie z martwych”), jak i Dz 13,32-33, gdzie zwrot z psalmu drugiego „Ty jesteś moim Synem” (Ps 2,7) pada w kontekście wcześniejszego „wskrzesiwszy Jezusa”.

    Odpowiedź:

    Kontekst usynowienia Jezusa jest wieloetapowy i wykracza poza moment zmartwychwstania. W Ewangelii Łukasza, który był towarzyszem Pawła, Jezus jest nazwany Synem Bożym już na samym początku, przed zmartwychwstaniem (Łk 1,35). Sam Jezus również nazywał się Synem Bożym i to nawet w czasie przesłuchania przed Sanhedrynem (Mt 26,63-65; Mk 14,61-64). Ewidentnie synostwo Boże Jezusa jest procesem wieloetapowym. Tak naprawdę istnieje ono odwiecznie. To wszystko Boruszewskiego umyka bo zafiksował się na dosłownym odczytaniu jednego wyrwanego z kontekstu wersu

    >Nie bez znaczenia jest też fakt, że Paweł cytuje psalm w synagodze, gdzie nie mógłby głosić nic, co godziłoby w monoteizm żydowski, czyli synostwo Boże mogło zostać zaprezentowane jedynie jako metaforyczne, interpretacja słów o zrodzeniu syna nie mogła być jeszcze chrześcijańska.

    Odpowiedź:

    Tu jednak okazuje się, że Paweł mógł sugerować synostwo Boże w synagodze przed Żydami. Jak widać, coś czego Boruszewski Pawłowi wyżej stanowczo zakazywał, tu już zachodzi. Widać tu żonglowanie pod tezę

    >Marek usynowienie wiąże też z konkretnym wydarzeniem, a jest nim chrzest w Jordanie (Mk 1,9-11). Dla Łukasza określenie Syn Boży miało z kolei związek z innym konkretnym wydarzeniem, a mianowicie z cudownym poczęciem: „Anioł Jej [Marii] odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym.” (Łk 1,35).

    Odpowiedź:

    Ano właśnie, czyli wieloetapowość i usynowienie nie było jednorazowym wydarzeniem dla autorów Nowego Testamentu. Boruszewski nawet nie widzi, że to co sam przytacza zaprzecza tu jego własnym tezom, które deklarował wcześniej. Wedle Boruszewskiego Łukasz znał już Marka lecz mimo to wiązał usynowienie Jezusa z innym momentem niż Marek

    >Marek.
    Następnym w kolejności autorem nowotestamentowym jest autor Ewangelii Marka. Swoją opowieść zaczyna – co znamienne – od chrztu Jezusa w Jordanie. Najwyraźniej dla niego w tym momencie Jezus stał się kimś więcej niż zwykłym człowiekiem, skoro napisał: „W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. W chwili gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na siebie. A z nieba odezwał się głos: «Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie».” (Mk 1,9-11). Podobnie jak wcześniej u Pawła, ewidentnie mamy tu do czynienia z koncepcją adopcjonistyczną: Bóg usynawia Jezusa w momencie chrztu (u Pawła dopiero poprzez wskrzeszenie).

    Odpowiedź:

    I znowu Boruszewski zauważył, że moment usynowienia Pawła jest u Pawła i Marka w innym momencie, co znowu suponuje wieloetapowość

    Chrzest w Jordanie był momentem w którym Jezus w kenozie uświadomił sobie swoje synostwo Boże w pełni. Należy pamiętać, że ziemski Jezus stopniowo uświadamiał sobie swoją boskość, wedle trynitarnej teologii Unii Hipostatycznej. Ale to już teologia więc póki co nie chce się w to wgłębiać

    >Tak to prawdopodobnie widzieli też Mateusz i Łukasz, i dlatego swoje Ewangelie poprzedzili wstępami, które takiemu poglądowi zaprzeczają.

    Odpowiedź:

    Ale to nie zaprzecza ich poglądowi. Po prostu nie rozumiesz wieloetapowości procesu usynowienia

    >Moment chrztu Jezusa jest tu dla nas ważny z jeszcze jednego powodu. Otóż, jak pisze Marek, Jan Chrzciciel „głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów” (Mk 1,4), a ludzie „przyjmowali od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając [przy tym] swe grzechy”. Jeśli tak, to po co i dlaczego dał się ochrzcić Jezus, skoro – jak chcą chrześcijanie wierzący w cudowne poczęcie i boskość Jezusa – był bez grzechu? Ten paradoks najwyraźniej dostrzegł już Mateusz i – podobnie jak i dzisiejsi teolodzy i apologeci chrześcijańscy – starał się go jakoś wytłumaczyć. Stąd mamy u niego po pierwsze pytanie Jana Chrzciciela: „To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?” (Mt 3, 14), po drugie odpowiedź Jezusa (czyli wyjaśnienie paradoksu): „Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe” (Mt 3, 15). (Jeszcze dalej poszedł Jan, który nie opisał chrztu Jezusa przez Jana, jakby tego wydarzenia nie akceptował.)

    Odpowiedź:

    Jezus wystarczająco wyjaśnił ów niedoszły “paradoks”: “bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe”. Nie ma potrzeby tego rozwijać. Oczywiście Boruszewskiemu może to nie wystarczyć i będzie dalej szukał tu dziury w całym ale pomijam to jako nieistotne

    >Najłatwiej jednak chrzest Jezusa wytłumaczyć tak, że Jezus był zwykłym, grzesznym człowiekiem, który uwierzył w rychłe nadejście królestwa niebieskiego i postanowił się z tego powodu ochrzcić na odpuszczenie grzechów. Jest to też zgodne z nauczaniem Jana Chrzciciela przekazanym nam przez Mateusza: „W owym czasie wystąpił Jan Chrzciciel i głosił na Pustyni Judzkiej te słowa: «Nawróćcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie»” (Mt 3, 1-2) oraz późniejszym głoszeniem przez samego Jezusa nauki o bliskości królestwa niebieskiego: „Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: «Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!»” (Mk 1,14-15). Prawdopodobnie tak to też widział Marek i dlatego nie objaśnia zachowania Jezusa, jest ono dla niego czymś normalnym, nie wymagającym komentarza.

    Odpowiedź:

    To już tylko puste spekulacje. Odsyłam ponownie do zagadnienia wyjaśnienia paradoksu, którego udzieliłem punkt wyżej. Uczestnictwo w danym rytuale może mieć inne znaczenie niż sam rytuał. Tak właśnie było z chrztem Jezusa, czego Boruszewski ponownie nie rozumie

    >Powyższe zestawienie Marka i Mateusza jest mocną poszlaką wspierającą pogląd, że to Mateusz korzystał z Marka i go poprawiał, a nie odwrotnie. Przyjmując bowiem stanowisko odwrotne, musielibyśmy uznać, że Marek albo celowo zmienił Mateusza wycinając objaśnienie, żeby wymowa jego tekstu była inna, albo wyszło mu to niechcący, czyli nie był – delikatnie mówiąc – zbyt roztropny. Gdyby chodziło tylko o jeden taki przypadek, można by mówić o „wypadku przy pracy”, ale takich miejsc jest więcej, co w sumie daje nam zupełnie odmienną naukę o Jezusie od Mateuszowej (to samo dotyczy Łukasza).

    Odpowiedź:

    To są naciągane wnioski i nie ma podstaw do takiego stwierdzenia. Boruszewski czyta te teksty pod swoją odgórną tezę więc wychodzi mu tak i nie inaczej. Wystarczy jednak te teksty przeczytać przy założeniu, że na przykład obaj Ewangeliści nie znali swych tekstów, i już te teksty wyglądają zupełnie niezależnie

    >Nowotestamentowi autorzy nie umówili się przecież kto co napisze, żeby w sumie powstała pełna nauka, ale pisali w różnych czasach i nie wiedzieli, że powstanie coś takiego jak kanon.

    Odpowiedź:

    Jeśli tak to właśnie zaprzeczyłeś sam sobie w kwestii tego co napisałeś wyżej, że Mateusz “poprawiał” Marka. Poza tym po prostu nie masz racji – prolog Łukasza w Łk 1,1 wyraźnie zdradza znajomość innych Ewangelii: “Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas”. Do tego dodajmy, że również i Ewangelista Jan znał już poprzednie Ewangelie, gdy chwycił za pióro, o czym zaświadcza wyraźnie Euzebiusz: “Trzy poprzednie Ewangelie już były powszechnie znane i w jego się również znalazły ręku” (“Historia Kościelna”, III,24,7)

    >Do tego Łukasz – co wynika z prologu jego Ewangelii – wiedział o istnieniu innych tekstów o Jezusie

    Odpowiedź:

    No i znowu zaprzeczyłeś temu co sam pisałeś wyżej

    >i najwyraźniej stwierdził, że mają niedostatki wymagające korekty, skoro napisał: „Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas, tak jak nam je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa. Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu, abyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci udzielono.” (Łk 1, 4).

    Odpowiedź:

    Wcale z tego fragmentu nie wynika, że Łukasz chciał coś korygować u innych Ewangelistów. Znowu Boruszewski wgrywa swoje odgórne założenia w teksty, które tych założeń już nie zawierają

    >Kierunek zmian wskazuje na celowe działanie Łukasza (oraz Mateusza), żeby Marka dostosować do koncepcji cudownego poczęcia i tu i ówdzie wygładzić wymowę tekstu.

    Odpowiedź:

    Jak wyżej – znowu jest to dopasowywanie tekstów ewangelicznych do swoich odgórnych tez

    >Weźmy na przykład fragment Mk 3,21: „Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: «Odszedł od zmysłów».” U Mateusza i Łukasza w ogóle nie mówi się o tym, że Jezus oszalał. U Marka krewni chcą Jezusa powstrzymać, u Mateusza porozmawiać (MT 12,47), u Łukasza chcieli się z nim widzieć, ale “nie mogli dostać się do Niego z powodu tłumu” (Łk 8,19-20).

    Odpowiedź:

    To jest klasyczne błędne koło w rozumowaniu Boruszewskiego. Najpierw zakłada on odgórnie, że ktoś coś w ogóle chciał coś “wygładzić”. No i nic dziwnego, że po przyjęciu takiego założenia i porównaniu Mk z Mt wychodzi Boruszewskiemu we wniosku to co sobie założył. Ale gdy przeczytamy te teksty bez takiego założenia to wtedy są one po prostu niezależne, uzupełniają się i nikt tu nic nie “wygładza”

    >Znamienny jest też słynny fragment o lekceważeniu proroka we własnym kraju. Mk 6,4: „A Jezus mówił im: «Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony».” Mateusz w swojej wersji pominął krewnych (Mt 13, 57), a Łukasz nie tylko krewnych ale także fragment „w swoim domu” (Łk 4, 24). Mielibyśmy przyjąć, że Marek celowo zmienił wizerunek Jezusa i jego krewnych, żeby ich ukazać w gorszym świetle? To raczej Mateusz i Łukasz wygładzili Marka, taki cel jest przynajmniej bardziej zrozumiały.

    Odpowiedź:

    Jak punkt wyżej – znowu Boruszewski przyjmuje sobie odgórne założenie o “wygładzaniu” więc nic dziwnego, że dostaje na wyjściu to co sobie założył na wejściu. Ale gdy przeczytamy te teksty bez takiego założenia to wtedy są one po prostu niezależne, uzupełniają się i nikt tu nic nie “wygładza”. Nie ma też żadnego problemu w tym żeby uznać, że Marek akcentował wady bliskich Jezusa. Wcale nie musiał przy tym “poprawiać” Mateusza, ani Mateusz jego, jak bezpodstawnie zakłada Boruszewski

    Ponadto Nie widzę tu żadnego “wygładzania”. W tekście greckim mamy “emartyroum”, które nie posiada emocjonalnego zabarwienia (“pantes” też jest względne). Pominąłeś też co kawałek dalej pisze Łukasz:

    “Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić” (Łk 4,28-29)

    Łukasz więc pisze to samo co Marek i Mateusz i nie ma tu żadnego “wygładzania” poza innym rozłożeniem akcentów. “Wygładzanie” to jest jedynie projekt twojej fantazji

    >U Marka (i tylko u niego w NT) Jezusa identyfikuje się jako syna Marii: „Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?” (Mk 6,3). Mateusz i Łukasz tekst Marka poprawiają prawdopodobnie po to, by był zgodny z tradycją identyfikowania człowieka przez podanie imienia ojca, nie matki, bo Mateusz pisze “syn cieśli” (Mt 13,55), a Łukasz idzie jeszcze dalej i pisze “syn Józefa” (Łk 4,22). Być może zrobili tak także dlatego, że identyfikowanie Jezusa jako syna Marii mogło rodzić podejrzenia, że Jezus pochodzi z nieprawego łoża.

    Odpowiedź:

    To co z kolei Boruszewski tu podaje przeczy wprost jego własnej tezie o “wygładzaniu”. Bo to wersja “syn cieśli” i “syn Józefa” u Mateusza i Łukasza aż prosi się o poprawkę, a nie odwrotnie (oczywiście to tylko opinia tłumu). Ale Boruszewski nie widzi, że jego przykład przeczy jego własnej tezie bo wierzy w bezzasadną tezę o pierwszeństwie Marka

    >Niewykluczone, że tym kierowali się także ci, którzy tekst Marka przekazali w wersji „syn cieśli”. Za tezą, że takie wersje Marka istniały, według Bartha D. Ehrmana przemawiają dwie sprawy 9: 1) Orygenes w “Przeciw Celsusowi” powołując się na Ewangelie, twierdzi, że Jezus nie był cieślą, z czego według Ehrmana wynika, że Orygenes nie znał Ewangelii Marka z wersją “Jezus cieśla” lecz z wersją “syn cieśli”, 2) rękopis P 45, w którym według Ehrmana jest wersja „syn cieśli”. Argumentacja Ehrmana ma różne słabości, których tutaj omawiać nie będę. Według mnie jej słabość wynika głównie z tego, że Orygenes dysponował niewieloma rękopisami i to stosunkowo późnymi, niewątpliwie też kopiami, więc trudno coś pewniejszego sądzić po tych skąpych i stosunkowo późnych tekstach na temat tego, co w czasach Markowych sądzono o ojcostwie Jezusa. Dla nas więc ma znaczenie marginalne, pomocna może być jedynie przy badaniu Ewangelii pod kątem ich poprawiania celem nadania zmienianym fragmentom odpowiedniej wymowy.

    Odpowiedź:

    Okazuje się, że ta lekcja w rękopisie P45 nie jest pewna. Rękopis P 45 ma niby w Mk 6,3 wersję “tou tektonos hios kai” ale jednocześnie aparat krytyczny Metzgera zaznacza, że jest to odczytanie niepewne i hipotetyczne. Sprawdźmy naocznie jak wygląda fragment P 45 z zapisem Mk 6,3. Tu można ten skrawek P 45 z rzekomym zapisem takiej lekcji (“syn cieśli”) w Mk 6,3 sobie obejrzeć

    http://www.csntm.org/Manuscript/View/GA_P45

    Konia z rzędem temu kto taki zapis tam znajdzie

    A nawet gdyby taki zapis tam był (choć go tam nie ma) to i tak w Mk 6,3 jest relacjonowana jedynie opinia hołoty, a nie wersja pochodzenia Jezusa ustalona przez Ewangelistę Marka

    Inne rękopisy poświadczające taką lekcję to tzw. rodzina minuskuł f 13, kilka innych minuskuł, w tym znowu zawierająca niepewne odczytanie minuskuła 33, oraz kilka wersji italskich, kilka rękopisów Wulgaty i bohairyckich. Wszystko to są już bardzo późne wersje NT (minuskuły powstawały dopiero od IX wieku) i wszystko wskazuje na to, że lekcja “syn cieśli” jest wersją zmienioną dużo później. Jedynym wczesnym poświadczeniem tej wersji mógłby być papirus P 45 ale tam wersja ta jest niepewna i jedynie hipotetyczna, jak już pisałem wyżej. Natomiast najlepsze i najstarsze rękopisy Nowego Testamentu nie mają już wersji “syn cieśli” w Mk 6,3 ale po prostu “cieśla” i nic dziwnego, że współczesne przekłady idą za wersją najlepiej poświadczoną

    Warto tu jeszcze dodać, że już w 150 roku Justyn w “Dialogu z Żydem Tryfonem” (88,8) zaświadcza, że zna wersję “cieśla” w Mk 6,3, a nie “syn cieśli”. Czyli nie jest to wersja za jaką obstaje Ehrman i Boruszewski, ale Justyn zna już taką wersję, jaka jest obecna we współczesnych Bibliach

    A tutaj dalsza lektura – na stronie 60 książki Timothy Paul Jonesa (w całości poświęconej manipulacjom Ehrmana) można poczytać jeszcze inne uwagi o Mk 6,3 i próbach manipulacji przez Ehrmana tym tekstem

    https://tiny.pl/t289x

    >Zakładając, że Ewangelia Marka dotarła do nas w brzmieniu, jakie jej nadał autor, musimy się zastanowić, co wynika z tego, że Marek określił Jezusa jako syna Marii, nie określił go jako syna Józefa? Prawdopodobnie nic. Możliwe, że nie wymienił Józefa, bo ten już nie żył. Z kontekstu wynika, że zamiarem Marka nie było wskazanie na brak ziemskiego ojca, ale wskazanie powodu, dla którego mieszkańcy rodzinnego miasta Jezusa nie uwierzyli w niego: znali go jako normalnego człowieka, podobnego do nich, niczym się nie wyróżniającego.

    Odpowiedź:

    W tym punkcie nie mam za bardzo z czym polemizować więc na razie zostawiam to

    >Kolejnym miejscem, które według chrześcijańskich apologetów wskazuje na to, że Marek znał i podzielał pogląd o cudownym pochodzeniu Jezusa, jest Mk 12, 35-37: „Nauczając w świątyni, Jezus zapytał: «Jak mogą twierdzić uczeni w Piśmie, że Mesjasz jest Synem Dawida? Wszak sam Dawid mówi w Duchu Świętym: Rzekł Pan do Pana mego: Siądź po prawicy mojej, aż położę nieprzyjaciół Twoich pod stopy Twoje. Sam Dawid nazywa Go Panem, skądże więc jest jego synem?» A wielki tłum chętnie Go słuchał.”

    Jak zinterpretować ten fragment? Według Gezy Vermesa 10 Jezus chciał wprawić w zakłopotanie “uczonych w Piśmie” i ich ośmieszyć. Czy przy okazji chciał powiedzieć, że jest synem Boga? Najprawdopodobniej nie, skoro nie zrozumieli tak tego słuchacze, gdyż “chętnie go słuchali”, a Żydzi takiej nauki na pewno nie słuchaliby chętnie. Do tego brak u Marka komentarza takiego wyznania, co jest bardzo dziwne wobec braku innych wskazań na Boże ojcostwo Jezusa w jego Ewangelii oraz rozbieżność z żydowską tradycją dotyczącą pochodzenia Mesjasza. Dlatego prawdopodobnie nie o to w tym tekście chodzi i Marek – jak i inni jemu współcześni Żydzi – nie interpretował tego fragmentu po chrześcijańsku, ale po żydowsku, w której to interpretacji nie ma mowy ani o preegzystującym Mesjaszu, ani o tym, że to nie tylko syn (potomek) Dawida, ale i Boga. Omawiany fragment można zinterpretować tak, że dla Marka Mesjasz to ktoś więcej niż potomek Dawida, to także syn Boga, ale nie w kontekście cudownego pochodzenia, ale zgodnego z usynowieniem w czasie chrztu w Jordanie.

    Odpowiedź:

    Widzimy tutaj jak Boruszewski razem z Vermesem są w stanie wymyślić nawet najbardziej fantazyjną interpretację, byleby tylko nie przyjąć tego co wprost wynika z tekstu. Pozostawiam to ocenie czytelników

    >Dodatkowym argumentem przeciwko chrześcijańskiej interpretacji omawianego fragmentu jest to, że u Marka pytanie Jezusa o to, „jak Mesjasz może być synem Dawida skoro…” jest retoryczne, nie jest skierowane do “uczonych w piśmie”, pada w świątyni w czasie nauczania (“Nauczając w świątyni, Jezus zapytał…”).

    Odpowiedź:

    Niczego to nie zmienia więc nie jest “argumentem przeciw chrześcijańskiej interpretacji”

    >U Mateusza (MT 12,41-46) ta opowieść jest nieco inna i zaczyna się od słów “Gdy faryzeusze byli zebrani, Jezus zadał im takie pytanie: Co sądzicie o Mesjaszu? Czyim jest synem?” Tutaj wprost postawiono problem, czyim synem jest Mesjasz? U Marka tego nie ma. W przypadku Mateusza zasadniejsze niż w przypadku Marka jest więc twierdzenie, że oprócz chęci ośmieszenia faryzeuszy, Mateusz przemyca też tezę, że Jezus jest synem Boga.

    Odpowiedź:

    Co zaprzecza twojej interpretacji, że był nim dopiero od zmartwychwstania

    >Ponieważ Marek pierwszy napisał swój tekst i Mateusz z niego korzystał, najpewniej celowo go zmienił, żeby widać było jego określoną wymowę.

    Odpowiedź:

    Znowu mamy to koliste argumentowanie pod odgórną tezę, którą jest pierwszeństwo Marka przed Mateuszem oraz druga odgórna teza – że ktoś kogoś chciał “wygładzać”. Oczywiście Boruszewski nie ma żadnych dowodów ani na jedną tezę, ani na drugą. A teza o pierwszeństwie Marka jest już wręcz dawno obalona

    https://piotrandryszczak.pl/jan_lew_czy_ewangelista_mateusz_jedynie_przepisywal_z_ewangelii_marka.html

    http://digital.fides.org.pl/Content/1500/Geneza_Marka.pdf

    >Kolejna istotna – i zastanawiająca – różnica między Markiem i Mateuszem (tym bardziej istotna i zastanawiająca, że pojawia się bezpośrednio przed fragmentem, który omówiłem wcześniej) dotyczy Mk 12,28-30 i MT 22, 34-38. U Mateusza brak fragmentu “Pan Bóg nasz, Pan jest jeden” oraz odpowiedzi faryzeuszy, która jest u Marka. Dlaczego to takie ważne? Po pierwsze, przywołany fragment Pwt 6,3-9 to swoiste wyznanie wiary Żydów (także w czasach Jezusa), nie tylko przykazanie (Jezus jest pytany o najważniejsze przykazanie). Wskazany tekst Powtórzonego Prawa jest całością i jako całość, jako jedno przykazanie traktuje go Jezus. Skrócenie go więc o tak ważny fragment nie mogło być przypadkowe. Zwłaszcza, że ważność pominiętego przez Mateusza fragmentu podkreślona jest u Marka przez zacytowanie przez “uczonego” Pwt 4,35: „Widziałeś to wszystko, byś poznał, że Pan jest Bogiem, a poza Nim nie ma innego”. Wymowa wspomnianych fragmentów Powtórzonego Prawa jest taka, że należy czcić i miłować wyłącznie jednego Boga, Jahwe. U Mateusza tego nie ma, bo skoro Jezus jest synem Boga poczętym za jego sprawą bez udziału mężczyzny, to i jemu należy się czczenie i miłość, opuszczony fragment psułby wymowę nauczania Mateusza.

    Odpowiedź:

    Znowu Boruszewski wyolbrzymia tu różnice, które tak naprawdę mają znaczenie jedynie dla niego. Mateusz po prostu przytoczył wszystkim znany tekst w nieco krótszej wersji i to wszystko. Nic więcej z tego nie wynika

    >Za to ten sam fragment bardzo dobrze współgra u Marka z Jezusem jedynie jako człowiekiem usynowionym przez Boga (metaforycznie) przy chrzcie.

    Odpowiedź:

    Dla Boruszewskiego usynowienie raz następuje przy chrzcie, kiedy indziej przy zmartwychwstaniu. Nadal nie widzi tej wieloetapowości tego procesu, co jest przejawem jego ograniczonego postrzegania

    >Tak więc kontekst, w jakim u Marka pojawia się pytanie o pochodzenie Mesjasza, dodatkowo wspiera tezę, że Markowi nie chodziło o wskazanie cudownego pochodzenia Jezusa.

    Odpowiedź:

    Oczywiście jeśli przyjmiemy wpierw razem z Boruszewskim taką sztuczną i odgórną tezę, która wcale z tekstów ewangelicznych już nie wynika

    >Mateusz i Łukasz.
    Co o pochodzeniu Jezusa sądzili Mateusz i Łukasz? Mateusz swoją Ewangelię zaczyna od słów “Rodowód Jezusa Chrystusa…”, a potem dochodzi do Józefa (“Jakub ojcem Józefa…”), czyli pisze wprost, że Jezus jest z rodu Dawida poprzez Józefa. Interpretacji wymaga to, jak rozumiał to pochodzenie, skoro jednocześnie kawałek dalej napisał, że Maria “znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego”.

    Odpowiedź:

    Świetne zaprzeczenie tezy Boruszewskiego, że pochodzenie od Józefa musi być biologiczne. Jak widać – dla Ewangelisty nie musi. Szach i mat w wykonaniu Mateusza

    >Podobnie u Łukasza: skoro Łukasz genealogię zaczyna od słów “Był, jak mniemano, synem Józefa, syna Helego”, w której dochodzi do Dawida (a nawet do Adama), to też najwyraźniej rodowód Jezusa wyprowadza po linii Józefa.

    Odpowiedź:

    I dodatkowo szach i mat w wykonaniu Łukasza: “był, jak mniemano, synem Józefa”. Dalszy komentarz zbyteczny

    >Interpretować trzeba dopiero to, jak Łukasz rozumiał pochodzenie Jezusa poprzez Józefa, skoro napisał potem: „Anioł Jej [Marii] odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym” (Łk 1,35).

    Prócz genealogii, także w innych miejscach swoich tekstów omawiani autorzy podkreślają pochodzenie Józefa z rodu Dawida, są to chociażby Mt 1,20 i Łk 1.27, z czego wynika, że skłaniali się ku wersji, że Jezus był adoptowanym synem Józefa i jako taki pochodził z rodu Dawida.

    Odpowiedź:

    Co za pech. A przecież miał być “biologicznym” synem Józefa, zdaniem Boruszewskiego. A tu takie teksty wprost temu zaprzeczające

    >Problem z tym jest taki, że z Ewangelii wynika, że nikt o tej domniemanej adopcji nie wiedział, skoro sądzono, że to Józef jest ojcem Jezusa.

    Odpowiedź:

    Nie jest to żaden problem. Adopcja tego nie wyklucza skoro jest właśnie przybraniem kogoś za swego syna

    >A skoro nikt nie wiedział, to skąd wiedzieli Mateusz i Łukasz, w dodatku kilkadziesiąt lat od śmierci Jezusa? Przecież także i wcześniejszy Paweł nic o tym nie wspomina, tak samo zresztą jak i Marek. (Tak naprawdę to i Mateusz i Łukasz o tym nie piszą wprost, to jest jedynie interpretacja ich tekstów).

    Odpowiedź:

    Znowu mamy tu błędne logicznie argumentowanie “z milczenia”. Skąd o tym wiedzieli? Od Matki Jezusa

    >Wygląda na to, że ta koncepcja pojawiła się później i pojawiła się w wyniku konieczności (czyli w celu) pogodzenia wersji pochodzenia Jezusa od Dawida poprzez Józefa z wersją cudownego poczęcia bez udziału mężczyzny. W tym ostatnim spory udział miało korzystanie przez nowotestamentowych autorów z błędnej interpretacji błędnego tłumaczenia Izajasza

    Odpowiedź:

    To są już tylko bezpodstawne domniemania Boruszewskiego i wcale on tego nie wie

    >wyraz “alma” oznacza młodą kobietę, niekoniecznie dziewicę w dzisiejszym znaczeniu tego słowa, a także kobietę niezamężną, czyjąś narzeczoną;
    rodzajnik “ha” przed “alma” wskazuje,, że chodzi o niewiastę konkretną, znaną prorokowi;
    młodość i stan wolny są wysunięte na plan pierwszy, a nie dziewictwo w dzisiejszym znaczeniu tego słowa;

    Odpowiedź:

    Co nie wyklucza też i znaczenia “alma” w sensie dziewicy. Takie było pierwotne etymologiczne pochodzenie terminu alma i wskazują na to analizy tekstów bliskowschodnich

    https://www.piotrandryszczak.pl/jan_lew_maria_dziewica.html

    >treść proroctwa, sposób w jaki zostało podane, konteksty czasowe, historyczne i polityczne wskazują, że mogło chodzić o potomka króla Achaza, do którego Izajasz swe proroctwo kierował, a w każdym razie o kogoś współczesnego Izajaszowi.
    Widać wyraźnie nałożenie na siebie dwóch tradycji, jednej wcześniejszej, drugiej późniejszej, co zrodziło niekonsekwencje w Ewangeliach Mateusza i Łukasza, i ich wymowę budzącą niepokój już na samym początku historii pochodzenia Jezusa.

    Odpowiedź:

    Przy czym nie widziałem żeby Boruszewski gdzieś tu jakąś “niekonsekwencję” wykazał. Co najwyżej znowu ją tylko arbitralnie zapostulował

    >Niepokój u czytelnika budzi bowiem już sam fakt złamania u Mateusza reguły X spłodził Y, bo spodziewając się – zgodnie z wcześniejszym schematem – tekstu „Józef zrodził Jezusa”, czyta „Jakub ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem” (Mt 1,1-17).

    Odpowiedź:

    Skoro Jezus narodził się z Dziewicy to Mateusz nie mógł napisać inaczej. I chyba tylko Boruszewski odczuwa “niepokój” czytając to bo ja nic o żadnym “niepokoju” tu nie wiem

    >Z koncepcją adopcji jest też i taki problem, że – jak czytamy w Jüdisches Lexikon z 1982 – pojęcie adopcji było nieznane w prawie żydowskim, brak „terminu prawnego, jak też określenia technicznego” dla takiej praktyki. W „Komentarzach historycznych do listu Św. Pawła do Galacjan”, Ramsay W. M. napisał: „pośród Żydów adopcja zaledwie istniała, lecz nie miała ważności. Kiedy mężczyzna zmarł bezdzietnie, to trwałość rodziny była zapewniona w inny sposób, poprzez lewirat. Z hebrajskiego punktu widzenia byli szanowani tylko synowie według krwi.”

    Odpowiedz
    • olek

      Ciąg dalszy mojej odpowiedzi (całość nie wchodzi):

      Odpowiedź:

      Nonsens. Laik, który przeczyta taki cytat w kontekście wywodów Boruszewskiego, od razu zrozumie to nie inaczej jak tylko potwierdzenie wywodów Boruszewskiego: adopcja nie istniała w starożytnym Izraelu. Jednakże sam fakt, że w starożytnym Izraelu adopcja nie istniała w jasno zdefiniowanej terminologii prawnej, nie oznacza jeszcze przecież, iż w ogóle nie stosowano takiej praktyki. Przeciwnie, jak podaje jeden z biblistów: „Adopcja była znana w okresie Starego Testamentu, mimo tego iż nie istniał specjalny termin techniczny” (M. Bednarz, Znaczenie rodowodu Jezusa w Ewangelii Mateusza, „Tarnowskie Studia Teologiczne”, t. VI (1977), s. 124). Potwierdza to zresztą cytowany wyżej przez Boruszewskiego Ramsay. W Starym Testamencie mamy nawet konkretne przykłady adopcji. O Esterze czytamy na przykład, że „nie miała ona ojca ani matki […], a gdy umarli jej ojciec i matka, przyjął ją Mardocheusz za córkę” (Est 2,7 – BT; por. też Est 2,15; Rdz 15,3; 16,2; 30,9-13; 48,5; Dz 7,21). Jak widzimy, adopcja jak najbardziej zdarzała się w starożytnym Izraelu, mimo braku ścisłych definicji prawnych w tej dziedzinie. Adopcja nie była w starożytności obca również narodom, wśród których musieli żyć Żydzi. Stosowali ją Rzymianie, którzy traktowali adoptowanych tak jak własnych synów. Przykład takiej sytuacji możemy znaleźć na tablicy znanego rzymskiego rodu Antoninów, z tytułami “filiinepotes”, “pronepotes” i “abnepotes”, gdzie drzewo adoptowanych sięga aż do piątego pokolenia. Podobnie, arabskie plemiona zamieszkujące rejon Moah nie tylko adoptują swych potomków, ale wręcz traktują ich jak synów krwi, którzy są uważani za pełnoprawnych członków dalszej generacji w drzewie genealogicznym (por. J. Teodorewicz, “Od Betleem do Nazaretu”, Poznań – Warszawa – Wilno – Lublin 1932, s. 169; por. też: M. Bednarz, Znaczenie rodowodu Jezusa w Ewangelii Mateusza, art. cyt., s. 124). Arabowie są tak samo jak Żydzi Semitami, co nie jest bez znaczenia, ponieważ na pewno kultury te w starożytności rozwijały swe prawo i pojęcia z tym związane w bliskiej wzajemnej łączności. Adopcję znały również starożytne prawodawstwa asyro-babilońskie (kultura również bardzo bliska kulturze semickiej), greckie i rzymskie, o czym częściowo wspomniano wyżej (por. J. Łach, J. Łach, Historyczność genealogii Jezusa w Mt 1,1-11, „Studia Theologica Varsaviensia”, rok 15 (1977) nr 1, s. 33; por. też: tenże, Jezus, syn Dawida, Warszawa 1973, s. 145, przyp. 34)

      >Żeby obronić tezę, że Łukasz uważał, że Jezus z rodu Dawida pochodził po linii Marii, niektórzy chrześcijańscy apologeci wskazują na Łk 1, 31-35: “Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca». Na to Maryja rzekła do anioła: «Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?» Anioł Jej odpowiedział: «Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym.” Pochodzenie od Dawida wynikać tu ma z dwóch faktów: 1) Maria zachodzi w ciążę dzięki zstąpieniu na nią Ducha Świętego i nie zaznając mężczyzny, 2) Dawid jest nazwany praojcem dziecka, czyli dziecko pochodzić będzie z rodu Dawida. Skoro tak, to Maria jest tą, po której Jezus dziedziczy rodowód od Dawida, bo mowa tu jest o pochodzeniu według ciała.

      Odpowiedź:

      Mocne. Co z tym Boruszewski zrobi i jak to zneutralizuje? Zaraz zobaczymy

      >Jak to wytłumaczyć, skoro w innych miejscach Łukasz wprost pisze o pochodzeniu Józefa z rodu Dawida i to najwyraźniej po to, żeby wykazać, że Jezus pochodzi od Dawida?

      Odpowiedź:

      Znowu jest to tylko arbitralna interpretacja Boruszewskiego

      >Według mnie Łukasz po prostu nie widział w swoim tekście takiego wynikania, jakie widzą chrześcijańscy apologeci, nie było jego zamiarem przemycenie poglądu, że Jezus z rodu Dawida pochodzi po linii Marii. Tym bardziej jest to zasadny wniosek, że przecież i w omawianym fragmencie Łukasz cały czas może mieć na myśli pochodzenie Jezusa od Dawida poprzez Józefa, skoro swoją opowieść zaczyna od słów: „W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida”.

      Odpowiedź:

      Słabe to. Skoro Łukasz napisał w przytoczonym wyżej przez Boruszewskiego fragmencie, że Jezus począł się przez ojca i jednocześnie jego praojcem jest Dawid, to jak najbardziej pochodzenie Jezusa od Dawida dokonuje się przez Marię. I jak widać – Boruszewski nie bardzo wie co zrobić z fragmentem Łukasza w tym miejscu

      >Skąd Ewangeliści mieliby dowiedzieć się (zapewne poprzez pośredników) o cudownym poczęciu Jezusa? Ponieważ Jezus był powszechnie uważany za syna Józefa, to trzeba by przyjąć, że Maria trzymała w tajemnicy jego prawdziwe ojcostwo, w dodatku także przed rodziną, skoro ta w Jezusa nie wierzyła, co zaświadcza Jan: „Bo nawet Jego bracia nie wierzyli w Niego. ” (J 7,5). U Marka, Mateusza i Łukasza relacje w rodzinie Jezusa też wyglądają nienajlepiej, z czego również można wnioskować, że o jego cudownym pochodzeniu jego bliscy nic nie wiedzieli.

      Odpowiedź:

      Teoretycznie jest to możliwe bo czemu nie. Najwyraźniej ewangeliści o cudownym poczęciu Jezusa dowiedzieli się od Marii i było to w pełni wyjawione dopiero po zmartwychwstaniu Jezusa

      >W pewnym momencie Maria wyjawia tajemnicę – kiedy to się mogło stać? Jeśli przyjmiemy, że Paweł i Marek nie znają koncepcji cudownego poczęcia,

      Odpowiedź:

      Wcale nie musimy tego przyjmować bo z niczego to nie wynika. Znowu Boruszewski argumentuje tu błędnie “z milczenia” i jest to logicznie niepoprawne wnioskowanie

      >musiała mieć wtedy około 80 lat, czyli jak na tamte czasy byłaby kobietą mocno wiekową, jeżeli jeszcze w ogóle wtedy jeszcze by żyła, co jest bardzo wątpliwe.

      Odpowiedź:

      Ale wciąż jak najbardziej możliwe. Tak stary wiek nie był nawet w starożytności jakąś wielką przeszkodą w działaniu. Aziz S. Atiya w swej “Historii Kościołów Wschodnich” (Warszawa 1978) odnotowuje (s. 163), że jeden z mnichów ascetycznych, żyjący do roku 556, dożył wieku 105 lat. Zdarzało się jak widać wtedy nawet takim co się nie oszczędzali

      Warto tu dodać, że Maria wcale nie musiała powiedzieć ewangelistom o cudownym poczęciu Jezusa dopiero gdy miała 80 lat. To założenie jest naciągane. Mogła to zrobić dużo wcześniej. Nie ma dowodów na późną datację Ewangelii

      https://opoka.org.pl/biblioteka/T/TB/jl_papirusy2010.html

      https://www.apologetyka.info/ateizm/recenzja-ksiazki-johna-at-robinsona-redating-the-new-testament,1251.htm

      >Jej wyznanie musiałoby też wprowadzić do poglądów na temat Jezusa niemałe zamieszanie, wręcz rewolucję, więc bardzo dziwne jest milczenie na ten temat pism nowotestamentowych. W przypadku pustego grobu i ukazywania się Jezusa, nowotestamentowi autorzy nie poprzestają na stwierdzeniu faktu zmartwychwstania, ale starają się go uwiarygodnić poprzez podanie szczegółów, tymczasem tu mamy zadziwiające milczenie. Samo w sobie niczego nie dowodzi, niemniej jednak musi budzić zdziwienie zważywszy na okoliczności.

      Odpowiedź:

      Nie ma żadnych podstaw do stwierdzenia, że “Jej wyznanie musiałoby też wprowadzić do poglądów na temat Jezusa niemałe zamieszanie, wręcz rewolucję”. Jest to zupełnie bezpodstawna teza. Skoro taka koncepcja była już znana z 7 rozdziału księgi Izajasza to nie było tu nic “rewolucyjnego” dla Żydów

      >Kolejną poszlaką każącą wątpić w przechowywanie przez Marię w swej pamięci historii poczęcia Jezusa, a potem jej przekazanie uczniom i apostołom, jest obraz relacji rodzinnych, jaki wyłania się z Ewangelii. Jest u Marka pewien kontrowersyjny co do tłumaczenia, a zarazem istotny fragment, a mianowicie Mk 3, 21. Powołam się tutaj na przywoływanego już wcześniej Pawła Janiszewskiego, który w książce “Panthera – ojciec Jezusa…” napisał 12: „Określenie jest dość jednoznaczne, chodzi bowiem o rodzinę – bliskich, którzy przyszli z Nazaretu do miejscowości, gdzie przebywał Jezus, żeby go schwytać (dosłownie „opanować”, „zawładnąć”). Potem następuje wyjaśnienie, dlaczego chcą tak postąpić. Czasownik (3 pl. imp. act.) oznacza, że tymi „powiadającymi”, iż oszalał, byli, czyli jego własna rodzina.”

      Odpowiedź:

      Nie ma tu nic dziwnego i Janiszewski słabo to przemyślał. Opisany epizod u Marka zdradza jakieś niepokoje odnośnie Jezusa i związane z tym nastawienie krewnych zmieniało się. Być może z powodu Jezusa przez chwilę był nawet zagrożony byt rodziny Jezusa i jej bezpieczeństwo, stąd ich przejściowe irracjonalne zachowania o których wspomina Marek (“nie wierzyli w Niego”). Nic więcej z tego tekstu nie wynika

      >Także inne fragmenty Nowego Testamentu wskazują na stosunki dalekie od tego, czego powinniśmy się spodziewać po „świętej” rodzinie: Mk 6,4; Mt 19,29; Mt 10 34-37; Łk 8, 20-21; Łk 11, 27-28; Łk 12, 49-53; Łk 14, 25-26; J 2,4. Zwłaszcza u Łukasza można nawet zasadnie wnioskować oskarżanie przez Jezusa swojej matki, że nie jest należycie pobożna:

      „Oznajmiono Mu: «Twoja Matka i bracia stoją na dworze i chcą się widzieć z Tobą». Lecz On im odpowiedział: «Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je».” (Łk 8, 20-21)

      „Gdy On to mówił, jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do Niego: «Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś». Lecz On rzekł: «Owszem, ale przecież błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je». ”(Łk 11, 27-28)

      Odpowiedź:

      Teksty te wcale tego nie mówią co wdrukowuje w nie Boruszewski. Wyrywanie z kontekstu tych fragmentów jest tak powszechne, że odeślę w tym miejscu po prostu do opracowań

      https://piotrandryszczak.pl/17.html (punkt 17.14)

      >To wszystko jest niespójne z innymi fragmentami Nowego Testamentu, w których czytamy, że o cudowności Jezusa wiedzieli nie tylko Maria i Józef, ale także: słynni trzej magowie (czy też mędrcy) zwani królami oraz ludzie, z którymi rozmawiali w Jerozolimie (Mt 2,1-12), pasterze (Łk 2, 8-20), Symeon, „człowiek prawy i pobożny” (Łk 2,25-32) i prorokini Anna (Łk 2,36-38). Zadziwiające jest przy tym, że Józef i Maria – którzy przecież najlepiej wiedzieli kim jest Jezus – dziwili się temu, co o nim mówiono (Łk 2,33)

      Odpowiedź:

      “Dziwili się” to dość pojemny termin i wcale nie wynika z niego, jak chce Boruszewski, że nie wierzyli w cudowność Jezusa. Nie ma tu więc niespójności. Powtórzę to co pisałem wyżej: opisane epizody rodzinne u ewangelistów zdradzają jakieś niepokoje odnośnie Jezusa i związane z tym nastawienie krewnych zmieniało się. Być może z powodu Jezusa przez chwilę był nawet zagrożony byt rodziny Jezusa i jej bezpieczeństwo, stąd ich przejściowe irracjonalne zachowania o których wspomina Marek (“nie wierzyli w Niego”). Nic więcej z tego tekstu nie wynika bo nawet nie wiadomo z tego fragmentu w co dokładnie “nie wierzyli” w danym momencie

      >W pewnym sensie Nowy Testament jest opowieścią o ludzkim niedowiarstwie w czasach powszechnej łatwowierności. Sytuację mamy bowiem taką, że rodzina Jezusa nie wierzy w niego i to pomimo cudów, jakich dokonuje i pomimo przejawiania wyjątkowej mądrości w dzieciństwie, jak twierdzi Łukasz. Sądząc po opowieściach Łukasza, można sobie wyobrazić Jezusa jako wyjątkowe dziecko, potem wyjątkowego młodzieńca, na koniec wyjątkowego mężczyznę. Tę inność widzą bliscy, widzą cuda, mimo to w Jezusa nie wierzą aż do jego zmartwychwstania (przy czym z uwierzeniem w zmartwychwstanie uczniowie i apostołowie też mieli nie mały problem). Wiarygodność tych opowieści każdy musi ocenić sam w swoim sumieniu i wedle swego doświadczenia, wiedzy oraz tego, co mu intuicja podpowiada, bo żaden z poglądów nigdy nie będzie miał statusu udowodnionej tezy, a jedynie mniej lub bardziej wiarygodnej hipotezy opartej jedynie na poszlakach.

      Odpowiedź:

      Powtórzę więc: Opisane epizody rodzinne u ewangelistów zdradzają jakieś niepokoje odnośnie Jezusa i związane z tym nastawienie krewnych zmieniało się. Być może z powodu Jezusa przez chwilę był nawet zagrożony byt rodziny Jezusa i jej bezpieczeństwo, stąd ich przejściowe irracjonalne zachowania o których wspomina Marek (“nie wierzyli w Niego”). Nic więcej z tego tekstu nie wynika bo nawet nie wiadomo z tego fragmentu w co dokładnie “nie wierzyli” w danym momencie

      >Na koniec przypomnijmy sobie o ebionitach 13 wczesnym nurcie judeochrześcijańskim. Dla tematu niniejszego artykułu najistotniejsze są tu dwie sprawy. Jak twierdzi wspominany już wcześniej J. Danielou („Historia Kościoła”, Jean Danielou, Henri Irenee Marrou, „Teologia Judeochrześcijańska”, J. Danielou), ebionici wprawdzie uznawali w Jezusie Chrystusa, ale mieli go za człowieka urodzonego z Józefa i Marii (czyli wyznawali w kwestii pochodzenia Jezusa pogląd odmienny od koncepcji cudownego poczęcia), zaś momentem, w którym na Jezusa zstąpił boski pierwiastek, był według nich chrzest w Jordanie (czyli jak u Marka).

      Druga sprawa to umiejscowienie w czasie tego odłamu judeochrześcijańskiego. Tutaj poglądy są różne, J. Danielou na przykład (ale nie tylko on) umiejscawia ich grubo przed rokiem 70-tym, ale są i tacy, którzy ich pojawienie się (oraz poglądów przez nich reprezentowanych) przesuwają na czasy późniejsze. Jeśli rację ma J. Danielou (i jemu podobni), istnienie ebionitów z ich poglądem, że Jezus miał pochodzenie czysto ludzkie, wspiera tezę, że pierwotnym poglądem wyznawców Jezusa nie było cudowne poczęcie, ale zwykłe biologiczne spłodzenie, najpewniej przez Józefa, a ojcostwo Boga polegało na adoptowaniu Jezusa w czasie chrztu w Jordanie.

      Odpowiedź:

      Uzupełnijmy więc te informacje o kwestie, o których Boruszewski jak zwykle “zapomniał” wspomnieć czytelnikom: Ebionici byli heretykami i nie mamy ponadto żadnych ich pism, nie da się w żaden sposób ustalić ich poglądów i czy im czegoś błędnie nie przypisywano. Nie ma też jak odróżnić ich od wielu innych odłamów i ich poglądy były często mylone z innymi poglądami, a ponadto nie istnieją historyczne dowody na to, że ebionici byli potomkami członków pierwotnego Kościoła jerozolimskiego

    • AnBo

      > Widzę, że Boruszewski już tylko wciąż powtarza te same tezy, z którymi wielokrotnie polemizowałem, choćby w dyskusji pod innym tekstem > na Testimonia
      > https://testimonia.pl/porownanie-ewangelii-3-rodowod/

      > Mniej zorientowanych odsyłam też do polemik z Boruszewskim na forum Śfinia, gdzie było to samo i gdzie też wielokrotnie mu odpowiadano

      Odpowiadano, czy odpowiadałeś? Bo mnie się zdaje, że mamy do czynienia z tą samą osobą, tyle że występującą pod różnymi nickami. No ale mniejsza z tym. Ponieważ faktycznie wielokrotnie mi odpowiadano i wielokrotnie ja odpowiadającym (czy też odpowiadającemu) potem odpisywałem (czasami nie bezpośrednio ze względu na bardzo chamską formę prezentowaną przez mojego dyskutanta na śfini, na przykład “A ten tępy muł znowu wypełzł z nory”), a mój tekst jest obszerny i z mojej strony wyczerpuje temat, nie będę się powtarzać i nie odpowiem na wpis oleka. Kręcilibyśmy się w kółko, raczej nic nowego nie mamy sobie do powiedzenia. Dodam tylko, że dalsza część dyskusji na śfni wskazanej przez oleka miała miejsce tu: http://www.sfinia.fora.pl/apologia-kontra-krytyka-teizmu,5/pochodzenie-jezusa-wedlug-anbo,15281.html

      AnBo

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *