Porównanie Ewangelii, cz. 1 – śmierć Jezusa.

utworzone przez | Paź 14, 2019 | Artykuły, Egzegeza, Nowy Testament | 8 Komentarze

śmierć jezusa - ukrzyżowanie

Tym artykułem rozpoczynam cykl “porównanie Ewangelii”: konfrontacji treści czterech kanonicznych historii o życiu i dziele Jezusa. Pierwsza część cyklu dotyczyć będzie męki i śmierci krzyżowej Jezusa. Nie jest to analiza historyczna ani lingwistyczna – raczej prosta analiza treści, konfrontująca ze sobą wersety ewangeliczne mówiące o tych samych rzeczach.

Moim celem jest porównanie, jak autorzy każdego z tekstów opisywali określone zdarzenia, jak traktowali ich bohaterów, jakie tezy teologiczne mogli formułować. Innymi słowy: jakie charakterystyczne cechy każdego z ewangelistów możemy zauważyć w ich słowach? Spodziewam się, że po tej lekturze czytelnik będzie miał już pewne wyobrażenie o specyficznym stylu i celu każdego z ewangelistów, prześwitujących z analizowanej treści.

W tym artykule korzystał będę z przekładu Biblii Tysiąclecia. Zdaję sobie sprawę, że jest to nadal przekład – zasadnicza lingwistyczna analiza wymagałaby sięgnięcia po oryginalny tekst grecki i tłumaczenia go na bieżąco. Z pewnością byłoby to bardzo chwalebne zadanie – jednak nie to jest tutaj moim celem. Uważam, że skomplikowałoby to niniejszy artykuł, wydłużyło go i utrudniło jego odbiór. Być może kiedyś, w innym miejscu, podejmę się tego zadania. Szczegóły językowe umykające w przekładach nie mają w tym artykule większego znaczenia. Istnieją, i są ważne, lecz nie na tym poziomie analizy. Tutaj chcę rozważać wersety jako pewne całości – jako żywe obrazy, które kreują ewangeliści.

Z natury rzeczy analiza ta ma też charakter fragmentaryczny. Z omawianych tu wersetów można wysnuć wiele więcej interesujących wniosków, rozważając je z rozmaitych punktów widzenia i w innych kontekstach. O narracji pasyjnej napisano już i z pewnością można jeszcze napisać bardzo wiele. Z natury rzeczy, prezentuję tu pewien wycinek rozważań o ukrzyżowaniu.

Część druga porównania Ewangelii dotyczyć będzie opisów zmartwychwstania Jezusa, a część trzecia – początków jego działalności od chrztu w Jordanie. W podsumowaniu tego cyklu, planowanym na część czwartą, postaram się podsumować zebrane informacje i opisać genezę Ewangelii. Omówię ich wzajemne zależności oraz moje wnioski nt. ich powstawania – tzn. „kto od kogo co przepisywał?” oraz „w jakim celu co zmieniał?”.

Wersety w niniejszym artykule pochodzą odpowiednio z rozdziałów Marka 15, Mateusza 27, Łukasza 23 oraz Jana 19. Są to rozdziały mówiące o pasji Chrystusa i jego śmierci na krzyżu. W tej również kolejności będą przedstawiane, zgodnie z postulowaną kolejnością powstawania Ewangelii.

Staram się trzymać w każdym miejscu kolejności narracji ewangelicznych. Jeśli konkretny ewangelista nie mówi nic w danej kwestii, zaznaczam to. W kilku przypadkach konieczna będzie zmiana kolejności wersetów.

Zgodnie z konwencją nazywam autorów Ewangelii tradycyjnymi imionami ewangelistów. Należy pamiętać, że kryją się pod nimi nieznani nam, kompletnie anonimowi autorzy piszący w różnych warunkach dla różnych czytelników. Dlatego też kiedy piszę, że „Mateusz” czy „Jan” czegoś chcą, nie mówię tu o konkretnym apostole, któremu tradycja przypisała autorstwo tekstu. Mam na myśli wtedy autora anonimowego i prawdopodobnie zbiorowego: kilku autorów i redaktorów tekstu ewangelii, którzy ukształtowali tekst do takiej, a nie innej formy.

Golgota i podanie napoju.

Marek
22 Przyprowadzili Go na miejsce Golgota, to znaczy miejsce Czaszki. 23 Tam dawali Mu wino zaprawione mirrą, lecz On nie przyjął.
Mateusz
33 Gdy przyszli na miejsce zwane Golgotą, to znaczy Miejscem Czaszki, 34 dali Mu pić wino zaprawione goryczą. Skosztował, ale nie chciał pić.
Łukasz
33 Gdy przyszli na miejsce, zwane «Czaszką» (…). 34 Lecz Jezus mówił: «Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią». (…)36 Szydzili z Niego i żołnierze; podchodzili do Niego i podawali Mu ocet,
Jan
17 A On sam dźwigając krzyż wyszedł na miejsce zwane Miejscem Czaszki, które po hebrajsku nazywa się Golgota.

Tekst każdej Ewangelii poza Łukaszem podaje dwie nazwy miejsca ukrzyżowania Jezusa: grecką i hebrajską (aramejską). Łukasz ogranicza się tylko do nazwy greckiej. Może przypuścić, że dlatego, że jego tekst skierowany był do odbiorców greckojęzycznych, których nazwa hebrajska niewiele obchodziła albo do niczego nie była im potrzebna.

Również jedynie Łukasz wspomina o Jezusowym przebaczeniu dla swoich prześladowców – u Marka i Mateusza Jezus godnie milczy aż do chwili śmierci. Ten pobożny i życzliwy zwrot do Ojca powinniśmy zapamiętać: będzie on klamrą, która spina Łukaszową narrację w całość.

Wspomnijmy, że w późnej starożytności i średniowieczu mówiono, że „czaszką” w tym miejscu miała być czaszka pochowanego tam Adama, która tym samym została uświęcona i odkupiona śmiercią Chrystusa. Ta legenda była oczywiście dużo późniejsza niż teksty Ewangelii.

Interesujący jest Jan – jak zobaczymy, Jan zupełnie inaczej traktuje wiele scen i wyraźnie odstaje od schematu, który zarysował Marek i który kontynuowali Mateusz i Łukasz. Otóż Jan wyraźnie zaprzecza tu tradycji Szymona Cyrenejczyka, pisząc: „On sam dźwigając krzyż…”.

Jest to polemika z innymi ewangelistami, u których od pewnego momentu to Cyrenejczyk pomagał albo sam niósł krzyż Jezusa. Jan chce tu podkreślić najwyraźniej, że dzieło krzyża jest tylko Jezusowe i nikt Mu w nim nie musiał pomagać. Jak się jeszcze przekonamy, Janowy Chrystus jest poważny i silny, nie ulega słabościom i najwyraźniej nie potrzebuje pomocy. Tak czy inaczej, sprzeciwia się to synoptykom (jak w wielu innych miejscach).

Jan również powie o podaniu Jezusowi napoju, jednak dopiero później, tuż przed śmiercią. Gorzki sok z winogron miał mieć działanie otępiające skazańców, i jest całkiem możliwe, że tak jak piszą Marek i Mateusz, Jezusowi taki napój podano. Najwyraźniej nie odpowiadało to Łukaszowi i Janowi, u których Chrystus dostojnie zachowuje (domniemaną) pełnię świadomości. Podnosi to rangę jego męki, skoro doświadcza ją w całości, bez ulgi, jaką mogło zapewnić wino.

Ukrzyżowanie i rozdział szat.

Marek
24 Ukrzyżowali Go i rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy, co który miał zabrać. 25 A była godzina trzecia, gdy Go ukrzyżowali.
Mateusz
35 Gdy Go ukrzyżowali, rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy. 36 I siedząc, tam Go pilnowali.
Łukasz
34b Potem rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając losy.
Jan (łamie kolejność; tekst po wersetach o napisie)
23 Żołnierze zaś, gdy ukrzyżowali Jezusa, wzięli Jego szaty i podzielili na cztery części, dla każdego żołnierza po części; wzięli także tunikę. Tunika zaś nie była szyta, ale cała tkana od góry do dołu. 24 Mówili więc między sobą: «Nie rozdzierajmy jej, ale rzućmy o nią losy, do kogo ma należeć». Tak miały się wypełnić słowa Pisma: Podzielili między siebie szaty, a los rzucili o moją suknię. To właśnie uczynili żołnierze.

Synoptycy (Marek, Mateusz i Łukasz) zachowują tutaj krótką informację o rozdziale szat, co jest oczywiście midraszowym rozwinięciem Ps 22,19moje szaty dzielą między siebie i los rzucają o moją suknię”.

Marek podaje nam tu lokalizację czasową ukrzyżowania – godzinę trzecią, czyli mniej więcej godzinę dziewiątą rano. Jest to ewidentna sprzeczność z tekstem Jana 19,13, według którego Jezus „około godziny szóstej” był jeszcze na trybunale u Piłata. Różni apologeci na najdziwniejsze sposoby próbują rozwiązywać tę kontradykcję, bez większego powodzenia.

Tekst Jana jest znacznie obszerniejszy niż synoptyków: jest zauważalne, że Jan z zasady jest od nich bardziej „literacki”. Podaje bezpośrednie odniesienie do Pisma, dlaczego ta rzecz się wydarzyła, oraz dodaje od siebie szczegół związany z suknią. Jest to o tyle istotne, że rozdzielenie i losowanie u synoptyków dotyczą tego samego obiektu („szat”), podczas gdy Jan oddzielnie traktuje szaty, a oddzielnie suknię. Dzięki temu lepiej trzyma się tekstu psalmu i najwyraźniej taki jest jego cel: poprawia „błędy” synoptyków.

Napis na krzyżu.

Marek
26 Był też napis z podaniem Jego winy, tak ułożony: «Król Żydowski».
Mateusz
37 A nad głową Jego umieścili napis z podaniem Jego winy: «To jest Jezus, Król Żydowski».
Łukasz
38 Był także nad Nim napis w języku greckim, łacińskim i hebrajskim: «To jest Król Żydowski».
Jan
19 Wypisał też Piłat tytuł winy i kazał go umieścić na krzyżu. A było napisane: «Jezus Nazarejczyk, Król Żydowski». 20 Ten napis czytało wielu Żydów, ponieważ miejsce, gdzie ukrzyżowano Jezusa, było blisko miasta. A było napisane w języku hebrajskim, łacińskim i greckim. 21 Arcykapłani żydowscy mówili do Piłata: «Nie pisz: Król Żydowski, ale że On powiedział: Jestem Królem Żydowskim». 22 Odparł Piłat: «Com napisał, napisałem».

Ponownie różnice między synoptykami są minimalne. Mateusz wydaje się całkiem zależny od Marka, jeśli nie liczyć spostrzeżenia, że napis był nad głową Jezusa (u Marka nie jest to takie oczywiste) oraz że wspominał on imię Jezusa, zamiast szyderczego, ironicznego tytułu winy.

Łukasz też podaje lokalizację napisu, ale imię pomija; za to u niego napis jest aż w trzech językach. Czemu? Zapewne służy to ogłoszeniu królowania Jezusa we wszystkich „głównych” językach ówczesnego świata – co służy zamiarom Łukasza, którego ewangelia skierowana jest do chrześcijan głównie pogańskiego pochodzenia. Jest to jedna z wielu Łukaszowych aluzji do światowego, ponad-narodowego i poza-żydowskiego zasięgu Ewangelii. Będziemy mieli okazję się o tym jeszcze wielokrotnie przekonać.

Jan ponownie twórczo i literacko rozwija myśl synoptyków. Powtarza informacje Łukasza o językach na tablicy. Pisze „pełne imię” Jezusa, rozwijając je na ile tylko może do formy „Jezus Nazarejczyk” wraz z tytułem królewskim. Zgodnie z duchem swojej ewangelii, która kreuje mocny negatywny wizerunek „Żydów”, tj. żydowskiego religijnego establishmentu, przedstawia konflikt tychże środowisk z Piłatem. Konflikt, w którym przedstawiciele „Żydów” krótko i zwięźle „dostają po nosie”. Ironiczny napis Piłata stanowi jednocześnie świadectwo faktycznego królowania Jezusa oraz obelgę dla jego wrogów.

Dwóch złoczyńców.

Marek
27 Razem z Nim ukrzyżowali dwóch złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej Jego stronie. 28 Tak wypełniło się słowo Pisma: W poczet złoczyńców został zaliczony.
Mateusz
38 Wtedy też ukrzyżowano z Nim dwóch złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej stronie.
Łukasz
33a …ukrzyżowali tam Jego i złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej Jego stronie…
Jan (łamie kolejność; tekst przed wersetami o napisie).
18 Tam Go ukrzyżowano, a z Nim dwóch innych, z jednej i drugiej strony, pośrodku zaś Jezusa.

Interesujące jest, że tym razem to Marek i tylko Marek odnosi się do wersetu biblijnego (Iz 53,12). W porównaniu z innymi ewangeliami spodziewalibyśmy się go albo u Mateusza, albo (jak w przypadku szat) u Jana. Nie jest jasne, czemu pozostali ewangeliści nie pozostawili tego wersetu u siebie. Jest to również jedyna informacja, którą można znaleźć wyłącznie u Marka – wszystkie inne Markowe informacje przekazują inni ewangeliści w takiej czy innej formie: najczęściej Mateusz, który w zasadzie jest przepisanym Markiem.

Szyderstwa.

Marek
29 Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go, potrząsali głowami, mówiąc: «Ej, Ty, który burzysz przybytek i w trzech dniach go odbudowujesz, 30 zejdź z krzyża i wybaw samego siebie!» 31 Podobnie arcykapłani wraz z uczonymi w Piśmie drwili między sobą i mówili: «Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. 32 Mesjasz, król Izraela, niechże teraz zejdzie z krzyża, żebyśmy widzieli i uwierzyli». Lżyli Go także ci, którzy byli z Nim ukrzyżowani.
Mateusz
39 Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go i potrząsali głowami, 40 mówiąc: «Ty, który burzysz przybytek i w trzech dniach go odbudowujesz, wybaw sam siebie; jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża!» 41 Podobnie arcykapłani z uczonymi w Piśmie i starszymi, szydząc, powtarzali: 42 «Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego. 43 Zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje. Przecież powiedział: “Jestem Synem Bożym”». 44 Tak samo lżyli Go i złoczyńcy, którzy byli z Nim ukrzyżowani.
Łukasz (łamie kolejność, tekst przed wersetami o napisie)
35 A lud stał i patrzył. Lecz członkowie Wysokiej Rady drwiąco mówili: «Innych wybawiał, niechże teraz siebie wybawi, jeśli On jest Mesjaszem, Wybrańcem Bożym». 36 Szydzili z Niego i żołnierze; podchodzili do Niego i podawali Mu ocet, 37 mówiąc: «Jeśli Ty jesteś królem żydowskim, wybaw sam siebie».
Jan
Milczy.

Fragment o szyderstwach jest u synoptyków obszerny, Łukasz umieszcza go przed napisem nad głową Jezusa, ale nie jest to zbyt wielka zmiana w strukturze treści. Natomiast Jan temat ten całkowicie pomija.

Jest to o tyle interesujące, że pasowałoby to do „anty-żydowskiego” nastawienia Jana. W grę wchodzi tu jednak swoista Janowa godność Jezusa – nie przyjął otępiającego napoju, wisi na krzyżu z pełną królewską tytulaturą, nikt nie śmie go wyśmiewać, a jak się przekonamy, zakończy życie spokojnie i po stoicku. Wszystko to służy kreacji ukrzyżowanego króla, którego dostojeństwo jest jasne dla wszystkich, którzy czytają o jego męce.

Mateusz powtarza niemal słowo w słowo szyderstwa z Marka, ponad to wkłada też w usta szydzących słowa psalmu 22,9 „Zaufał Panu, niechże go wyzwoli, niechże go wyrwie, jeśli go miłuje”, i jest to dość typowe sięganie do tekstu biblijnego przez Mateusza. Poza tym niczego więcej nie rozwija.

Zmienia jednak scenę Łukasz, choć nie widać tego na pierwszy rzut oka. U Marka i Mateusza szydzą wszyscy: „ci którzy przechodzą obok” oraz „arcykapłani z uczonymi w Piśmie” oraz „ci którzy wraz z nim byli ukrzyżowani” – jest to obraz wspólny dla tych dwojga. Odrzucenie Jezusa jest tu całkowite: zwracają się przeciwko niemu wszyscy.

Jednak u Łukasza szydzą jedynie członkowie Sanhedrynu, podczas gdy lud stoi i patrzy. Jest to istotne, ponieważ w ten sposób wina za szyderstwa nie spada na ogół patrzących, jak to ma miejsce u Marka i Mateusza. W domyśle: winny odrzucenia Jezusa jest tylko żydowski establishment. Dla wszystkich innych jest nadzieja.

Za to do szyderstw dołączają żołnierze i w tym miejscu dopiero u Łukasza podają Jezusowi „ocet” – kwaśną sycerę, odpowiednim „wina zaprawionego mirrą” u Marka. Wydaje się, że szyderstwa żołnierzy nie mają tu znaczenia teologicznego: stanowią tylko okazję do tego, aby “wreszcie” podać Jezusowi napój, według schematu Marka-Mateusza.

Również u Łukasza z Jezusa nie szydzą z niego wiszący obok złoczyńcy – jest za to wstawione zdarzenie znajdujące się jedynie u Łukasza, historia tak zwanego dobrego łotra.

Łukaszowy epizod z „dobrym łotrem”.

39 Jeden ze złoczyńców, których [tam] powieszono, urągał Mu: «Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas». 40 Lecz drugi, karcąc go, rzekł: «Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? 41 My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił». 42 I dodał: «Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa». 43 Jezus mu odpowiedział: «Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju».

Słynna historia nawróconego złoczyńcy znajduje się wyłącznie u Łukasza i stanowi kreatywne rozwinięcie tematu szydzących z Jezusa dwóch łotrów. U Marka-Mateusza wyśmiewają Jezusa obaj ukrzyżowani. Najwyraźniej z tym szyderstwem na ustach również umierają. Łukasz daje tu świadectwo swojej wtórności i swojej zależności od narracji tych Ewangelii. Zamiast pozostawiać negatywny wydźwięk całkowitego odrzucenia Jezusa, Łukasz opowiada w tym miejscu inną, znacznie bardziej pokrzepiającą historię.

Doskonale współgra ona z prośbą o przebaczenie swoim oprawcom, którą widzieliśmy u Łukasza na początku. Główną cechą Łukaszowego Jezusa jest zatem miłosierdzie: obdarowywanie swoim przebaczeniem wszystkich, nawet w chwili męki. To na pewno pozytywny obraz. Powiedzielibyśmy: „lepszy” czy nawet “bardziej chrześcijański” niż stoicki Jezus Marka i Mateusza, który znosi pasję i drwiny w milczeniu.

Przesłaniem tego epizodu jest oczywiście teza: nigdy nie jest za późno na nawrócenie. Wystarczy choć w ostatniej chwili zwrócić się do Chrystusa z wiarą, a otrzyma się dar zbawienia. Łukasz zdaje się tutaj idzie za Pawłową soteriologią, ograniczającą wymóg zbawienia do samej wiary i skruchy – łotr nie musi na swoje zbawienie w żaden sposób „zapracowywać”.

Jest całkiem możliwe, że opowieść ta służyła pocieszeniu katechumenów mających przyjąć chrzest – czyli „zanurzenie w śmierć Chrystusa”. Zapewniała ich w ten sposób, że dzięki wierze, umierając wraz z Jezusem, razem z nim znajdą również życie – bez względu na swoje wcześniejsze występki.

Często można natknąć się na dyskusje dotyczące dokładnego terminu, kiedy łotr miałby trafić z Jezusem do raju. Ponieważ tekst biblijny nie ma znaków interpunkcyjnych, odpowiedź Jezusa można traktować zarówno jako „powiadam ci: dziś będziesz w raju” oraz jako „powiadam ci dziś: będziesz w raju”. Jest to istotne dla zwolenników tezy o istnieniu lub nieistnieniu nieśmiertelnej duszy: czy ludzie są zbawieni już po śmierci, czy muszą jeszcze na to czekać. Istnieją sensowne powody dla obu stron tego sporu i w tym miejscu rozstrzygać go nie zamierzam.

Uważam jednak za bardziej prawdopodobne, że odpowiedź Jezusa nie dotyczy terminu zbawienia duszy łotra, ale jest odpowiedzią na jego prośbę: „Wspomnij na mnie, gdy wejdziesz do królestwa”. Jezus odpowiada „Powiadam ci [już] dziś:…”. Może mieć do dwojakie znaczenie: albo pokrzepiające łotra, że nie będzie on musiał czekać, aż Jezus „wejdzie do królestwa”, tylko może być pewny zbawienia już tu i teraz; albo przyznanie, że oto właśnie w tym momencie, wisząc na krzyżu, Jezus wstępuje czy inicjuje swoje królestwo. Tę drugą interpretację uważam za najbardziej prawdopodobną.

Janowy epizod z Marią.

25 A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. 26 Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój». 27 Następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja». I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.

Ten fragment z kolei znajduje się wyłącznie w Ewangelii Jana. Z pewnością kontynuuje on jakąś ideę żywą w społecznościach Janowych; nazwijmy ją „mariologiczną”, której pierwotny sens zatarł się już i nie jest dla nas jasny. Możliwe, że tekst ten stanowił swoistą autoprezentację „umiłowanego ucznia”  jako autentycznego zastępcy Jezusa na ziemi. Stając się synem matki Zbawcy, czyli wchodząc w rolę samego Chrystusa, uczeń ten, obraz władzy w chrześcijańskiej gminie i przekaziciel ewangelii, legitymizuje swój religijny autorytet.

Warto zwrócić też uwagę na to, że w Ewangelii Jana publiczna działalność Jezusa rozpoczyna się od Marii, inspirującej go do działania w Kanie Galilejskiej, i również kończy się na Marii – w chwili przekazania jej uczniowi. Jest to pewien szczegół, który łatwo może czytelnikowi umknąć, bo Maria jako taka nie pojawia się więcej w głównej treści Ewangelii. Najwyraźniej jednak jest istotna dla autora, który w jej obecności otwiera i zamyka ziemską wędrówkę Chrystusa.

Warto również zwrócić uwagę na to, że Jan ponownie polemizuje z pozostałymi Ewangeliami – wprost zaprzecza ich treści. W innych miejscach, już po śmierci Jezusa, synoptycy wspominają bowiem następujące szczegóły:

Marek
40 Były tam również niewiasty, które przypatrywały się z daleka, między nimi Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba Mniejszego i Józefa, i Salome. 41 Kiedy przebywał w Galilei, one towarzyszyły Mu i usługiwały. I było wiele innych, które razem z Nim przyszły do Jerozolimy.
Mateusz
55 Było tam również wiele niewiast, które przypatrywały się z daleka. Szły one za Jezusem z Galilei i usługiwały Mu. 56 Między nimi były: Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba i Józefa, oraz matka synów Zebedeusza.
Łukasz
49 Wszyscy Jego znajomi stali z daleka; a również niewiasty, które Mu towarzyszyły od Galilei, przypatrywały się temu.

Różnice są tutaj rażące, zarówno między synoptykami, jak i, w znacznie większej skali, Janem. Według trzech ewangelistów jeśli już ktoś z bliskich Jezusa był świadkiem ukrzyżowania, to stał z daleka i tylko się przypatrywał (podkreślam to w cytatach). Nie było żadnej interakcji. U Jana natomiast osoby bliskie Jezusowi stoją „obok krzyża” – na tyle, aby z ukrzyżowanym rozmawiać i otrzymać końcowe instrukcje.

Kolejny raz widać, że Jan najwyraźniej znał, sprzeciwiał się i poprawiał narrację synoptyków. Robił to widocznie dla realizacji celów swojej teologii – oraz dla podbudowania swojego autorytetu. Czytelnicy innych Ewangelii nie znają sekretów, które zdradził Zbawca z krzyża – ich “źródła” stały z daleka. Tylko ci, którzy słuchają historii Jana, mogą poznać prawdę, bo on stał blisko. W końcu to nikomu innemu, tylko „umiłowanemu uczniowi” Jezus przekazał własną matkę!

Drugi szczegół to osoby, które stały pod krzyżem. U Marka jest Magdalena, Maria i Salome. U Mateusza: Magdalena, Maria i anonimowa „matka synów Zebedeusza”. Czemu Mateusz pominął jej imię? Nie wiemy. Ponieważ jednak Mateusz trzyma się bardzo wiernie tekstu Marka, można przypuścić, że chodzi mi o tę samą osobę – której imię z jakichś niejasnych powodów ocenzurował.

Łukasz drastycznie zmienia tę narrację. Nie wymienia nikogo z imienia, zamieniając wierne Jezusowi osoby w anonimową grupkę. Ponadto o ile Marek i Mateusz piszą jedynie o kobietach – jedynych wiernych, gdy uczniowie-mężczyźni zawiedli – Łukasz wygładza te słowa i włącza do tej grupy również „znajomych” Jezusa, a ponieważ są tam „również niewiasty”, to w gronie znajomych muszą być i mężczyźni. Ten brak szczegółów jest zastanawiający: uważam, że w ten sposób Łukasz świadomie odcinał się od tradycji Marka i Mateusza.

Skorzystał z tego Jan, który grupkę znajomych umieszcza tuż pod krzyżem. Sądzę, że ten ewangelista również znał, korzystał i świadomie komentował przynajmniej Łukasza, a zapewne i Mateusza. Fakt, że grupa u Łukasza jest mieszana, pozwala mu na umieszczenie tam samotnego mężczyzny „umiłowanego ucznia”. Zamienia on również trzy kobiety Marka i Mateusza: zachowuje Magdalenę i „drugą Marię”, odrzuca Salome, wprowadza jednak osobę, o której nikt wcześniej nie pisał: Jezusową matkę.

Jest to również wskazówka, że jest to epizod całkowicie fikcyjny i służący teologicznym celom autora. Jak byłoby możliwe, aby inni ewangeliści ani słowem nie wspomnieli o matce ukrzyżowanego? Nawet Łukasz, którego Ewangelia jest, zwłaszcza na początku, wybitnie „mariologiczna”, i dla którego zamknięcie kompozycji utworu Marią byłoby również poprawne stylistycznie? Jan wprowadza do narracji o ukrzyżowaniu zupełną nowość, dramatycznie i teologicznie służącą jego celom, wbrew pozostałym ewangelistom.

Godzina ciemności.

Marek
33 A gdy nadeszła godzina szósta, mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej.
Mateusz
45 Od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię, aż do godziny dziewiątej.
Łukasz
44 Było już około godziny szóstej i mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej.
Jan
Milczy.

Te wersety są istotne dla wskazania godziny śmierci Jezusa oraz dramatycznych, kosmicznych wydarzeń towarzyszących temu wydarzeniu. Wydaje się, że cały świat jest pod wrażeniem nadciągającej śmierci Chrystusa: wraz z jego konaniem światło słabnie. To dość naturalny obraz.

Interesujące jest, czemu Jan opuszcza ten fragment. Najwyraźniej w jego oczach nic tak dramatycznego się wówczas nie działo – tzn. nie w widoczny sposób. W jego Ewangelii, w której Jezus wyjątkowo często porównywany jest do „światłości świata”, byłby to bardzo sensowny obraz. Najwyraźniej znowu „koryguje” innych ewangelistów. Janowe milczenie można rozumieć na wiele sposobów, na przykład jako świadectwo obojętności świata na śmierć Chrystusa. Byłaby to realizacja tego, co zapowiedział prolog do Ewangelii: „świat go nie poznał”. Misterium męki i śmierci Zbawcy dostępne jest tylko dla wybranych: dla zwykłych ludzi był to niejako dzień jak co dzień.

Wspomnijmy też ponownie, że o godzinie szóstej według Jana Jezus miał nadal być na sądzie u Piłata.

Eliasz i ocet.

Marek
34 O godzinie dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: «Eloi, Eloi, lema sabachthani», to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?  35 Niektórzy ze stojących obok, słysząc to, mówili: «Patrz, woła Eliasza». 36 Ktoś pobiegł i napełniwszy gąbkę octem, włożył na trzcinę i dawał Mu pić, mówiąc: «Poczekajcie, zobaczymy, czy przyjdzie Eliasz, żeby Go zdjąć [z krzyża]».
Mateusz
46 Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: «Eli, Eli, lema sabachthani?», to znaczy Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? 47 Słysząc to, niektórzy ze stojących tam mówili: «On Eliasza woła». 48 Zaraz też jeden z nich pobiegł i wziąwszy gąbkę, napełnił ją octem, włożył na trzcinę i dawał Mu pić. 49 Lecz inni mówili: «Poczekaj! Zobaczymy, czy przyjdzie Eliasz, aby Go wybawić».
Łukasz
45a Słońce się zaćmiło…
Jan
28 Potem Jezus świadom, że już wszystko się dokonało, aby się wypełniło Pismo, rzekł: «Pragnę». 29 Stało tam naczynie pełne octu. Nałożono więc na hizop gąbkę pełną octu i do ust Mu podano.

Marek i znowu powtarzający za nim Mateusz nawiązują tu oczywiście do Psalmu 22 – tego samego, z którego czerpali również obraz szyderców („Zaufał Panu, niechże go wyzwoli…”) i podziału szat („moje szaty dzielą między siebie i los rzucają o moją suknię”). Jak widać, ten psalm miał ogromne znaczenie chrystologiczne, i wokół niego osnuta jest Markowa i Mateuszowa narracja o ukrzyżowaniu.

Co istotne, Psalm 22 kończy się triumfalnie! Choćby w wersecie 30: Tylko Jemu oddadzą pokłon wszyscy, co śpią w ziemi, przed Nim zegną się wszyscy, którzy w proch zstępują. A moja dusza będzie żyła dla Niego… Taka jest ostatecznie intencja ewangelicznych aluzji: odbiorcy tekstów Marka i Mateusza musieli rozumieć te wzmianki i rozumieli dzieło Chrystusowego odkupienia w kontekście całego psalmu, nie tylko jego początkowych części, a więc od poniżenia do zwycięstwa.

Równocześnie ten moment u obu ewangelistów odnosi się do żydowskich wyobrażeń na temat powrotu proroka Eliasza. Ich świadectwo znaleźć można w księdze Malachiasza 3, 23: Oto Ja poślę wam proroka Eliasza przed nadejściem dnia Pańskiego, dnia wielkiego i strasznego. Motyw ten potem powraca wielokrotnie w Ewangeliach, choćby w postaci Jana Chrzciciela. Mateusz 11 pisze o Janie np.: A jeśli chcecie przyjąć, to on jest Eliaszem, który ma przyjść. Wielki prorok miał przyjść więc na ziemię bezpośrednio przed „dniem Pańskim”; jego przyjścia zwiastowało, że kres czasów jest już blisko.

Drobne różnice w wymowie psalmu u Marka i Mateusza tłumaczone są tym, że Mateusz poprawia tutaj Marka tak, aby słowa Jezusa jeszcze bardziej przypominały wezwanie Eliasza. Łatwiej usłyszeć to imię w zbitce “Eli” niż “Eloi”.

Krzyk Jezusa więc łączy oba motywy: zarówno Psalm 22, jak i zapowiedź przyjścia Eliasza z Ml. Dzięki temu łatwo rozpoznać, do jakiego środowiska kierowali swoje przesłanie autorzy obu tych Ewangelii. Musieli być to pobożni Żydzi, znający dostatecznie dobrze swoje święte pisma, aby mogli zrozumieć intencje pasyjnej narracji. Obaj ewangeliści podają też tekst grecki i hebrajski psalmu: albo oznacza to dwujęzyczność odbiorców, albo przeciwnie – że znali oni jedynie grekę, a hebrajski tekst był dla nich niezrozumiały.

Widzimy tu również inny moment pojenia Jezusa „octem”, odrębny od tego, o którym pisali wcześniej synoptycy. Jest to też jedyny taki moment u Jana, co już zaznaczyłem wcześniej. Warto zwrócić uwagę, że u synoptyków Jezus jest pojony jakby wbrew swojej woli, zaś u Jana – przeciwnie.

Tu ocet podawany jest na wyraźne życzenie ukrzyżowanego, i to przy jego pełnej świadomości, jakby doskonale wiedział on, że oto jest czas. Znów ukazuje tu dostojeństwo Janowego Jezusa: to on decyduje, kiedy jest jego godzina i kiedy podać mu ocet. Taki ponad-ludzki obraz kreuje ewangeliczna narracja.

Natomiast cały ten wątek pomija Łukasz. Wskazuje to pośrednio na zależność Jana nie tylko od Łukasza, czego byliśmy świadkami wcześniej, ale również od Marka-Mateusza, ponieważ tylko od nich Jan mógł zaczerpnąć obraz pojenia Jezusa.

Łukasz wyróżnia się czymś innym. Zaćmienie słońca związane jest z poprzednimi fragmentami opisującymi ciemność. Jednak ani Marek, ani Mateusz nie wspominają o zaćmieniu – „mrok ogarniający ziemię” może w naturalistycznym rozumieniu oznaczać równie dobrze burzowe chmury. Zaćmienie Słońca było zresztą fizycznie niemożliwe, skoro śmierć Chrystusa wypadała podczas Paschy, gdy Księżyc był w pełni. Czemu zatem Łukasz opisał zaćmienie Słońca?

Odpowiedź brzmi: nawiązywał do Eliasza. Jest to jedno z miejsc, które ponownie wskazują na to, że Łukasz znał tekst Marka-Mateusza (najpewniej tego drugiego) i świadomie go komentował, zmieniając określone szczegóły. Łukasz ignoruje zupełnie kwestię psalmu i Eliasza – co jest przesłanką, aby sądzić, że jego odbiorcy nie byli Żydami ani nie znali żydowskiej Biblii, a więc nie wyłapaliby ewangelicznych aluzji. Cytat z psalmu czy odniesienie do Eliasza byłoby dla nich obce.

Natomiast Łukasz zachował swoistą interpretację wersetu o Eliaszu – mianowicie zamienił znaczenie słowa greckiego „Elias” na „Elios, czytane z przydechem jako Helios, czyli po prostu Słońce. To jest przyczyna, czemu Łukasz opisał w tym miejscu zaćmienie Słońca, w tym samym miejscu narracyjnej struktury, w której Marek-Mateusz wtrącali odniesienie do wielkiego żydowskiego proroka.

Śmierć.

Marek
37 Lecz Jezus zawołał donośnym głosem i oddał ducha.
Mateusz
50 A Jezus raz jeszcze zawołał donośnym głosem i wyzionął ducha.
Łukasz
46 Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego. Po tych słowach wyzionął ducha.
Jan
30 A gdy Jezus skosztował octu, rzekł: «Wykonało się!» I skłoniwszy głowę oddał ducha.

Napotykamy tu słynny problem „ostatnich słów” Jezusa. Co on tak naprawdę wypowiedział przed śmiercią na krzyżu?

Rozmaici apologeci używają najróżniejszych logicznych sztuczek, aby dowieść, że Jezus tak naprawdę wypowiedział wtedy wszystkie słowa zapisane w ewangeliach. Da się obronić taką tezę tylko dopuszczając się nieprawdopodobnych, nierealnych i naginających logikę pseudo-uzasadnień. Oraz łamiąc strukturę dramatyczną każdej z ewangelii. Efekt zazwyczaj jest absurdalny: umierający Jezus musiałby wypowiedzieć kwestię: “Boże, Boże, czemuś mnie opuścił, Ojcze, w twe ręce powierzam ducha mojego, wykonało się!”… I w dodatku każdy z rzekomo słuchających go „świadków” zapamiętał tylko po urywku tego długiego zdania.

Ewentualnie twierdzi się, że Jezus wypowiadał te słowa w pewnym dłuższym czasie. Jakoby pomiędzy „Ojcze w twe ręce powierzam ducha mojego”„Wykonało się” mógł spokojnie minąć jakiś czas. Najlepiej taki, w którym jakiś świadek stał, usłyszał „Ojcze…”, zapamiętał, poszedł sobie, przyszedł inny świadek, usłyszał „Wykonało się” i zapamiętał…

Jest to oczywiście absurd. Czyni to z całej ewangelicznej narracji wydmuszkę, a dramatu umierającego Jezusa: komedię. Jest to również niespójne z tekstem samych Ewangelii, które wyraźnie mówią, że po “Ojcze…” oraz po “Wykonało się” Jezus umiera.

Nie wiadomo, jakie były ostatnie słowa Jezusa: każdy ewangelista wkłada mu w usta takie, które pasują do jego teologicznych celów.

Marek i Mateusz są tu znowu zgodni: ostatnimi słowami Jezusa były słowa psalmu 22 i aluzja do Eliasza. To bardzo sensowne ostatnie słowa w perspektywie żydowskiej: jest to świadectwo cierpienia, ale i akt wiary w Boże wybawienie. Oraz zapowiedź dnia Pańskiego w osobie Eliasza. Potem jest tylko dramatyczny krzyk i śmierć.

Ostatnie słowa u Łukasza również zgodne są z charakterem Jezusa przedstawionym w całej narracji: spokojnym, pokornym, łaskawym. Tak, jak na początku męki zwrócił się do Ojca ze słowami wybaczenia oprawcom, tak teraz zwraca się do Ojca z pokornym oddaniem ducha. Dzięki temu całą narrację spina ta sama klamra. To bezpośrednie kierowanie słów do Boga, tytułowanie go Ojcem, ukazuje Łukaszową głębię intymności między nimi. To bardzo ludzki obraz Jezusa i obraz bardzo czułej relacji z bóstwem. Wykrzyczenie tych słów to zapewne rozwinięcie „donośnego głosu” u Marka-Mateusza.

Jan zaś zachowuje inny obraz: jego „Wykonało się” jest wciąż dostojne i w jakiś sposób dumne. U synoptyków umierający Jezus krzyczy; u Jana nie. Po prostu stwierdza, że oto zakończył swoją misję. Jego Jezus aż do końca zachował swoistą królewskość i nie traci jej nawet na moment.

Zasłona przybytku.

Marek
38 A zasłona przybytku rozdarła się na dwoje, z góry na dół.
Mateusz
51 A oto zasłona przybytku rozdarła się na dwoje z góry na dół; ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać.
Łukasz (łamie kolejność; tekst przed wersetami o śmierci)
45b …i zasłona przybytku rozdarła się przez środek.
Jan
Milczy.

Zasłona przybytku odsłania w tym momencie Święte Świętych: dawne miejsce przebywania arki Przymierza. Obraz ten ma wiele możliwych znaczeń. W epoce, kiedy pisane były Ewangelie, mógł w zasadzie oznaczać utratę ważności przez świątynię jerozolimską… jednak chrześcijanie żydowskiego pochodzenia nadal uznawali jej ważność przez cały okres istnienia, aż do tragedii roku 70. Jest to raczej mylny trop, rzutujący późniejsze chrześcijańskie wyobrażenia w przeszłość.

Możliwe jest też, że autorzy Ewangelii czerpali z żydowskiego religijnego komentarza właśnie z roku 70. Według niego anioł strzegący świątyni opuścił ją w momencie zburzenia jej przez wojska Tytusa (2 Barucha, 7,7-8,2). Jest to obraz apokaliptyczny, zwiastujący rychły koniec doczesnego stanu rzeczy. Chrześcijanie znający ten tekst mogli rzutować ten obraz na czasy wcześniejsze: to nie triumf Rzymian, ale śmierć Chrystusa oznaczały utratę Obecności Bożej przez świątynię.

Testamencie Dwunastu Patriarchów, dokładniej w Testamencie Beniamina (inny tekst apokaliptyczny) znaleźć można następujący tekst: „Zasłona Świątyni zostanie rozerwana i Duch Boży zstąpi na narody jak rozprzestrzeniający się ogień” (IX,4). Jest to już chrześcijańskie znaczenie tego wydarzenia, zapowiadające zesłanie Ducha Świętego. Rozumieć przez to można teologiczne twierdzenie, że dzięki śmierci Chrystusa nie ma zasłony dzielącej stworzenie od Boga: każdy człowiek, nie tylko arcykapłan, może dzięki ukrzyżowaniu Pana przystąpić do „świętego świętych”.

Jest to kolejny przypadek, w którym Jan nie podąża za innymi ewangelistami. Można to zrozumieć tak, że dla Jana religia „żydowska”, tj. reprezentowana przez środowisko kapłańskie, już wcześniej była czymś negatywnym i złym. Opis rozdarcia zasłony przybytku potwierdza, że świątynia przynajmniej do tamtego momentu była czymś Bożym i pozytywnym: teologia Jana i jego anty-kapłańskie nastawienia wykluczają to rozumienie.

Mateuszowy epizod z grobami świętych.

52 Groby się otworzyły i wiele ciał świętych, którzy umarli, powstało. 53 I wyszedłszy z grobów po Jego zmartwychwstaniu, weszli oni do miasta świętego i ukazali się wielu.

Jest to dziwny fragment, jedyny taki w tej narracji Mateusza, który nie jest albo żywcem spisany od Marka, albo jakimś twórczym rozwinięciem znajdujących się u niego wątków. Nie pojawia się również w późniejszych Ewangeliach. Prawdę mówiąc, jest dość dziwaczny i niezrozumiały.

Tylko Mateusz w swojej narracji wspomina o trzęsieniu ziemi, podnosząc dramaturgię kosmicznych zdarzeń do zenitu. To dzięki trzęsieniu otworzyły się groby, i to na widok trzęsienia chwilę później setnik wypowie swoje świadectwo. Mateusz w opisie tych wydarzeń odchodzi nieco od „spokojniejszego” Marka i stopniuje napięcie, na ile tylko może.

Kiedy otworzyły się groby? Tekst sugeruje, że w chwili śmierci Jezusa. Kiedy powstali ci umarli? Teoretycznie też wtedy… ale wyszli z grobów dopiero po zmartwychwstaniu. Spędzili więc trzy dni żywi we własnych grobach? Kim byli w ogóle ci „święci”? Czemu nikt inny o nich nie wspomina? Powrót do życia jakiejś grupy ludzi, przy świadkach, o którym nikt nic nie wie?

Ten obraz jest oczywiście symbolem, choć niełatwo powiedzieć: czego? Teorie są rozmaite. Jestem zdania, że jest to swoiste pokazanie życiodajnej mocy wypływającej ze zgonu Chrystusa. Ewangelista chce w ten sposób powiedzieć: „Jego śmierć daje nam życie”. Drugie zdanie zaś to przekonanie: „Wraz z nim wszyscy zmartwychwstaniemy”. Jest to zatem obraz typologiczny, ukazujący w cudzie, który rzekomo dokonał się w owej chwili – cud, który w przyszłości czeka każdego wiernego chrześcijanina.

Setnik.

Marek
39 Setnik zaś, który stał naprzeciw, widząc, że w ten sposób oddał ducha, rzekł: «Prawdziwie, ten człowiek był synem bożym».
Mateusz
54 Setnik zaś i jego ludzie, którzy odbywali straż przy Jezusie, widząc trzęsienie ziemi i to, co się działo, zlękli się bardzo i mówili: «Prawdziwie, Ten był synem bożym».
Łukasz
47 Na widok tego, co się działo, setnik oddał chwałę Bogu i mówił: «Istotnie, ten człowiek był sprawiedliwy».
Jan
Milczy.

Świadectwo setnika zamyka opowieść o męce i śmierci Jezusa, i stanowi jej podsumowanie. Oto obcy człowiek, żołnierz-poganin, widząc zgon Pana, chwali go w „ciepłych” słowach.

W każdej Ewangelii robi to trochę z innych powodów. U Marka przyczyną jego słów jest „sposób, w jaki [Jezus] oddał ducha”. U Mateusza są to apokaliptyczne zjawiska ciemności i trzęsienia ziemi. U Łukasza jest to najwyraźniej ostatni krzyk ukrzyżowanego, ale może również zaćmienie słońca. Tak czy inaczej, w śmierci Jezusa u synoptyków jest coś tak niezwykłego, że nawet bałwochwalca jest w stanie to dostrzec i pochwalić.

U Mateusza nawet nie robi tego sam, ale z resztą żołnierzy, co znowu pokazuje, że Mateusz wiernie trzyma się Marka, a jedynie w pewnych miejscach zwielokrotnia czy intensyfikuje to, co Marek ma do powiedzenia.

Wbrew temu, co mogłoby nam się wydawać na pierwszy rzut oka, słowa u wszystkich synoptyków mają identyczny zakres znaczeniowy: „syn boży” to w tym kontekście najwyraźniej to samo co „człowiek sprawiedliwy”. Stąd przekazuję te słowa małymi literami, choć zwykle tłumaczy się je wielkimi. Jednak „boskie synostwo” pojawia się tylko w Ewangeliach Marka-Mateusza, znanych nam już z „hebraizowania”. Oznacza nie jakieś genetyczne pochodzenie od bóstwa, jak w religii greckiej, ale działanie na wzór Boga = bycie człowiekiem sprawiedliwym. Co oznacza termin „syn Boży” w tradycji żydowskiej jest tematem wykraczającym poza tematykę tego artykułu.

Jest to również miejsce ważne dla zwolenników aramaic primacy, tj. twierdzącym, że treść pierwotnej ewangelii powstała w języku aramejskim. Słowa setnika o „synu bożym” i „człowieku sprawiedliwym” miałyby być niezależnymi greckimi tłumaczeniami tego samego terminu. Według tej tezy Marek-Mateusz rozumieli go bardziej „na sposób żydowski”, i dlatego stosowali hebraizm „syn boży”, podczas gdy Łukasz rozumiał go konkretniej i zastosował termin „człowiek sprawiedliwy”.

Porównanie Ewangelii – męka i śmierć Jezusa

Ten komentarz rzecz jasna nie wyczerpuje obfitości znaczeń, które można znaleźć w narracji pasyjnej. Uważam jednak, że Ewangelie najlepiej można zrozumieć, kiedy będzie się je czytać „poziomo”, tj. porównując pasujące do siebie wersety i konfrontując je ze sobą.

Zawsze ważne są zależności. Kto od kogo spisywał: zwykle Mateusz od Marka, można się o tym przekonać. Swoiste Mateuszowe dodatki, rozwijające pewne Markowe myśli albo intensyfikujące jego doniesienia, skłaniają do tezy, że właśnie w tym kierunku przebiegało „spisywanie”. Niemal zawsze tendencja jest podobna: Mateusz wzmacnia przesłanie Marka. W innych miejscach możemy zobaczyć, że np. zwiększa on ilość osób, kiedy u Marka jest jedna. Albo dodaje jakąś uzupełniającą myśl. To znacznie obniża szanse na to, że Marek jest „skrótem” Mateusza, więc zależność wydaje się tu jednostronna.

Jak się przekonaliśmy, Łukasz najwyraźniej zna tekst Mateusza. W kolejnych częściach będziemy mogli wyraźniej zobaczyć, jak daleko posuwa się do „kreatywnego komentowania” tej Ewangelii podczas pisania swojej. Zna ją, ale wiele rzeczy mu najwyraźniej nie odpowiada, i woli dodawać swoje elementy. Inaczej charakteryzuje Jezusa i jego przesłanie, według własnych celów teologicznych, zbieżnych z teologią Pawła. Już na podstawie kilku wskazówek w narracji Golgoty widać, że Łukasz celuje w innych odbiorców. Są to greckojęzyczni poganie, albo chrześcijanie z pogan, którym religijna tradycja żydowska jest albo obca, albo obojętna. Dla nich Jezus musi być wykreowany trochę od nowa.

W końcu Jan najwyraźniej zna poprzednie Ewangelie, i również świadomie je komentuje. Czerpie z nich to, co mu odpowiada, i ignoruje fragmenty, które nie pasują do jego chrystologii. Jego Jezus jest jeszcze inny: odległy, królewski, stoicki, dostojny. Nie krzyczy, nie spotykają go szyderstwa, jest opanowany aż do końca. Wcześniej wspomniałem też, że Jan jest „bardziej literacki”: chętnie i obszernie rozwija odpowiadające mu wątki. Te, które innym ewangelistom zajmują zdanie lub dwa, potrafi rozciągnąć do rozmiarów solidnej historii. W niektórych miejscach Łukasz będzie potrafił robić to samo.

Dla ułatwienia analizy wersetów, które zamieściłem w niniejszym artykule, odsyłam do tabeli mojego autorstwa, na której porównanie Ewangelii będzie wyraźniej widoczne.

Facebook

Najczęściej czytane artykuły

Polecane artykuły…

Spodobał Ci się artykuł? Podziel się swoją opinią lub zadaj pytanie poniżej

8 komentarzy

  1. PZ

    Taka moja analiza:

    Relacja Mateusza 27:57 :

    Przychodzi do Piłata Józef z Arymatei, prosi o ciało Jezusa. Bierze ciało i zawija je w CZYSTĄ TKANINĘ i udostępnia swój grób, który jest w pobliżu. Pytanie brzmi: dlaczego Józef przychodzi po ciało nie przygotowany. Najpierw prosi o pozwolenie zabrania go, po czym kupuje i przynosi tylko tkaninę bez olejków do namaszczania?, przecież był bogatą osobą i mógł nawet kogoś poprosić o to by kupił i przyniósł.
    Maria Magdalena i druga Maria przyglądaja się temu. Wiedzą że nie został namaszczony więc kupują po szabacie wonności do namaszczania, co wiemy też z relacji Marka 16:01. Czyli można przyjąć za pewne, że ciało nie zostało namaszczone przed złożeniem do grobu. Przynajmniej tak wynika z relacji Mateusza.

    A co mówi ewangelia Jana 19:31

    Nikodem przynosi sto funtów olejków i wraz z Janem owineli ciało BANDAŻAMI nasączonymi , TAK JAK SIE CHOWA ZMARŁYCH W TRADYCJI ŻYDOWSKIEJ i włożyli ciało do grobu.Po szabacie przychodzi Maria Magdalena , widzi że przesunięty jest kamień z wejścia do grobu. Pobiegła do Szymona i powiedziała, że zabrali pana z grobowca i niewiadomo gdzie teraz jest ciało. Wraca i widzi pozostawione bandaże.
    Na podstawie tej relacji mozemy być pewni że ciało zostało namaszczone i pochowane, tym bardziej że Maria przychodzi odwiedzić grób a nie po to by przynieść olejki (dość istotny szczegół). Jan też nie wspomina, ze Maria przyglądała sie temu co robił Józef!!!

    Czy można wnioskować ze te dwa opisy to ta sama sytuacja, a może dwie różne. Jezeli to ta sama sytuacja to oznacza ze ewangelie sobie zaprzeczaja albo sugerują nierzetelnosć przekazu. Ewangelie nie mogą sobie zaprzeczać, Jeżeli to dwie różne sytuacje, oznaczało by że Józef był dwukrotnie w grobie. Pierwszy raz z czystą tkaniną a za drugim razem juz z Nikodemem, owineli w bandaże z olejkami.

    Ktoś moze powiedziec. i co z tego, przecież w biblii są różnice bo ksiegi były pisane w różnym czasie, przez różnych ludzi i każdy inaczej mógł to widzieć…. To prawda. Ale to wydazenie różni się rangą od wszystkich innych, mozna powiedziec ze jest najwazniejsze dla chrześcijaństwa, poniewaz gdyby nie było zmartwychwstania, to by sie prawo nie dopełniło. Po drugie, nie jest to opis co się wydażyło tylko dokładna relacja ze szczegółami!!!

    Kim był Józef z Arymatei. to członek Sanhedrynu czyli najwyższego urzędu religijnego i sądowniczego, człowiek majętny i wpływowy. Stał sie wyznawcą Jezusa, choć nie mógł się zabardzo tym chwalić,że jest jego uczniem. Straciłby swoje stanowisko i przywileje. wiemy z ewangeli, że kapłani i faryzeusze żądali straży nad grobem, bo istniało przypuszczenie, że może dojść do oszustwa, i ciało gdzieś po cichu przeniosą i tak by wypełniło sie proroctwo izajasza. Tak więc zwykłej osobie nie wydali by ciała jezusa ale że Józef był wysoko postawioną osobistością i spewnością cieszył sie zaufaniem innych ludzi,prawdopodobnie przez to dostał zgodę. Piłat mógł nawet nie wiedzieć, że Józef jest wyznawcą Jezusa.
    Jezeli Józef był drugi raz w grobie, to mógł sie przestraszyć całej sytuacji. Przecież jest wysoko postawioną osobistością, i może przez to wszystko stracić jak sie dowiedzą komu udostępnił swój grób. Nie ma świadków ponieważ śmierć Jezusa była dokładnie przed szczególnym szabatem, bo połączonym z pesach (paschą), czyli wielki świętem żydowskim. Żeby można było zasiąść do stołu paschalnego trzeba było być czystym bo np. jeżeli żyd wejdzie na cmentarz to staje sie nieczysty i po tygodniu dopiero następuje oczyszczenie, więc żaden żyd przed paschą nie odważył by się wejść na cmentarz.

    Gdy Jezus czynił cuda to miał świadków, którzy potwierdzali co widzieli. A tu nie ma ani jednego świadka.
    Oczywiście nawet jak by byli dwa razy na grobie to nie wyklucza to zmartwychwstania, tym bardziej że wszystkie ewangelie to potwierdzają.

    Dlaczego o tym piszę. Nie poświęcał bym tyle swojego czasu na jakies tam ciekawostki z bibli. Chodzi o to w jaki sposób ludzie przekazują różne informacje i co z tego wynika.

    Odpowiedz
    • Dawid

      Dziękuję za Pański komentarz.
      Porównanie złożenia do grobu jest bardzo dobre, natomiast z wnioskami raczej bym polemizował.

      Podstawowy problem to właśnie aprioryczne założenie “Ewangelie nie mogą sobie zaprzeczać”, któremu ja, no cóż, zaprzeczam. Widać do nie tylko na porównaniu Ewangelii w moim artykule, ale i w Pańskim porównaniu dwóch narracji złożenia do grobu.

      Najwyraźniej Jan, tj. autor Ewangelii nazwanej później Ewangelią Jana, zauważył to samo co Pan, i uznał że pochówek opisany w Mateusza (czy Marka) jest “nie dość dobry”. Ponieważ miał on też w zanadrzu postać Nikodema (która pojawia się wyłącznie w tej ewangelii i nigdzie indziej), użył jej jako “towarzysza” Józefa. Nikt inny o Nikodemie nie słyszał.

      Oczywiście, jeśli apriorycznie wychodzi się z założenia, że “Ewangelie nie mogą sobie zaprzeczać”, to można naginać tekst w dowolny sposób, aby potwierdzić swoją narrację. Odnosiłem się do tej praktyki przy okazji analizy ostatnich słów Jezusa, powyżej. Ja jej nie praktykuję, i uważam że jest ona szkodliwa. Teksty się nie uzupełniają, tylko komentują nawzajem.

      > Po drugie, nie jest to opis co się wydażyło tylko dokładna relacja ze szczegółami!!!

      Akurat zmartwychwstanie będzie tematem drugiego mojego artykułu w tym cyklu, i zapraszam do lektury, kiedy już się ukaże. Różnice w szczegółach między ewangelistami są tak znaczące, że tylko ktoś ideologicznie zaślepiony albo świadomie kłamiący będzie mógł powiedzieć, że mówią one o tym samym zdarzeniu z “dwóch różnych perspektyw”. Różnice są przeogromne, i to właśnie szczegóły obecne w każdej narracji zdradzają te sprzeczności.

  2. Artur Akrukowski

    Nie, Mt 27,52-53 nie jest symbolem. Autor traktuje to wydarzenie najzupełniej *dosłownie*, stanowi ono w jego tekście jeden z licznych “znaków” potwierdzających, że Jezus jest faktycznie wyczekiwanym Mesjaszem i nadeszły Dni Ostatnie, kiedy miał się pojawić. Cała ewangelia powstała w tym właśnie celu, by o tym przekonać odbiorców.

    Jednym z oczekiwanych znaków nadejścia Dni Ostatnich miało być powstanie z grobów umarłych, którzy razem z żywymi staną przed Sądem Boga. Przekonanie to należy również do wiary współczesnego judaizmu i opiera się biblijnie przede wszystkim na Dn 12,1-2, ze wsparciem Ez 37,12; Hi 19,26; Oz 13,17. Swoją drogą występuje także u autorów nowotestamentowych np. J 5,24-29, ale samo zdarzenie ma nastąpić “później”, podczas gdy u Mateusza już nastąpiło i służy jako *dowód*, wśród różnych innych, że Dni Ostatnie już nadeszły, Jezus to prawdziwy Mesjasz.

    Podobnie za znak nadejścia Dni Ostatnich Mateusz uważa zapowiedziane u Jeremiasza “kupowanie w tym kraju pól za srebro” i z tego powodu specjalnie konstruuje całą scenę z kupnem pola za srebrniki — by móc podsunąć czytelnikom “spełnienie proroctwa”, podsumowane w Mt 27,9-10.

    Ze względów kompozycyjnych Mateusz umieścił apokaliptyczne powstawanie z grobów w czasie, gdy ziemia pogrążona jest w mroku, Jezus kona, zasłona w świątyni rozdziera się na pół, ziemia się trzęsie, skały pękają. Fabularnie to najlepszy moment na takie wydarzenie, w kulminacji. Z drugiej strony, teologicznej, nie pasowało mu wyjście z grobów, zmartwychwstanie zmarłych *przed* zmartwychwstaniem samego Jezusa-Mesjasza, więc drugim zdaniem “koryguje”.

    Odpowiedz
    • Dawid

      Również dziękuję za wpis.
      Faktycznie, ma pan rację, Mateusz zdaje się traktować do zmartwychwstanie zmarłych zupełnie dosłownie, jak najbardziej.

      Z tą symboliką chodziło mi o rolę, jaką ten opis pełnił dla czytelników – wszak oni wiedzieli, że żadnego powszechnego zmartwychwstania jeszcze nie było, więc był to kolejny “znak” prawdziwości Jezusa jako Mesjasza. W rzeczy samej, traktowali go historycznie oraz typologicznie.
      Ewentualny problem może być w tym, że nigdzie indziej nie znajdujemy żadnych choćby śladów tej tradycji, że oto ktoś kogoś widział, oto zmartwychwstał wtedy ten a ten… czyli ten “znak” dla ówczesnych chrześcijan był cokolwiek ulotny.

      Z całą resztą Pańskiego wpisu oczywiście się zgadzam, i raz jeszcze dziękuję za zwrócenie uwagi (mojej i innych czytelników) na te kwestie.

    • Artur Akrukowski

      Wzmianka Mateusza nie rozwinęła się zbytnio w tradycję, ale jakieś ślady w pismach wczesnego chrześcijaństwa się zachowały. Ignacy w liście do Magnezjan stwierdza, że dawni prorocy wyczekiwali Jezusa-Mesjasza i zostali przez niego wskrzeszeni z martwych, kiedy przyszedł. Orygenes w komentarzu do “Pieśni nad Pieśniami” powołuje się wprost na ewangelię, pisząc, że Jezus zmartwychwstając, wskrzesił zarazem licznych martwych świętych, którzy weszli do Jerozolimy i byli widziani przez wielu, przy tym traktuje chyba samą “Jerozolimę” raczej jako miasto niebiańskie. Niemniej temat, jak widać także współcześnie, nie był i nie jest popularny.

      W pismach mniej więcej współczesnych Mateuszowi nie ma śladów — bo *nie zdążył* się przyjąć jako istotna część nauczania. Natomiast w czasach późniejszych nie miał szans się silniej rozwinąć, gdyż zbyt wyraźnie opóźniająca się paruzja przesunęła oczekiwane Dni Ostatnie na nieokreśloną przyszłość, zatem i Mateuszowy znak początku powszechnego powstawania z martwych spalił na panewce. Dla późniejszych niż bezpośredni adresaci pokoleń ta wzmianka stała się bardziej kłopotem, wymagającym odpowiedniego wyjaśnienia, niż argumentem na rzecz prawdziwości ich wiary.

  3. verificator

    Kilka słów komentarza polemicznego do tekstu Dawida

    Na samym początku piszesz, że będziesz się opierał tylko na przekładzie BT i do tekstu greckiego zaglądać nie będziesz. Efekt tego jest niestety taki, że w swym tekście piszesz o “sprzecznościach” w BT, a nie w samym tekście ewangelicznym. Poniżej wynotowuję swoje uwagi w punktach

    1) Piszesz, że Jan “zaprzecza” synoptykom w kwestii Szymona Cyrenejczyka gdy stwierdza w J 19,17, że Jezus “sam” niósł krzyż. Jednak w tekście greckim nie pada słowo “sam”. Z tego, że Jan pomija pomoc Szymona nie wynika, że jej nie było. Najwidoczniej Ewangelista Jan uznał, że nie ma potrzeby kalkować wszystkich elementów od synoptyków. Pominięcie czegoś nie jest “sprzecznością”. Żaden Ewangelista nie rości sobie pretensji do opisu wyczerpującego i Jan nawet wyraźnie zaznacza w swej Ewangelii, że nie opisał wszystkiego (J 20,30)

    2) Kwestia godziny ukrzyżowania Jezusa. Piszesz, że “Różni apologeci na najdziwniejsze sposoby próbują rozwiązywać tę kontradykcję, bez większego powodzenia”. Jednak jest to tylko twoja arbitralna opinia i nic więcej ponieważ nawet nie rozważyłeś tych sposobów w tekście. Twoja opinia jest więc pusta. Wydaje się, że najprostszym sposobem na rozwiązanie tej rzekomej sprzeczności jest przyjęcie że w starożytności większość ludzi, nie posiadając zegarka, liczyło czas w odstępach trzygodzinnych, ocenianych na podstawie ruchu Słońca po niebie. Jezus zaś został najpewniej odprowadzony na ukrzyżowanie pomiędzy godziną trzecią a szóstą, czyli według naszego sposobu liczenia czasu około 10-11. Marek zaokrąglałby trzygodzinny interwał w dół, do godziny trzeciej, zaś Jan w górę, do godziny szóstej. Nieco dalej w Mk 15,33 Marek pisze, razem z pozostałymi Synoptykami, że mrok ogarnął ziemię od godziny szóstej do dziewiątej. Można przypuszczać, że chodzi tu o czas od ukrzyżowania do śmierci Jezusa, więc także i Marek pisałby o ukrzyżowaniu Jezusa około godziny szóstej, czyli południa. Tu można znaleźć więcej propozycji rozwiązania tego problemu https://www.apologetyka.info/ateizm/o-ktorej-godzinie-ukrzyzowano-jezusa,1024.htm

    3) Nie wiem gdzie u Łukasza znalazłeś informację, że z ukrzyżowanego Jezusa szydzą “jedynie” członkowie Sanhedrynu. Znowu wkładasz w tekst to czego w nim nie ma. Za chwilę jednak zaprzeczasz sam sobie bo piszesz, że prócz faryzeuszy szydzą też żołnierze

    4) Piszesz, że jest pewna “rażąca sprzeczność” między synoptykami i Janem bo Jan pisze, że bliscy Jezusa stali “obok krzyża”, zaś synoptycy piszą, że bliscy Jezusa stali “daleko” od krzyża. Występujące w tych miejscach terminy greckie “makrothen” i “para” są jednak względne i zależne od kontekstu więc nie ma między nimi “sprzeczności”. Jeden człowiek może w zależności od okoliczności określać tę samą odległość jako “daleko” lub “obok”. Komuś, kto porusza się samochodem powiem, że miejscowość leżąca 10 kilometrów od Pułtuska to “obok”. Jeśli jednak ktoś porusza się rowerem to wtedy już tej odległości tak nie określę. Takich niuansów nie uwzględniają już niestety z reguły krytykanci biblijni, którzy mają obsesję na punkcie wynajdywania rzekomych “sprzeczności” w Piśmie ale są to najczęściej sprzeczności istniejące jedynie w głowach krytykantów lub po prostu na poziomie przekładów

    5) Piszesz, że skoro synoptycy nie wspomnieli o Matce Jezusa to wspomnienie o Niej u Jana “jest epizodem całkowicie fikcyjnym”. Znowu twoje rozumowanie jest błędne logicznie w tym miejscu bo wnioskujesz “z milczenia”, że brak wspomnienia o czymś suponuje nieistnienie tego czegoś. Takie “rozumowanie” jest jednak błędem logicznym argumentum ad ignorantiam. Generalnie przez cały swój tekst błędnie zakładasz, że opis jakiegoś Ewangelisty był komplementarny i wyczerpujący więc jeśli on o czymś nie wspomniał to tego “nie było”. Twoje założenie jest jednak błędne i przeczą mu sami Ewangeliści, którzy wyraźnie zaznaczają, że pewnych spraw nie opisali (J 20,30)

    6) Przez cały swój tekst zakładasz też, że Mateusz i Łukasz korzystają z Marka, “poprawiają” go i “uzupełniają”. Tymczasem zależność Mateusza i Łukasza od Marka to tylko pewna spekulacyjna hipoteza, bardzo kiepsko uzasadniona, tak zwana hipoteza dwóch źródeł. Wspomnę tu na razie tylko, że zwolennicy hipotezy dwóch źródeł suponują na przykład istnienie tak zwanego źródła Q, którego nikt na oczy nigdy nie widział. Marek równie dobrze mógł być skrótem Mateusza. Wiemy dobrze o tym, że w starożytności dokonywano takich skrótów tekstów. Patrz chociażby wstęp do 2 Księgi Machabejskiej (2 Mch 2,19-31, wspaniały, typowo hellenistyczny opis procesu streszczania). Dobrym przykładem jest również epitoma dzieła Pompejusza Trogusa przez Justyna. Polemizując z tezą, że Marek skracał Mateusza piszesz, że Marek raczej nie zmniejszałby ilości osób wspomnianych gdzieś przez Mateusza. A czemu nie? Skoro go skracał to powinien właśnie pomijać pewne osoby w niektórych epizodach. To jak najbardziej zrozumiałe. Znowu błędnie wnioskujesz o niemożliwości czegoś z niemożności wyobrażenia sobie przez ciebie tego czegoś. Nie wdrukowuj swych wyobrażeń w sposób myślenia tamtych ludzi (powinno się raczej robić odwrotnie i próbować się dostosować do ich myślenia, próbować zrozumieć ich, zamiast mówić im jak “powinni” myśleć i co powinni pisać)

    7) Piszesz, że tylko od synoptyków Jan mógł zaczerpnąć obraz pojenia Jezusa octem na krzyżu. To co piszesz to jakaś czysta spekulacja. Ciekawe jak niby to sprawdziłeś

    8) Piszesz, że Jezus “nie mógł” wypowiedzieć pod koniec na krzyżu tych wszystkich zdań jakie przypisują mu Ewangeliści i apologeci muszą się w tych kwestiach uciekać do “nieprawdopodobnych, nierealnych i naginających logikę pseudo-uzasadnień”. Argumentujesz tu jednak nieprzekonująco o niemożliwości czegoś z niemożności wyobrażenia sobie przez ciebie tego czegoś. Jest to dość marna argumentacja. Wziąwszy pod uwagę relacje wszystkich Ewangelistów Jezus wypowiedział na krzyżu pod koniec swego życia 7 zdań. Nie jest to dużo. Można wypowiedzieć je w niecałą minutę. W tym akapicie napisałem ponad 7 zdań i zrobiłem to w około minutę. A napisać coś jest trudniej niż to wypowiedzieć. Jak widzisz, bez problemu wykazałem, że Jezus mógł pod koniec swego życia wypowiedzieć wszystkie przypisywane mu przez Ewangelistów zdania i nie musiałem uciekać się do – jak to określiłeś – “nieprawdopodobnych, nierealnych i naginających logikę pseudo-uzasadnień”

    9) Błędnie też znowu zakładasz, że każdy z Ewangelistów zapamiętał co innego. Mówisz, że to absurd. Nie ma jednak żadnego absurdu w tym, że każdy z Ewangelistów postanowił zwrócić uwagę na inne słowa. Znowu błędnie zakładasz, że każdy z Ewangelistów chciał wszystko opisać komplementarnie i wyczerpująco. Wcale tak jednak nie jest bo Ewangeliści wyraźnie informują nas o tym, że ich opis nie jest komplementarny i wyczerpujący (J 20,30). Być może Jezus wypowiedział na krzyżu pod koniec nawet więcej niż 7 zdań jednak dla nas zapisano te słowa, które były najważniejsze

    Odpowiedz
  4. zadowolony

    Zgadzam się z autorem, że absurdalne są pomysły apologetów, którzy – chcąc za wszelką cenę obronić Nowy Testament przed zarzutem sprzeczności – proponują przyjąć, że Jezus umierając wypowiedział wszystkie zdania przypisywane mu przez ewangelistów. To jest dobry sposób, żeby w wyobraźni czytelnika powstał karykaturalny obraz gawędzącego Jezusa na krzyżu, wygłaszającego mowy itd. Tymczasem w każdej Ewangelii słowa Jezusa na krzyżu odpowiadają temu, jak Jezus jest przedstawiony w sytuacjach wcześniejszych. Przecież u Jana i synoptyków także w scenie przed aresztownaiem Jezus jest inny. U Jana się nie boi jak u Marka, u którego modli się, by “ominęła go ta godzina”. Ewangeliści nie mogli przypuszczać, że będzie coś takiego jak kanon – zapewne pisali swoją wersję wydarzeń (patrz początek Ewangelii Łukasza) a nie coś, co miało za zadanie uzupełnić inne teksty (w przypadku Marka tekty, które jeszcze nie powstały!), bo ryzykowaliby, że pomijając coś ważnego albo to zmieniając, czytelnik dostanie fałszywy obraz historii Jezusa, na podstawie której zbuduje sobie fałszywą wiarę. Czy mając tylko Marka, mielibyśmy podstawy do wydedukowania boskości Jezusa, cudownego poczęcia, narodzin z dziewicy itd.? Oczywiście nie. Marek musiałby nam o tym wszystkim opowiedzieć, gdyby to wiedział/wierzył, bo przecież nie był idiotą.
    Co do wydania zwłok Józefowi z Arymatei, to wprawdzie Piłat mógł zgodzić się na wydanie zwłok, czyli mógł ulec prośbom Żydów, zrezygnować z zakazu pochówku ukrzyżowanych, ale nie po to, żeby je w sposób godny pochowano w prywatnym grobie, bo to nie przysługiwało ukrzyżowanym. Ukrzyżowanym przysługiwał grób – często wieloosobowy – tymczasowy. Nie bez powodu w dziejach Apostolskich napisano, że Jezusa pochowali Żydzi.

    Odpowiedz
    • olek

      >Zgadzam się z autorem, że absurdalne są pomysły apologetów, którzy – chcąc za wszelką cenę obronić Nowy Testament przed zarzutem sprzeczności – proponują przyjąć, że Jezus umierając wypowiedział wszystkie zdania przypisywane mu przez ewangelistów.

      Absurdalna to jest raczej twoja odpowiedź w tym punkcie. Wziąwszy pod uwagę relacje wszystkich Ewangelistów Jezus wypowiedział na krzyżu pod koniec swego życia 7 zdań. Nie jest to dużo. Można wypowiedzieć je w niecałą minutę. W tym akapicie napisałem ponad 6 zdań i zrobiłem to w około minutę. A napisać coś jest trudniej niż to wypowiedzieć

      >To jest dobry sposób, żeby w wyobraźni czytelnika powstał karykaturalny obraz gawędzącego Jezusa na krzyżu, wygłaszającego mowy itd.

      7 zdań to nie jest żadna “mowa”

      >Tymczasem w każdej Ewangelii słowa Jezusa na krzyżu odpowiadają temu, jak Jezus jest przedstawiony w sytuacjach wcześniejszych. Przecież u Jana i synoptyków także w scenie przed aresztownaiem Jezus jest inny. U Jana się nie boi jak u Marka, u którego modli się, by “ominęła go ta godzina”.

      Każdy z Ewangelistów opisuje inne sytuacje ale nie oznacza to od razu, że każdy z nich opisuje “innego Jezusa”

      >Ewangeliści nie mogli przypuszczać, że będzie coś takiego jak kanon – zapewne pisali swoją wersję wydarzeń (patrz początek Ewangelii Łukasza) a nie coś, co miało za zadanie uzupełnić inne teksty (w przypadku Marka tekty, które jeszcze nie powstały!), bo ryzykowaliby, że pomijając coś ważnego albo to zmieniając, czytelnik dostanie fałszywy obraz historii Jezusa, na podstawie której zbuduje sobie fałszywą wiarę.

      To tylko twoje bezpodstawne spekulacje i do tego niezgodne z danymi historycznymi. Zgodnie ze świadectwem Euzebiusza Jan pisząc swą Ewangelię wiedział już, że są inne Ewangelie i chciał dodać coś od siebie. Łukasz, o którym sam piszesz, na samym początku w prologu do swej Ewangelii napisał: “Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas” (Łk 1,1). Tak więc Ewangeliści wiedzieli już o innych Ewangeliach i presuponowali kanon

      >Czy mając tylko Marka, mielibyśmy podstawy do wydedukowania boskości Jezusa, cudownego poczęcia, narodzin z dziewicy itd.? Oczywiście nie. Marek musiałby nam o tym wszystkim opowiedzieć, gdyby to wiedział/wierzył, bo przecież nie był idiotą.

      Dlatego były inne Ewangelie. A Marek jedynie skracał Mateusza i robił wyciąg z jego Ewangelii dla pogan. To były takie informacje podstawowe, niekompletne. Taki elementarz informacji wstępnych. Reszta nauk miała przyjść w następnej kolejności

      >Co do wydania zwłok Józefowi z Arymatei, to wprawdzie Piłat mógł zgodzić się na wydanie zwłok, czyli mógł ulec prośbom Żydów, zrezygnować z zakazu pochówku ukrzyżowanych, ale nie po to, żeby je w sposób godny pochowano w prywatnym grobie, bo to nie przysługiwało ukrzyżowanym. Ukrzyżowanym przysługiwał grób – często wieloosobowy – tymczasowy. Nie bez powodu w dziejach Apostolskich napisano, że Jezusa pochowali Żydzi

      Znowu okroiłeś wersję wydarzeń pod swoje subiektywne potrzeby, pomijając, że zwłoki Jezusa wykupił od Piłata Józef z Arymatei. Był on zamożnym i wpływowym człowiekiem i za pieniądze można w zasadzie załatwić wszystko, nie tylko wtedy ale i dziś również

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *