Porównania Ewangelii – sprzeczności i hermeneutyka.

utworzone przez | Lis 9, 2019 | Artykuły | 9 Komentarze

Moje artykuły z cyklu Porównania Ewangelii wywołały spodziewane reakcje apologetyczne oraz uzasadnione pytania o to, jak odnoszę się do typowych taktyk, służących „ujednoliceniu” czy „pogodzeniu ze sobą” ewangelicznych tekstów. Powstaje pytanie o to, czym są sprzeczności i kiedy można o nich mówić. Wywołało ten efekt zwłaszcza porównywanie czterech historii zmartwychwstania Jezusa – toteż w poniższym eseju będę się odnosił głównie do nich.

Niemniej mój komentarz pozostaje ważny dla innych porównań tekstów, jakie omawiałem lub zamierzam jeszcze omawiać. Chcę się tutaj odnieść do jednego, najczęściej i najchętniej używanego argumentu, którego używają zwolennicy zgodności Ewangelii.

Zagadnienie twardej sprzeczności.

Argument ten streszcza się w następującym twierdzeniu: jeśli jeden tekst formułuje zdanie p, a drugi tekst nie formułuje zdania nie-p, to nie można mówić o sprzeczności między nimi.

Innymi słowy: o ile jedna Ewangelia nie neguje explicite treści innej – koniecznie musi to być negacja bezpośrednia i jawna – to nie są one sprzeczne. Klasyczny przykład dotyczy tutaj odpowiedzi na pytanie: ile kobiet poszło do grobu Jezusa? Apologetyczna odpowiedź brzmi: wszystkie, o których mówią wszyscy Ewangeliści.

Przypomnijmy. Marek mówi o Marii Magdalenie, drugiej Marii i Salome. Mateusz – o Marii Magdalenie i drugiej Marii. Łukasz – o Marii Magdalenie, drugiej Marii i Joannie, oraz niejasno o „kobietach”, w domyśle jakichś innych niż te trzy. Jan pisze wyłącznie o Marii Magdalenie.

Twierdzenie apologetów jest takie: skoro Marek nie twierdzi explicite, że nie było tam również Joanny, to nie jest sprzeczne z jego Ewangelią twierdzenie, że Joanna tam była. I znowu: skoro Jan nie pisze explicite, że Magdalena poszła do grobu sama jedna, to nie jest sprzeczne z jego Ewangelią stwierdzenie, że miała ze sobą gromadkę koleżanek.

W innym miejscu, w wypadku aniołów, jest podobna sprawa. U Marka i Mateusza anioł jest jeden, u Łukasza i Jana dwóch. Argumentacja jest taka: dwóch aniołów zawiera w sobie jednego anioła, więc twierdzenie że był tam jeden anioł nie jest sprzeczne z tym, że obok niego stał również drugi!

Tego rodzaju twarda sprzeczność jest wielkim ułatwieniem dla wszelkiej maści apologetów z jednego prostego powodu: autorzy tekstów prawie nigdy nie piszą explicite o tym, co się nie stało. Zwłaszcza w takich krótkich formach jak ewangelie, gdzie dramatyczne sceny rozgrywają się w dwóch-trzech zdaniach. Nie sposób opisywać wszystkiego, co się nie stało! Użytkownicy tego „argumentu” korzystają więc z niego nagminnie.

Co więcej – technicznie rzecz biorąc, tzn. zakładając taką właśnie (wąską i hiper-precyzyjną) definicję sprzeczności, tzn. wyniesioną stricte z języka systemów logicznych, a nie języka naturalnego, dyskutanci mają rację. Rzeczywiście, jeśli zakładamy że sprzeczność występuje tylko wtedy, gdy zdanie p napotyka zdanie nie-p, to taka definicja będzie obowiązywała i w omawianych wypadkach sprzeczność nie wystąpi. Wówczas twierdzenie że do grobu poszły dwie kobiety i twierdzenie że do grobu poszły trzy kobiety, na papierze nie będzie ze sobą sprzeczne – ponieważ można stwierdzić, że „dwa zawiera się w trzech”.

Człowiek złośliwy mógłby oczywiście argumentować, że dwa nie jest równe trzem, więc zdanie „były ich dwie” ma swoje przeciwieństwo w postaci „były ich nie-dwie”, a ponieważ „trzy” spełnia definicję „nie-dwóch”, to sprzeczność jednak istnieje. To taka moja drobna uwaga techniczna.

Konsekwencje stosowania wyłącznie twardych sprzeczności.

Czy Ewangelie mówią, że Jezus nie był w Indiach? Nie mówią. Więc można twierdzić, że Jezus był w Indiach i będzie to niesprzeczne z tekstem Ewangelii.Czy można mówić, że gdy Marie szły do grobu, to słońce świeciło na zielono? Ewangelie nie mówią, że słońce nie świeciło na zielono, więc takie twierdzenie nie jest sprzeczne z Ewangeliami.

Mam nadzieję, że czytelnik dostrzega tu problem z założeniem, jakie przedstawiają apologeci. Używając tego typu tłumaczeń niespójności tekstów ewangelicznych otwieramy furtkę do tych właśnie dywagacji. Według tego poglądu w Ewangeliach, w życiu Jezusa, i w ogóle każdym tekście mogło zaistnieć cokolwiek, co nie jest wyraźnie zanegowane – a ponieważ teksty zazwyczaj nie negują wszystkich możliwych rzeczy, to wszystkie możliwe rzeczy mogły zaistnieć. Tym samym jest to droga donikąd.

Spodziewany argument jest oczywiście taki, że żadne inne teksty nie mówią, że Jezus był w Indiach ani że słońce świeciło na zielono, natomiast inne Ewangelie mówią o tej czy innej liczbie kobiet (albo aniołów) przy grobie. Argument ten byłby oczywiście trafny, gdyby nie to, że z góry zakłada on, że te teksty mówią o jednym i tym samym wydarzeniu (i usiłują na siłę, wszelkimi środkami, je ze sobą pogodzić), podczas gdy krytyka porównawcza analizuje teksty oddzielnie i dopiero po zbadaniu ich wzajemnych relacji (zgodności czy sprzeczności) może określić, na ile te opisy są ze sobą spójne, a tym samym potencjalnie wiarygodne.

Strategia godzenia sprzeczności.

Jest w Talmudzie Babilońskim ciekawe miejsce, pokazujące w jaki sposób funkcjonuje czasem religijna logika w stosunku do autorytatywnych tekstów:

Traktat Berachot 59a
Miszna: “…i nad burzami (ruhoth)”
Gemara: Czym są ruhoth? Abaye powiedział: To huragan.
Abaye również powiedział: Znamy tradycję, że huragan nigdy nie przychodzi w nocy. Ale widzimy, że rzeczywiście przychodzi, co zatem? Musiał rozpocząć się za dnia.
Abaye również powiedział: Znamy tradycję, że huragan nigdy nie trwa więcej niż dwie godziny, aby spełniły się słowa Pisma: “Po raz wtóry nie powstanie ucisk” (Nahum 1,8). Ale widzimy, że rzeczywiście był taki, który trwał
[tak długo], co zatem? Musiał mieć chwilę przerwy w środku.

Mędrcy Talmudu są raczej znani z tego, że gotowi są „stawać na uszach”, aby tylko pogodzić najrozmaitsze sprzeczności, nawet takie, o których nam, zwykłym śmiertelnikom, nigdy by się nie śniło. Polecam choć krótką lekturę, aby przekonać się, jak działają takie strategie.

Widzimy tutaj, jak pewien autorytet religijny mówi, że huragan nie może trwać ponad dwie godziny. Wiemy, że są huragany, które trwają ponad dwie godziny. Więc, aby zachować spójność religii i obserwacji Talmud zakłada, że po dwóch godzinach huragan “ma przerwę”.

Ta przerwa może trwać milisekundę, ale “liczy się” na tyle, żeby uznać, że huragan się “skończył” i zaczął się… następny. Zatem technicznie nie ma sprzeczności między tym, że religijnie huragan trwa max 2 godziny i że obserwowane huragany trwają dłużej niż 2 godziny!

Logika jest tutaj bardzo podobna, jak w wypadku godzenia niespójnych narracji ewangelicznych. Celem jest zachowanie przekazu religijnego za wszelką cenę.

Działanie w codziennym życiu.

Załóżmy, że jestem kiepskim mężem. Kończę pracę, wracam do domu. Wieczorem żona zaczyna mnie przepytywać, co robiłem. Może lekko się zataczam. Może pachnę obcymi perfumami. Niemniej odpowiadam gładko:

Żono, zapewniam cię, że wyszedłem z pracy, poszedłem prosto do domu, otworzyłem drzwi, zdjąłem płaszcz i zasiadłem przed telewizorem.

Tymczasem jestem też szczwanym logikiem. Rzeczywiście wyszedłem z pracy, poszedłem do domu, otworzyłem drzwi, zamknąłem drzwi, a potem odwróciłem się, poszedłem do pobliskiego baru, zabawiłem się, i dopiero później wróciłem do domu.

Sęk w tym, że nie ma sprzeczności miedzy tymi historiami. Technicznie rzecz biorąc, nie okłamałem żony! Powiedziałem najprawdziwszą prawdę – tyle że pomiędzy jednym zdaniem a drugim, w miejscu przecinka, kryła się zupełnie inna historia, ta, którą celowo ukryłem, chroniąc się przed prawdą.

Załóżmy, że żona to odkryła, i wypytuje mnie nadal. Odpowiadam więc:

Spędziłem jedną godzinę w barze, wypiłem jedno małe piwo i wróciłem do domu.

Jednak ja wiem, że spędziłem w barze trzy godziny. I piłem wtedy dużo. Jednak używając apologetycznych argumentów tłumaczę tak: spędziłem w barze trzy godziny, i jedna godzina zawiera się w trzech. Więc mówiąc żonie, że byłem tam przez godzinę, nie kłamię! W końcu nie powiedziałem, że byłem “tylko jedną” godzinę – byłem tam przez jedną godzinę, potem drugą i trzecią. Proste.

Dokładnie ta sama logika dotyczy piwa: mogłem wypić i dziesięć litrów, i poprawić czymś mocniejszym, ale technicznie rzecz biorąc w ramach tego „wypiłem jedno małe piwo”. Nie powiedziałem, że nie wypiłem nic więcej – więc nie ma sprzeczności, nie ma kłamstwa, jestem czysty!

Niech czytelnik teraz sam sobie odpowie na pytanie: czy tego rodzaju “techniczna prawda” nie jest również rodzajem oszustwa? Czy choć część z nas nie jest skłonna określić tego czynu jako kłamstwa, nawet jeśli na papierze, i zgodnie z logiką, nim nie jest?

I tu dochodzimy do clou sprawy: twierdzę, że w tekstach liczy się bardziej to, co jest, niż to, czego nie ma.

Intencje autorów.

Wychodzę z założenia, że kiedy analizujemy tekst – Ewangelii czy jakikolwiek inny – musimy go traktować jako jedną zamkniętą całość, tak, jak został napisany. Liczy się to, co autor opisuje, i co chce nam przekazać. Zakładam, że tekst powstał w określonym celu i usiłuje wyrazić konkretną myśl. Rzecz jasna, może odnosić się do innych tekstów – na przykład Ewangelia, stosując aluzje do Starego Testamentu. Odniesienie może też być negatywne – ewangelista może chcieć „poprawić” cudzą narrację, opisując rzeczy tak, jak on uważa za stosowne. Tak czy inaczej, interesują nas rzeczy, które w tekście są, a nie te, których nie ma.

Jan pisze, że do grobu poszła Magdalena. To ona widziała Jezusa, i tylko ona z nim rozmawiała, i tylko ona poszła powiadomić uczniów. W narracji nie pojawia się nigdzie liczba mnoga, które mogłaby sugerować więcej kobiet. Dlatego jako czytelnik mam zero powodów, aby sądzić, że (według Jana) były z nią inne kobiety. W narracji Jana jest tylko jedna Magdalena, nie ma innych. To mnie interesuje, i to jest w ramach tego utworu faktem.

Jeśli natomiast spotykam w innej Ewangelii opis, jakoby kobiet było więcej, to mogę się oczywiście zastanawiać, czemu tam jest ich więcej, a tutaj jest ich mniej. To pozwala mi na badanie potencjalnej intertekstualności między Ewangeliami: wyszukiwanie ich ewentualnych powiązań, zależności i wzajemnej krytyki. Sensownie jest pytanie: czemu Jan tych kobiet nie opisał? Czemu tu anioł jest jeden, a tam dwóch? Czy autor wiedział o historii innego autora? Czy chciał ją skomentować? Czemu pominął ten element, a opisał taki? Jeśli założymy, że Jan wiedział, że kobiet było więcej, czemu o nich nie wspomniał? Zapomniał? Nie lubił ich? Zrobił to dla celów dramatycznych? Innym autorom to nie przeszkadzało, więc czemu przeszkadza jemu? Czy możemy się tego domyślać? I tak dalej…

Punktem wyjścia jest zatem oddzielna narracja każdego ewangelisty: porównuję to, co jest, i nazywam sprzeczność wtedy, gdy to, co jest w jednym tekście, jest zauważalnie różne od tego , co jest w drugim.

Można w tym miejscu oczywiście zgłosić taką uwagę, że wobec tego powinienem mówić raczej o różnicach, a nie o sprzecznościach. I będzie to sensowna uwaga.

Jak napisałem wyżej, zależy to od przyjętej definicji sprzeczności. Ta logiczna, „oficjalna” jest faktycznie po stronie apologetów… Jednak można dyskutować nad tym, czy obecność dwóch kobiet nie jest logiczną sprzecznością z obecnością trzech kobiet, a obecność jednego anioła – sprzecznością z obecnością dwóch? Wyżej przedstawiłem argument, że jednak jest.

Uważam, że jest to niebezpieczny moment, w którym język logiki przecina się z językiem naturalnym. Z tego przenikania wynikają problemy. Moja historyjka o tym, że wróciłem z pracy do domu jest teoretycznie niesprzeczna z moim wypadem do baru – ale w praktyce jednak jest. Sprzeczność ta nie wynika z konstrukcji słów, ale z zupełnie różnych obrazów rzeczywistości, jakie kreuje moja wymówka do żony oraz to, co się naprawdę wydarzyło. Forsowanie, jakoby to była odpowiedzialność żony, że nie żądała ode mnie 100% mikroskopijnej precyzji w formułowaniu zdania, jest próbą zwyczajnego oszustwa.

To z kolei prowadzi do oddzielnego zarzutu: wobec cudzych argumentów taka apologetyka jest bezlitosna i żąda twardych zasad logicznych, a dla swoich – przymyka oko na wyginanie zasad i wpuszczanie języka naturalnego do dyskusji. Obwieszcza, że skoro oponent nie jest w stanie pokazać explicite zdania nie-p, to p zachowuje ważność; natomiast własne nieścisłości potrafi wybaczyć, zbywając je twierdzeniem „jeden zawiera się w dwóch”. Gdyby stosować te same zasady, nie sposób byłoby zaprzeczyć, że 1 nie jest równe 2, więc zdanie „był jeden aniołjest sprzeczne ze zdaniem „było dwóch aniołów”, bo „dwóch” zawiera się w „nie-jeden”.

Podsumowanie.

W tym krótkim eseju chciałem odnieść się do typu argumentów, jakie często padają ze strony obrońców całkowitej spójności czterech Ewangelii. Z mojej perspektywy, którą również wyłożyłem, takie postrzeganie jest niemożliwe. Każdy tekst traktuję oddzielnie – nie jako „jeden z wielu raportów o tym samym wydarzeniu”, jak to się usiłuje przedstawiać.

Ewangelie, czytane oddzielnie, po prostu opowiadają różne historie, kreślą inne obrazy, wprowadzają innych bohaterów. Chęć ich ujednolicenia mąci czytelnikowi w głowie, bo szuka on teraz sposobu na pogodzenie tego, co czyta, z innymi tekstami, zamiast skupić się na samym czytaniu. W ten sposób depcze również intencje każdego z autorów, rozpuszcza jego charakterystyczne cechy i zamiary w wygładzonej, zhomogenizowanej mgławicy. W gruncie rzeczy: tworzy osobny tekst, „piątą ewangelię”, luźno sklejając elementy czterech pozostałych.

Ostatecznie – można w to wierzyć! Są zapewne też ludzie, którzy za talmudycznym mędrcem naprawdę wierzą, że huragany robią sobie przerwę na kawę co dwie godziny!

Najczęściej czytane artykuły

Polecane artykuły…

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się swoją opinią lub zadaj pytanie poniżej

9 komentarzy

  1. Ja pierniczę. Pogratulować logiki… Zauważ, że wszystko zależy od kontekstu sytuacyjnego. We wskazanym przykładzie męża i żony istotą problemu było to, czy mąż udał się do domu, czy to baru. Więc aby wyminąć ten problem poszedł i tu i tu, ale obecność w barze zataił. W czym jest problem? Ano w tym, że w tym przypadku to bar był kluczową informacją. Gdyby mąż po drodze do domu wstąpił do sklepu, aby kupić bilet miesięczny, to taka informacja albo też brak tej informacji nie byłby żadną sprzecznością, ponieważ ten element jego powrotnej podróży z pracy nie miałby żadnego znaczenia dla żony, którą interesuje tylko to, czy on poszedł do baru, czy też nie poszedł do baru, ale od razu do domu.

    W języku ludzkim “były ich dwie” nie zawsze oznacza “były ich tylko dwie”. Język mówiony to są naturalne uproszczenia i skróty myślowe. Dla przykładu – jeśli do punktu A przyszły trzy kobiety: Katarzyna, Marta, Anna, to nie jest błędem powiedzenie, że do punktu A przyszły Katarzyna i Marta. Przyczyn może być bardzo dużo. Dla przykładu:

    1. Osoba, której to opowiadam, zna tylko te dwie kobiety.
    2. Te dwie osoby przyszły tam razem, a ta trzecia przyszła później, po ich odejściu
    3. W tej historii miało znaczenie, aby przyszły tam akurat te dwie kobiety, a przyjście tej trzeciej nie miało znaczenia w tej historii..
    … i wiele innych powodów.

    Myślę, że jakbym przewertował dobrze Biblię, to znalazłbym sporo takich przykładów.

    Tak więc sorry, ale jak dla mnie, to logiką nie zaimponowałeś.

    Odpowiedz
  2. Zobaczyłem również Twój wpis na facebooku ad artykułu na apologetyce. hehe :))) Myślisz, że Twoją argumentację można brać na poważnie? Bardzo dobry artykuł na apologetyce! Może chciałbyś zmienić zasadę logiki. Porównanie niebieskiego słonia i słońca świecącego na zielono nie jest adekwatnym porównaniem. A dlaczego? A dlatego, że faktycznie nie ma kompletnie nic na ten temat absolutnie nigdzie. Natomiast wzmianki o obecności innych kobiet są w ewangeliach synoptycznych. Gdyby nie te wzmianki, to nikt by nie postulował obecności tamtych kobiet. Gdyby w tradycji ustnej zachowała się jakaś informacja, że był tam jeszcze jeden mężczyzna, co byłoby przekazane przez ojców Kościoła, to znowu w przeciwieństwie do tego zielonego słońca i słonia byłaby podstawa do uznania tego faktu. Jednak tak jak wspomniałem – o słoniu i zielonym słońcu absolutnie nic nie wiemy, toteż nie postulujemy tego.

    > Kiedy Jan pisze, że do grobu poszła Magdalena, i ona widziała Jezusa, i tylko ona z nim rozmawiała, i tylko ona poszła powiadomić uczniów, to mam ZERO powodów, aby sądzić, że były z nią inne kobiety.

    – znowu nie ma sprzeczności. Ja i kilku moich znajomych poszliśmy na marsz niepodległości. Wszyscy tam poszliśmy, ale nie byliśmy razem. Najpierw doszedłem tam ja, a za jakieś 10 min do mety doszli moi znajomi, choć wyruszyliśmy razem. Widzisz już problem swojej argumentacji?

    Sorry, ale po prostu ręce załamać.

    Odpowiedz
  3. Po prostu napisz coś jeszcze, to się pośmiejemy razem…

    Odpowiedz
  4. A teraz może tak od innej strony + kilka dodatków do tego, co napisałem wcześniej.
    Tak, to prawda, że Jan pisał tylko o Marii Magdalenie. Jednak szkoda, że nawet nie zastanowiło Cię kilka szczegółów. Po pierwsze, to jak Maria Magdalena doszła do apostołów, to mówi, że “[…] i nie wiemy, gdzie go położyli” – jest tu liczba mnoga w czasowniku “wiemy”.
    Po drugie, to Jan napisał swoją Ewangelię później i istnieje przypuszczenie, że znał pozostałe Ewangelie Synoptyczne. Było to kilkadziesiąt lat po napisaniu tamtych, więc tamte Ewangelie były już prawdopodobnie w powszechnym użyciu i mogły być już dobrze znane. Tym samym może zwyczajnie nie chciał powielać tamtej historii, ale skoncentrować się szczegółowo na wątku Marii Magdaleny – opisać szczegółowo jej historię, bo z pewnych powodów wydało mu się to ważne/istotne/ciekawe.

    W kwestii aniołów – jedni pisali, że było ich dwóch, a inni, że był tylko jeden. Tutaj znowu – nawet ten, co pisał, że był to jeden anioł, mógł tak zrobić nawet jeśli wiedział, że było ich dwóch. Dlaczego? Ano dlatego, że uprawnionym przypuszczeniem jest to, że ta kwestia jest tak mało istotna, że wprowadzanie dwóch aniołów nie wniosłoby żadnych informacji, a może nawet spowodowałoby, że ludzie zastanawialiby się niepotrzebnie nad tym, czy to coś może oznaczać, że było ich akurat dwóch. Innymi słowy, może bardziej chciał się skoncentrować na tym, że ten fakt o zmartwychwstaniu został doniesiony za sprawą anielską, a nie to, ilu ich tam było. To jest właśnie coś podobnego jak z tym wątkiem żony i męża i wejściem po drodze do sklepu, aby kupić bilet. Ani wspomnienie tego faktu, ani jego ominięcie nie wnosi nic istotnego dla żony.

    W kwestii – ile było tych kobiet – to również podobnie jak z aniołami, albo z tym, co pisałem wcześniej. Może były różne grupy kobiet, które wyruszyły z innego miejsca, może były inne, które też się wybierały, ale w końcu nie dotarło do uszu ewangelistów, czy doszły, czy nie, bo to nie było istotne. Może nie były one znane adresatom, a może zwyczajnie o nich zapomniał, albo pomijał je w swojej nauce ustnej, którą głosił na długo przed tym, zanim zabrał się za pisanie Ewangelii. Powodów może być tysiąc.

    Jak sobie obejrzysz materiał na TeiStacja – drugą część odpowiedzi na 10 pytań Wybrańczyka, to ci koledzy protestanci mówią o jednej ważnej zasadzie znanej w kryminalistyce – jak dwa niezależne zeznania są podejrzanie podobne, to jest to podejrzane i mogą być sygnałem, że zostały spreparowane. Jak się różnią, uzupełniają, a w jakiś drobnych szczegółach nawet zaprzeczają, to jest to sygnał, że mogą być wiarygodne.

    No i jeszcze na zakończenie przyszedł mi przykład odnośnie tego wątku, ile mąż siedział w barze – czy godzinę, czy 3 godziny i ile piw wypił. Tutaj też jest zła analogia, ponieważ wiadomo, że kluczową informacją dla żony jest to, ile czasu spędził w barze (w domyśle “nie dłużej niż…”). Więc mówienie o jednej godzinie jest kłamstwem, bo w tym domyśle jest wlasnie ta kluczowa informacja “nie dłużej niż”. Natomiast w sytuacji, kiedy przez jakiś regulamin, albo prawo jest wymagane aby był to jakiś czas nie krótszy niż XX, to nie ma znaczenia, czy to będzie dokładnie tyle, czy 5 razy więcej. Dla przykładu, jeśli chciałbym założyć konto w banku i jest pytanie, czy jestem rezydentem tego państwa, czy mieszkam tutaj od ponad pół roku, to nie ma znaczenia, czy ja powiem pół roku, czy 5 lat. Wówczas taka informacja nie jest istotna. Tak więc wszystko zależy od kontekstu, czy dokładne dane są ważne, czy też nie.

    Odpowiedz
    • > W czym jest problem? Ano w tym, że w tym przypadku to bar był kluczową informacją.

      Kto był świadkiem zmartwychwstania też jest kluczową informacją. Widać z porównania tekstów, że na przykład Mateusz celowo ignorował Salome. U Jana występuje wyłącznie Magdalena, samotnie tak jak u Marka. To SĄ kluczowe informacje.

      Jeśli iść za argumentem, że „osoba, której to opowiadam, zna tylko te dwie kobiety”, czyli w domyśle nie zna innych i dlatego o nich nie pisze, to jak można takiej osobie uwierzyć w jakichkolwiek innych szczegółach? Jeśli autor nie zna nawet osób, które widziały pusty grób, to jak można uwierzyć, gdy pisze, że grób był pusty? A już tym bardziej że pokazał się jakiś anioł?

      > Porównanie niebieskiego słonia i słońca świecącego na zielono nie jest adekwatnym porównaniem. A dlaczego? A dlatego, że faktycznie nie ma kompletnie nic na ten temat absolutnie nigdzie.

      To jest bez znaczenia, bo nie o to chodzi w tym porównaniu. Chodzi w nim o to, że chcąc wcisnąć dowolną treść w tekst, który jej nie neguje, również można stwierdzać brak sprzeczności. Więc taki argument jest do bani.

      > Gdyby nie te wzmianki, to nikt by nie postulował obecności tamtych kobiet.

      W porządku, niech postuluje. Wszyscy budują sobie swoją własną piątą ewangelię, składając ją z elementów czterech poprzednich. Natomiast ja nie porównuję Ewangelii z tą sztuczną syntezą czterech Ewangelii, tylko Ewangelie między sobą. Oczywiście, że sztuczna synteza czterech Ewangelii nie będzie miała sprzeczności z czterema Ewangeliami (choć i tu by się pewnie znalazło, ale mniejsza), bo została z nich zbudowana.

      > Ja i kilku moich znajomych poszliśmy na marsz niepodległości. Wszyscy tam poszliśmy, ale nie byliśmy razem. Najpierw doszedłem tam ja, a za jakieś 10 min do mety doszli moi znajomi, choć wyruszyliśmy razem.

      I dlatego właśnie, żeby pogodzić ze sobą odmienne narracje w stylu „byłem sam jeden na marszu” a „szedłem ze znajomymi w marszu” musisz stworzyć trzecią narrację, która te dwie narracje pogodzi, „dotarłem sam jeden na marsz, a potem doszli znajomi”. I w porządku.
      Natomiast porównując ze sobą narrację nr 1 i nr 2, mogę stwierdzić, że się one wykluczają, bo bez zewnętrznych wyjaśnień opowiadają zupełnie inne historie.
      Dokładnie tak traktuje ewangelie: opowiadają one zupełnie inne historie, dopóki ktoś nie przyjdzie i ich na siłę nie przepisze w jedną narrację, wciskając gdzie się da rozmaite epizody i dodając sobie wyjaśnienia w stylu „kobiet było więcej”. To właśnie nazywam „pisaniem piątej ewangelii”. I w porządku, można to robić. Cały ten post przyznaje, że twardych sprzeczności (poza tą Galileą) nie ma, i można bawić się tekstami jak się chce, i dodawać Magdalenie u Jana nawet pięćdziesiąt milczących dwórek.

      > Po pierwsze, to jak Maria Magdalena doszła do apostołów, to mówi, że “[…] i nie wiemy, gdzie go położyli” – jest tu liczba mnoga w czasowniku “wiemy”.

      W tym momencie mógłbym spokojnie użyć argumentu apologetów i powiedzieć, że może Magdalena poszła najpierw popytać innych ludzi, a gdy zasięgnęła języka, poszła do uczniów. Czemu nie? Nie jest to wykluczone, a wręcz tekst na to wskazuje, bo sama przyszła, sama poszła, a dopiero później powiedziała w liczbie mnogiej. Ergo: była sama u grobu, sama wróciła od grobu, a „nie wiemy” powiedziała w imieniu innych, których spotkała po powrocie. Logiczne? Logiczne.
      Oczywiście pomijam tu ideę, że wersety 20,2-11 zostały wstawione później, a pierwotny tekst łączył 20,1-12 i brzmiał: „Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu, i ujrzała dwóch aniołów w bieli”. Ale to już temat na inny post.

      > Tym samym może zwyczajnie nie chciał powielać tamtej historii,

      Albo: chciał napisać swoją własną, lepszą. Zważywszy na to, w ilu miejscach ta historia się różni od poprzednich.

      > W kwestii aniołów – jedni pisali, że było ich dwóch, a inni, że był tylko jeden. Tutaj znowu – nawet ten, co pisał, że był to jeden anioł, mógł tak zrobić nawet jeśli wiedział, że było ich dwóch. Dlaczego? Ano dlatego, że uprawnionym przypuszczeniem jest to, że ta kwestia jest tak mało istotna

      Czy w ogóle są jakieś istotne kwestie w tych narracjach? Nieważne kto był świadkiem, nieważne kto zwiastował… Pewnie nieważne jest też, co Jezus powiedział uczniom na koniec (bo i tu Ewangelie się rozmijają) ani gdzie to zrobił. Jeśli nic takiego nie jest w tych historiach ważne, to po co traktować je serio?
      Jeśli autor coś napisał, to najwyraźniej uznawał to za ważne. Z tego założenia wychodzę. Oczywiście, można założyć inaczej, i że autor pisał co mu się podobało, uznając inne narracje za „nieważne”. Luzik. Nie wiem, który obraz ewangelistów jest wtedy gorszy…

      > Może nie były one znane adresatom, a może zwyczajnie o nich zapomniał, albo pomijał je w swojej nauce ustnej

      Jak wyżej: dobrze, że nie zapomniał o zmartwychwstaniu, głupio by było, skoro taki był zapominalski w tak ważnej sprawie!

      > Jak się różnią, uzupełniają, a w jakiś drobnych szczegółach nawet zaprzeczają, to jest to sygnał, że mogą być wiarygodne.

      Kiedy świadek mówi, że widział, że przestępców było dwóch, a drugi mówi, że widział, że przestępców było trzech, to jeden z nich myli się i jego świadectwo jest mniej wiarygodne.

      > Więc mówienie o jednej godzinie jest kłamstwem, bo w tym domyśle jest wlasnie ta kluczowa informacja “nie dłużej niż”.

      I tu jest dokładnie tak samo: można zarzucać oczywiście, że Ewangeliści nie napisali „tylko” przy spisie kobiet… ale w drugą stronę można też zarzucać, że przecież nie napisali „między innymi” (poza Łukaszem). Ergo, tych zdań w ogóle nie można rozpatrywać w sposób ścisły, ponieważ nie zawierają one ścisłych informacji w obie strony: ani wprost nie zamykają zbioru kobiet, ani wprost go nie otwierają. Nie są one pisane językiem precyzyjnym ani 100% logicznym, tylko zwykłym językiem naturalnym. Co jest zresztą spodziewane.

      Dlatego właśnie porównuję w tych tekstach to, co w nich jest, a nie to, czego nie ma. Można sobie dointerpretowywać, że jak u Marka kobiet są trzy, to pewnie było ich też więcej niż trzy, ale jest to już coś, czego w samym tekście nie ma. Jest w innych tekstach, ale nie w tym. Ale żeby założyć, że kobiet jest więcej i u Marka, trzeba dołożyć do tekstu coś z zewnątrz. Czyli go zniekształcić.

      Odpowiedz
      • No i nie wiemy gdzie położyli pana zawiera nie wiem gdzie położyli pana w myśl opisanej zasady.

    • Ale przez cały czas odnosisz się do jakichś swoich przypuszczeń. Wszyscy wiemy, że nie jest wykluczone inne myslenie. Autor Jana znał ewangelie wcześniejsze, więc dlaczego podajesz przykład z TeiStacji. Przecież skoro znał i mógł się nią inspirować o tym przykładem to ty manipulujesz. Traktujesz ten tekst poważnie czy tylko domyślasz się jego sensu. Przez cały czas mówisz, że mogło by być jakoś. No mogło by ale ty nie pytaj Dawida tylko powiedz mu co źle myśli. Zadawanie pytań niczego nie udowadnia. Podajesz argument, że Magdalena powiedziała w liczbie mnogiej. Ale ty sam mowisz, że jeden zawiera się w wielu więc nie podważają swoich argumentów.

      Odpowiedz
  5. Hej, odpowiem tutaj na kluczowe moim zdaniem elementy Twojej riposty.

    Napisałeś:
    > Kto był świadkiem zmartwychwstania też jest kluczową informacją. Widać z porównania tekstów, że na przykład Mateusz celowo ignorował Salome. U Jana występuje wyłącznie Magdalena, samotnie tak jak u Marka. To SĄ kluczowe informacje.

    Zauważ, że tworzysz sobie pewien postulat:
    “Istotne jest to, które kobiety były świadkami zmartwychwstania”. Nie ma sprawy, dla Ciebie ma prawo to być istotne, jednak nie oznacza to, że musiało to być również istotne dla ewangelistów, ich odbiorców, dla mnie i wielu wielu innych. Może jeszcze dodam od siebie, dlaczego dla mnie nie jest to istotne. Ano dlatego, że tych świadków było dużo dużo więcej – ukazał sie wszystkim apostołom (a oni mają prawo byc dla mnie ważniejsi niż kobiety), ukazał się Pawłowi (autorowi większości listów, który niestrudzenie poświęcił się ewangelizacji), pokazał się chyba z 500 osobom naraz, jak podaje św. Paweł. Oprócz tego Jezus ukazywał się w wielu róznych okolicznościach, udzielił apostołom Ducha Świętego, który działał przez ich ręce cuda. Dlaczego ich doświadczenie zmartwychwstania Jezusa miałoby być gorsze od doświadczenia kobiet? Dlatego, że zadziały się chwilę później?

    > Jeśli iść za argumentem, że „osoba, której to opowiadam, zna tylko te dwie kobiety”, czyli w domyśle nie zna innych i dlatego o nich nie pisze, to jak można takiej osobie uwierzyć w jakichkolwiek innych szczegółach? Jeśli autor nie zna nawet osób, które widziały pusty grób, to jak można uwierzyć, gdy pisze, że grób był pusty? A już tym bardziej że pokazał się jakiś anioł?

    1) Kto powiedział, że nie zna innych? Owszem, jedna z kilku tysięcy możliwych hipotez może to zakładać – toteż podałem taką ewentualność na zasadzie “jedna z tysiąca możliwości”.
    2) Ok, niech będzie, załóżmy, że nie znał. Jakie to miałoby znaczenie (np. w przypadku, kiedy sam Go widział, albo opowiadali mu wszyscy inni apostołowie, którzy Go widzieli?
    3) Dlaczego ci ewangeliści mieliby opierać tę informację o zmartwychwstaniu Jezusa głównie na informacji od kobiet? Czy to, że może sami Go widzieli, albo zostało im to przekazane przez innych apostołów, którzy widzieli, miałoby być gorszym świadectwem od świadectwa kobiet?
    4) jeśli stało się to dla ewangelistów oczywiste i bezsprzeczne, że Jezus zmartwychwstał, to dlaczego mieliby nie uwierzyć choćby jednej tylko kobiecie? Jeśli ci ewangeliści albo sami widzieli Jezusa, a oprócz tego doświadczali znaków, cudów, które wzmacniają ten przekaz w zmartwychwstanie, to dlaczego mieliby nie uwierzyć kobiecie, która została uznana za wiarygodną przez innych i głosiła, że widziała pusty grób? Przychodzą Ci do głowy jakieś może pomysły na motywy albo inne powody, dla których te kobiety mogłyby oszukać? Rozumiem sytuację, kiedy nauka o zmartwychwstaniu wzięłaby się przede wszystkim z relacji kobiet. Natomiast z mojego punktu widzenia, to przy takim natłoku innych przesłanek, ich relacje nie są najbardziej kluczowe w tej prawdzie chrześcijańskiej.

    > > Porównanie niebieskiego słonia i słońca świecącego na zielono nie jest adekwatnym porównaniem. A dlaczego? A dlatego, że faktycznie nie ma kompletnie nic na ten temat absolutnie nigdzie.

    Odpowiedziałeś:
    > To jest bez znaczenia, bo nie o to chodzi w tym porównaniu. Chodzi w nim o to, że chcąc wcisnąć dowolną treść w tekst, który jej nie neguje, również można stwierdzać brak sprzeczności. Więc taki argument jest do bani.

    – Oczywiście można to też i tak w tym momencie wyjaśnić, jednak ja chcę zaznaczyć, jak ja to odbieram (a wydaje mi się, że nasi czytelnicy tych komentarzy mogli zrozumieć tak samo jak ja). Otóż używasz argumentu, że nie można postulować, że z Marią Magdaleną nie było innych kobiet, bo nic nie odnajdujemy w tej ewangelii św Jana. I tym samym (ja to odebrałem) jako przemycenie argumentu, że można to postawić na równi z sytuacją ze słoniem i zielonym słońcem, że to jest podobny kaliber, podobny absurd. Otóż nie. Tak jak wspomniałem – jest to nieuczciwe stawianie na równi. Bo o ile faktycznie nie ma żadnych informacji o zielonym słońcu i słoniu i kompletnie nic nas nie uprawnia do postulowania tego (i też nie postulujemy takich rzeczy), to jednak sa informacje o innych kobietach – i to w źródłach, które dla chrześcijan stanowią największy autorytet naszej wiary. Jeśli mamy kilka źródeł, które uznajemy za autentyczne, to brak informacji albo niepełne informacje nie traktujemy jako sprzeczność tylko dlatego, że nie ma tam wzmianki. Mamy wystarczające powody, aby uznać, że one się uzupełniają, obserwujemy naturalnej zachowania ludzkie, które są naturalne w takim sposobie relacjonowania, (że coś się pomija, coś się przemilcza, coś się uznaje za kwestię drugorzędną, że czasem nawet coś może wylecieć z pamięci itp), widzimy, że te podniesione sprzeczności przez ateistów są tak dla nas śmieszne, że aż żałosne. Takim klasycznym przykładem sprzeczności, co nie sprawia, że relacja nie jest wiarygodna jest chociażby historia Jamesa Gordona Bennetta Jr – wygoogluj sobie chociażby na wikipedii. Wg jednej relacji nasikał on do fortepianu, a wg innej relacji nasikał do kominka.

    > W porządku, niech postuluje. Wszyscy budują sobie swoją własną piątą ewangelię, składając ją z elementów czterech poprzednich. Natomiast ja nie porównuję Ewangelii z tą sztuczną syntezą czterech Ewangelii, tylko Ewangelie między sobą. Oczywiście, że sztuczna synteza czterech Ewangelii nie będzie miała sprzeczności z czterema Ewangeliami (choć i tu by się pewnie znalazło, ale mniejsza), bo została z nich zbudowana.

    – Nie ma sprawy, możesz sobie porównywać ile dusza zapragnie. Ale pisanie artykułów w taki sposób, aby odbiorca odbierał to jako oczywiste sprzeczności jest delikatnie mówiąc – nieuczciwe.

    > I dlatego właśnie, żeby pogodzić ze sobą odmienne narracje w stylu „byłem sam jeden na marszu” a „szedłem ze znajomymi w marszu” musisz stworzyć trzecią narrację, która te dwie narracje pogodzi, „dotarłem sam jeden na marsz, a potem doszli znajomi”. I w porządku.
    Natomiast porównując ze sobą narrację nr 1 i nr 2, mogę stwierdzić, że się one wykluczają, bo bez zewnętrznych wyjaśnień opowiadają zupełnie inne historie.

    – właśnie po to przyszedłem tutaj ja, aby pokazać, że się nie wykluczają, a te Wasze postulowanie i nakierunkowywanie myśli czytelników, że to musiały być sprzeczności są nic nie warte. Czy uważasz może, że ewangeliści musieli jeszcze wszystkie swoje ewangelie opatrzyć dodatkowym komentarzem, w którym wyjaśnialiby te wszystkie nieścisłości z pozostałymi ewangeliami synoptycznymi?

    > Dokładnie tak traktuje ewangelie: opowiadają one zupełnie inne historie, dopóki ktoś nie przyjdzie

    – i to jest właśnie problem. Że pokazujesz, iż to są innę historie. Więc nie oburzaj się, jak ja przychodzę i prostuję, że nie są to inne historie, ale te same historie, tyle że inaczej opisane.

    > > Po pierwsze, to jak Maria Magdalena doszła do apostołów, to mówi, że “[…] i nie wiemy, gdzie go położyli” – jest tu liczba mnoga w czasowniku “wiemy”.

    Odpowiadasz:
    > W tym momencie mógłbym spokojnie użyć argumentu apologetów i powiedzieć, że może Magdalena poszła najpierw popytać innych ludzi, a gdy zasięgnęła języka, poszła do uczniów. Czemu nie? Nie jest to wykluczone, a wręcz tekst na to wskazuje, bo sama przyszła, sama poszła, a dopiero później powiedziała w liczbie mnogiej. Ergo: była sama u grobu, sama wróciła od grobu, a „nie wiemy” powiedziała w imieniu innych, których spotkała po powrocie. Logiczne? Logiczne.

    – O ile znane mi są zasady jakiejś logicznej polemiki, to wystarczy podać tylko jedną hipotetyczną możliwość, aby podważyć postulat. Ten, kto chce narzucić swoją prawdę, dąży do tego, aby przyznano mu rację nakłada na siebie ciężar dowodu. Jeśli chcesz obalać stanowcze twierdzenia, to wystarczy, że podasz jedną hipotetyczną możliwość, która przeczy temu stanowczemu twierdzeniu. Natomiast jeśli chcesz pisać, co Ci się wydaje, albo w co wierzysz, to możesz pisać co chcesz bez konieczności udowadniania – tylko kogo wtedy to interesuje. Jeśli kwestionujesz czyjąś wiarę, to znowu bierzesz na siebie ciężar dowodu, bo domyślnie chcesz narzucić swój punkt widzenia jako słuszny i pokazać, że punkt widzenia tego drugiego jest ewidentnie niesłuszny.

    Odpowiadasz:
    > > Tym samym może zwyczajnie nie chciał powielać tamtej historii,

    > Albo: chciał napisać swoją własną, lepszą. Zważywszy na to, w ilu miejscach ta historia się różni od poprzednich.

    – tak, owszem różni się. Właśnie znowu – w tym problem, że macie podstawowy problem z logiką. Bo dla Was “różni się” jest najczęściej rozumiane jako “zaprzecza”.

    > > Może nie były one znane adresatom, a może zwyczajnie o nich zapomniał, albo pomijał je w swojej nauce ustnej

    Odpowiadasz:
    > Jak wyżej: dobrze, że nie zapomniał o zmartwychwstaniu, głupio by było, skoro taki był zapominalski w tak ważnej sprawie!

    – z tym argumentem jest jeden problem, o którym wspomniałem wyżej. To że coś akurat dla Ciebie jest bardzo ważne i kluczowe, nie oznacza z automatu, że ogólnie i obiektywnie jest to bardzo ważne i kluczowe. Chyba próbujesz wyśmiać moją argumentację w ten sposób, że stawiasz znak równości pomiędzy informacją o zmartwychwstaniu, a tym, jak to było dokładnie z kobietami.

    > > Jak się różnią, uzupełniają, a w jakiś drobnych szczegółach nawet zaprzeczają, to jest to sygnał, że mogą być wiarygodne.

    Odpowiadasz:
    > Kiedy świadek mówi, że widział, że przestępców było dwóch, a drugi mówi, że widział, że przestępców było trzech, to jeden z nich myli się i jego świadectwo jest mniej wiarygodne.

    – A tutaj niestety próbujesz narzucić znak równości wagi elementów jednej sytuacji do wagi elementów historii z innej sytuacji. Oczywiście nie ma sposobu, aby okreslić, co jest ważniejsze, ale dla mnie jest ważne to, aby czytelnicy tych naszych komentarzy sami ocenili, czyj punkt widzenia jest bardziej rozsądny.

    Na koniec nie wiem, co jest grane, nie mogę się zalogować…

    Odpowiedz
  6. Kilka słów komentarza do tekstu Dawida

    1) Piszesz, że “Człowiek złośliwy mógłby oczywiście argumentować, że dwa nie jest równe trzem, więc zdanie „były ich dwie” ma swoje przeciwieństwo w postaci „były ich nie-dwie”, a ponieważ „trzy” spełnia definicję „nie-dwóch”, to sprzeczność jednak istnieje”. Jednak sprzeczność istnieje tu tylko wtedy jeśli założymy, że p i q są zbiorami domkniętymi i komplementarnymi. Ale tak nie jest. Żaden tekst Ewangelii nie jest zbiorem domkniętym i komplementarnym więc taka sprzeczność nie występowałaby tu w Ewangeliach

    2) Formułujesz tezę polemiczną względem argumentów apologetów optujących wyłącznie za twardą sprzecznością, że konsekwencje stosowania wyłącznie kryterium twardej sprzeczności do Ewangelii pozwalają nam dojść do absurdów. Jezus mógł być w Indiach i słońce świeciło na zielono i tezy takie też nie będą sprzeczne z Ewangeliami. Ale to nie jest problem Ewangelii tylko problem twojego argumentu, który sprowadza do absurdu sam siebie na zasadzie rozumowania z równi pochyłej (rozwinę to w punkcie 3). Nie obserwujemy zielonych słońc i do tego temat ten nie zajmuje uwagi żadnego z Ewangelistów więc nie zawieramy tego w zbiorze przesłanek mogących być p lub nie-p w Ewangeliach. To po prostu bez sensu. Twój przykład wyklucza zatem sam siebie i wypada z pola opcji tej tematyki. Nie da się z tego sformułować w ogóle przesłanki, która byłaby p lub nie-p. Nie jesteś zresztą w stanie wykluczyć, że Jezus jednak był w Indiach (są takie twierdzenia) i nie jesteś w stanie ostatecznie wykluczyć nawet tego, że w czasach Jezusa słońce było zielone i ich “żółte” było tak naprawdę naszym obecnym “zielone” (nie ma tu logicznej niemożliwości). Twoje argumenty pudłują w tym miejscu nawet wtedy jeśli je zaakceptujemy

    3) Piszesz polemizując z apologetycznym pojęciem sprzeczności, że “Według tego poglądu w Ewangeliach, w życiu Jezusa, i w ogóle każdym tekście mogło zaistnieć cokolwiek, co nie jest wyraźnie zanegowane – a ponieważ teksty zazwyczaj nie negują wszystkich możliwych rzeczy, to wszystkie możliwe rzeczy mogły zaistnieć. Tym samym jest to droga donikąd”. Ale problem w tym, że nikt nie twierdzi, że w Ewangeliach mogło zdarzyć się “cokolwiek”, jak to ująłeś. Obalasz tu chochoła, którego nikt nie stawia poza tobą. Rozpatrujemy wyłącznie ten zbiór opcji, który wskazują nam Ewangeliści. Jeśli jeden z nich mówi o dwóch kobietach przy grobie, a drugi mówi o trzech kobietach przy grobie, to harmonizujemy to za pomocą argumentu, że dwa zawiera się w trzech. Nie mówimy, że dwa zawiera się też w 300 kobietach przy grobie bo żaden Ewangelista nie daje nam już takiej przesłanki będącej p lub nie-p. Ta przesłanka wypada z pola rozpatrywanych opcji tak samo jak twoja przesłanka o zielonym słońcu i Jezusie w Indiach

    4) Nie rozumiem czemu masz pretensję do apologetów o to że próbują godzić sprzeczności. Równie dobrze można mieć pretensję do ciebie, że za wszelką cenę próbujesz w Piśmie sprzeczności wynajdywać. Skoro w zwykłym sądzie obowiązuje zasada domniemania niewinności nawet wobec potencjalnego przestępcy to Pismu tym bardziej należy się zasada domniemania niewinności

    5) W kwestii twojego przykładu z okłamaniem żony to jest on nieadekwatny do sytuacji ewangelicznej bo dotyczy oszustwa a nie sprzeczności. W twoich relacjach nadal nie ma sprzeczności (sam to przyznajesz w tekście) ponieważ nie są one kompletne i z punktu widzenia chłodnej logiki bezwzględnie nie ma tu sprzeczności. Okłamanie żony jest tu już zupełnie osobnym zagadnieniem. Zagadnienie domniemanej sprzeczności między Ewangelistami nie dotyczy zagadnienia czy oszukiwali oni i zatajali informacje. Twój przykład jest sugestywny ale jest niestety nieadekwatny do problemu samej sprzeczności

    6) Piszesz, że “Wychodzę z założenia, że kiedy analizujemy tekst – Ewangelii czy jakikolwiek inny – musimy go traktować jako jedną zamkniętą całość”. Problem jednak w tym, że to twoje założenie jest błędne. Ewangeliści nigdzie nie sugerują nam, że ich teksty są “zamkniętą całością”. Przeciwnie, Jan w swej Ewangelii wyraźnie zaznacza, że nie zawarł w niej wszystkich informacji (J 20,30), natomiast Łukasz wymieniając kobiety u grobu Jezusa nadmienia, że były też “inne z nimi” (Łk 24,10). A więc Ewangeliści sami dają nam do zrozumienia, że ich teksty nie są “zamkniętą całością” i tym samym to twoje założenie jest po prostu błędne

    7) Piszesz, że “interesują nas rzeczy, które w tekście są, a nie te, których nie ma”. Ale z tego nadal nie wynika, że poszczególne Ewangelie są komplementarną, wyczerpującą i “zamkniętą całością”

    8) Piszesz, że w narracji Jana “nie pojawia się nigdzie liczba mnoga, która mogłaby sugerować więcej kobiet”. Jednak przeoczyłeś wers z J 20,2, gdzie pojawia się liczba mnoga sugerująca więcej kobiet (zwrócił uwagę na to też Wojtek w komentarzu wyżej)

    9) Piszesz w podsumowaniu o Ewangeliach, że chęć ich “ujednolicenia mąci czytelnikowi w głowie” bo trzeba czytać je oddzielnie. Ale przecież to tacy jak ty stawiają zarzut rzekomej niemożności ich ujednolicenia, wyciągając z tego następnie niekompletny wniosek o “sprzeczności”. Nie ma sensu mówić o pojęciu sprzeczności gdy czyta się tylko jedną Ewangelię bo wtedy po prostu nie ma ona z czym być sprzeczna. Ale wy tak nie robicie i w celu wynajdywania sprzeczności zawsze czytacie tak naprawdę cztery Ewangelie, robiąc z nich na siłę wewnętrznie “sprzeczny” konglomerat

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *