Porównanie Ewangelii , cz. 2 – zmartwychwstanie Jezusa.

utworzone przez | Lis 6, 2019 | Artykuły, Manuskrypty, Nowy Testament | 5 Komentarze

Jest to kontynuacja poprzedniego artykułu z cyklu „Porównanie Ewangelii”. Podobnie jak poprzednio, będzie to skonfrontowanie scen i wypowiedzi czterech kanonicznych Ewangelii, tym razem mówiących o zmartwychwstaniu Jezusa. Moim celem będzie pokazanie czytelnikom punkt po punkcie, jakie obrazy kreślą ewangeliści, o czym który mówi oraz, co ciekawsze, o czym który nie mówi. Rozważymy więc różnice między tymi opisami, a także rażące sprzeczności – takie, których nie sposób w żaden sposób zakwestionować, chyba że stawiając całą logikę na głowie.

Aby pozostać spójnym z poprzednim artykułem, pozostaję przy tłumaczeniu Biblii Tysiąclecia. Jak już pisałem, nie jest to analiza lingwistyczna i nie zamierzam wchodzić tu w subtelności tłumaczeń poszczególnych słów ani rozważać mnogich zależności intertekstualnych. Takie przedsięwzięcie byłoby szczytne, ale zbyt drobiazgowe: o tych sprawach napisano już dziesiątki tysięcy stron. Nie jest to również analiza historyczna – nie będę wchodził w takie tematy jak żydowskie zwyczaje pogrzebowe. Interesuje nas tutaj sam czysty tekst i obrazy, które buduje.

Konfrontacja narracji o zmartwychwstaniu jest trudniejsza niż tych o śmierci z powodu nierównej objętości tych opowieści u różnych ewangelistów, zmian kolejności, powtórnych redakcji. Zwłaszcza Jan (jak już zauważyliśmy poprzednio) jest płodnym literatem i u niego dzieje Jezusa po zmartwychwstaniu zajmują nie jeden, jak w pozostałych Ewangeliach, ale dwa rozdziały. Lubi też chodzić swoimi drogami i porównywanie Jana z synoptykami będzie niełatwe – uczulam na to już teraz.

W gruncie rzeczy każdy ewangelista (pomijając spodziewaną paralelność Marek-Mateusz), opowiada nam w zasadzie odmienną historię niż pozostali. Pozostają jednak ślady, które pozwalają snuć domysły, kto od kogo ściągał, albo kto z kim polemizował – co z kolei pozwala nam mówić o kolejności powstawania Ewangelii albo o ich poziomach redakcyjnych.

Zakończenie Marka.

Zanim przejdziemy do porównywania treści, konieczne jest wspomnienie problemu zakończenia Ewangelii według Marka. W biblistyce jest to bardzo obszerny temat. Tutaj wyjaśnię tę kwestię pokrótce i w pewnym przybliżeniu, aby czytelnicy wiedzieli, o co w ogóle chodzi. Zainteresowanych tą problematyką od strony bardziej „profesjonalnej” muszę niestety odesłać do konkretnych opracowań na ten temat.

Najstarsze kompletnie manuskrypty Marka, pochodzące z IV wieku Kodeks Synajski i Kodeks Watykański nie posiadają dwunastu ostatnich wersetów Marka, 16:9-20. Nie zna ich Euzebiusz ani Hieronim. Nie mają ich również Syryjski Kodeks Synajski, również z IV wieku, liczne manuskrypty armeńskie i kilka innych wersji Marka. Pozwala to na sformułowanie tezy, że Marek „oryginalnie” (cokolwiek to słowo znaczy w świecie podlegających redakcji manuskryptów) kończył się na wersecie 16:8. Koniec Ewangelii wyglądałby zatem tak:

One [kobiety] wyszły i uciekły od grobu; ogarnęło je bowiem zdumienie i przestrach. Nikomu też nic nie oznajmiły, bo się bały.

Brzmi to bardzo niedramatycznie i dlatego budzi uzasadnione wątpliwości. Ewangelia w tej wersji kończy się słowami anioła, że Jezus zmartwychwstał, ale sam Zmartwychwstały się nie pojawia. Nie jest to coś, czego byśmy się spodziewali… aczkolwiek może miało to sens dla autora.

„Dłuższe zakończenie Marka”, obejmujące znane nam, i znajdujące się w naszych Bibliach wersety 16:9-20, pojawia się w nieco późniejszych manuskryptach, za to w dużej ich ilości. Co oczywiście nic nie znaczy, bo ta duża ilość pism mogła powstać po tym, jak do Marka dodano to zakończenie, a następnie masowo ten dodatek kopiowano. Zakończenie to pojawia się m.in. w tekście bizantyjskim (tzw. większościowym), Kodeksie Aleksandryjskim, w Wulgacie, Peszitcie i wielu innych wersjach.

Co jeszcze ciekawsze, istnieje jeszcze jedno alternatywne zakończenie Marka, tzw. „krótsze”, które z drobnymi zmianami tu i tam brzmi:

Lecz prędko doniosły Piotrowi i tym [który byli] z nim, o czym im powiedziano. I potem sam Jezus (ukazał się im i) posłał przez nich, od wschodu do zachodu, święte i nieprzemijające ogłoszenie wiecznego zbawienia.

Ten tekst pojawia się samodzielnie tylko w jednym miejscu, łacińskim Kodeksie Bobbieńskim, w którym rozdział 16 Marka ma kilka innych anomalii (pomija np. część 16:8 „Nikomu też nic nie oznajmiły, bo się bały”). Istnieją też manuskrypty, w których występują jednocześnie oba zakończenia, „krótsze” i „dłuższe”.

W niniejszym artykule pozostaniemy przy wersji dłuższej, tzn. pociągniemy narrację Marka aż do klasycznego zakończenia, znanego nam z popularnych Biblii. To problematyki Marka 16,9-20 jeszcze wrócimy.

Adresy wersetów

Poniżej omawiam narracje zawierające się w 16 rozdziale Marka, 28 rozdziale Mateusza, 24 rozdziale Łukasza oraz 20 rozdziale Jana (odbywającego się w Jerozolimie). Poruszę też problematykę 21 rozdziału Jana, którego akcja dzieje się w Galilei.

Kobiety u grobu.

Marek
1 Po upływie szabatu Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba, i Salome nakupiły wonności, żeby pójść namaścić Jezusa. 2 Wczesnym rankiem w pierwszy dzień tygodnia przyszły do grobu, gdy słońce wzeszło.
Mateusz
1 Po upływie szabatu, o świcie pierwszego dnia tygodnia przyszła Maria Magdalena i druga Maria obejrzeć grób. 
Łukasz
1 W pierwszy dzień tygodnia poszły [niewiasty: Maria Magdalena, Joanna i Maria, matka Jakuba] skoro świt do grobu, niosąc przygotowane wonności. 
Jan
1 A pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu…

Co do dwóch rzeczy zgadzają się tutaj wszyscy ewangeliści: poranek zmartwychwstania miało miejsce w pierwszy dzień tygodnia, po szabacie, oraz przy grobie na pewno była Maria Magdalena. Te dwa fakty musiały być tak istotne, tak powszechnie wyznawane przez chrześcijan, że żaden z ewangelistów nie ośmielił się ich zmienić czy reinterpretować.

Pierwszy dzień tygodnia. Istnieje interpretacja, że tak naprawdę kobiety poszły nawet w nocy – według założenia szabat kończy się nie o poranku, ale sobotnim wieczorem, więc “po szabacie” może również oznaczać pełną noc albo nawet późny wieczór. Cytuje się wówczas zdanie Mateusza 28,1: Ὀψὲ δὲ σαββάτων, τῇ ἐπιφωσκούσῃ εἰς μίαν σαββάτων, inaczej interpretując ten tekst.

Ὀψὲ δὲ σαββάτων – pierwsze słowo opse słownik Liddell-Scott tłumaczy m.in.: after a long time, at length, late, after, a więc “po szabatach”. Natomiast τῇ ἐπιφωσκούσῃ εἰς μίαν σαββάτων – “na rozjaśnieniu ku pierwszemu [dniu] tygodnia”. Alternatywna interpretacja głosi, że owo “rozjaśnienie” nie odnosi się do świtu, ale do świateł – albo zapalanych na “pożegnanie szabatu” przez ludzi, albo do (trzech) gwiazd, które wg rabinów miały zwiastować, że szabat się skończył. Tak czy inaczej, pada sugestia, że obie Marie poszły do grobu jeszcze w sobotę wieczorem – gdy tylko szabat się skończył.

Marek nie zostawia wątpliwości: πρωῒ τῇ μιᾷ τῶν σαββάτων; pierwsze słowo proi oznaczać może “wczesnym rankiem, wcześnie”, a nawet “o czwartej straży nocnej” (tj. między 3 a 6 rano). Liddell-Scott podaje nawet, że jest to przeciwieństwo wyrazu ὀψέ, którego użył Mateusz! W tym samym zdaniu podaje jednak, że kobiety przyszły do grobu: ἀνατείλαντος τοῦ ἡλίου – “o wschodzącym słońcu”. Innymi słowy: nie mogła to być ani ciemna noc, ani żaden wieczór. Przeciwnie: wschód Słońca znajduje tu piękną paralelę do zmartwychwstania.

Łukasz w ogóle nie ma problemu i pisze: τῇ δὲ μιᾷ τῶν σαββάτων bez podawania godziny, podobnie Jak: Τῇ δὲ μιᾷ τῶν σαββάτων: pierwszy dzień tygodnia.

Maria Magdalena. Obecność tej Marii w każdej z narracji nie oznacza, jak chcą zwolennicy licznych podejrzanych hipotez (czytaj: fantazji), jakoby Magdalena była Jezusową żoną czy jakąś przewodniczą w pierwotnej gminie. Za mało jest danych, aby tak twierdzić, jest to mało prawdopodobne, a źródła spekulujące o kluczowej roli Magdaleny powstały zapewne dziesięciolecia lub stulecia po jej śmierci. Jednocześnie, porównując ewangeliczne narracje, nie sposób nie zauważyć, że postać Magdaleny miała znaczenie właśnie w kontekście zmartwychwstania.

Zobaczywszy co łączy ewangelistów, spójrzmy teraz na to, co ich dzieli.

Liczba i skład grupy kobiet. Za każdym razem jest inaczej.
U Marka kobiet są trzy: Magdalena, Maria i Salome, te same które przypatrywały się śmierci krzyżowej Jezusa.
U Mateusza kobiet są dwie: Magdalena i Maria. Salome znika – znowu! To samo widzieliśmy w poprzednim artykule, gdzie Mateusz opisując kobiety na Golgocie, trzecią opisuje anonimowo jako „matkę synów Zebedeusza” pomijając jej imię. Tutaj kompletnie ją usuwa. Czemu? Nie wiadomo. Jednak widzimy tutaj wyraźnie, że Mateusz nie toleruje Salome.
U Łukasza kobiet są znowu trzy: Magdalena, Maria i Joanna. Miała to być żona zarządcy u Heroda imieniem Chuza, o której Łukasz wspominał w 8:3 swojej Ewangelii. Liczba wraca do oryginału Marka, ale Salome ginie na zawsze, zastąpiona przez inną, oryginalną postać Łukasza. Ponadto Łukasz przezornie dodaje “inne z nimi”, co daje amunicję apologetom postulującym, że kobiet było tak naprawdę więcej.
Jan ścina te dyskusje. U niego jest tylko i wyłącznie Magdalena.

Oczywiście, liczni apologeci będą próbować sztuczek, aby wyjaśnić te rozbieżności. Skoro Łukasz wymienia też „jakieś” kobiety, a nie podaje ich liczby, to w sumie mogła tam być i Magdalena, i Maria, i Salome, i Joanna, a ewangeliści podają te, które im pasują. Idąc tą logiką równie dobrze mogło być przy grobie Jezusa pięćdziesiąt kobiet, tylko autorzy nie raczyli nam tego powiedzieć.

Są to oczywiście argumenty spójne logicznie (jakżeby inaczej). Natomiast działają one wyłącznie w Ewangelii Łukasza. Jednak skoro taki Marek czy Jan mówią, że do grobu poszły te konkretne wymienione z imienia kobiety, to najwyraźniej nie chcą przez to powiedzieć, że zabrały ze sobą dwadzieścia koleżanek. Tego rodzaju argumentacja wpycha w tekst treści, których tam nie ma, oczywiście w złej wierze: ze względów apologetycznych, depcząc przy tym sam tekst.

Innymi słowy: jedynie Łukasz pozwala nam na sugerowanie, że kobiet było więcej niż on sam podaje (czyli trzy). Inni ewangeliści nie dają tej możliwości. Zwłaszcza Jan, który konsekwentnie będzie wymieniał tylko Magdalenę.

Po co poszły do grobu? To też dobre pytanie. Marek i Łukasz dają prostą odpowiedź: „nakupiły wonności”, aby namaścić Jezusa. Może dopełnić obrzędów pogrzebowych? Jan nie mówi czemu Magdalena poszła do grobu. U Mateusza zaś jest inaczej: poszły jedynie „obejrzeć grób”. Jan i Mateusz ani słowem nie mówią o pośmiertnym namaszczaniu Jezusa. To drobna nieścisłość, ale interesująca.

Światło i mrok. Kobiety idą po szabacie, to jasne. U Marka przychodzą do grobu, gdy słońce już wzeszło. U Jana Magdalena idzie, gdy jeszcze jest ciemno. Co się dzieje?

Apologetyczna odpowiedź będzie oczywiście prosta (i iście „rabiniczna”): wyszła, gdy było ciemno, a dotarła, gdy było już jasno. Prosta piłka, czyż nie? Spłaszczająca przy okazji tekst. Nie chodzi teraz o szukanie sprzeczności, ale o zrozumienie obrazu, jaki kreślą ewangeliści.

U Marka kobiety idą do grobu i sądzą, że na grobie będzie kamień. Zaraz się przekonają, że kamień jest zwalony, a ukrzyżowanego nie ma w grobie. Obraz ewangeliczny mówi: Słońce już wzeszło – Jezus już zmartwychwstał! Tymczasem u Jana Magdalena idzie do grobu, gdy panują jeszcze ciemności, gdy nie wie o zmartwychwstaniu. Po chwili pomyli Jezusa z ogrodnikiem, jakby jeszcze nie widziała dokładnie. Wszystko stanie się jasne dopiero wtedy, gdy pozna Zmartwychwstałego. Ta symbolika światła i ciemności jest żywa u ewangelistów, ale obaj posługują się nią inaczej. Warto to docenić.

Angelofania.

Marek
3 A mówiły między sobą: «Kto nam odsunie kamień od wejścia do grobu?» 4 Gdy jednak spojrzały, zauważyły, że kamień był już odsunięty, a był bardzo duży. 5 Weszły więc do grobu i ujrzały młodzieńca siedzącego po prawej stronie, ubranego w białą szatę; i bardzo się przestraszyły.  
Mateusz
2 A oto powstało wielkie trzęsienie ziemi. Albowiem anioł Pański zstąpił z nieba, podszedł, odsunął kamień i usiadł na nim. 3 Postać jego jaśniała jak błyskawica, a szaty jego były białe jak śnieg. 4 Ze strachu przed nim zadrżeli strażnicy i stali się jakby umarli. 
Łukasz
2 Kamień od grobu zastały odsunięty.  3 A skoro weszły, nie znalazły ciała Pana Jezusa. 4 Gdy wobec tego były bezradne, nagle stanęło przed nimi dwóch mężczyzn w lśniących szatach. 
Jan (inna kolejność: po wizycie Piotra w 3-10)
11 Maria Magdalena natomiast stała przed grobem płacząc. A kiedy [tak] płakała, nachyliła się do grobu 12 i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa – jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg.

Kolejnym etapem zmartwychwstania jest objawienie anielskie. To posłańcy z niebios zwiastują ludziom zmartwychwstanie Jezusa – zdarzenie, które już się dokonało, kiedy świadkowie (lub jeden świadek) docierają do grobu. Nikt nie ogląda zmartwychwstania bezpośrednio: jest to boskie misterium, ludziom niedostępne.

Rola aniołów wiąże się tutaj z apokaliptyczną tradycją, w której to niebiańskie duchy są pośrednikami boskich objawień. Tradycja ta ciągnęła się w żydowskiej religii od dawna, od przynajmniej ksiąg Daniela, Henocha czy Jubileuszów. Tam też obraz „mężczyzny” albo „młodzieńca w białej szacie” stał się zwyczajowym określeniem na aniołów.

Przeanalizujmy różnice. U Marka kobiety zastają dzieło już dokonane: po prostu kamień jest odsunięty, grób otwarty, w środku grobu anioł. One też są jedynymi aktorkami tej sceny (prócz młodzieńca). Fabuła jest przeto dość prosta.

Mateusz podnosi dramatyczne napięcie – po raz kolejny obserwujemy tu Mateuszową intensyfikację narracji. Angelofanii towarzyszy trzęsienie ziemi i śmiertelny paraliż strażników (kolejnych aktorów tej historii) – ten obraz robi wrażenie swoją potęgą i majestatem, w przeciwieństwie do cichości Marka. Tutaj też anioł nie pojawia się w grobie: kobiety spotykają go na zewnątrz, siedzącego na skale. Z pewnością ten fakt zasiadania na kamieniu też miał znaczenie dla czytelników. Różnice mamy więc w tonie sceny oraz w szczegółowej lokalizacji aktorów.

Łukasz schodzi z tonu i najwyraźniej nie odpowiada mu Mateuszowy triumfalizm. Wszystko, co miało się stać, jest już u niego dokonane, jak u Marka. Aniołowie również czekają na zewnątrz, a nie w grobie. Jest ich również tym razem dwóch, a nie jeden. Czemu? Tego nie wiemy. Być może jest to kontynuacja tradycji o dwóch aniołach (np. Ewangelia Piotra, 10,38) wspierających z obu stron zmartwychwstającego Jezusa, którą autor Łukasza zdecydował się włączyć jako aluzję.

U Jana objawienie anielskie pojawia się dopiero po epizodzie z Piotrem. Istnieją teorie, że ów epizod został dodany do ewangelii później, a pierwotnie tekst traktował tylko o Marii u grobu, jak u synoptyków. Osobiście nie widzę powodu, aby ten pogląd podtrzymywać, o czym niżej. Tak czy inaczej, Jan po raz kolejny łączy wątki poprzedników: u niego aniołów jest dwóch (jak u Łukasza), ale Maria spotyka ich wewnątrz grobu, nie na zewnątrz (jak u Marka). W „typowo Janowy” sposób również autor dodaje bogatsze literackie szczegóły, takie jak płacz Marii albo dokładną lokalizację świętych posłańców.

Innymi słowy, znów zastajemy charakterystyczne cechy każdego z ewangelistów w działaniu. Marek jest względnie prosty w przekazie; Mateusz przekaz dramatyzuje i wzmacnia; Łukasz wprowadza swoje własne elementy; Jan stara się łączyć przekazy poprzedników oraz literacko rozwija narrację.

Anielska ewangelia.

Marek
6 Lecz on rzekł do nich: «Nie bójcie się! Szukacie Jezusa z Nazaretu, ukrzyżowanego; powstał, nie ma Go tu. Oto miejsce, gdzie Go złożyli. 7 Lecz idźcie, powiedzcie Jego uczniom i Piotrowi: Idzie przed wami do Galilei, tam Go ujrzycie, jak wam powiedział».
Mateusz
5 Anioł zaś przemówił do niewiast: «Wy się nie bójcie! Gdyż wiem, że szukacie Jezusa Ukrzyżowanego. 6 Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał, jak powiedział. Chodźcie, zobaczcie miejsce, gdzie leżał. 7 A idźcie szybko i powiedzcie Jego uczniom: Powstał z martwych i oto udaje się przed wami do Galilei. Tam Go ujrzycie. Oto, co wam powiedziałem». 
Łukasz
5 Przestraszone, pochyliły twarze ku ziemi, lecz tamci rzekli do nich: «Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? 6 Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał. Przypomnijcie sobie, jak wam mówił, będąc jeszcze w Galilei: 7 “Syn Człowieczy musi być wydany w ręce grzeszników i ukrzyżowany, lecz trzeciego dnia zmartwychwstanie”». 
Jan
13 I rzekli do niej: «Niewiasto, czemu płaczesz?» Odpowiedziała im: «Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono». 

Jak można się spodziewać, aniołowie pierwsi zwiastują ewangelię (choć nie u Jana), pełnią więc zwyczajową funkcję objawicieli. U synoptyków są ze sobą względnie zgodni… do czasu przynajmniej. U Jana jedynie pytają Magdalenę o jej stan, ale nic o Jezusie nie wspominają – ta rola u Jana przypadnie samemu Zmartwychwstałemu.

Marek i Mateusz powtarzają to samo przesłanie nieco tylko innymi słowami. Można to śledzić wyraz za wyrazem. Marek wspomina po imieniu Piotra; Mateusz dodaje zachętę „chodźcie, zobaczcie, gdzie leżał”. Obu łączy jednak jedna myśl, która będzie kluczowa w naszych następnych rozważaniach: Jezus wzywa uczniów do Galilei. To jest ich pierwsze zadanie od zmartwychwstałego mistrza. Jest to fenomenalnie ważny szczegół, który zaważy praktycznie na całym naszym porównaniu ewangelicznych narracji, jak nam przyjdzie się przekonać.

Łukasz najwyraźniej zna albo te słowa Marka-Mateusza, albo zna ich oryginalne źródło (może gminny kerygmat), bo używa podobnych wyrażeń „nie ma go tu, zmartwychwstał”. Wspomina Galileę, ale tym razem tylko w formie wspomnienia: tutaj nie ma mowy o podróży do północnej krainy. Jest to szalenie ważne, gdy przyjdzie nam przestrzennie zlokalizować Jezusowe objawienie.

Powrót kobiet.

Marek
8 One wyszły i uciekły od grobu; ogarnęło je bowiem zdumienie i przestrach. Nikomu też nic nie oznajmiły, bo się bały.
Mateusz
8 Pośpiesznie więc oddaliły się od grobu, z bojaźnią i wielką radością, i biegły oznajmić to Jego uczniom. 
Łukasz
8 Wtedy przypomniały sobie Jego słowa 9 i wróciły od grobu, oznajmiły to wszystko Jedenastu i wszystkim pozostałym. 10 A były to: Maria Magdalena, Joanna i Maria, matka Jakuba; i inne z nimi opowiadały to Apostołom. 11 Lecz słowa te wydały im się czczą gadaniną i nie dali im wiary. 
Jan
Milczy.

Na tym miejscu kończy się krótsza wersja Marka, przerywając dramatyczną historię jakby w połowie. Już Mateusz odstępuje od tej wersji, jakoby kobiety niczego nikomu nie powiedziały – w końcu, gdyby to była prawda, nikt nie usłyszałby o zmartwychwstaniu! U Marka kobiety od grobu uciekają i dominuje tutaj strach, który zamyka im usta; u Mateusza też biegną, ale z radością, która im usta otwiera. To ciekawa niezgodność tych dwóch synoptyków, tak zwykle jednorodnych w swoim przesłaniu.

Jednak już krótsze zakończenie mówiło o przekazaniu wieści uczniom („Lecz prędko doniosły Piotrowi i tym [który byli] z nim, o czym im powiedziano…”), więc może nie należy spieszyć się tak bardzo z oceną Markowej ewangelii – może wersety Mateusza są tylko swoista parafrazą tego krótszego zakończenia?

W tym miejscu dopiero Łukasz wymienia kobiety z imienia. Już tutaj mówi też o niedowierzaniu uczniów, co pojawi się później u pozostałych synoptyków. U Jana zaś prawdziwy dramat (ze szczęśliwym zakończeniem) ma się dopiero zacząć!

Zmartwychwstały.

Marek
9 Po swym zmartwychwstaniu, wczesnym rankiem w pierwszy dzień tygodnia, Jezus ukazał się najpierw Marii Magdalenie, z której wyrzucił siedem złych duchów. 10 Ona poszła i oznajmiła to tym, którzy byli z Nim, pogrążonym w smutku i płaczącym. 11 Ci jednak słysząc, że żyje i że ona Go widziała, nie chcieli wierzyć. 
Mateusz
9 A oto Jezus stanął przed nimi i rzekł: «Witajcie!» One podeszły do Niego, objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon. 10 A Jezus rzekł do nich: «Nie bójcie się! Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech idą do Galilei, tam Mnie zobaczą».
Łukasz
Milczy.
Jan
14 Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. 15 Rzekł do niej Jezus: «Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?» Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: «Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę». 16 Jezus rzekł do niej: «Mario!» A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: «Rabbuni», to znaczy: Nauczycielu! 17 Rzekł do niej Jezus: «Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: “Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego”». 18 Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom: «Widziałam Pana i to mi powiedział». 

Od dziewiątego wersetu Marka trafiamy jakby w zupełnie inną narrację! Autor opisuje wydarzenia tak, jakby dopiero zaczynał „rozdział o zmartwychwstaniu”, bez względu na to, co opisał poprzednio. Moglibyśmy w ogóle usunąć wersety 1-8, a pozostawiwszy dziewiąty i kolejne, otrzymalibyśmy kompletną, choć oczywiście obcą nam, historię zmartwychwstania. Ten obraz literacki nie ma w zasadzie nic wspólnego z opisanym wcześniej: nie wiemy czy Jezus objawił się Magdalenie przy grobie, w drodze do domu, w jej domu, czy kiedy wyszła potem sama na spacer? Jesteśmy zawieszeni w próżni.

Dopiero po tym „ukazaniu się”, podczas którego Jezus całkowicie milczy, Magdalena idzie do uczniów z radosną wieścią – w przeciwieństwie do kobiet z wersetów 1-8, które się bały i milczały. Tutaj też widzimy Markowy wyrzut do uczniów o ich niewiarę, jak zobaczymy, powszechny.

Mateusz znowu odchodzi od Marka – albo może uzupełnia go, jeśli znał Markową wersję z nagłym zakończeniem na wersecie ósmym. Jezus objawia się kobietom, jak sugeruje tekst, kiedy one wracają do uczniów z przesłaniem od anioła. Co wydaje się całkowicie zbędne, ponieważ Jezus powtarza im właściwie słowo w słowo to, co powiedział kobietom już anioł – łącznie z „nie bójcie się”. I również wysyła uczniów do Galilei: jest to bardzo ważny szczegół. Cała wypowiedź Jezusa, jak również jego ukazanie się, wygląda jak sztuczny dublet w stosunku do anioła: i anioł, i Jezus, objawiają się i mówią kobietom dokładnie to samo. Paralelizmy były, owszem, popularnym zabiegiem literackim, i może to przyświecało autorowi.

Łukaszowy Jezus nie objawia się kobietom w ogóle. Niżej nie objawi się również Piotrowi. Ale zrobi to wobec dwóch uczniów w Emaus. Czemu autor wybrał taką kolejność objawień? Nie wiadomo.

Sławny dialog Jezusa i Magdaleny z Jana jest, jak zwykle, dramatyczny i bardzo ciekawy od strony literackiej. Nie jest to miejsce na szersze omawianie tego, co tak naprawdę się za nim kryje. Porównując Ewangelie wydaje się natomiast, że autor Jana umyślnie rozwijał wątek z Marka 16,9, czyli indywidualnego objawienia Jezusa przed Marią Magdaleną. Innymi słowy: wygląda to tak, jakby Jan znał treść Marka (konkretnie Marka, bo u niego też anioł był wewnątrz grobu), i to w jego wersji z dłuższym zakończeniem (tym, w którym Maria ma odrębne objawienie), a następnie połączył koncepcję „kobiet u grobu” z wersetów 16,1-8 z osobistym objawieniem Magdaleny z wersetu 16,9. Dzięki temu można wyjaśnić, czemu to Magdalena i tylko Magdalena idzie do grobu i spotyka Jezusa.

Piotr u grobu.

Marek
Milczy.
Mateusz
Milczy.
Łukasz
12 Jednakże Piotr wybrał się i pobiegł do grobu; schyliwszy się, ujrzał same tylko płótna. I wrócił do siebie, dziwiąc się temu, co się stało. 
Jan (inna kolejność)
2 Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: «Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono». 3 Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. 4 Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. 5 A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. 6 Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna 7 oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. 8 Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. 9 Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, [które mówi], że On ma powstać z martwych. 10 Uczniowie zatem powrócili znowu do siebie. 

Scenę dalej widzimy z kolei świadectwo zależności Jana od Łukasza. W iście Janowym stylu czerpie on z Łukaszowej narracji o krótkiej wizycie Piotra w grobie, a następnie rozwija ją do pokaźnych rozmiarów. Nie ma szans, aby to Łukasz pożyczał epizod od Jana. U Łukasza idzie tylko jeden człowiek, Piotr, jego podróż jest prosta i do niczego w sumie nie prowadzi. Dla Jana natomiast stanowi to okazję do płodnego rozwinięcia wątku o taką ilość potencjalnych znaczeń, że potrzebny byłby oddzielny artykuł, aby je rozwikłać.

Jedni widzą w tym „wyścigu apostołów” świadectwo relacji małoazjatyckich gmin Janowych z innymi gminami, jakoby „bardziej Piotrowymi”. Inni: napiętych relacji między charyzmatykami („umiłowanym”) a oficjalnym episkopatem („Piotrem”) w okresie ponownego formułowania struktur władzy w chrześcijańskich gminach przełomu I i II wieku. Jeszcze inaczej interpretuje się to jako akceptację przez środowiska „umiarkowanie gnostyckie” (znów: „umiłowanego”) władzy „psychików”, czyli normalnych chrześcijan w postaci Piotra. Te wszystkie interpretacje są tu jednak bezprzedmiotowe w treściowym porównywaniu samych Ewangelii – choć zasługują na odrębne omówienie.

Uczniowie z Emaus.

Marek
12 Potem ukazał się w innej postaci dwom z nich na drodze, gdy szli do wsi. 13 Oni powrócili i oznajmili pozostałym. Lecz im też nie uwierzyli. 
Mateusz
Milczy.
Łukasz
13 Tego samego dnia dwaj z nich byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. 14 Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. 15 Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. 16 Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. 17 On zaś ich zapytał: «Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?» Zatrzymali się smutni. 18 A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: «Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało». 19 Zapytał ich: «Cóż takiego?» Odpowiedzieli Mu: «To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; 20 jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. 21 A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Tak, a po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. 22 Nadto jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, 23 a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. 24 Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli». 25 Na to On rzekł do nich: «O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! 26 Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?» 27 I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego. 28 Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. 29 Lecz przymusili Go, mówiąc: «Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił». Wszedł więc, aby zostać z nimi. 30 Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. 31 Wtedy oczy im się otworzyły i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. 32 I mówili nawzajem do siebie: «Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?» 33 W tej samej godzinie wybrali się i wrócili do Jerozolimy. Tam zastali zebranych Jedenastu i innych z nimi, 34 którzy im oznajmili: «Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi». 35 Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak Go poznali przy łamaniu chleba.
Jan
Milczy.

Jak na ironię, znajdujemy tu ponownie przykład tekstowej zależności między ewangelistami – tym razem między Markiem i Łukaszem. Zadziwiające jest, że ani Mateusz, który podąża za Markiem jak cień, ani Jan, który gotowy jest czerpać z Marka, nie mówią nic o tym epizodzie.

Potencjalnie jest też możliwość, że redaktor Marka, który wykonywał którąś z kolei redakcję (na co mamy świadectwa) i miał już Łukasza w ręku, chciał nieco „skorygować” albo „zsynchronizować” ze sobą posiadane ewangelie. Dodał więc skrót Łukaszowego epizodu do Marka. Takie rozwiązanie jest również możliwe, ponieważ tekst Marka nie gubi żadnego istotnego elementu: wspomina, że Jezus ukazał się „w innej postaci” oraz że świadków zdarzenia było dwóch. Na skrót więcej nie trzeba. Zatem nie możemy tutaj jednoznacznie tego problemu rozstrzygnąć.

Zadziwiające jest jednak zakończenie u Łukasza. Co znaczy „Pan … ukazał się Szymonowi”? Przecież czytaliśmy przed chwilą wyżej, że mu się nie ukazał: Piotr wszedł do grobu, zobaczył płótna i odszedł „dziwiąc się”. To nie było objawienie! O czym uczniowie tutaj w ogóle mówią? Czy coś nam umknęło z narracji? Czy oryginalnie u Łukasza Piotr widział Jezusa przy grobie? Czy też samo zobaczenie pustego grobu było dostatecznym „objawieniem” Zmartwychwstałego?

Niestety, nie wiemy.

Tylko Mateusz: strażnicy.

11 Gdy one były w drodze, niektórzy ze straży przyszli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim, co zaszło. 12 Ci zebrali się ze starszymi, a po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy 13 i rzekli: «Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdyśmy spali. 14 A gdyby to doszło do uszu namiestnika, my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu». 15 Ci więc wzięli pieniądze i uczynili, jak ich pouczono. I tak rozniosła się ta pogłoska między Żydami i trwa aż do dnia dzisiejszego. 

Mateusz jako jedyny uwzględnia istnienie strażników grobu w swojej narracji – we wszystkich pozostałych Ewangeliach w ogóle ich nie ma. Wspominał o nich wcześniej, gdy anioł sparaliżował ich strachem.

Strażnicy pełnią konkretną rolę – są uzasadnieniem żydowskich drwin z wiary w zmartwychwstanie Jezusa. Zapewne jest to echo I-wiecznych polemik, jakie musieli toczyć judeochrześcijanie. W ten sposób, jakby na to patrzeć, sensowny zarzut przeciwko zmartwychwstaniu zostaje odparty, jako złośliwe oszczerstwo podparte łapówką. Można przecież zapytać: skoro działy się takie cuda, trzęsła się ziemia i zstąpił anioł z nieba, gdzie byli inni świadkowie? Mateuszowa odpowiedź to: byli, ale zostali przekupieni. W ten sposób każdy, kto powtarza takie „pomówienia”, uczestniczy w grzechu oszustwa.

Jezus ukazuje się uczniom (wreszcie).

Marek
14 W końcu ukazał się samym Jedenastu, gdy siedzieli za stołem, i wyrzucał im brak wiary i upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego. 
Mateusz
16 Jedenastu zaś uczniów udało się do Galilei na górę, tam gdzie Jezus im polecił. 17 A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. 
Łukasz
36 A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: «Pokój wam!» 
Jan
19 Wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: «Pokój wam!» 20 A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. 21 A Jezus znowu rzekł do nich: «Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». 22 Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego! 23 Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane»

Pytanie brzmi: gdzie ukazał się uczniom Jezus?

Marek to skomplikowany przypadek. W teorii anioł przy grobie nakazał uczniom udać się do Galilei, i to tam mieli spotkać Zmartwychwstałego. Jednak tamto wezwanie padło w 16,1-8 Marka. Jak już zauważyliśmy, Marek 16,9-20 nie wygląda na kontynuację tamtej opowieści, ale zupełnie inny zbiór epizodów, „doklejony” jako dłuższe zakończenie. Tu Jezus ukazuje się Magdalenie (jak u Jana), dwóm uczniom „na drodze” (jak u Łukasza), a w końcu Jedenastu… w zasadzie nie wiadomo gdzie.

Mateusz jest z kolei jasny i konsekwentny: tak jak nakazali równolegle anioł i sam Jezus, uczniowie idą do Galilei. Spotykają Zmartwychwstałego na górze, co jest zapewne aluzją do innych objawień na szczytach gór, jakich doznawali mężowie Starego Testamentu (Mojżesz, Eliasz), oraz sami apostołowie podczas Przemienienia. Tu bez wątpienia Jezus ukazuje się w Galilei, tak jak powinien był to zrobić również według logiki Marka. Mateusz wydaje się być tu zgodny z Markiem: z jego krótką wersją.

Zupełnie inaczej jest u Łukasza i tutaj dochodzimy do sedna fundamentalnej sprzeczności między synoptycznymi Ewangeliami. Łukaszowy Jezus objawia się w Jerozolimie i tylko w Jerozolimie. Uczniowie nie ruszają się z miejsca. Co więcej: Łukasz będzie konsekwentnie pisał, że uczniowie nigdy nie poszli do Galilei.

Nie ma tu wezwania, aby iść na północ. Autor wiąże objawienie Zmartwychwstałego oraz powstanie pierwszej gminy chrześcijańskiej z Jerozolimą. Później napisze też, że uczniowie „stale przebywali w świątyni” – czyli nie mieli czasu, aby pójść do Galilei, aż do wniebowstąpienia. Również Jezus powie im: „Wy zaś pozostańcie w mieście, aż będziecie przyobleczeni mocą z wysoka” – czyli zabrania im się ruszać z miejsca. Nie ma u Łukasza nawet cienia wątpliwości co do geograficznej lokalizacji uczniów. Łukaszowi wyraźnie na tym bardzo, bardzo zależy.

Co rodzi oczywisty problem i sprzeczność między Ewangeliami. Często słyszy się argumenty apologetów, jakoby „każdy ewangelista pisał to, co zapamiętał”, albo że powinniśmy porównywać te teksty do raportów różnych świadków tego samego wydarzenia. Ten świadek zapamiętał to, tamten zapamiętał tamto, wspomnienia się nieco różnią, zapisane słowa są nieco inne – ale w końcu idea jest ta sama, i mówią o tym samym zdarzeniu, prawda?

Niestety, tutaj to tłumaczenie nie działa. Przypomina to sytuację, w której jeden ze świadków wspomina, że jakieś zdarzenie (np. wypadek) miało miejsce w Zakopanem, w cieniu gór, podczas gdy drugi twierdzi, że było to przy molo w Sopocie. Ktoś musi kłamać, ktoś musi się mylić, świadectwa są fundamentalnie niezgodne. U Mateusza (i może w zamyśle Marka też) uczniowie spotykali Jezusa w Galilei – u Łukasza dzieje się to w Jerozolimie i sam autor nie daje nawet cienia manewru („pozostańcie w mieście” i „stale przebywali w świątyni”), aby kiedykolwiek mogli się tam udać.

Jan, jak możemy się po nim spodziewać, będzie szedł jeszcze inną drogą. Stworzy kolejną niezgodność, jeszcze bardziej plącząc się w sprzeczności z poprzednikami. Janowy Jezus do końca rozdziału 20 będzie ukazywał się uczniom w Jerozolimie (jak u Łukasza), natomiast cały rozdział 21 będzie poświęcony objawieniom w Galilei (jak u Mateusza)! Ponownie jesteśmy świadkami tego, że Jan najwyraźniej znał te różne tradycje (wg mnie miał w ręku obie ewangelie) i starał się je jakoś pogodzić ze sobą. Jezus używa nawet tych samych słów, co u Łukasza. Natomiast rozdział 21 Jana rozpoczyna się od „Potem znowu ukazał się Jezus nad Morzem Tyberiadzkim…”, czyli galilejskim Genezaret.

Niestety, również i to nie działa, z tych samych powodów, które wyłożyłem wyżej: Łukasz nie pozwala uczniom ruszyć się z Jerozolimy na wyraźny nakaz samego Jezusa. Od momentu objawienia Zmartwychwstałego aż do zesłania Ducha Świętego („obietnicy Ojca”) uczniowie geograficznie są zablokowani. Nie mają opcji, aby ot tak udać się nad Genezaret. Jan stara się naprawić sprzeczności i ujednolicić narracje, ale sam zaprzecza Łukaszowi. Oraz Mateuszowi, ponieważ każe Jezusowi objawić się na brzegu jeziora, a nie na górze. Taki mały szczegół.

Dowód cielesności.

Marek
Milczy.
Mateusz
Milczy.
Łukasz
37 Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. 38 Lecz On rzekł do nich: «Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? 39 Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam». 40 Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. 41 Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: «Macie tu coś do jedzenia?» 42 Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. 43 Wziął i jadł wobec nich. 
Jan
20 A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana.

Te fragmenty poświęcone są udowodnieniu, że Jezus po zmartwychwstaniu nie jest duchem. Miało to duże znaczenie, ponieważ można byłoby sądzić, że po śmierci Jezus porzucił materialne ciało i że zmartwychwstanie jest tylko duchowe. Była to naturalna kolej rzeczy dla helleńskiej kultury, dla której ciało było zepsute, a jedynie dusza warta zbawienia. Również esseńczycy wierzyli, według doniesień Józefa Flawiusza, że zbawieni samą duszą udają się do nieba. Mogła być to również polemika wobec Pawłowego przekonania o „ciele duchowym”, albo jego antymaterialnym interpretacjom.

Te polemiki wyrażają jedynie Łukasz i Jan – późniejsze ewangelie. Być może tylko one napotykały ten problem wśród swoich odbiorców. Jeśli założymy, że Łukasz skierowany był zwłaszcza do „chrześcijan z pogan”, musiał kłaść duży nacisk na cielesność zmartwychwstania, raczej obcą powszechnemu wówczas, stoicko-platońskiemu paradygmatowi. Jezus udowadnia, że powstał w tym samym ciele, w którym żył: ma dotykalne ręce i nogi, może też jeść. Jego ciało wydaje się jednak nie nosić śladów męki – nie ma o tym słowa, więc Łukaszowy Jezus jest „zdrowy”. Dopiero u Jana ciało Zmartwychwstałego ma przebite ręce i bok, co jeszcze wyraźniej będzie powiedziane przy okazji „niewiernego Tomasza”.

Ostatnie słowa do uczniów.

Marek
15 I rzekł do nich: «Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! 16 Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. 17 Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; 18 węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie». 
Mateusz
18 Wtedy Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami: «Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. 19 Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. 20 Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata»
Łukasz
44 Potem rzekł do nich: «To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach». 45 Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma, 46 i rzekł do nich: «Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie, 47 w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jerozolimy. 48 Wy jesteście świadkami tego. 49 Oto Ja ześlę na was obietnicę mojego Ojca. Wy zaś pozostańcie w mieście, aż będziecie przyobleczeni mocą z wysoka». 
Jan
21 A Jezus znowu rzekł do nich: «Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». 22 Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego! 23 Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane».

„Ostatnie słowa” Jezusa do uczniów są w każdym wypadku zupełnie inne i wyrażają nieco inne myśli. Wspólne jest tylko posłanie apostołów, aby nauczali i nawracali ludzi. To warto podkreślić: każda Ewangelia posłana jest na cały świat, a tylko Jan pomija bezpośredni zwrot o „wszystkich narodach” vel „wszelkim stworzeniu”.

Widzimy tutaj ponownie Łukaszowe przywiązanie do Jerozolimy – to stąd ma wyjść ewangelia na świat. U Mateusza, w domyśle, wychodzi z Galilei.

Inną kwestią jest polemika Jana z Łukaszem – taka, na którą tylko wprawne oko zwróci uwagę. Łukaszowy Jezus obiecuje uczniom „obietnicę Ojca”, a z Dziejów wiemy, że chodzi tutaj o Ducha Świętego. Będą na nią czekać aż do Pięćdziesiątnicy, stale w Jerozolimie.

Natomiast u Jana nie muszą czekać. Już w tej samej chwili otrzymują Ducha, co Jan przedstawia jako moment „tchnięcia”. „Duch Święty” to bardzo kiepsko przetłumaczony termin ruah ha-kodesz, dosłownie „tchnienie świętości”. Ruah to właśnie duch, wiatr, poruszenie powietrza oraz właśnie oddech. Tchnięcie Jezusa na uczniów to chwila przekazania im „oddechu świętości”, o którym chwilę później Jezus mówi. Nie trzeba czekać do Pięćdziesiątnicy – Janowy Jezus daje Ducha od razu!

Tylko Jan: „niewierny Tomasz”.

24 Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. 25 Inni więc uczniowie mówili do niego: «Widzieliśmy Pana!» Ale on rzekł do nich: «Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę». 26 A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz [domu] i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: «Pokój wam!» 27 Następnie rzekł do Tomasza: «Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż [ją] do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym!» 28 Tomasz Mu odpowiedział: «Pan mój i Bóg mój!» 29 Powiedział mu Jezus: «Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli»

Epizod z Tomaszem jest wyjątkowy dla Ewangelii Jana i w sumie trudno jest cokolwiek o nim pewnego powiedzieć. Tomasz był ważną postacią dla chrześcijan-gnostyków, przykładem jest choćby znana powszechnie Ewangelia Tomasza, mało znana Apokalipsa Tomasza, jak również bardzo gnostyckie Dzieje Świętego Tomasza Apostoła, w których bohater udaje się aż do Indii, głosi tam ewangelię (której główną zasadą jest rozdawanie jałmużny oraz kategoryczne powstrzymanie się od seksu). Przezwisko Didymos, tj. Bliźniak, odnoszono do tego, że Tomasz był „bliźniakiem Jezusa” – niekoniecznie z narodzenia, ale pod względem duchowym, a przez to był religijnym autorytetem. Historia „niewiernego Tomasza” (która może być nazwana też historią sceptycznego Tomasza) miała może na celu podkopanie tego autorytetu – w Ewangelii Jana bohaterem jest „umiłowany uczeń” (autorytet gminy autora), a nie jakiś inny z apostołów. Możliwe, że jest to echo tych wewnątrzchrześcijańskich polemik.

Wniebowstąpienie.

Marek
19 Po rozmowie z nimi Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga.
Mateusz
Milczy.
Łukasz
50 Potem wyprowadził ich ku Betanii i podniósłszy ręce błogosławił ich. 51 A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba. 52 Oni zaś oddali Mu pokłon i z wielką radością wrócili do Jerozolimy, 53 gdzie stale przebywali w świątyni, błogosławiąc Boga.
Jan
Milczy.

Mateusz milczy o wniebowstąpieniu – zapewne nie dlatego, że „zapomniał” o takim wydarzeniu. Jest to raczej konsekwencja Jezusowej obietnicy kończącej jego Ewangelię: „Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Skoro jest z nami, wnioskuje autor, to nigdzie nie odszedł. Podobnie jest z Janem, u którego Jezus najwyraźniej jest obecny wśród swoich, a przynajmniej nic nie wiemy o jego odejściu.

Marek nie wspomina tu o geografii – w zasadzie nie robi to w żadnym miejscu dłuższego zakończenia. U Łukasza ma to miejsce w drodze „ku Betanii”. Jest to spójne z tekstem Dziejów, gdzie Jezus odchodzi „na górze”, i z tradycją utożsamiającą ją z Górą Oliwną.

Tekst Łukasza potwierdza to, o czym mówiliśmy wcześniej: uczniowie przebywali stale w Jerozolimie aż do zesłania Ducha Świętego.

Spekulacje nt. dłuższego zakończenia Marka.

Jak widzieliśmy, Marek 16,9-20, nieobecny w części ważnych manuskryptów, wydaje się być sztucznym dodatkiem do pierwotnej Ewangelii. Dodanym może w dobrej wierze, ponieważ tak, jak ta Ewangelia się kończy w wersecie 16,8, jest zbyt nagłe i pozostawia zbyt dużo niedopowiedzeń.

Możliwe, że zakończenie 16,8 celowo pozostawiało pustkę, którą tylko nauczanie ustne mogło uzupełnić. Albo też kończyła się w ten sposób pisana, możliwa do wypowiedzenia nauka chrześcijańska: aby wejść w prawdziwe doświadczenie zmartwychwstania, konieczne było uczestnictwo w realnym obrzędzie chrztu, a potem może łamania chleba? To oczywiście spekulacje, jednak urwanie narracji na 16,8 nie musi być pozbawione sensu: może miało go w pierwotnej gminie?

Nie ma na ten temat żadnych świadectw, jednak możemy spekulować, że może było jakieś „sensowne” zakończenie Marka po 16,8, które z jakichś powodów przepadło. Mogłoby być podobne do zakończenia Mateusza, w którym uczniowie konsekwentnie spotykają Jezusa w Galilei, tak jak nakazał to anioł. Może też „krótsze zakończenie Marka” jest jakimś śladem oryginalnego? A może tylko próbą jakiegoś redaktora, który odczuwał urwanie historii na 16,8 podobnie jak my, i chciał sensownie tę narrację uzupełnić?

Marek 16,9-20 jest sztucznie doklejony do reszty Ewangelii. Pod względem literackim również odstaje od jej stylu, co zresztą przyznaje konsensus badaczy. Kiedy przyjrzymy się bliżej jego treści, zobaczymy w nim elementy jakby z innych Ewangelii:

  • Ukazanie Jezusa samej Magdalenie – jak u Jana.
  • Ukazanie Jezusa dwóm uczniom – jak u Łukasza.
  • Ukazanie się Jedenastu „za stołem”, nie wiadomo gdzie dokładnie, ale nic nie wskazuje że w Galilei – możliwe, że jak u Łukasza i Jana.
  • Wniebowzięcie – jak u Łukasza.

Wcześniej sformułowałem hipotezę (spekulację), że Jan mógł znać dłuższe zakończenie Marka i zredagował swoją opowieść o Magdalenie u grobu, łącząc Marka 16,1 i 16,9. Możliwe jest oczywiście wiele innych rozwiązań, w tym zależność Marka 16,9 od Jana. I temu można zapewne zaprzeczyć.

Zakładając wpływ samych tylko ewangelii jednych na drugie (bez uwzględniania innych źródeł; samo to już stawia takie spekulacje pod znakiem zapytania, oczywiście), możliwe jest, że Marek 16,9-20 powstał jako skrót streszczenie treści, które można było znaleźć w Łukaszu (i, powiedzmy, Janie). Ale można też pójść w drugą stronę: to Marek 16,9-20 był inspiracją dla Łukasza i Jana! Dostarczył im kilku jednozdaniowych epizodów, które ci następnie rozwinęli w swoich narracjach. Wszystko zależy od tego, czy dany tekst uznamy za „oryginał”, a inny za jego skrót (przepływ Łukasz -> Marek), czy raczej krótszą wersje weźmiemy za „oryginał”, a dłuższą za jej twórcze rozwinięcie (przepływ Marek -> Łukasz).

Powyższe jest oczywiście tylko intelektualną zabawą – bez dokładnego studium stylistyki, gramatyki i wielu innych czynników jedyne, co możemy to bawić się myślami o zależności tego tekstu od innego. Niemniej warto to robić, choćby po to, aby sobie te zależności uświadomić.

Podsumowanie.

Narracje o zmartwychwstaniu, choć w wielu miejscach zgodne, przedstawiają mnóstwo problemów podczas równoległych porównań. Ewidentnie jedne teksty zależą od drugich, jedne są rozwinięciem innych, różni autorzy rozwijali epizody tak, jak im to odpowiadało w bliżej nieznanych nam celach.

Największy problem to, w mojej opinii, geografia. Jak dowodziłem, sprzeczność między Mateuszem a Łukaszem jest fundamentalna i nie do przeskoczenia. Zdający sobie sprawę z tej sprzeczności Jan próbował pogodzić oba stanowiska, ale przy tym zaprzeczył każdemu z nich. Jezus ukazał się albo na górze w Galilei, albo w „wieczerniku” w Jerozolimie – teksty synoptyków pozwalają tylko na jedną opcję.

Ponownie przekonujemy są, jak przejawiały się charakterystyczne cechy każdego z autorów. W kilku miejscach możemy prześledzić, kto na kogo wpływał i w jaki sposób, chociaż czasami kierunek tego wpływu nie jest pewny. Nadal widzimy bliskość Marka i Mateusza, niekiedy identyczność wyrażeń słowo do słowa, co każe przypuszczać, że jeden z nich (prawdopodobnie Mateusz) znał i opierał się na drugim, nie niewolniczo, ale w znacznej mierze.

Z drugiej strony widzimy też wyraźną odrębność Łukasza, dla którego tekst zastany jest tylko luźną inspiracją, i który forsuje własne zdanie i własną teologię (czy, w tym wypadku, eklezjologię). Również Jan daje wszelkie powody do przypuszczeń, że znał zarówno tekst Marka-Mateusza (tutaj: bardziej Marka, ale może obydwóch?), jak i Łukasza. Z jednej strony również twórczo rozwijał zastane wątku, a z drugiej – próbował te narracje godzić. Kiedy było trzeba również się nie cofał przed własnymi tezami, co widzimy przy kwestii Ducha Świętego.

Ciekawie wygląda porównanie ewangelicznych narracji pod kątem tego, „co kto wie” – poniżej zamieszczam tabelkę, porównującą te sprawy w dość prostej formie.

Podobnie jak w poprzednim artykule, zamieszczam również rozbudowaną tabelę porównującą poszczególne człony Ewangelii. Z konieczności jest ona bardziej złożona niż poprzednia.

Najczęściej czytane artykuły

Polecane artykuły…

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się swoją opinią lub zadaj pytanie poniżej

5 komentarzy

  1. verificator

    Kilka słów komentarza polemicznego do tekstu Dawida (komentarz do poprzedniej części jego tekstu również zawarłem pod jego tekstem https://testimonia.pl/porownanie-ewangelii-1-smierc/#comment-115)

    Na samym początku piszesz, podobnie jak w pierwszej części swego tekstu, że będziesz się opierał tylko na przekładzie BT i do tekstu greckiego zaglądać nie będziesz. Efekt tego jest niestety taki, że w swym tekście piszesz o “sprzecznościach” w BT, a nie w samym tekście ewangelicznym. Poniżej wynotowuję swoje uwagi w punktach

    1) Piszesz, że zakończenie Ewangelii Marka nie znajduje się w pewnych dobrych kodeksach. Nie jest to jednak rozstrzygające bowiem to zakończenie zarazem znajduje się w innych dobrych kodeksach, takich jak A, C, L, D, W, Delta i Theta

    2) Piszesz, że zakończenia Ewangelii Marka nie znają też niektórzy Ojcowie Kościoła, tacy jak Euzebiusz i Hieronim. Znowu jest to jednak niekonkluzywny argument gdyż tacy jak Tacjan i Ireneusz, którzy pisali wcześniej (II wiek), znają już to zakończenie

    3) Piszesz, że Kodeks Aleksandryjski ma już “dopisek” końcówki Marka bo widocznie było to już licznie kopiowane od kogoś wcześniej. Ale Kodeks Aleksandryjski pochodzi z mniej więcej tego samego okresu co wymieniane przez ciebie Kodeks Watykański i Synajski (nie zawierają już tego fragmentu). Nie ma tu więc jakiegoś “następstwa czasowego”, które postulujesz. Jest wręcz odwrotnie bo wcześniejsza Peszitta i Ireneusz mają już to kontrowersyjne zakończenie Marka (o tym, że Peszitta zawiera to zakończenie Marka sam nawet piszesz). Piszesz ponadto w swym tekście, że wygląda tak jakby już Ewangelista Jan znał dłuższe zakończenie Marka

    4) Piszesz, że u Jana “tylko i wyłącznie” Maria Magdalena idzie do grobu Jezusa. Ale z tego, że Jan w swym opisie kładzie akcent tylko na Marię Magdalenę nie wynika, że inne z nią nie poszły. Liczba mnoga w J 20,2 zdradza nam, że były z nią inne kobiety

    5) Piszesz: “Oczywiście, liczni apologeci będą próbować sztuczek, aby wyjaśnić te rozbieżności. Skoro Łukasz wymienia też „jakieś” kobiety, a nie podaje ich liczby, to w sumie mogła tam być i Magdalena, i Maria, i Salome, i Joanna, a ewangeliści podają te, które im pasują. Idąc tą logiką równie dobrze mogło być przy grobie Jezusa pięćdziesiąt kobiet, tylko autorzy nie raczyli nam tego powiedzieć”. Jednak taka kontrargumentacja to błąd z równi pochyłej ponieważ idzie w stronę ekstremów, których nikt nie broni ani nie postuluje. Poruszamy się tylko w zakresie tych możliwości o których mówią nam czterej Ewangeliści. Żaden z nich nie mówi o 50 kobietach. Nie ma zresztą żadnych logicznych przeszkód w tym żeby było tam nawet 50 kobiet. Tylko nikt tego nie postuluje

    6) Piszesz też, że “Jednak skoro taki Marek czy Jan mówią, że do grobu poszły te konkretne wymienione z imienia kobiety, to najwyraźniej nie chcą przez to powiedzieć, że zabrały ze sobą dwadzieścia koleżanek”. Ale nikt nie mówi o 20 koleżankach. Poza tym znowu błędnie zakładasz, że jeśli Ewangeliści czegoś nie opisali to tego tam “nie było”. Jest to jednak błędne logicznie wnioskowanie argumentum ad ignorantiam. Ewangeliści nigdzie nie roszczą sobie pretensji do komplementarnego opisu (tylko wtedy miałbyś rację gdyby sobie to rościli). A wręcz informują nas wprost, że ich opis nie jest kompletny (J 20,30)

    7) Piszesz, że Łukasz “pozwala nam na sugerowanie, że kobiet było więcej niż on sam podaje”. A więc sam Ewangelista daje nam do zrozumienia, że jego opis nie jest komplementarny i wyczerpujący. Nie mogą zachodzić “sprzeczności” między tekstami, które nie są komplementarne bo logiczne pojęcie sprzeczności zakłada domknięcie zbiorów

    8) Piszesz, że Jan nie daje takiej furtki jak Łukasz, że można zakładać dodatkowe elementy w jego opisie, których on nie zawiera. Ale przecież Jan również zdradza nam w J 20,30, że jego opis nie jest komplementarny i wyczerpujący

    9) Piszesz, że u Marka kobiety uciekają od grobu ze smutkiem, a u Mateusza z radością. A nie przyszło ci do głowy, że te dwie emocje następowały u nich na przemian? Znasz pojęcie ambiwalencji? Mam wrażenie, że racjonaliści rozumują dość sztywno w takich przypadkach

    10) Podobnie jak w pierwszej części swego tekstu, tak i tu przez cały swój tekst zakładasz też, że Mateusz i Łukasz korzystają z Marka, “poprawiają” go i “uzupełniają”. Tymczasem zależność Mateusza i Łukasza to tylko pewna spekulacyjna hipoteza, bardzo kiepsko uzasadniona, tak zwana hipoteza dwóch źródeł. Wspomnę tu na razie tylko, że zwolennicy hipotezy dwóch źródeł suponują na przykład istnienie tak zwanego źródła Q, którego nikt na oczy nigdy nie widział. Marek równie dobrze mógł być skrótem Mateusza. Wiemy dobrze o tym, że w starożytności dokonywano takich skrótów tekstów. Patrz chociażby wstęp do 2 Księgi Machabejskiej (2 Mch 2,19-31, wspaniały, typowo hellenistyczny opis procesu streszczania). Dobrym przykładem jest również epitoma dzieła Pompejusza Trogusa przez Justyna. Polemizując z tezą, że Marek skracał Mateusza piszesz, że Marek raczej nie zmniejszałby ilości osób wspomnianych gdzieś przez Mateusza. A czemu nie? Skoro go skracał to powinien właśnie pomijać pewne osoby w niektórych epizodach. To jak najbardziej zrozumiałe. Znowu błędnie wnioskujesz o niemożliwości czegoś z niemożności wyobrażenia sobie przez ciebie tego czegoś. Nie wdrukowuj swych wyobrażeń w sposób myślenia tamtych ludzi (powinno się raczej robić odwrotnie i próbować się dostosować do ich myślenia, próbować zrozumieć ich, zamiast mówić im jak “powinni” myśleć)

    11) Znowu w sposób bezpodstawny używasz słowa “sprzeczność” odnośnie tematu Galilei, pisząc, że Łukasz jest “sprzeczny” z innymi synoptykami w tej kwestii gdyż nie ma tam nic o wypadzie uczniów do Galilei. W podsumowaniu tekstu na końcu piszesz, że “sprzeczność” ta jest wręcz “nie do przeskoczenia”. Tymczasem Łukasz nigdzie nie napisał, że uczniowie nie poszli do Galilei (gdyby tak napisał to już byłaby sprzeczność względem innych synoptyków). Łukasz się tym po prostu nie zajmuje. Znowu argumentujesz błędnie z milczenia. Nie ma sensu mówić o “sprzeczności” między tekstami, które czymś się nie zajmują. Znowu bezpodstawnie zakładasz komplementarność opisu Łukasza, choć sam pisałeś, że ten Ewangelista zdradza czytelnikowi brak komplementarności w swym opisie (odsyłam do punktu 7 wyżej). Piszesz wręcz, że “Łukasz będzie konsekwentnie pisał, że uczniowie nigdy nie poszli do Galilei” ale nie ma nigdzie takiego zdania w Ewangelii Łukasza. Nie ma żadnej przeszkody w tym aby słowa Jezusa “Wy zaś pozostańcie w mieście, aż będziecie przyobleczeni mocą z wysoka” padły już po ich powrocie z Galilei. Nie masz więc racji pisząc, że non stop “uczniowie geograficznie są zablokowani”. Twoja analogia o sprzeczności między relacjami dotyczącymi Sopotu i Zakopanego jest naciągana i nieadekwatna do opisów Ewangelicznych ponieważ w Ewangeliach nie mamy tak precyzyjnych ram czasowych jak w twoim przykładzie z wypadkiem w Sopocie lub Zakopanem. Jan wiedział, że ramy czasowe Ewangelii nie są sztywne i ścisłe i dlatego połączył tradycje objawień jerozolimskich z galilejskimi (o czym sam wspominasz)

    12) Piszesz o Ewangeliście Janie, że “sam zaprzecza Łukaszowi. Oraz Mateuszowi, ponieważ każe Jezusowi objawić się na brzegu jeziora, a nie na górze”. Ale tu też nie ma żadnej “sprzeczności”. Nigdzie Ewangeliści nie piszą, że było tylko jedno objawienie. Wręcz przeciwnie, teksty nowotestamentalne wyraźnie sugerują, że było ich więcej i jak najbardziej mogło być. W Dziejach 1,3 czytamy, że “Jezus ukazywał im się przez czterdzieści dni i mówił o królestwie Bożym”. Mowa tu o co najmniej 40 dodatkowych objawieniach. W bardzo starym tekście św. Pawła czytamy, że Jezus objawił się jeszcze 500 braciom (1 Kor 15,6). Gdzieś to wszystko pogubiłeś i dlatego wychodzą ci ciągle jakieś “niezgodności”. Ale nie ma ich w tekście i są one jedynie w twojej głowie. Dość sztywno i wybiórczo podchodzisz do tekstów i nic dziwnego, że ciągle ci się coś “nie zgadza”

    13) Piszesz, że u Jana nie trzeba czekać do Pięćdziesiątnicy bo uczniowie wzięli Ducha Świętego od razu od Jezusa. Ale coś ci się najwyraźniej pomieszało bo wzięcie Ducha w czasie Pięćdziesiątnicy było dużo bardziej poszerzone na cały ówczesny Kościół. Od Jezusa Ducha bierze tylko Dwunastu. Nie ma więc sprzeczności między tym co pisze Jan i Dzieje Apostolskie

    14) Piszesz o Ewangeliach, że “Ewidentnie jedne teksty zależą od drugich, jedne są rozwinięciem innych, różni autorzy rozwijali epizody tak, jak im to odpowiadało w bliżej nieznanych nam celach”. Nigdzie jednak tych spekulacji nie dowiodłeś. Zależność mogła równie dobrze występować już na etapie ustnym pomiędzy apostołami redagującymi Ewangelie

    Odpowiedz
  2. zadowolony

    W jednym ewangeliści są zgodni: Jezus wielokrotnie zapowiedział swoje zmartwychwstanie. Jeśli jednak zapowiedział, to dlaczego nie tylko nikt go nie oczekiwał, ale nawet nie dawano mu wiary? Najwyraźniej nie zapowiedział. Uczniowie opuścili Jezusa po jego aresztowaniu, bo Mesjasz miał być zwycięzcą, a nie umrzeń na krzyżu. Gdy już uwierzono w zmartwychwstanie Jezusa, to jego wyznawcy przeinterpretowali Izajasza i im wyszło, że Mesjasz to Cierpiący Sługa. Wtedy “zrozumieli” Pisma, czyli interpretację dostosowali do nowej sytuacji. Wracając do tego, że uczniowie/ apostołowie nie czekali na zmartwychwstanie, to wniosek z tego taki, że nie było powodu, by wystawiać straże w obawie przed wykradzeniem zwłok. Tę opowieść najwyraźniej wymyślono celem odparcia zarzutu, że zwłoki Jezusa wykradli jego uczniowie. Za to straże być może faktycznie były, ale nie przed prywatnym grobem Józefa z Arymatei, ale przed tymczasowym grobem, w jakich składano ukrzyżowanych. Po jakimś czasie zwłoki rodzina mogła przenieść do prywatnego grobu, taka była praktyka grzebalna.

    Odpowiedz
    • olek

      >W jednym ewangeliści są zgodni: Jezus wielokrotnie zapowiedział swoje zmartwychwstanie. Jeśli jednak zapowiedział, to dlaczego nie tylko nikt go nie oczekiwał, ale nawet nie dawano mu wiary? Najwyraźniej nie zapowiedział.

      Jezus mówił i czynił wiele nadzwyczajnych rzeczy i uczniowie byli mocno w tym wszystkim zdezorientowani. Próbowali się w tym wszystkim odnaleźć i nic dziwnego, że czasem mogli czegoś nie pamiętać. Marek wręcz pisze wprost, że ich umysł był “otępiały” (Mk 6,52). Wielu rzeczy nie rozumieli i o pewnych sprawach przypomnieli sobie dopiero po czasie. Twoje wnioski są więc pochopne i nieprzemyślane

      >Uczniowie opuścili Jezusa po jego aresztowaniu, bo Mesjasz miał być zwycięzcą, a nie umrzeń na krzyżu.

      Arbitralny wniosek wyssany z palca. Mogli opuścić Jezusa pod krzyżem z miliona powodów, głównie ze strachu

      >Gdy już uwierzono w zmartwychwstanie Jezusa, to jego wyznawcy przeinterpretowali Izajasza i im wyszło, że Mesjasz to Cierpiący Sługa. Wtedy “zrozumieli” Pisma, czyli interpretację dostosowali do nowej sytuacji.

      To już tylko twoja subiektywna wersja wydarzeń

      >Wracając do tego, że uczniowie/ apostołowie nie czekali na zmartwychwstanie, to wniosek z tego taki, że nie było powodu, by wystawiać straże w obawie przed wykradzeniem zwłok.

      To tylko twoje arbitralne i bezpodstawne założenia więc i zarazem takie same są twoje wnioski

      >Tę opowieść najwyraźniej wymyślono celem odparcia zarzutu, że zwłoki Jezusa wykradli jego uczniowie.

      To znowu tylko twoje arbitralne i bezpodstawne założenia więc i zarazem takie same są twoje wnioski

      >Za to straże być może faktycznie były, ale nie przed prywatnym grobem Józefa z Arymatei, ale przed tymczasowym grobem, w jakich składano ukrzyżowanych. Po jakimś czasie zwłoki rodzina mogła przenieść do prywatnego grobu, taka była praktyka grzebalna.

      No cóż, po prostu spekulujesz i tyle

  3. zadowolony

    > Jezus mówił i czynił wiele nadzwyczajnych rzeczy i uczniowie byli mocno w tym wszystkim zdezorientowani. Próbowali się w tym wszystkim > odnaleźć i nic dziwnego, że czasem mogli czegoś nie pamiętać. Marek wręcz pisze wprost, że ich umysł był “otępiały” (Mk 6,52). Wielu > rzeczy nie rozumieli i o pewnych sprawach przypomnieli sobie dopiero po czasie. Twoje wnioski są więc pochopne i nieprzemyślane

    Marek – jak i pozostali ewangelisci – musiał jakoś wytłumaczyć to dziwaczne zachowanie uczniów. Dziwaczne, bo swoje zmartwychwstanie podobno zapowiedział im człowiek, który podobno czynił na ich oczach wiele cudów i zapowiedział je wraz z innymi wydarzeniami, które na ich oczach się spełniły. Dodatkowo uczniowie byli w sytuacji, w której spodziewać się po nich możnaby szukania nadziei w możliwości zapowiedzianego zmartwychwstania, a nie zapomnienia o nim. Prócz tego, że nie oczekiwano Mesjasza, który przegrywa na całej linni, a potem zmartwychwstaje, nie było w zapowiedzi zmartwychwstania nic, czego mogliby nie zrozumieć. Tymczasem ich reakcja na wieść, że Jezus zmartwychwstał była taka, jakby to było coś zupełnie niemożliwego (“czcza gadanina” u Łukasza), czyli wydarzyło się coś, czego zupełnie się nie spodziewali. Teza, że zapowiedzi Jezusa zostały zmyślone nie jest ani pochopna, ani nieprzemyślana.

    > Mogli opuścić Jezusa pod krzyżem z miliona powodów, głównie ze strachu
    I to był niewątpliwie powód główny, ale związany właśnie z tym, że na ich oczach człowiek, którego mieli za Mesjasza, przegrał zamiast wygrać, czyli okazało się, że nie był Mesjaszem. Dlatego dla nich to był koniec wszystkiego, nie miało się już nic wydarzyć (“czcza gadanina” bardzo dobrze to oddaje). Gdyby Jezus faktycznie zapowiedział im swoje zmartwychwstanie, nie byłby to dla nich koniec, ale początek kolejnego etapu misji Jezusa.

    >> Gdy już uwierzono w zmartwychwstanie Jezusa, to jego wyznawcy przeinterpretowali Izajasza i im wyszło, że Mesjasz to Cierpiący Sługa. >> Wtedy “zrozumieli” Pisma, czyli interpretację dostosowali do nowej sytuacji.

    > To już tylko twoja subiektywna wersja wydarzeń
    Mająca jednak mocne podstawy w nowotestamentowym tekście. Fakty: w tradycji żydowskiej Mesjasz miał pokonać wrogów, a nie im ulec, czyli ponieść śmierć (w dodatku na krzyżu); żeby uznać Jezusa za Mesjasza, uczniowie/apostołowie musieli przeinterpretować koncepcję mesjasza. Podstawą dla spekulacji na ten temat były proroctwa ST, w tym proroctwa Izajasza; według ewangelistów dużą rolę w uwierzeniu w zmartwychwstanie miało “zrozumienie” Pism, czyli w praktyce określone ich zinterpretowanie. Wszytsko się zgadza.

    >> Wracając do tego, że uczniowie/ apostołowie nie czekali na zmartwychwstanie, to wniosek z tego taki, że nie było powodu, by wystawiać >> straże w obawie przed wykradzeniem zwłok.

    > To tylko twoje arbitralne i bezpodstawne założenia więc i zarazem takie same są twoje wnioski
    Te moje “bezpodstawne załozenia” to mające mocne podstawy wnioski, a w zasadzie nowotestamentowe fakty. Z nich wynika w sposób oczywisty, że skoro nikt nie oczekiwał zmartwychwstania Jezusa (a tak to przedstawiają Ewangelie), to też nikt nie mógł się obawiać, że uczniowie wykradną zwłoki, by kłamliwie opowiadać o zmartwychwstaniu.

    >> Tę opowieść najwyraźniej wymyślono celem odparcia zarzutu, że zwłoki Jezusa wykradli jego uczniowie.
    > To znowu tylko twoje arbitralne i bezpodstawne założenia więc i zarazem takie same są twoje wnioski
    Oddam głos historykowi Pawłowi Janiszewskiemu (“Pierwsze polemiki wokół zmartwychwstania…”): “Wątek żydowskich oskarżeń rozwinięto w apokryficznej Ewangelii Piotra spisanej chyba po grecku przed końcem II w. W kręgu judeochrześcijańskim, prawdopodobnie gdzieś w Syrii. Fragmenty tego dzieła znamy głownie z papirusu z Achmin.”
    Oraz: “W innym dziele Orygenesa, Komentarzu do Ewangelii według św. Jana, znajdziemy odwołanie do zmartwychwstania, włącznie z potwierdzeniem, że Żydzi wciąż rozpowszechniali swoje oskarżenia.”
    A także: “Trudno bowiem zrozumieć, dlaczego strażnicy rzymscy mieliby pilnować prywatnego grobu (należącego do Józefa, bądź nie), w którym składano skazańca. Tylko Mateusz pisze, że polecił tak uczynić Piłat, któremu Żydzi powiedzieli, iż uczniowie Jezusa wykradną jego ciało i będą twierdzili, że ich mistrz zmartwychwstał. Inni ewangeliści nie wiedzą o takiej przyczynie wystawienia straży przy prywatnym grobie. Wyraźnie wymyślił ją Mateusz, który wciąż pamięta o oskarżeniach Żydów wobec uczniów. Skoro jednak straże były, to strzegły nie prywatnego grobu, ale oficjalnego i tymczasowego miej sca składania ciał skazańców.”
    Teraz możesz napisać swoje ulubione “to tylko opinia” 😉

    >> Za to straże być może faktycznie były, ale nie przed prywatnym grobem Józefa z Arymatei, ale przed tymczasowym grobem, w jakich >> składano ukrzyżowanych. Po jakimś czasie zwłoki rodzina mogła przenieść do prywatnego grobu, taka była praktyka grzebalna.
    > No cóż, po prostu spekulujesz i tyle

    Po prostu jesteś niedouczony i tyle. Polecam chociaż na chwilę przestać być apologetą i zacząć myśleć obiektywnie, a nie z nastawieniem na obronę wiary za wszelką cenę.

    Polecam tekst historyka Pawła Janiszewskiego https://docplayer.pl/20882922-Pawel-janiszewski-pierwsze-polemiki-wokol-zmartwychwstania-i-losow-ciala-jezusa-w-kontekscie-rzeczywistosci-praktyk-grzebalnych-epoki.html

    Odpowiedz
    • olek

      >>Jezus mówił i czynił wiele nadzwyczajnych rzeczy i uczniowie byli mocno w tym wszystkim zdezorientowani. Próbowali się w tym wszystkim > odnaleźć i nic dziwnego, że czasem mogli czegoś nie pamiętać. Marek wręcz pisze wprost, że ich umysł był “otępiały” (Mk 6,52). Wielu > rzeczy nie rozumieli i o pewnych sprawach przypomnieli sobie dopiero po czasie. Twoje wnioski są więc pochopne i nieprzemyślane

      >Marek – jak i pozostali ewangelisci – musiał jakoś wytłumaczyć to dziwaczne zachowanie uczniów. Dziwaczne, bo swoje zmartwychwstanie podobno zapowiedział im człowiek, który podobno czynił na ich oczach wiele cudów i zapowiedział je wraz z innymi wydarzeniami, które na ich oczach się spełniły.

      Twój błąd polega na tym, że oceniasz to po fakcie na chłodno, a oni byli w zupełnie innej sytuacji skoro byli zdezorientowani

      >Dodatkowo uczniowie byli w sytuacji, w której spodziewać się po nich możnaby szukania nadziei w możliwości zapowiedzianego zmartwychwstania, a nie zapomnienia o nim

      To tylko twoje kolejne błędne i arbitralne założenie wyprojektowane na psyche uczniów, które nie działało na chłodno. Wcale nie musieli tak robić skoro byli skonfundowani. Inni ludzie nie muszą robić tego co ty byś na ich miejscu zrobił. Cały czas tej prostej rzeczy nie rozumiesz

      >Prócz tego, że nie oczekiwano Mesjasza, który przegrywa na całej linni, a potem zmartwychwstaje, nie było w zapowiedzi zmartwychwstania nic, czego mogliby nie zrozumieć.

      Jezus działał 3 lata i mówił (oraz robił) wiele niesamowitych rzeczy. Nie musieli wszystkiego na raz pamiętać w sytuacji zdezorientowania. Nie musieli też w sytuacji zagrożenia życia wierzyć we wszystko o czym pamiętali, że im mówił. Gdy już ochłonęli to mogli sobie pewne rzeczy przypomnieć. W sytuacji zdezorientowania pamięta się tylko o sprawach podstawowych. Działają wtedy w zasadzie tylko atawizmy i odruchy. Tego niestety też nie rozumiesz

      >Tymczasem ich reakcja na wieść, że Jezus zmartwychwstał była taka, jakby to było coś zupełnie niemożliwego (“czcza gadanina” u Łukasza), czyli wydarzyło się coś, czego zupełnie się nie spodziewali.

      Błędny wniosek. “Czcza gadanina” może równie dobrze oznaczać, że nie chcieli w to po prostu uwierzyć

      >Teza, że zapowiedzi Jezusa zostały zmyślone nie jest ani pochopna, ani nieprzemyślana.

      Jest nieprzemyślana. W zasadzie jak cała twoja pisanina

      >> Mogli opuścić Jezusa pod krzyżem z miliona powodów, głównie ze strachu

      >I to był niewątpliwie powód główny, ale związany właśnie z tym, że na ich oczach człowiek, którego mieli za Mesjasza, przegrał zamiast wygrać, czyli okazało się, że nie był Mesjaszem.

      Okazało się tylko tyle, że nie był politycznym mesjaszem. Pojęcie mesjaństwa jest dość wieloznaczne w judaizmie. Już w ST przewijają się wątki Mesjasza cierpiącego

      >Dlatego dla nich to był koniec wszystkiego, nie miało się już nic wydarzyć (“czcza gadanina” bardzo dobrze to oddaje). Gdyby Jezus faktycznie zapowiedział im swoje zmartwychwstanie, nie byłby to dla nich koniec, ale początek kolejnego etapu misji Jezusa.

      Znowu naciągane rozumowanie pod tezę bo wcale tak nie musiało być. Mogli sobie na chłodno przypomnieć pewne rzeczy, których wcześniej w sytuacji ogromnego stresu nie pamiętali. Poza tym zaprzeczasz tu sam sobie bo wcześniej pisałeś, że wymyślili zmartwychwstanie. A tu piszesz, że nie miało się już nic wydarzyć

      >>>Gdy już uwierzono w zmartwychwstanie Jezusa, to jego wyznawcy przeinterpretowali Izajasza i im wyszło, że Mesjasz to Cierpiący Sługa. >> Wtedy “zrozumieli” Pisma, czyli interpretację dostosowali do nowej sytuacji.

      >>To już tylko twoja subiektywna wersja wydarzeń
      Mająca jednak mocne podstawy w nowotestamentowym tekście.

      Skoro to twoja subiektywna wersja wydarzeń to jako wymysł jest właśnie bezpodstawna

      >Fakty: w tradycji żydowskiej Mesjasz miał pokonać wrogów, a nie im ulec, czyli ponieść śmierć (w dodatku na krzyżu); żeby uznać Jezusa za Mesjasza, uczniowie/apostołowie musieli przeinterpretować koncepcję mesjasza. Podstawą dla spekulacji na ten temat były proroctwa ST, w tym proroctwa Izajasza; według ewangelistów dużą rolę w uwierzeniu w zmartwychwstanie miało “zrozumienie” Pism, czyli w praktyce określone ich zinterpretowanie. Wszytsko się zgadza.

      Poza tym, że arbitralnie wybrałeś sobie tylko jedną koncepcję Mesjasza pod swoje naciągane interpretacje. A koncepcja Mesjasza była szersza niż jej jedna polityczna wizja modna akurat w I wieku

      >>Wracając do tego, że uczniowie/ apostołowie nie czekali na zmartwychwstanie, to wniosek z tego taki, że nie było powodu, by wystawiać >> straże w obawie przed wykradzeniem zwłok.

      >To tylko twoje arbitralne i bezpodstawne założenia więc i zarazem takie same są twoje wnioski
      Te moje “bezpodstawne załozenia” to mające mocne podstawy wnioski, a w zasadzie nowotestamentowe fakty.

      To są tylko twoje kolejne bezpodstawne życzenia i nic więcej. I cały czas to właśnie punktuję i będę punktował

      >Z nich wynika w sposób oczywisty, że skoro nikt nie oczekiwał zmartwychwstania Jezusa (a tak to przedstawiają Ewangelie), to też nikt nie mógł się obawiać, że uczniowie wykradną zwłoki, by kłamliwie opowiadać o zmartwychwstaniu.

      Znowu naciągane wnioseczki bo Pismo nie mówi, że “nikt”. Pismo mówi tylko, że chwilowo o tym nie pamiętali ale po tym gdy ochłonęli sobie to przypomnieli. Pismo mówi też o określonej grupce i nie wyklucza, że inna grupka uczniów o tym pamiętała w tym samym czasie. Usiedli i wszystko sobie poskładali do kupy

      >>>Tę opowieść najwyraźniej wymyślono celem odparcia zarzutu, że zwłoki Jezusa wykradli jego uczniowie.
      >> To znowu tylko twoje arbitralne i bezpodstawne założenia więc i zarazem takie same są twoje wnioski

      >Oddam głos historykowi Pawłowi Janiszewskiemu (…) prawdopodobnie (…) Trudno bowiem zrozumieć (…)
      >Teraz możesz napisać swoje ulubione “to tylko opinia”

      Bo tak właśnie jest. Gość wyraźnie przyznaje w zostawionych tu przeze mnie fragmentach, że ma problemy z rozumieniem i “prawdopodobnie” to lub tamto. Tak samo gubi się w tym jak ty

      >>>Za to straże być może faktycznie były, ale nie przed prywatnym grobem Józefa z Arymatei, ale przed tymczasowym grobem, w jakich >> składano ukrzyżowanych. Po jakimś czasie zwłoki rodzina mogła przenieść do prywatnego grobu, taka była praktyka grzebalna.
      >> No cóż, po prostu spekulujesz i tyle

      >Po prostu jesteś niedouczony i tyle.

      Po prostu wciąż zmyślasz i nic więcej

      >Polecam chociaż na chwilę przestać być apologetą i zacząć myśleć obiektywnie, a nie z nastawieniem na obronę wiary za wszelką cenę.

      Nie trzeba być wielkim apologetą w kwestii kontrowania twoich naciąganych wymysłów. Wystarczy być obiektywnym

      >Polecam tekst historyka Pawła Janiszewskiego

      Pisanie historii Jezusa od nowa przez tych co żyją 2000 lat później i tylko im się coś zdaje

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *