site-logo

Kto zrodził Jezusa czyli adopcjonizm kontra teologia cudownego poczęcia

20 lutego 2020
Andrzej Boruszewski
Andrzej Boruszewski
Andrzej Boruszewski, weteran internetowych dyskusji na tematy związane z Biblią najczęściej piszący pod nickiem anbo, autor kryminałów z cyklu „Łoś" (ebooki), miłośnik twórczości Franka Zappy.

Spis treści

Jeśli o mnie chodzi, to każdy, kto odczuwa potrzebę przynależenia do jakiejś religii, ma do tego prawo. Popieram to. Jednak byłbym wdzięczny, gdyby ludzie ci okazywali więcej szacunku tym, którzy nie podzielają ich poglądów, religijnego entuzjazmu i wiary w nekroegzystencję. 1 Frak Zappa, Takiego mnie nie znacie, przekł. R. Sudół, Wydawnictwo Alfa, Warszawa 1996, s. 263

Frank Zappa

Paweł

Poszukiwania najwcześniejszej wersji wierzeń wyznawców Jezusa na temat jego pochodzenia zacząć musimy od najwcześniejszych tekstów, jakimi dziś dysponujemy. Są nimi listy Pawła, w dalszej kolejności zaś Ewangelia Marka, następnie Ewangelie Mateusza i Łukasza. Taka kolejność jest obecnie poglądem dominującym wśród uczonych zajmujących się badaniem Nowego Testamentu, o czym zaświadczają tacy autorzy jak Geza Vermes 2 G. Vermes, Autentyczna Ewangelia Jezusa, przekł. J. Kołak, Kraków 2009, s. 14-15. oraz artykuły różnych badaczy, na przykład ks. Wojciecha Pikora 3 Duchowny katolicki specjalizujący się w biblistyce, https://www.religie.424.pl/powstanie-ksiag-nowego-testamentu,3391,article.html i ks. Piotra Bartnickiego 4Duchowny rzymskokatolicki, biblista; artykuł Problem synoptyczny dawniej i dzisiaj dostępny na stronie  … Czytaj dalej. Przyjmując taką kolejność oraz pogląd (również dominujący wśród badaczy), że przy pisaniu swoich wersji Ewangelii Mateusz i Łukasz korzystali z tekstu Marka, możemy nie tylko z dużym uprawdopodobnieniem odtworzyć pierwotne wierzenia pierwszych chrześcijan, ale także ich ewolucję.

Zanim przejdziemy do poglądów Pawła zawartych w jego listach, przypatrzmy się okolicznościom, w jakich Paweł głosił swoją naukę. Otóż przez jakiś czas nauczał w synagogach i przed świątynią w Jerozolimie, co zresztą czynili także inni apostołowie (Dz 3,1; Dz 13,5; Dz 14,1; Dz 19,13). Nauczał tam o Jezusie jako Mesjaszu i w tym kontekście tytułował go Synem Bożym. Skoro wyznawcy Jezusa mogli tam nauczać, to bez wątpienia nie głosili tam niczego, co godziłoby w żydowski monoteizm, a to znaczy z kolei, że najpewniej nie głosili tam nauki o cudownym poczęciu Jezusa za sprawą Boga i zarazem bez udziału mężczyzny.

Jak pisze Mariusz Rosik, polski duchowny katolicki, biblista, profesor nauk teologicznych, wykładowca na papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu, “Zdaniem Żydów, którzy nie weszli do Kościoła, zdecydowanie nie do pogodzenia z przekonaniami judaizmu w różnych jego odmianach i nurtach był pogląd głoszony przez chrześcijan dotyczący bóstwa Chrystusa”. 5 http://www.mariuszrosik.pl/?p=7785 Nie tylko sama niemożliwość głoszenia w synagogach czegokolwiek, co godziłoby w żydowski monoteizm, każe nam mocno wątpić w to, by w czasach Pawła istniało już przekonanie o cudownym pochodzeniu Jezusa. Także Dzieje Apostolskie nam to podpowiadają, skoro: „A co szabat rozprawiał w synagodze i przekonywał tak Żydów, jak i Greków. Kiedy Sylas i Tymoteusz przyszli z Macedonii, Paweł oddał się wyłącznie nauczaniu i udowadniał Żydom, że Jezus jest Mesjaszem. A kiedy się sprzeciwiali i bluźnili, otrząsnął swe szaty i powiedział do nich: «Krew wasza na waszą głowę, jam nie winien. Od tej chwili pójdę do pogan»” (Dz 18,4-6) 6 Wszystkie cytaty pochodzą z Biblii Tysiąclecia, http://www.biblia.deon.pl/ . W przytoczonym fragmencie Paweł naucza jedynie, że Jezus jest zapowiedzianym Mesjaszem, a już Żydzi się takiemu poglądowi sprzeciwiają, więc łatwo sobie wyobrazić, co by było, gdyby głosił fizyczne ojcostwo Boga wobec Jezusa.

Inne nauki, które budziły sprzeciw Żydów, to nauczanie o zmartwychwstaniu (Dz 23,6-7; Dz 24,20-21) i królestwie Bożym (Dz 19,8-10). Także poganie w Atenach źle przyjmowali nauczanie o zmartwychwstaniu. Z tego powodu Paweł został wyśmiany (Dz 17,31-32). W Rzymie z kolei Żydzi odrzucili dowodzenie Pawła, że z Prawa i Proroków wynika, że Jezus to zapowiedziany Mesjasz, odrzucili też „świadectwa o królestwie Bożym” (Dz 28,23-24). Z kolei w Dz 26, 20-23 czytamy, że Żydzi chcieli Pawła zabić za to, że nawoływał „najprzód mieszkańców Damaszku i Jerozolimy, a potem całej ziemi judzkiej, i pogan, aby pokutowali i nawrócili się do Boga, i pełnili uczynki godne pokuty”. Kawałek dalej stwierdza, że nie głosił „nic ponad to, co przepowiedzieli Prorocy i Mojżesz, że Mesjasz ma cierpieć, że pierwszy zmartwychwstanie, że głosić będzie światło zarówno ludowi, jak i poganom».” (Dz 26,22-23). Najkrócej mówiąc: nie ma z czego wnioskować, że Paweł nauczał o cudownym pochodzeniu Jezusa.

Inni apostołowie, jeśli wierzyć Dziejom Apostolskim, też nie głosili niczego zdrożnego z punktu widzenia żydowskich kapłanów, bo kiedy Piotr i Jan przemawiali do ludu i zostali zatrzymani, a następnie przesłuchani przez arcykapłana Annasza, Kajfasza, Jana, Aleksandra i innych z rodu arcykapłańskiego, to po przesłuchaniu wypuszczono ich na wolność “ze względu na lud” oraz dlatego, że nie znaleziono żadnej podstawy do wymierzenia im kary (Dz 4,1-23). Podobna sytuacja dotycząca apostołów opisana jest w Dz 5,17-24). Wypuszczenie na wolność nie byłoby możliwe, gdyby apostołowie nauczali o czymś, co w jakikolwiek sposób naruszałoby żydowski monoteizm.

Trudno z kolei wyobrazić sobie, by nauczali pomijając tak ważny aspekt, jak bezpośrednie ojcostwo Boga wobec Jezusa, bo dlaczego mieliby to robić? Przecież cieszyli się, gdy cierpieli dla imienia Jezusa (Dz 5,41), czyli nie obawiali się prześladowań. Paweł nawet gotów był umrzeć za swoją wiarę: „Wtedy Paweł odpowiedział: «Co robicie? Dlaczego płaczecie i rozdzieracie mi serce? Ja przecież gotów jestem nie tylko na więzienie, ale i na śmierć w Jerozolimie dla imienia Pana Jezusa».” (Dz 21,13). Taką śmierć poniósł zresztą Szczepan i nie była to śmierć spowodowana głoszeniem cudownego poczęcia Jezusa. Zarzuty, jakie przeciw niemu wysunięto dotyczyły tego, że „Jezus Nazarejczyk zburzy to miejsce i pozmienia zwyczaje, które nam Mojżesz przekazał” (Dz 6,14). Według autora były to zarzuty spreparowane („tam postawili fałszywych świadków, którzy zeznali”, Dz 6,13), z czego wynika, że gdyby Żydzi chcieli, to fałszywie oskarżyliby Pawła i innych o głoszenie nauki o ojcostwie Boga wobec Jezusa, a skoro tego nie zrobili, to znaczy, że nawet nie przyszło im to do głowy, z czego z kolei wynika, że nawet nie było pogłosek o takim nauczaniu przez pierwszych chrześcijan.

Jest możliwe, że Paweł znał koncepcję o cudownym poczęciu i wierzył w nią, ale przewidując reakcje Żydów, nie nauczał o niej w synagogach, czyli cudowne poczęcie Jezusa było najściślej skrywanym sekretem wczesnego chrześcijaństwa. Jest to jednak możliwość czysto teoretyczna, bo w pismach Nowego Testamentu nie ma śladu takiej taktyki, a przecież twórca chrześcijaństwa potrafił być elastyczny, czego dowodem rozgrywanie faryzeuszy przeciw saduceuszom (Dz 23,6-9) oraz jego rady dotyczące odmiennego zachowania wobec Żydów i pogan, które jednak nie dotyczyły głoszenia nauk o Jezusie (1 Kor 8,9-12; 1 Kor 9, 20-23; 1 Kor 10,25-33).

O ile jeszcze Paweł miałby powód, by nie nauczać w synagogach o cudownym pochodzeniu Jezusa, to nie ma jak wytłumaczyć braku takiego nauczania w jego listach skierowanych do wyznawców Jezusa oraz w nauczaniu pogan opisanych w Dziejach Apostolskich (chociażby wspomniany już fragment Dz 17,31-32). Teoretyczna możliwość, że nie zachowały się listy, w których to robił, jest zupełnie nieprzekonująca z uwagi na wagę zagadnienia. Trudno by było wytłumaczyć, że nauczając o Jezusie – a powołuje się przy tym na proroctwa (Rz 1,1) oraz naukę, którą przejął od apostołów (1 Kor 15,3) – nie poruszył tematu tak ważnego.

Zgoda, że Pawła mało interesuje Jezus sprzed ukrzyżowania, dla niego ukrzyżowanie i zmartwychwstanie to najważniejsze wydarzenia, to wokół nich buduje całą swoją naukę o Jezusie, ale przecież cudowne poczęcie za sprawą Boga i bez udziału mężczyzny to sprawa niebagatelna, to przecież kluczowy argument dla twierdzenia, że Jezus to Syn Boży w innym znaczeniu niż metaforyczne/adopcjonistyczne. To także kluczowa sprawa dla poglądu na to kim był/jest Jezus. Tak więc najlepszym wyjaśnieniem tego, że Paweł nie interesował się Jezusem sprzed zmartwychwstania jest to, że nie było tam dla Pawła nic ciekawego, bo nie znał (albo nie uznawał, ale to mniej prawdopodobne) nauki o cudownym poczęciu Jezusa.

Dodatkowo tam, gdzie prawdziwy twórca chrześcijaństwa mówi o pochodzeniu Jezusa, literalnie mówi o pochodzeniu z nasienia Dawida (Rz 1,3). Kogo Paweł mógł mieć na myśli, jeśli nie Józefa, o którym później Łukasz napisze, że – jak mniemano – był ojcem Jezusa (Łk 3,23)? Przecież nie mógł mieć na myśli ojca anonimowego, bo nie mógłby napisać o pochodzeniu od Dawida, pochodzenie ojca musiało być znane, więc i on sam musiał być znany. Drugim powodem, dla którego pierwsi wyznawcy Jezusa musieli uważać, że Jezus miał znanego ojca jest to, że nie uznaliby za Mesjasza kogoś, kto pochodził z nieprawego łoża: „Nie wejdzie syn nieprawego łoża do zgromadzenia Pana, nawet w dziesiątym pokoleniu nie wejdzie do zgromadzenia Pana.” (Pwt 23, 3).

Wziąwszy pod uwagę to wszystko, a także brak komentarza, który byłby konieczny, gdyby nie chodziło o coś oczywistego, trzeba domyślnie przyjąć, że Paweł miał na myśli właśnie coś oczywistego, czyli konkretnego mężczyznę, najpewniej Józefa. Tym bardziej, że kawałek dalej pisze o Jezusie: „ustanowionym według Ducha Świętości przez powstanie z martwych pełnym mocy Synem Bożym” (1 Rz 1,4). Tu – ani nigdzie indziej – autor Listu do Rzymian nie przypisuje Duchowi Świętemu takiej roli przy poczęciu Jezusa, jak później Mateusz i Łukasz. Mamy za to koncepcję adopcjonizmu: Bóg usynawia Jezusa „przez powstanie z martwych”, w tym sensie Jezus jest Synem Bożym. (Później także Mateusz i Łukasz właśnie Józefa wskażą na tego, który pochodzi z rodu Dawida jako tego, poprzez którego i Jezus od niego pochodzi: Mt 1,20 i Łk 1.27).

Obrońcy tezy, że Paweł pochodzenie Jezusa od Dawida upatrywał w pochodzeniu po linii Marii, czyli matki Jezusa, powołują się na brak wzmianki, że chodzi o mężczyznę (czyli może chodzić o kobietę) oraz na inne miejsca w tekstach Pawła, o których za chwilę. (Jest też i taka hipoteza, że Jezus był adoptowanym synem Józefa, ale tutaj tą hipotezą nie będę się zajmował, wspomnę o niej później.) Dlaczego mało prawdopodobna jest wersja, że w Rz 1,3 Paweł miał na myśli Marię? Pomijając, że Marii Paweł z imienia też nie wymienia, po pierwsze dlatego, że taka wersja pozwalałby snuć przypuszczenia, że Jezus pochodził z nieprawego łoża (skoro po matce pochodził z rodu Dawida, to co z ojcem, dlaczego się o nim nie wspomina?), więc należałoby to wyjaśnić, czego Paweł nie czyni. Po drugie użycie zwrotu „z nasienia” sugeruje, że wskazuje się na pochodzenie w linii męskiej.

Innym miejscem u Pawła, które według chrześcijańskich apologetów wskazuje na nauczanie przez Pawła, że Jezus poprzez Marię pochodzi z rodu Dawida, jest początek czwartego rozdziału Listu do Galatów: „Gdy jednak nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo.” (Ga 4,4−5). Jak pisze Paweł Janiszewski w swojej książce „Panthera – ojciec Jezusa…” 7Paweł Janiszewski, Panthera – ojciec Jezusa. Geneza idei, antyczne przekazy, późniejsze polemiki, Wydawnictwo Naukowe Sub Lupa, s. 8-9. … Czytaj dalej, zwrot „zrodzonego z niewiasty” podkreśla człowieczeństwo, a nie – jak to sugeruje „konfesyjna nauka” – dziewicze poczęcie. Co ma sugerować dziewicze poczęcie? Znowu brak wzmianki o  ziemskim ojcu, czyli mamy do czynienia jedynie z argumentem ex silentio, z niczym więcej. Tymczasem, jak pisze Janiszewski, Pawłowi chodzi  to, że „jest zrodzenie z ciała, czyli biologiczne pochodzenie, lecz jest też zrodzenie „z ducha” oznaczające Boże synostwo”.

To dobre miejsce, żeby napisać kilka słów o argumencie z ciszy. Jest to argument stosowany przez historyków, chociaż mający opinię słabego, czasami bardzo słabego, a nawet błędnego. Ma natomiast znaczenie jak się go stosuje, czyli co oprócz niego podaje się na poparcie swojej tezy oraz czy milczenie źródła dotyczy czegoś, o czym autor z uwagi na ważność tematu by napisał, gdyby o tym wiedział. Powodów milczenia autora na jakiś temat można zawsze podać wiele, ale nie każdy będzie tak samo wiarygodny, zwłaszcza, gdy się go zestawi z innymi argumentami. Każdorazowo ocena siły takiej argumentacji (podobnie zresztą jak i innych) zależeć będzie od subiektywnej opinii czytelnika.

Z wieloma wersjami momentu, kiedy Bóg usynowił Jezusa, apologeci chrześcijańscy radzą sobie w różny sposób. Jednym z argumentów jest twierdzenie, że usynowienie Jezusa było wieloetapowe. Pomijając, że to samo w sobie jest – delikatnie mówiąc – pomysłem dziwacznym, to jest to argument zupełnie nie mający oparcia w tekstach Nowego Testamentu. Zarówno Paweł jak i Marek (ale także Łukasz) wskazują konkretny czas usynowienia Jezusa.

U Pawła jest to związane ze zmartwychwstaniem, co wyraźnie widać zarówno w Rz 1,4 (użycie zwrotu „przez powstanie z martwych”), jak i Dz 13,32-33, gdzie zwrot z psalmu drugiego „Ty jesteś moim Synem” (Ps 2,7) pada w kontekście wcześniejszego „wskrzesiwszy Jezusa”. Nie bez znaczenia jest też fakt, że Paweł cytuje psalm w synagodze, gdzie nie mógłby głosić nic, co godziłoby w monoteizm żydowski, czyli synostwo Boże mogło zostać zaprezentowane jedynie jako metaforyczne, interpretacja słów o zrodzeniu syna nie mogła być jeszcze chrześcijańska.

Marek usynowienie wiąże też z konkretnym wydarzeniem, a jest nim chrzest w Jordanie (Mk 1,9-11). Dla Łukasza określenie Syn Boży miało z kolei związek z innym konkretnym wydarzeniem, a mianowicie z cudownym poczęciem: „Anioł Jej [Marii] odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym.” (Łk 1,35).

Marek

Następnym w kolejności autorem nowotestamentowym jest autor Ewangelii Marka. Swoją opowieść zaczyna – co znamienne – od chrztu Jezusa w Jordanie. Najwyraźniej dla niego w tym momencie Jezus stał się kimś więcej niż zwykłym człowiekiem, skoro napisał: „W owym czasie przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i przyjął od Jana chrzest w Jordanie. W chwili gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na siebie. A z nieba odezwał się głos: «Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie».” (Mk 1,9-11). Podobnie jak wcześniej u Pawła, ewidentnie mamy tu do czynienia z koncepcją adopcjonistyczną: Bóg usynawia Jezusa w momencie chrztu (u Pawła dopiero poprzez wskrzeszenie). Tak to prawdopodobnie widzieli też Mateusz i Łukasz, i dlatego swoje Ewangelie poprzedzili wstępami, które takiemu poglądowi zaprzeczają. Taką wersję wydarzeń preferował też J. Danielou, o czym pisze Paweł Janiszewski we wspomnianej już  książce “Panthera – ojciec Jezusa…” 8 P. Janiszewski powołuje się tu na J. Daniélou, Teologia judeochrześcijańska, przekł. S. Basista, Kraków 2002, s. 251−259 .

Moment chrztu Jezusa jest tu dla nas ważny z jeszcze jednego powodu. Otóż, jak pisze Marek, Jan Chrzciciel „głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów” (Mk 1,4), a ludzie „przyjmowali od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając [przy tym] swe grzechy”. Jeśli tak, to po co i dlaczego dał się ochrzcić Jezus, skoro – jak chcą chrześcijanie wierzący w cudowne poczęcie i boskość Jezusa – był bez grzechu? Ten paradoks najwyraźniej dostrzegł już Mateusz i – podobnie jak i dzisiejsi teolodzy i apologeci chrześcijańscy – starał się go jakoś wytłumaczyć. Stąd mamy u niego po pierwsze pytanie Jana Chrzciciela: „To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?” (Mt 3, 14), po drugie odpowiedź Jezusa (czyli wyjaśnienie paradoksu): „Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe” (Mt 3, 15). (Jeszcze dalej poszedł Jan, który nie opisał chrztu Jezusa przez Jana, jakby tego wydarzenia nie akceptował.)

Najłatwiej jednak chrzest Jezusa wytłumaczyć tak, że Jezus był zwykłym, grzesznym człowiekiem, który uwierzył w rychłe nadejście królestwa niebieskiego i postanowił się z tego powodu ochrzcić na odpuszczenie grzechów. Jest to też zgodne z nauczaniem Jana Chrzciciela przekazanym nam przez Mateusza: „W owym czasie wystąpił Jan Chrzciciel i głosił na Pustyni Judzkiej te słowa: «Nawróćcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie»” (Mt 3, 1-2) oraz późniejszym głoszeniem przez samego Jezusa nauki o bliskości królestwa niebieskiego: „Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: «Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!»” (Mk 1,14-15). Prawdopodobnie tak to też widział Marek i dlatego nie objaśnia zachowania Jezusa, jest ono dla niego czymś normalnym, nie wymagającym komentarza.

Powyższe zestawienie Marka i Mateusza jest mocną poszlaką wspierającą pogląd, że to Mateusz korzystał z Marka i go poprawiał, a nie odwrotnie. Przyjmując bowiem stanowisko odwrotne, musielibyśmy uznać, że Marek albo celowo zmienił Mateusza wycinając objaśnienie, żeby wymowa jego tekstu była inna, albo wyszło mu to niechcący, czyli nie był – delikatnie mówiąc – zbyt roztropny. Gdyby chodziło tylko o jeden taki przypadek, można by mówić o „wypadku przy pracy”, ale takich miejsc jest więcej, co w sumie daje nam zupełnie odmienną naukę o Jezusie od Mateuszowej (to samo dotyczy Łukasza).

Nowotestamentowi autorzy nie umówili się przecież kto co napisze, żeby w sumie powstała pełna nauka, ale pisali w różnych czasach i nie wiedzieli, że powstanie coś takiego jak kanon. Do tego Łukasz – co wynika z prologu jego Ewangelii – wiedział o istnieniu innych tekstów o Jezusie i najwyraźniej stwierdził, że mają niedostatki wymagające korekty, skoro napisał: „Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas, tak jak nam je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa. Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu, abyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci udzielono.” (Łk 1, 4). Kierunek zmian wskazuje na celowe działanie Łukasza (oraz Mateusza), żeby Marka dostosować do koncepcji cudownego poczęcia i tu i ówdzie wygładzić wymowę tekstu.

Weźmy na przykład fragment Mk 3,21: „Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: «Odszedł od zmysłów».” U Mateusza i Łukasza w ogóle nie mówi się o tym, że Jezus oszalał. U Marka krewni chcą Jezusa powstrzymać, u Mateusza porozmawiać (MT 12,47), u Łukasza chcieli się z nim widzieć, ale “nie mogli dostać się do Niego z powodu tłumu” (Łk 8,19-20).

Znamienny jest też słynny fragment o lekceważeniu proroka we własnym kraju. Mk 6,4: „A Jezus mówił im: «Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony».” Mateusz w swojej wersji pominął krewnych (Mt 13, 57), a Łukasz nie tylko krewnych ale także fragment „w swoim domu” (Łk 4, 24). Mielibyśmy przyjąć, że Marek celowo zmienił wizerunek Jezusa i jego krewnych, żeby ich ukazać w gorszym świetle? To raczej Mateusz i Łukasz wygładzili Marka, taki cel jest przynajmniej bardziej zrozumiały.

U Marka (i tylko u niego w NT) Jezusa identyfikuje się jako syna Marii: „Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?” (Mk 6,3). Mateusz i Łukasz tekst Marka poprawiają prawdopodobnie po to, by był zgodny z tradycją identyfikowania człowieka przez podanie imienia ojca, nie matki, bo Mateusz pisze “syn cieśli” (Mt 13,55), a Łukasz idzie jeszcze dalej i pisze “syn Józefa” (Łk 4,22). Być może zrobili tak także dlatego, że identyfikowanie Jezusa jako syna Marii mogło rodzić podejrzenia, że Jezus pochodzi z nieprawego łoża.

Niewykluczone, że tym kierowali się także ci, którzy tekst Marka przekazali w wersji „syn cieśli”. Za tezą, że takie wersje Marka istniały, według Bartha D. Ehrmana  przemawiają dwie sprawy 9 Bart D. Ehrman, Przeinaczanie Jezusa: kto i dlaczego zmieniał Biblię, Warszawa: Wydawnictwo CiS, 2009, s. 234. : 1) Orygenes w “Przeciw Celsusowi” powołując się na Ewangelie, twierdzi, że Jezus nie był cieślą, z czego według Ehrmana wynika, że Orygenes nie znał Ewangelii Marka z wersją “Jezus cieśla” lecz z wersją “syn cieśli”, 2) rękopis P 45, w którym według Ehrmana jest wersja „syn cieśli”. Argumentacja Ehrmana ma różne słabości, których tutaj omawiać nie będę. Według mnie jej słabość wynika głównie z tego, że Orygenes dysponował niewieloma rękopisami i to stosunkowo późnymi, niewątpliwie też kopiami, więc trudno coś pewniejszego sądzić po tych skąpych i stosunkowo późnych tekstach na temat tego, co w czasach Markowych sądzono o ojcostwie Jezusa. Dla nas więc ma znaczenie marginalne, pomocna może być jedynie przy badaniu Ewangelii pod kątem ich poprawiania celem nadania zmienianym fragmentom odpowiedniej wymowy.

Zakładając, że Ewangelia Marka dotarła do nas w brzmieniu, jakie jej nadał autor, musimy się zastanowić, co wynika z tego, że Marek określił Jezusa jako syna Marii, nie określił go jako syna Józefa? Prawdopodobnie nic. Możliwe, że nie wymienił Józefa, bo ten już nie żył. Z kontekstu wynika, że zamiarem Marka nie było wskazanie na brak ziemskiego ojca, ale wskazanie powodu, dla którego mieszkańcy rodzinnego miasta Jezusa nie uwierzyli w niego: znali go jako normalnego człowieka, podobnego do nich, niczym się nie wyróżniającego.

Kolejnym miejscem, które według chrześcijańskich apologetów wskazuje na to, że Marek znał i podzielał pogląd o cudownym pochodzeniu Jezusa, jest Mk 12, 35-37: „Nauczając w świątyni, Jezus zapytał: «Jak mogą twierdzić uczeni w Piśmie, że Mesjasz jest Synem Dawida? Wszak sam Dawid mówi w Duchu Świętym: Rzekł Pan do Pana mego: Siądź po prawicy mojej, aż położę nieprzyjaciół Twoich pod stopy Twoje. Sam Dawid nazywa Go Panem, skądże więc jest jego synem?» A wielki tłum chętnie Go słuchał.”

Jak zinterpretować ten fragment? Według Gezy Vermesa 10 G. Vermes, Autentyczna Ewangelia Jezusa, przekł. J. Kołak, Kraków 2009, s. 83-84 i s. 215 Jezus chciał wprawić w zakłopotanie “uczonych w Piśmie” i ich ośmieszyć. Czy przy okazji chciał powiedzieć, że jest synem Boga? Najprawdopodobniej nie, skoro nie zrozumieli tak tego słuchacze, gdyż “chętnie go słuchali”, a Żydzi takiej nauki na pewno nie słuchaliby chętnie. Do tego brak u Marka komentarza takiego wyznania, co jest bardzo dziwne wobec braku innych wskazań na Boże ojcostwo Jezusa w jego Ewangelii oraz rozbieżność z żydowską tradycją dotyczącą pochodzenia Mesjasza. Dlatego prawdopodobnie nie o to w tym tekście chodzi i Marek – jak i inni jemu współcześni Żydzi – nie interpretował tego fragmentu po chrześcijańsku, ale po żydowsku, w której to interpretacji nie ma mowy ani o preegzystującym Mesjaszu, ani o tym, że to nie tylko syn (potomek) Dawida, ale i Boga. Omawiany fragment można zinterpretować tak, że dla Marka Mesjasz to ktoś więcej niż potomek Dawida, to także syn Boga, ale nie w kontekście cudownego pochodzenia, ale zgodnego z usynowieniem w czasie chrztu w Jordanie.

Dodatkowym argumentem przeciwko chrześcijańskiej interpretacji omawianego fragmentu jest to, że u Marka pytanie Jezusa o to, „jak Mesjasz może być synem Dawida skoro…” jest retoryczne, nie jest skierowane do “uczonych w piśmie”, pada w świątyni w czasie nauczania (“Nauczając w świątyni, Jezus zapytał…”). U Mateusza (MT 12,41-46) ta opowieść jest nieco inna i zaczyna się od słów “Gdy faryzeusze byli zebrani, Jezus zadał im takie pytanie: Co sądzicie o Mesjaszu? Czyim jest synem?” Tutaj wprost postawiono problem, czyim synem jest Mesjasz? U Marka tego nie ma. W przypadku Mateusza zasadniejsze niż w przypadku Marka jest więc twierdzenie, że oprócz chęci ośmieszenia faryzeuszy, Mateusz przemyca też tezę, że Jezus jest synem Boga. Ponieważ Marek pierwszy napisał swój tekst i Mateusz z niego korzystał, najpewniej celowo go zmienił, żeby widać było jego określoną wymowę.

Kolejna istotna – i zastanawiająca – różnica między Markiem i Mateuszem (tym bardziej istotna i zastanawiająca, że pojawia się bezpośrednio przed fragmentem, który omówiłem wcześniej) dotyczy Mk 12,28-30 i MT 22, 34-38. U Mateusza brak fragmentu “Pan Bóg nasz, Pan jest jeden” oraz odpowiedzi faryzeuszy, która jest u Marka. Dlaczego to takie ważne? Po pierwsze, przywołany fragment Pwt 6,3-9 to swoiste wyznanie wiary Żydów (także w czasach Jezusa), nie tylko przykazanie (Jezus jest pytany o najważniejsze przykazanie). Wskazany tekst Powtórzonego Prawa jest całością i jako całość, jako jedno przykazanie traktuje go Jezus. Skrócenie go więc o tak ważny fragment nie mogło być przypadkowe. Zwłaszcza, że ważność pominiętego przez Mateusza fragmentu podkreślona jest u Marka przez zacytowanie przez “uczonego” Pwt 4,35: „Widziałeś to wszystko, byś poznał, że Pan jest Bogiem, a poza Nim nie ma innego”. Wymowa wspomnianych fragmentów Powtórzonego Prawa jest taka, że należy czcić i miłować wyłącznie jednego Boga, Jahwe. U Mateusza tego nie ma, bo skoro Jezus jest synem Boga poczętym za jego sprawą bez udziału mężczyzny, to i jemu należy się czczenie i miłość, opuszczony fragment psułby wymowę nauczania Mateusza. Za to ten sam fragment bardzo dobrze współgra u Marka z Jezusem jedynie jako człowiekiem usynowionym przez Boga (metaforycznie) przy chrzcie. Tak więc kontekst, w jakim u Marka pojawia się pytanie o pochodzenie Mesjasza, dodatkowo wspiera tezę, że Markowi nie chodziło o wskazanie cudownego pochodzenia Jezusa.

Mateusz i Łukasz

Co o pochodzeniu Jezusa sądzili Mateusz i Łukasz? Mateusz swoją Ewangelię zaczyna od słów “Rodowód Jezusa Chrystusa…”, a potem dochodzi do Józefa (“Jakub ojcem Józefa…”), czyli pisze wprost, że Jezus jest z rodu Dawida poprzez Józefa. Interpretacji wymaga to, jak rozumiał to pochodzenie, skoro jednocześnie kawałek dalej napisał, że Maria “znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego”. Podobnie u Łukasza: skoro Łukasz genealogię zaczyna od słów “Był, jak mniemano, synem Józefa, syna Helego”, w której dochodzi do Dawida (a nawet do Adama), to też najwyraźniej rodowód Jezusa wyprowadza po linii Józefa. Interpretować trzeba dopiero to, jak Łukasz rozumiał pochodzenie Jezusa poprzez Józefa, skoro napisał potem: „Anioł Jej [Marii] odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym” (Łk 1,35).

Prócz genealogii, także w innych miejscach swoich tekstów omawiani autorzy podkreślają pochodzenie Józefa z rodu Dawida, są to chociażby Mt 1,20 i Łk 1.27, z czego wynika, że skłaniali się ku wersji, że Jezus był adoptowanym synem Józefa i jako taki pochodził z rodu Dawida. Problem z tym jest taki, że z Ewangelii wynika, że nikt o tej domniemanej adopcji nie wiedział, skoro sądzono, że to Józef jest ojcem Jezusa. A skoro nikt nie wiedział, to skąd wiedzieli Mateusz i Łukasz, w dodatku kilkadziesiąt lat od śmierci Jezusa? Przecież także i wcześniejszy Paweł nic o tym nie wspomina, tak samo zresztą jak i Marek. (Tak naprawdę to i Mateusz i Łukasz o tym nie piszą wprost, to jest jedynie interpretacja ich tekstów).

Wygląda na to, że ta koncepcja pojawiła się później i pojawiła się w wyniku konieczności (czyli w celu) pogodzenia wersji pochodzenia Jezusa od Dawida poprzez Józefa z wersją cudownego poczęcia bez udziału mężczyzny. W tym ostatnim spory udział miało korzystanie przez nowotestamentowych autorów z błędnej interpretacji błędnego tłumaczenia Izajasza 11Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel”(Iz 7:14). Według wielu teologów, także … Czytaj dalej

Widać wyraźnie nałożenie na siebie dwóch tradycji, jednej wcześniejszej, drugiej późniejszej, co zrodziło niekonsekwencje w Ewangeliach Mateusza i Łukasza, i ich wymowę budzącą niepokój już na samym początku historii pochodzenia Jezusa. Niepokój u czytelnika budzi bowiem już sam fakt złamania u Mateusza reguły X spłodził Y, bo spodziewając się – zgodnie z wcześniejszym schematem – tekstu „Józef zrodził Jezusa”, czyta  „Jakub ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem” (Mt 1,1-17 ).

Z koncepcją adopcji jest też i taki problem, że – jak czytamy w Jüdisches Lexikon z 1982 – pojęcie adopcji było nieznane w prawie żydowskim, brak „terminu prawnego, jak też określenia technicznego” dla takiej praktyki. W „Komentarzach historycznych do listu Św. Pawła do Galacjan”, Ramsay W. M. napisał: „pośród Żydów adopcja zaledwie istniała, lecz nie miała ważności. Kiedy mężczyzna zmarł bezdzietnie, to trwałość rodziny była zapewniona w inny sposób, poprzez lewirat. Z hebrajskiego punktu widzenia byli szanowani tylko synowie według krwi.”

Żeby obronić tezę, że Łukasz uważał, że Jezus z rodu Dawida pochodził po linii Marii, niektórzy chrześcijańscy apologeci wskazują na Łk 1, 31-35: “Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca». Na to Maryja rzekła do anioła: «Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?» Anioł Jej odpowiedział: «Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym.” Pochodzenie od Dawida wynikać tu ma z dwóch faktów: 1) Maria zachodzi w ciążę dzięki zstąpieniu na nią Ducha Świętego i nie zaznając mężczyzny, 2) Dawid jest nazwany praojcem dziecka, czyli dziecko pochodzić będzie z rodu Dawida. Skoro tak, to Maria jest tą, po której Jezus dziedziczy rodowód od Dawida, bo mowa tu jest o pochodzeniu według ciała.

Jak to wytłumaczyć, skoro w innych miejscach Łukasz wprost pisze o pochodzeniu Józefa z rodu Dawida i to najwyraźniej po to, żeby wykazać, że Jezus pochodzi od Dawida? Według mnie Łukasz po prostu nie widział w swoim tekście takiego wynikania, jakie widzą chrześcijańscy apologeci, nie było jego zamiarem przemycenie poglądu, że Jezus z rodu Dawida pochodzi po linii Marii. Tym bardziej jest to zasadny wniosek, że przecież i w omawianym fragmencie Łukasz cały czas może mieć na myśli pochodzenie Jezusa od Dawida poprzez Józefa, skoro swoją opowieść zaczyna od słów: „W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida”.

Skąd Ewangeliści mieliby dowiedzieć się (zapewne poprzez pośredników) o cudownym poczęciu Jezusa? Ponieważ Jezus był powszechnie uważany za syna Józefa, to trzeba by przyjąć, że Maria trzymała w tajemnicy jego prawdziwe ojcostwo, w dodatku także przed rodziną, skoro ta w Jezusa nie wierzyła, co zaświadcza Jan: „Bo nawet Jego bracia nie wierzyli w Niego. ” (J 7,5). U Marka, Mateusza i Łukasza relacje w rodzinie Jezusa też wyglądają nienajlepiej, z czego również można wnioskować, że o jego cudownym pochodzeniu jego bliscy nic nie wiedzieli.

W pewnym momencie Maria wyjawia tajemnicę – kiedy to się mogło stać? Jeśli przyjmiemy, że Paweł i Marek nie znają koncepcji cudownego poczęcia, musiała mieć wtedy około 80 lat, czyli jak na tamte czasy byłaby kobietą mocno wiekową, jeżeli jeszcze w ogóle wtedy jeszcze by żyła, co jest bardzo wątpliwe. Jej wyznanie musiałoby też wprowadzić do poglądów na temat Jezusa niemałe zamieszanie, wręcz rewolucję, więc bardzo dziwne jest milczenie na ten temat pism nowotestamentowych. W przypadku pustego grobu i ukazywania się Jezusa, nowotestamentowi autorzy nie poprzestają na stwierdzeniu faktu zmartwychwstania, ale starają się go uwiarygodnić poprzez podanie szczegółów, tymczasem tu mamy zadziwiające milczenie. Samo w sobie niczego nie dowodzi, niemniej jednak musi budzić zdziwienie zważywszy na okoliczności.

Kolejną poszlaką każącą wątpić w przechowywanie przez Marię w swej pamięci historii poczęcia Jezusa, a potem jej przekazanie uczniom i apostołom, jest obraz relacji rodzinnych, jaki wyłania się z Ewangelii. Jest u Marka pewien kontrowersyjny co do tłumaczenia, a zarazem istotny fragment, a mianowicie Mk 3, 21. Powołam się tutaj na przywoływanego już wcześniej Pawła Janiszewskiego, który w książce “Panthera – ojciec Jezusa…” napisał 12 Paweł Janiszewski, Panthera – ojciec Jezusa. Geneza idei, antyczne przekazy, późniejsze polemiki, Wydawnictwo Naukowe Sub Lupa, s. 21-22 : „Określenie οἱ παρ’ αὐτοῦ jest dość jednoznaczne, chodzi bowiem o rodzinę − bliskich, którzy przyszli (ἐξῆλθον) z Nazaretu do miejscowości, gdzie przebywał Jezus, żeby go schwytać (κρατῆσαι – dosłownie „opanować”, „zawładnąć”). Potem następuje wyjaśnienie, dlaczego chcą tak postąpić: ἔλεγον γὰρ ὅτι ἐξέστη. Czasownik ἔλεγον (3 pl. imp. act.) oznacza, że tymi „powiadającymi”, iż oszalał, byli οἱ παρ’ αὐτοῦ, czyli jego własna rodzina.”

Także inne fragmenty Nowego Testamentu wskazują na stosunki dalekie od tego, czego powinniśmy się spodziewać po „świętej” rodzinie:  Mk 6,4; Mt 19,29; Mt 10 34-37; Łk 8, 20-21; Łk 11, 27-28; Łk 12, 49-53; Łk 14, 25-26; J 2,4. Zwłaszcza u Łukasza można nawet zasadnie wnioskować oskarżanie przez Jezusa swojej matki, że nie jest należycie pobożna:

„Oznajmiono Mu: «Twoja Matka i bracia stoją na dworze i chcą się widzieć z Tobą». Lecz On im odpowiedział: «Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je».” (Łk 8, 20-21)

„Gdy On to mówił, jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do Niego: «Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś».  Lecz On rzekł: «Owszem, ale przecież błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je». ”(Łk 11, 27-28)

To wszystko jest niespójne z innymi fragmentami Nowego Testamentu, w których czytamy, że o cudowności Jezusa wiedzieli nie tylko Maria i Józef, ale także: słynni trzej magowie (czy też mędrcy) zwani królami oraz ludzie, z którymi rozmawiali w Jerozolimie (Mt 2,1-12), pasterze (Łk 2, 8-20), Symeon, „człowiek prawy i pobożny” (Łk 2,25-32) i prorokini Anna (Łk 2,36-38). Zadziwiające jest przy tym, że Józef i Maria – którzy przecież najlepiej wiedzieli kim jest Jezus – dziwili się temu, co o nim mówiono (Łk 2,33).

W pewnym sensie Nowy Testament jest opowieścią o ludzkim niedowiarstwie w czasach powszechnej łatwowierności. Sytuację mamy bowiem taką, że rodzina Jezusa nie wierzy w niego i to pomimo cudów, jakich dokonuje i pomimo przejawiania wyjątkowej mądrości w dzieciństwie, jak twierdzi Łukasz. Sądząc po opowieściach Łukasza, można sobie wyobrazić Jezusa jako wyjątkowe dziecko, potem wyjątkowego młodzieńca, na koniec wyjątkowego mężczyznę. Tę inność widzą bliscy, widzą cuda, mimo to w Jezusa nie wierzą aż do jego zmartwychwstania (przy czym z uwierzeniem w zmartwychwstanie uczniowie i apostołowie też mieli nie mały problem). Wiarygodność tych opowieści każdy musi ocenić sam w swoim sumieniu i wedle swego doświadczenia, wiedzy oraz tego, co mu intuicja podpowiada, bo żaden z poglądów nigdy nie będzie miał statusu udowodnionej tezy, a jedynie mniej lub bardziej wiarygodnej hipotezy opartej jedynie na poszlakach.

Na koniec przypomnijmy sobie o ebionitach 13Temat ebionitów jest zbyt szeroki, żeby go tutaj omawiać dokładniej. Więcej o ebionitach można poczytać chociażby w wymienionej już … Czytaj dalej wczesnym nurcie judeochrześcijańskim. Dla tematu niniejszego artykułu najistotniejsze są tu dwie sprawy. Jak twierdzi wspominany już wcześniej J. Danielou („Historia Kościoła”, Jean Danielou, Henri Irenee Marrou, „Teologia Judeochrześcijańska”, J. Danielou), ebionici wprawdzie uznawali w Jezusie Chrystusa, ale mieli go za człowieka urodzonego z Józefa i Marii (czyli wyznawali w kwestii pochodzenia Jezusa pogląd odmienny od koncepcji cudownego poczęcia), zaś momentem, w którym na Jezusa zstąpił boski pierwiastek, był według nich chrzest w Jordanie (czyli jak u Marka).

Druga sprawa to umiejscowienie w czasie tego odłamu judeochrześcijańskiego. Tutaj poglądy są różne, J. Danielou na przykład (ale nie tylko on) umiejscawia ich grubo przed rokiem 70-tym, ale są i tacy, którzy ich pojawienie się (oraz poglądów przez nich reprezentowanych) przesuwają na czasy późniejsze. Jeśli rację ma J. Danielou (i jemu podobni), istnienie ebionitów z ich poglądem, że Jezus miał pochodzenie czysto ludzkie, wspiera tezę, że pierwotnym poglądem wyznawców Jezusa nie było cudowne poczęcie, ale zwykłe biologiczne spłodzenie, najpewniej przez Józefa, a ojcostwo Boga polegało na adoptowaniu Jezusa w czasie chrztu w Jordanie.

Przypisy

Przypisy
1 Frak Zappa, Takiego mnie nie znacie, przekł. R. Sudół, Wydawnictwo Alfa, Warszawa 1996, s. 263
2 G. Vermes, Autentyczna Ewangelia Jezusa, przekł. J. Kołak, Kraków 2009, s. 14-15.
3 Duchowny katolicki specjalizujący się w biblistyce, https://www.religie.424.pl/powstanie-ksiag-nowego-testamentu,3391,article.html
4 Duchowny rzymskokatolicki, biblista; artykuł Problem synoptyczny dawniej i dzisiaj dostępny na stronie http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Studia_Theologica_Varsaviensia/Studia_Theologica_Varsaviensia-r1989-t27-n1/Studia_Theologica_Varsaviensia-r1989-t27-n1-s15-73/Studia_Theologica_Varsaviensia-r1989-t27-n1-s15-73.pdf
5 http://www.mariuszrosik.pl/?p=7785
6 Wszystkie cytaty pochodzą z Biblii Tysiąclecia, http://www.biblia.deon.pl/
7 Paweł Janiszewski, Panthera – ojciec Jezusa. Geneza idei, antyczne przekazy, późniejsze polemiki, Wydawnictwo Naukowe Sub Lupa, s. 8-9. Darmowy fragment dostępny pod adresem https://www.legimi.pl/ebook-panthera-ojciec-jezusa-geneza-idei-antyczne-przekazy-pozniejsze-polemiki-pawel-janiszewski,b180417.html
8 P. Janiszewski powołuje się tu na J. Daniélou, Teologia judeochrześcijańska, przekł. S. Basista, Kraków 2002, s. 251−259
9 Bart D. Ehrman, Przeinaczanie Jezusa: kto i dlaczego zmieniał Biblię, Warszawa: Wydawnictwo CiS, 2009, s. 234.
10 G. Vermes, Autentyczna Ewangelia Jezusa, przekł. J. Kołak, Kraków 2009, s. 83-84 i s. 215
11

Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel”(Iz 7:14). Według wielu teologów, także chrześcijańskich i żydowskich, proroctwo Izajasza dotyczyło nie Jezusa, lecz syna Achaza, Ezechiasza. Wskazują na to następujące elementy:
• wyraz “alma” oznacza młodą kobietę, niekoniecznie dziewicę w dzisiejszym znaczeniu tego słowa, a także kobietę niezamężną, czyjąś narzeczoną;
• rodzajnik “ha” przed “alma” wskazuje,, że chodzi o niewiastę konkretną, znaną prorokowi;
• młodość i stan wolny są wysunięte na plan pierwszy, a nie dziewictwo w dzisiejszym znaczeniu tego słowa;
• treść proroctwa, sposób w jaki zostało podane, konteksty czasowe, historyczne i polityczne wskazują, że mogło chodzić o potomka króla Achaza, do którego Izajasz swe proroctwo kierował, a w każdym razie o kogoś współczesnego Izajaszowi.
12 Paweł Janiszewski, Panthera – ojciec Jezusa. Geneza idei, antyczne przekazy, późniejsze polemiki, Wydawnictwo Naukowe Sub Lupa, s. 21-22
13 Temat ebionitów jest zbyt szeroki, żeby go tutaj omawiać dokładniej. Więcej o ebionitach można poczytać chociażby w wymienionej już książce Pawła Janiszewskiego Panthera – ojciec Jezusa…, w Historri Kościoła, Jean Danielou i Henri Irenee Marrou, a także na stronach:  http://www.mariuszrosik.pl/?p=10484 ; http://www.antoni.agmk.net/pliki/ewangelia-hebrajczykow.pdf .
Ciekawostka: ebionici istnieją i dziś, swoje nauki głoszą między innymi na stronie https://web.archive.org/web/20090325102931/http://www.ebionite.org/
guest
7 komentarzy
Wbudowane informacje zwrotne
Zobacz wszystkie komentarze
Spis treści
Najczęściej czytane
7
0
Podziel się swoimi przemyśleniamix