site-logo

Porównanie Ewangelii, cz. 3 – rodowód Jezusa.

1 lutego 2020
Dawid
Dawid
Skończyłem historię na Wydziale Historycznym UW ze specjalizacją historii Kościoła. Jestem oddanym fascynatem późnego antyku, poza chrześcijaństwem interesuję się też gnostycyzmem, neoplatonizmem i magią antyczną, jak również religiami Indii i mitologiami świata, od europejskich po polinezyjskie. Jestem też fanem twórczości H.P. Lovecrafta oraz komiksów DC.
rodowód

Spis treści

Kolejną część cyklu “Porównania Ewangelii” poświęcę na rodowód Jezusa: ustępy Mateusza 1,1-17 oraz Łukasza 3,23-38: długie ciągi imion opisujących genealogiczne pochodzenie kandydata na mesjasza. Postaram się przedstawić, jaki cel według wszelkiego prawdopodobieństwa przyświecał autorom tych sprzecznych ze sobą list.

Podobnie jak w poprzednich częściach cyklu, postaram się przybliżyć te informacje Czytelnikowi nie będącemu specjalistą. Dlatego nie będę poruszał kwestii, które rozważają bardziej wprawieni badacze. Tradycyjnie też ograniczę się do wersji tych fragmentów zamieszczonych w Biblii Tysiąclecia. Zamieszczam tu również wygodną tabelę porównującą oba rodowody punkt po punkcie.

Rodowód Jezusa u Mateusza.

1 Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama. 2 Abraham był ojcem Izaaka; Izaak ojcem Jakuba; Jakub ojcem Judy i jego braci; 3 Juda zaś był ojcem Faresa i Zary, których matką była Tamar. Fares był ojcem Ezrona; Ezron ojcem Arama; 4 Aram ojcem Aminadaba; Aminadab ojcem Naassona; Naasson ojcem Salmona; 5 Salmon ojcem Booza, a matką była Rachab. Booz był ojcem Obeda, a matką była Rut. Obed był ojcem Jessego, 6 a Jesse ojcem króla Dawida.
Dawid był ojcem Salomona, a matką była [dawna] żona Uriasza. 7 Salomon był ojcem Roboama; Roboam ojcem Abiasza; Abiasz ojcem Asy; 8 Asa ojcem Jozafata; Jozafat ojcem Jorama; Joram ojcem Ozjasza; 9 Ozjasz ojcem Joatama; Joatam ojcem Achaza; Achaz ojcem Ezechiasza; 10 Ezechiasz ojcem Manassesa; Manasses ojcem Amosa; Amos ojcem Jozjasza; 11 Jozjasz ojcem Jechoniasza i jego braci w czasie przesiedlenia babilońskiego.
12 Po przesiedleniu babilońskim Jechoniasz był ojcem Salatiela; Salatiel ojcem Zorobabela; 13 Zorobabel ojcem Abiuda; Abiud ojcem Eliakima; Eliakim ojcem Azora; 14 Azor ojcem Sadoka; Sadok ojcem Achima; Achim ojcem Eliuda; 15 Eliud ojcem Eleazara; Eleazar ojcem Mattana; Mattan ojcem Jakuba; 16 Jakub ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem.
17 Tak więc w całości od Abrahama do Dawida jest czternaście pokoleń; od Dawida do przesiedlenia babilońskiego czternaście pokoleń; od przesiedlenia babilońskiego do Chrystusa czternaście pokoleń.

Cała Ewangelia Mateusza rozpoczyna się słowami:

Βίβλος γενέσεως Ἰησοῦ Χριστοῦ υἱοῦ Δαυὶδ υἱοῦ Ἀβραάμ

Można je tłumaczyć jako „księga pochodzenia”, czy „księga rodowa” Jezusa, niemniej użyty tutaj grecki termin dokładnie odpowiada użytemu w Rdz 2:4: „Oto są dzieje początków nieba i ziemi…”, Αὕτη ἡ βίβλος γενέσεως οὐρανοῦ καὶ γῆς, oraz użytemu w Rdz 5:1: „Oto dzieje początków ludzkości”, Αὕτη ἡ βίβλος γενέσεως ἀνθρώπων , czyli coś w rodzaju „rodowód potomków Adama”. Po hebrajsku termin ten brzmi sefer toledot i można go znaleźć również w innych miejscach Pisma.

Pierwszym spostrzeżeniem jest: Mateusz zaczyna pisać „nową Torę”. Jest na to wiele wskazówek, którym tutaj nie możemy poświęcić wiele czasu. Cała Ewangelia Mateusza ma budowę podobną do Pięcioksięgu, włącznie ze strukturalnym podziałem na pięć części, niczym pięć ksiąg nauk Jezusa symulujących pięć ksiąg Mojżesza. Drugim spostrzeżeniem jest: rodowód Jezusa nawiązuje do rodowodu potomków Adama z Rdz 5:1. Tak jak tam biblos geneseoos dotyczyło anthroposa, czyli pierwszego człowieka, tak w Mt 1:1 biblos geneseoos dotyczy Jezusa. Znajdujemy tu Pawłową typologię Adam-Jezus.

Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama – Dawid jest tutaj przed Abrahamem. To ciekawa hierarchia, podkreślająca królewską pozycję Jezusa. Łukasz będzie robił to samo, trochę w inny sposób. W Mt 1,20 również Józef zostanie nazwany przez anioła synem Dawida, błyskawicznie też w Mt 2 mędrcy ze Wschodu będą szukali króla Izraela. W samym rodowodzie Jezus będzie pochodził z linii podawidowych królów. Przyjście Jezusa jest więc spełnieniem nadziei na przyjście zapowiedzianego żydowskiego monarchy.

Na drugim miejscu jest syn Abrahama. Po pierwsze, jest to oczywistość: każdy Izraelita jest potomkiem Abrahama. Po drugie, jest to wypełnienie obietnicy danej Abrahamowi: poprzez Jezusa spełni się zapowiedziane Abrahamowi błogosławieństwo wszystkich narodów (np. Rdz 18, 18 Przecież ma się on stać ojcem wielkiego i potężnego narodu, i przez niego otrzymają błogosławieństwo wszystkie ludy ziemi).

Po trzecie, co uważam za kluczowe, bycie synem Abrahama oznacza też wiarę w Boga. W Mt 3: 9 Jan będzie ostrzegał, że „z tych kamieni może Bóg wzbudzić dzieci Abrahamowi” – sama przynależność rodowa ani nie wystarczy, ani nie jest konieczna. Uważam, że poprzez odwołanie do Abrahama autor rodowodu kieruje na Jezusa uwagę prozelitów, którzy nie będąc Żydami stali się jednak, dzięki Niemu, „dziećmi Abrahama”.

Rodowód Jezusa u Mateusza ma zatem na celu wskazanie Jezusa jako spełnienie nadziei chrześcijan pochodzących z obu środowisk: Żydów i prozelitów.

Rodowód Jezusa u Łukasza.

23 Sam zaś Jezus rozpoczynając swoją działalność miał lat około trzydziestu. Był, jak mniemano, synem Józefa, syna Helego, 24 syna Mattata, syna Lewiego, syna Melchiego, syna Jannaja, syna Józefa, 25 syna Matatiasza, syna Amosa, syna Nahuma, syna Chesliego, syna Naggaja, 26 syna Maata, syna Matatiasza, syna Semei, syna Josecha, syna Jody, 27 syna Jana, syna Resy, syna Zorobabela, syna Salatiela, syna Neriego, 28 syna Melchiego, syna Addiego, syna Kosama, syna Elmadana, syna Hera, 29 syna Jezusa, syna Eliezera, syna Jorima, syna Mattata, syna Lewiego, 30 syna Symeona, syna Judy, syna Józefa, syna Jony, syna Eliakima, 31 syna Meleasza, syna Menny, syna Mattata, syna Natana, syna Dawida, 32 syna Jessego, syna Jobeda, syna Booza, syna Sali, syna Naassona, 33 syna Aminadaba, syna Admina, syna Arniego, syna Esroma, syna Faresa, syna Judy, 34 syna Jakuba, syna Izaaka, syna Abrahama, syna Tarego, syna Nachora, 35 syna Serucha, syna Ragaua, syna Faleka, syna Ebera, syna Sali, 36 syna Kainama, syna Arfaksada, syna Sema, syna Noego, syna Lamecha, 37 syna Matusali, syna Enocha, syna Jareta, syna Maleleela, syna Kainama, 38 syna Enosa, syna Seta, syna Adama, syna Bożego.

Rodowód Jezusa u Łukasza znajduje się w innym miejscu narracji niż u Mateusza: tuż po chrzcie w Jordanie. Jest to o tyle ważne, że wtedy właśnie nastąpił moment, w którym głos z nieba (a więc Bóg) ogłosił publicznie, że Jezus jest Jego synem (Łk 3,22):

…z nieba odezwał się głos: «Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie»

Jest ciekawe o tyle, że w pewnych świadectwach wczesnochrześcijańskich, a nawet w tzw. “zachodniej wersji” Łukasza, ten werset Ewangelii brzmiał odrobinę inaczej. Miał być fragmentem psalmu 2, 7:

Tyś synem moim, ja ciebie dziś zrodziłem.

W formie szczątkowej, bo niezwiązanej z chrztem, ten zwrot zachował się w Hbr 1,5. Wydaje się wręcz, że mogło być to pierwotne brzmienie tej proklamacji, bardziej naturalne jako żywy cytat ze Starego Testamentu. Rodziło jednak chrystologiczne problemy w czasach, w których odrzucono chrystologię adopcjonistyczną. Wg niej Jezus był człowiekiem, który został przez Boga zaadoptowany jako „syn Boży” dopiero w określonym czasie życia: w tym wypadku w momencie chrztu. Wcześniej zaś był wyłącznie człowiekiem, jak każdy z nas. Dlatego moment chrztu miał być tak bardzo przełomowy dla życia Jezusa i dla historii zbawienia.

Inną wersję, prawdopodobnie wcześniejszą, adopcji Jezusa przez Boga zachowuje Paweł w liście do Rzymian 1:3. Tutaj z kolei Jezus zostaje adoptowany przez Boga jako Jego syn dopiero w momencie zmartwychwstania:

…o jego synu – pochodzącym według ciała z rodu Dawida, a ustanowionym według ducha świętości przez powstanie z martwych pełnym mocy synem Bożym – o Jezusie Chrystusie, Panu naszym.

Tak czy inaczej – rodowód Jezusa u Łukasza znajduje się po chrzcie i publicznej proklamacji Boga w sprawie Jezusowego synostwa. Już w Łk 1, 35 znajduje się tego zapowiedź w postaci:

…Dlatego też święte, które się narodzi, będzie nazwane synem Bożym.

Prowadząc rodowód Jezusa przez jego (domniemanego, jak mówi tekst) ojca aż do samego początku stworzenia, do Adama i ostatecznie samego Boga, Łukasz mówi wiele. Albo przynajmniej wiele można z tego odczytać. Najważniejsza jest paralela z Adamem: coś, co w innej formie widzieliśmy u Mateusza. Tak jak Adam jest nazywany tutaj synem Bożym, tak synem Bożym jest i Jezus.

Należy oczywiście przyznać, że sam tekst nie używa terminu „syn”. Rodowód Łukasza ma formę znakomicie zrozumiałą po grecku, ale niezbyt jasną dla nas. Gdyby ją przełożyć dosłownie, wyglądałaby jak: …[synem] Józefa, Helego, Mattata, Lewiego, Melchiego, Jannaja… etc. (oryg. Ἰωσὴφ τοῦ Ἠλὶ τοῦ Μαθθὰτ τοῦ Λευὶ τοῦ Μελχὶ τοῦ Ἰανναὶ…). „Bycie synem” jest tu domyślne przy formie dopełniacza każdego imienia. Stąd niektóre przekłady Biblii odstępują od normalnej struktury rodowodu, gdy docierają do końca genealogii, i tłumaczą np. „[syna] Adama, który był Boży”. W grece natomiast znajduje się tam dokładnie ta sama forma, co w całym rodowodzie: τοῦ Ἀδὰμ τοῦ θεοῦ, która domyślnie powinna kontynuować wcześniejszą logikę. Zatem Adam jest tu pierwszym „synem Boga”.

Oczywiście nie w sensie fizycznym. I w tym rzecz. Adam został tu „synem Boga” przez sam fakt stworzenia na Jego obraz – według logiki Łukasza na tej samej zasadzie powinien być nim również Jezus. Paralela z Adamem może być i głębsza: tak jak Adam został stworzony bez udziału mężczyzny, tak i Jezus został stworzony w Łk 1. Możliwe, że jest to prastara forma wyobrażeń o Jezusie, w której jest on wprawdzie „cudownym dzieckiem”, bo stworzonym bez mężczyzny (jak Adam), ale uczyniony synem Bożym został dopiero w momencie chrztu, kiedy stał się idealnym obrazem Boga (również jak Adam). Jednocześnie nie ma tu jeszcze idei wcielenia ani nawet postaci preegzystującego Syna Bożego, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni.

Mateusz i kobiety.

Cechą charakterystyczną rodowodu Jezusa u Mateusza jest obecność czterech kobiet: Tamar, Rahab, Rut i Batszeby (niewymienionej z imienia, tylko jako „żona Uriasza”). Czemu się tam pojawiają? Typowe genealogie owych czasów (np. rodowód Józefa Flawiusza z jego własnego dzieła) zwykle pomijają rolę kobiet jako nieistotną. Istnieje kilka odpowiedzi na to pytanie, mniej lub bardziej spektakularnych.

Pierwsza, wywodząca się jeszcze od św. Hieronima, stwierdza, że Mateusz wspomniał te cztery starotestamentalne kobiety, ponieważ każda z nich była kojarzona z pewnego rodzaju seksualną skazą. Tamar udawała prostytutkę i uwiodła swojego teścia, Rahab była nią. Rut, chociaż samo Pismo nie wysuwa przeciw niej tego zarzutu, spędziła noc śpiąc u Booza, właściwie obcego sobie mężczyzny, wraz z sugestywnym „Rozciągnij brzeg swego płaszcza nade mną…” z Rut 3,9, co współcześnie wyglądałoby, że oboje „spali pod jedną kołdrą”. Batszeba w oczywisty sposób kojarzy się z cudzołóstwem. Każda z nich zatem albo była oceniona negatywnie pod kątem swojej seksualności, albo balansowała na granicy skandalu.

Ta interpretacja, najbardziej wg mnie prawdopodobna, stanowi Mateuszową odpowiedź na wczesne, nigdzie jeszcze nie zarejestrowane zarzuty kierowane przeciw Marii, matce Jezusa, ze strony żydowskich przeciwników chrześcijaństwa (które potem powtarzał np. Celsus). Według oskarżycieli Maria po prostu popełniła cudzołóstwo, a Jezus był bękartem. Mateusz odpowiadał zatem, wspominając w rodowodzie kobiety, które również można byłoby oskarżyć o seksualne występki, ale które jednocześnie były wielkimi i ważnymi postaciami w historii zbawienia. W domyśle – dokładnie tak, jak Maria.

Druga interpretacja, mniej przekonująca, pochodzi m.in. od Lutra. Według niej wspomniane kobiety były prozelitkami dobrowolnie przyłączającymi się do religii żydowskiej: Tamar i Rahab były Kanaanejkami, a Rut – Moabitką. Batszeba, choć jej pochodzenie nie jest wspominane, jako żona „Uriasza Hetyty” również mogła zostać skojarzona z tym nieżydowskim ludem. Tym samym Mateusz miał wyciągać w ten sposób ręce ku prozelitom i zachęcać ich do przyłączenia się do ludu Bożego.

Trzecia interpretacja łączy się z drugą, i zakłada docenienie własnej inicjatywy tych kobiet w dziejach zbawienia – a przez to fakt, że działał przez nie Duch Boży. Tamar swoją przemyślnością ocaliła linię patriarchy Judy, Rahab – pomogła w zdobyciu Jerycha, Rut – również podjęła się kontynuowania linii rodowej swego zmarłego męża i dzięki niej powstał ród przyszłego króla Dawida. Niełatwo za to dopatrzeć się jakiegoś konkretnego działania Ducha w Batszebie, chyba że w jej późnych intrygach dworskich (jako żywo przypominających Grę o Tron).

Warto przy tym zauważyć, że nigdzie indziej nie znajdujemy poparcia dla związku Rahab z Szalmonem, ojcem Booza i przodkiem Dawida. Wygląda to na sztuczne połączenie, być może własną inwencję ewangelisty. W literaturze rabinicznej można znaleźć związek Rahab z Jozuem, skoro są to współczesne sobie postacie. Co więcej, Rahab żyjącą w czasach Jozuego od czasów Dawida dzieliło około 150 lat (okres sędziów), a według rodowodu są to zaledwie cztery pokolenia (piątym jest Dawid).  Szalmon, Booz, Obed i Jesse musieliby płodzić swoje dzieci średnio w dość posuniętym wieku 38 lat. Faktycznie, wygląda to na typowy „czas jednego pokolenia”. Zapamiętajmy tę kwestię – powróci ona podczas liczenia chronologii w jeszcze bardziej skrajnych przykładach!

Mateusz i problemy.

Obie genealogie zgadzają się tylko w czternastu pokoleniach – tych, w których najtrudniej byłoby się pomylić, bo najlepiej potwierdzonych w księgach Starego Testamentu, czyli od Abrahama do Dawida. Jedynym momentem, w którym jeszcze raz ewangeliści będą się zgadzać, będzie postać Salatiela i jego syna Zorobabela, powygnaniowego „księcia” i zarządcy okolic Jerozolimy z ramienia perskiego króla. Z Zorobabelem, pełniącym funkcje “niby-króla” przy arcykapłanie Jozuem, wiązano ogromne nadzieje mesjańskie, które można znaleźć w pismach proroków mniejszych, zwłaszcza Zachariasza. Niestety, ta nadzieja narodu nagle przepadła bez wieści. Jest spora szansa, że został w końcu zamordowany z przyczyn politycznych.

We wszystkich innych punktach rodowodu Jezusa obaj ewangeliści różnią się, i to diametralnie – zbiegając dopiero przy Józefie i Marii. Nie zgadza się ilość pokoleń, jakie mijają. Dwukrotnie też – przy Salatielu i Józefie z Nazaretu – napotkamy sprzeczność w kwestii ojcostwa.

Mateusz świadomie wprowadza własną periodyzację genealogii Chrystusa: trzy czternastki pokoleń. Każda czternastka zaczyna się i kończy wyjątkowym wydarzeniem w dziejach narodu wybranego i, tym samym, działalności Boga na ziemi. Jak zobaczymy, Mateusz będzie naginał i poświęcał fakty tylko po to, by ocalić i przeforsować swój model 3×14. Dlaczego mu na tym tak zależy?

Źródłem Matuszowego schematu jest wspomniane wyżej czternaście „pewnych” pokoleń zachowanych w tradycji Starego Testamentu. Na nich ewangelista zbudował resztę swojej historycznej spekulacji. Źródłem tej pierwszej czternastki była tu księga Rodzaju oraz zakończenie księgi Rut 4,18-22, stanowiące oficjalny rodowód króla Dawida:

A oto potomkowie Peresa. Peres był ojcem Chesrona. Chesron był ojcem Rama, Ram był ojcem Amminadaba. Amminadab był ojcem Nachszona, Nachszon był ojcem Szalmona. Szalmon był ojcem Booza, Booz był ojcem Obeda. Obed był ojcem Jessego, a Jesse był ojcem Dawida.

Dodajmy, że to zakończenie wygląda na sztuczną wstawkę, prawdopodobnie kronikarza, który chciał znaleźć uzasadnienie dla zachowania tej przyjemnej romantycznej nowelki wśród świętych czy królewskich ksiąg.

Wiedząc, że Peres/Fares był synem patriarchy Judy i Tamar, wychodzi nam liczba pokoleń: czternaście. Prawdopodobnie to było inspiracją dla Mateusza, aby szukać innych czternastek w budowanej przez siebie genealogii – a w razie potrzeby również je tworzyć.

Mateusz od króla Dawida postanowił prowadzić rodowód po linii królewskiej, przez Salomona i kolejnych znanych królów. Stawiał przez to nacisk na monarszą rolę Chrystusa. Jednak linia królewska, taka jaka była, najwyraźniej nie odpowiadała jego teologicznemu celowi. Dlatego wprowadzał  swoje „poprawki” (czytaj: przekłamania) do królewskich linii genealogicznych zawartych choćby w 1 Księdze Kronik 3,10-16.

10 Synem Salomona był Roboam; synem Roboama – Abiasz, synem Abiasza – Asa, synem Asy – Jozafat, 11 synem Jozafata – Joram, synem Jorama – Ochozjasz, synem Ochozjasza – Joasz, 12 synem Joasza – Amazjasz, synem Amazjasza – Azariasz, synem Azariasza – Jotam, 13 synem Jotama – Achaz, synem Achaza – Ezechiasz, synem Ezechiasza – Manasses, 14 synem Manassesa – Amon, synem Amona – Jozjasz. 15 Synowie Jozjasza: pierworodny Jochanan, drugi Jojakim, trzeci Sedecjasz, czwarty Szallum. 16 Synowie Jojakima: jego syn Jechoniasz, jego syn Sedecjasz.

I tak po królu Joramie Mateusz umieścił króla Ozjasza, a po nim króla Joatama. Tymczasem zamiast Ozjasza powinno być aż czterech innych królów: Ochozjasz, Joasz, Amazjasz i Azariasz. Dopiero synem Azariasza był Jotam. Innymi słowy: Mateusz pominął całe trzy pokolenia, i to takich, których kolejność była oczywista dla każdego, kto miał dostęp do ksiąg Starego Testamentu. Różnicę w zapisie imienia „Ozjasz” tutaj pomijam, może to jakiś grecki wariant imienia Ochozjasz; jest to problem, ale nie takiej skali.

Apologetyczna odpowiedź jest taka, że pominął ich, bo “byli występni”. Tyle że Manasses był jeszcze bardziej występny niż oni! Inna spotykana próba tłumaczenia: bo “zostali zamordowani” – ale Amon również został! Pomijam przy tym również pomyłki takie jak użycie imienia Asaf zamiast Asa, albo Amos zamiast Amon…

Na tym nie koniec problemów. Zbliżając się do niewoli babilońskiej Mateusz podaje kolejność: Jozjasz, Jechoniasz, Salatiel. Tym samym gubi Jojakima (Jechojakima) syna króla Jozjasza, a ojca Jechoniasza (Jechojakina). Mateusz pozostawałby zgodny z historią, gdyby napisał “Jozjasz był ojcem Jojakima i jego braci”. Znowu można to uznać za przeoczenie – po grecku imiona Jechojakim i Jechojakin pisano w taki sam sposób (Joakim). Sprawy nie ułatwiał też fakt, że ci dwaj, ojciec i syn, mieli braci o imieniu Sedecjasz (Sedekiasz), z których pierwszy był królem, a drugi nigdy. Mogło to powodować zamieszanie i pomylenie obu tych postaci. Nadal jednak pomyłka jest pomyłką.

Można próbować usprawiedliwiać ewangelistę, ponieważ chwilę później liczy on Jechoniasza podwójnie: jako ostatnie pokolenie drugiej czternastki oraz jako pierwsze pokolenie trzeciej. Możliwe, że to tutaj nastąpiła duplikacja imienia Jechoniasza (Jechojakina), podczas gdy za pierwszym razem miał tam być prawidłowo: Jojakim (Jechojakim). Znowu jednak Mateusz pisze w tym miejscu, na początku trzeciej czternastki, o „Jechnoniaszu i jego braciach” – tyle że Jechoniasz nie miał braci, tylko jednego brata, wspomnianego wyżej Sedecjasza. To Jojakim miał dwóch braci. Czyli znowu autor miesza obie te postaci.

Największym problemem w tym miejscu, o którym trzeba powiedzieć, jest klątwa rzucona na Jechoniasza (Jechojakina) przez samego Boga w księdze Jeremiasza 22,28-30. Brzmi ona następująco:

Czy Jechoniasz jest naczyniem wyrzuconym, potłuczonym naczyniem, którego nikt nie chce?
Dlaczego wypędzono go i jego potomstwo i porzucono w kraju, którego nie znają?
Ziemio, ziemio, ziemio! Słuchaj słowa Pańskiego!
To mówi Pan:
«Zapiszcie tego człowieka jako pozbawionego potomstwa,
jako męża, który nie zażyje szczęścia w swych dniach,
ponieważ żadnemu z jego potomków nie uda się zasiąść na tronie Dawida
ani panować nad Judeą»

Innymi słowy: według słów proroka żaden z potomków Jechoniasza nie mógł już królować nad Izraelem. Cała ta linia rodowa traciła swoje uprawnienia do władzy. Istniały inne linie rodu Dawida, które mogły panować w Jerozolimie, ale ta nie. A zatem: skoro Jezus miał być potomkiem przeklętego króla, to nie miał praw królewskich. Wszystkie Jezusowe roszczenia do tronu Dawida są zatem a priori nieważne. Jak można rozwiązać ten problem? Nie wiem. Pewnie jest sporo gotowych apologetycznych odpowiedzi. Niech każdy wierzy, jak uzna za stosowne.

Słusznie Mateusz wiąże Salatiela (Szealtiela) z Jechoniaszem, bo faktycznie 1 Kronik 3:17 mówi, że był on jego synem. W następnym pokoleniu znowu pojawia się problem z ojcostwem Salatiela wobec Zorobabela: 1 Krn 3,19 mówi, że Zorobabel był on synem Pedajasza, brata Salatiela; jednak już Ezd 3, 2 i inne liczne teksty mówią explicite, że Zorobabel był synem Salatiela. Ewangelista poszedł za tym rozwiązaniem, które zapewne cieszyło się większą popularnością, jako obecne w pismach prorockich. To zamieszanie z kolei nie jest winą ewangelisty, ale jest obecne już w pismach hebrajskich. Zwykle “załatwia się” tę sprzeczność kolejnym tłumaczeniem jakiegoś rodzinnego dramatu.

Ponownie też stajemy przed ciekawym tematem chronologii. Czternaście pokoleń dzielących wygnanie babilońskie (które samo trwało ponad pół wieku) od narodzin Jezusa, to dość mało. Nie wiemy, czy Zorobabel był relatywnie młodym człowiekiem podczas powrotu z wygnania; nie wiadomo, kiedy nawet mógłby spłodzić nieznanemu nikomu Abiuda. Licząc jednak mniej więcej od daty powrotu z wygnania 539 r. p.n.e. do czasów Jezusa (powiedzmy 1 r. n.e.), i zliczając Mateuszowe pokolenia (10, od Abiuda do Józefa), okazuje się, że średnio mężczyźni tej linii musieli płodzić synów około 54 roku życia. Możliwe, oczywiście. Ale mało prawdopodobne.

Mateusz i imiona kapłańskie.

Późniejsze imiona w rodowodzie są nieweryfikowalne i prawdopodobnie fałszywe. Informacja o synu Zorobabela, Abiudzie, nie pokrywa się z 1 Krn 3,19: Synami Zorobabela: Meszullam i Chananiasz oraz ich siostra Szelomit. Tym samym Mateusz wkracza tu w sferę ahistoryczną. Na sztuczność tej listy imion wskazuje ich odniesienie do kapłaństwa: wydają się być przeciwwagą dla królewskiej rangi wcześniejszych pokoleń. Ostatnia czternastka zawiera natomiast większość imion ściśle związanych z kapłanami.

I tak Abiud to imię syna Aarona; Eliakim to imię kapłana z czasów Nehemiasza; Sadok to oczywiście najważniejszy kapłan żydowski w dziejach, pierwszy arcykapłan wybudowanej świątyni jerozolimskiej; Achim to prawdopodobnie skrót od Achimaas, syn Sadoka z 1 Krn 5,34; Eleazar to syn Aarona a przodek Sadoka; Mattan (Mattaniasz) to imię często spotykane wśród lewitów w księgach Kronik i Nehemiasza. Wszystkie te imiona odnoszą się do wielkich kapłanów albo środowiska lewickiego; nie mają nic wspólnego z domem i rodem Judy i Dawida. Stąd wydają się uzupełniać charakter ich „potomka”, Jezusa – jednocześnie króla i kapłana. Jak się przekonamy, po raz kolejny, Łukasz miał podobny pomysł na opisanie roli i znaczenia Mesjasza, ale zrealizował  go inaczej.

Mateusz i jego periodyzacja.

Czemu zatem Mateusz był tak przywiązany do swojego systemu 3×14? Co takiego w nim widział? Istnieje kilka możliwych odpowiedzi.

Pierwsza z nich rozbija 3×14 na 6×7. Sześć siódemek, liczb pełni, oznacza tutaj alegoryczne sześć dni stworzenia – to znaczy sześć dni trwania doczesnego kosmosu. Przyjście Jezusa, zależnie jak liczyć, oznacza dopełnienie sześciu siódemek = sześciu dni, i zwieńczenie dzieła stworzenia; albo też inicjuje siódmą siódemkę, tj. kosmiczny szabat.

Druga interpretacja odnosi się do liczenia dni według kalendarza księżycowego. Miesiąc liczy wówczas zwyczajowo 28 dni, dwie czternastki. W ten sposób miesiąc zaczął się wraz z Abrahamem, i „księżyc osiągnął pełnię” po 14 dniach/pokoleniach w czasach króla Dawida. Potem stopniowo malał, aż „osiągnął nów” po kolejnych 14 dniach/pokoleniach podczas niewoli babilońskiej. Zgodnie z tą logiką po kolejnych 14 dniach/pokoleniach ów miesiąc znowu powinien dotrzeć do „pełni” – i tą pełnią właśnie jest Jezus, wyczekiwany mesjasz.

Tym samym Mateuszowa genealogia jest periodyzacją dziejów Obietnicy, licząc od Abrahama – nie zaś dziejów świata, jakby było, gdyby liczył on od Adama. To robi za to Łukasz.

Łukasz i jego genealogie.

Genealogia Łukasza wydaje się być dużo prostsza. Chociaż posiada ukryte struktury i ciekawe rozwiązania, sam autor jakby nie przykładał do nich większej wagi. Nie przyznaje się explicite do żadnej teologicznej koncepcji, co nie znaczy, że jej nie ma.

Łukasz sięga do samego Adama i w tej części konsekwentnie opiera się na księdze Rodzaju. Dzięki temu jest całkiem wierny przekazowi Starego Testamentu. Jak na ironię, jego rodowód Jezusa zaczyna się sypać tuż po królu Dawidzie – w tym sensie, że nie ma żadnych źródeł ani podstaw, aby twierdzić to, co twierdzi. Gdy Mateusz idzie po linii królewskiej od Salomona, Łukasz idzie po linii innego królewskiego syna – Natana. Nie należy go mylić z Natanem prorokiem czasów Dawida – to dwie różne postacie.  Pisze o nim Biblia w zaledwie kilku miejscach:

Oto imiona tych, którzy urodzili się w Jerozolimie: Szammua, Szobab, Natan, Salomon… 2 Sam 5,14

A synowie, którzy urodzili mu się w Jerozolimie: Szimea, Szobab, Natan, Salomon, czterej z Batszeby… 1 Krn 3,5

Poza tym praktycznie nic o nim nie wiadomo. Na tyle, że gdy w Biblii w tych czasach pojawia się imię Natan, nie wiadomo do końca, o którego Natana chodzi. Dzięki temu Łukasz otrzymuje wyjątkową szansę od losu: wszystkie jego informacje są nieweryfikowalne, a przez to nie sposób udowodnić, że się mylił ani że zmyślał!

Na pewno ratuje Łukasza długość rodowodu – od Zorobabela do Jezusa (włącznie) jest 20 pokoleń (w porównaniu z Mateuszowymi jedenastoma), więc średnio czas spłodzenia potomka wypadałby w tej rodzinie około 27 roku życia. Jest to przynajmniej bardziej prawdopodobne.

Struktury siódemkowe i Henoch.

Istnieją warianty Łukasza, w których imiona przepadają. Istnieją manuskrypty, gdzie imion jest zaledwie sześćdziesiąt kilka, albo nieco więcej. Niemniej najpopularniejsza wersja Łukasza podaje 77 imion od Boga do Jezusa (włącznie). Tej wersji też będziemy się trzymać, bo nie jest ona przypadkowa.

Widać w Łukaszowej genealogii struktury siódemkowe. Niektóre zostały odziedziczone z wcześniejszych tekstów. Siedem pokoleń od Adama do Henocha – to symbolika pochodząca już od autorów Tory. Dwadzieścia jeden pokoleń (3×7) od Adama do Abrahama – zapewne również. Czternaście (2×7) od Abrahama do Dawida to dziedzictwo Starego Testamentu, zwłaszcza wspominanej wyżej księgi Rut. Ewangeliści tego nie wymyślili: to według Rodzaju od Adama do Abrahama było 21 pokoleń, a od Abrahama do Dawida – 14. Ta idea mogła im natomiast posłużyć do snucia dalszych spekulacji.

W tej strukturze siódemkowej znaleźć można ciekawostki. Jedną z nich jest nr 49 (7×7), który również ma na imię Jezus. Podobnie zresztą jak „nasz”, jest też prawnukiem Mattata i praprawnukiem Lewiego. Przypadek? Pomyłka kopisty? Ślad jakichś dziwnych przesunięć w genealogii? W kolejności pokoleń ten „drugi Jezus” odpowiada czasom niewoli babilońskiej. Czy to coś znaczyło dla autora i jego odbiorców?

Numer 56 (8×7) to znany nam już Salatiel (Szealtiel), ojciec Zorobabela, tutaj z jakichś powodów syn kompletnie nieznanego Neriego. Salatiel i Zorobabel wyglądają tu na sztuczne wstawki, motywowane ideologią mesjańską. Próbuje się to tłumaczyć, tak jak zobaczymy przy Józefie, wymyślając jakieś skomplikowane zależności rodzinno-prawne między Jechoniaszem (ojcem Salatiela) a owym nieznanym nikomu Nerim. Nie mają one oparcie w źródłach, są czystą spekulacją.

„Syn” Zorobabela, Resa, to bardzo prawdopodobna pomyłka kopisty, zamiast tytułu rosz, czyli książę – w domyśle „książę Zorobabel”. Towarzyszący mu tytuł stał się w ten sposób imieniem fikcyjnego syna. Pasuje to nawet do wspomnianego wyżej 1Krn 3,19, w którym synem Zorobabela miał być „Chananiasz” – być może właśnie Hannaniah kryje się pod imieniem „Jana, syna Resy”, czyli tak naprawdę syna Zorobabela.

Niektórzy doszukują się tu Łukaszowej periodyzacji czasów opartej na siódemkach, odpowiadającej Mateuszowym czternastkom. 7×3 pokoleń to zatem czasy pierwotne (od Boga do Abrahama); 7×2 to okres „obietnicy” (od Izaaka do Dawida); 7×3 to czas monarchii (od Natana do Salatiela?); w końcu 7×3 to czasy po wygnaniu (od Zorobabela do Jezusa).

Co jeszcze mogło zainspirować Łukasza? Można tu dostrzec pewien wpływ znanej nam już księgi Henocha. Oto bowiem w 1 Hen 10:12 Bóg wypowiada bardzo znaczące proroctwo dotyczące upadłych aniołów (a więc sił zła nękających ludzkość):

 Kiedy wszyscy ich synowie [giganci] wzajemnie się pozabijają i kiedy ujrzą zniszczenie swych umiłowanych, zwiąż ich na siedemdziesiąt pokoleń pod wzgórzami ziemi aż do dni sądu i ich spełnienia, aż dopełni się sąd przeznaczony na całą wieczność.

Zatem po 70 pokoleniach od Henocha następuje koniec doczesnego stanu rzeczy, a wraz z nim sąd Boży nad światem. Od Henocha do Jezusa włącznie jest w narracji Łukasza równo siedemdziesiąt pokoleń. Dlatego to z Jezusem należy wiązać oczekiwanie dnia Pańskiego i ostatecznego pokonania złych mocy.

Łukasz i dynastia hasmonejska.

Podobnie można doszukiwać się znaczenia przy numerze 63 (9×7) – Matatiaszu. W tym rodowodzie imię to, wraz z jego wariantami takimi jak Mattat, pojawia się wyjątkowo często (nr 37, 46, 63, 69, 74) – pięć razy! Odsyła to odbiorcę do najważniejszego biblijnego Matatiasza  – ojca i protoplasty rodu Machabeuszów, pierwszego przywódcy powstania przeciwko Grekom w II wieku p.n.e. Triumfujący przedstawiciele tego rodu, po śmierci ojca i pod wodzą Judy Machabeusza, doprowadzili do niepodległości Izraela i założyli królewską dynastią hasmonejską. Zakończyło ją dopiero panowanie Heroda, który sam zresztą się w nią wżenił.

Synowie Matatiasza nosili imiona: Jan, Szymon, Juda, Eleazar i Jonatan. One również powtarzają się w tym rodowodzie: Juda (pomijam tu patriarchę) jako numer 43 i 60; Szymon (Symeon) jako 44 i być może w wariancie „Semei” 62; Eleazar jako „Eliezer” jako 48; Jan jako wspomniany wyżej syn Zorobabela nr 59 oraz w wersji Jonan (Johanan?) nr 41. Nie wydaje się, aby te imiona pojawiały się tu przez przypadek. W szeregu pokoleń pojawiają się też zbyt wcześnie, nawet na tym samym poziomie, co dynastia królewska u Mateusza. Wprawdzie nadawanie dzieciom imion przodków było czymś możliwym i jak najbardziej spotykanym. Jednak odbiorcom Ewangelii musiało z pewnością kojarzyć się z dynastią hasmonejską. Współgra to doskonale z ideologią Łukasza, w której Jezus jest przeznaczony na “tron jego ojca Dawida”.

Inne ciekawostki rodowodu Łukasza.

Jak wspomniałem już wyżej, rodowód Jezusa u Łukasza zawiera ciekawą strukturę: Jezus – X – X – Mattat – Lewi. Powtarza się ona dwukrotnie: przy Jezusie nr 49 oraz przy „naszym” Jezusie nr 77. Nawiązuje ona oczywiście do wspomnianego wyżej Matatiasza z Księgi Machabejskiej, który sam był potomkiem patriarchy Lewiego. Struktura ta podpiera więc królewskie roszczenia Jezusa: z jednej strony jest on „potomkiem Dawida”, a z drugiej ma (symboliczne) związki z królami Hasmoneuszami – oraz przy okazji linią kapłańską. Co ciekawe, pierwsza z tych struktur pojawia się na poziomie czasów królewskich, a pierwszy Jezus – w „pokoleniowym” momencie niewoli babilońskiej, w tym samym pokoleniu co Mateuszowy Jechoniasz.

Powstaje oczywiście pytanie: czy to powtórzenie to pomyłka kopisty? Rzecz jasna, apologeci Łukasza chętnie rzucą, że „nie ma powodu wierzyć, że tak nie było naprawdę”. Jednak wydaje się, że jest to jakiś element Jezusowej spekulacji, który zachował się jako relikt w gąszczu innych imion i historycznej kreatywności Łukasza.

Inną ciekawą rzeczą są imiona znane z innych źródeł. Nr 67 i 68 to imiona znanych proroków mniejszych, Nahuma i Amosa. Regularność, z którą spotykamy imiona Józefa (42, 61, 70, 76) oraz Judy pozwalają nam rozważyć, czy nie są to aluzje do perspektywy połączenia dwóch głównych plemion reprezentujących królestwa Izraela i Judy? A może to już za daleko idąca spekulacja? Istnieje też sugestia, że imiona 42-44, Józef, Juda, Symeon, to przepisane imiona ziemskich krewnych Jezusa (ojca i braci), choć w takim układzie brakowałoby tu najważniejszego z nich: Jakuba.

Dziadek Mesjasza.

Na koniec docieramy do kwestii, która wywołuje najwięcej chyba zarówno pytań, jak i apologetycznych reakcji: jak miał na imię ojcowski dziadek Jezusa? U Mateusza jest to Jakub; u Łukasza – Heli.

Mateuszowy dziadek to doskonałe działanie typologii biblijnej. Ewangelista prawdopodobnie stosuje tu daleko idące porównanie Józefa, męża Marii, do Józefa z księgi Rodzaju. Obaj mężczyźni mieli wiekopomne prorocze sny, obaj musieli wbrew swojej woli udać się do Egiptu. Sny Józefa są obecne tylko u Mateusza – u Łukasza tylko Maria wchodzi w interakcję z aniołami. Dlatego wydaje się naturalne, że postać „śniącego Józefa” będzie miała Jakuba za ojca.

Łukaszowy Heli budzi więcej wątpliwości. W końcu biblijny kapłan Heli, wychowawca proroka Samuela, nie cieszył się nadmierną estymą: jego synowie ciężko zgrzeszyli i zostali ukarani śmiercią. Czy jest to ukryta Łukaszowa krytyka Józefa – postaci, która w zasadzie nie pojawia w dojrzałym życiu Jezusa, a nawet w czasach dzieciństwa stoi z boku i praktycznie się nie odzywa?

Czy może raczej odwrotnie: Łukasz przywołuje Helego, aby zastosować tu również swoistą typologię. Choć rodzone dzieci Helego zgrzeszyły, to jego wychowanek, „duchowy syn” Samuel osiągnął niespotykane wyżyny pobożności. I tak samo Józef wychował własnego „duchowego syna”, Jezusa, mimo że nie był to jego syn rodzony. Takie wyjaśnienie brzmi dużo bardziej przekonująco. W tym sensie Józef był „synem Helego” – typologicznie odwzorował ten aspekt życia pradawnego kapłana.

Rzecz jasna, istnieją apologetyczne „wyjaśnienia”, jakoby obaj ojcowie Józefa byli nimi – jeden miałby być rodzony, drugi: adoptowany albo przysposobiony w inny sposób. Tłumaczy się czasem, że jedna genealogia jest „biologiczna”, a druga „prawna”, czy coś w tym stylu. Oczywiście, tekst biblijny nie wspiera żadnego takiego rozwiązania – są to odpowiedzi mające na celu sklejenie dwóch różnych, sprzecznych ze sobą narracji.

Zresztą podobne wątpliwości wysnuwano już w starożytności. Wtedy właśnie powstało to tłumaczenie, wynajdujące na potrzeby apologetyki skomplikowany dramat rodziny z wieloma uczestnikami. Podobno więc Mateuszowy dziadek Józefa Mattan miał poślubić tę samą anonimową kobietę co Łukaszowy dziadek Józefa Melchi; w ten sposób Mateuszowy ojciec Józefa Jakub był przyrodnim bratem Łukaszowego ojca Józefa Helego; ci również poślubili tę samą kobietę poprzez zasady małżeństwa lewirackiego, i tak urodził się Józef, syn dwóch ojców.

Jak ktoś chce, może w to oczywiście wierzyć, bo czemu nie? Źródeł i tak nie ma.

Podsumowanie: teologia ponad historią.

Z powyższych rozważań można wysnuć wnioski, że oba rodowody Jezusa są symboliczne, i służą teologicznym celom każdego z autorów. Obaj ewangeliści dążą do podobnych celów, jednak robią to różnymi środkami. Obaj chcą podkreślić królewską rolę Jezusa. Dlatego Mateusz nazywa go początkowo „synem Dawida” i prowadzi jego genealogię poprzez królewską linię Judy. Łukasz robi to samo, milcząco przyjmując Dawidowe pochodzenie Jezusa, ale przy tym (bardziej lub mniej) subtelnie nawiązuje do królewskiej dynastii hasmonejskiej. Obaj chcą też powiedzieć, że przyjście Jezusa jest dopełnieniem czasów. Dlatego Mateusz snuje swoje spekulacje czternastkowe – czy chodzi mu rzeczywiście o 6×7 i kosmiczny szabat, czy o pełnię 28-dniowego „miesiąca księżycowego”, to już można dyskutować. Łukasz zaś nawiązuje do proroctw Henocha i nadejścia dnia Pańskiego po siedemdziesięciu pokoleniach od przedpotopowego patriarchy.

Oczywiście, jest to zaledwie czubek góry lodowej. Rodowód Jezusa (w obu wersjach) ma zapewne jeszcze więcej tajemnic – a przynajmniej ciekawostek. Z pewnością nie jest to sucha lista niewiele znaczących imion: w obu wypadkach jest to deklaracja programowa nadchodzącego mesjasza.

guest
18 komentarzy
Wbudowane informacje zwrotne
Zobacz wszystkie komentarze
Spis treści
Najczęściej czytane
18
0
Podziel się swoimi przemyśleniamix