Sanchuniaton i Filon z Byblos. Wynalazcy. Mitologia kananejska, cz. 14

12 września 2021

Dawid

Skończyłem historię na Wydziale Historycznym UW ze specjalizacją historii Kościoła. Jestem oddanym fascynatem późnego antyku, poza chrześcijaństwem interesuję się też gnostycyzmem, neoplatonizmem i magią antyczną, jak również religiami Indii i mitologiami świata, od europejskich po polinezyjskie. Jestem też fanem twórczości H.P. Lovecrafta oraz komiksów DC.

0

Komentarzy

Sanchuniaton i Filon z Byblos. Wynalazcy. Mitologia kananejska, cz. 14

utworzone przez | wrz. 12, 2021 | Artykuły, Mitologia Kananejska

Kolejna partia Historii fenickiej cytowana jest przez Euzebiusza w 807,19-809,12. Sanchuniaton/Filon z Byblos wprowadzają w niej pierwsze drzewo genealogiczne, którego członkowie w ich euhemerystycznej interpretacji historii mitycznej byli jedynie wybitnymi ludźmi. Chociaż autor (któryś z nich) się stara, nie wszędzie jednak udaje się mu ukryć boski wymiar swoich bohaterów.

O wielu tych postaciach dowiadujemy się wyłącznie z dzieła Sanchuniatona/Filona, więc nie możemy mieć pewności co do ich statusu w wyobraźni przeciętnych Fenicjan. Nie jest wykluczone, że faktycznie część z tych postaci „oryginalnie” nie była bóstwami, ale rzeczywiście należała do jakiegoś grona „fenickich herosów”. Niestety, nic nam nie wiadomo o takiej kategorii postaci w fenickiej mitologii, więc i ta koncepcja stoi na kruchych podstawach. Jak zdążyliśmy się przyzwyczaić, często po prostu nie wiadomo, jaka jest odpowiedź na stawiane pytania, i trzeba się z tym pogodzić.

Sytuację utrudnia nam jeszcze to, o czym pisałem już w poprzednim artykule: Filon miesza rdzenne imiona fenickie z imionami greckimi. To zjawisko częste i denerwujące, ale również musimy to zaakceptować. Czasem nie będziemy mieć pojęcia, o kim tak naprawdę mowa albo komu w znanej nam fenickiej mitologii dane postacie odpowiadają. Może nawet nikomu? Autorzy starożytni bywają kreatywni. Jednocześnie źródła Sanchoniatona/Filona wydają się być autentyczne, nawet jeśli ich interpretacja skłania ich do „poprawiania” zastanego materiału. Będziemy starali się odkopać to, co oni, w imię swojego racjonalizmu i naturalizmu, starali się zasypać. Czytelnik zaś zaproszony jest do oceny tej pracy.

Księga Wynalazców

W zachowanym tekście ten zbiór fragmentów nie ma osobnej nazwy, w przeciwieństwie do poprzedniej „kosmogonii Taautosa” (czy też „Kosmogonii…”) albo jego Komentarzy. Sam Filon płynnie przejdzie z tego jednego drzewa genealogicznego do drugiego (o którym będzie kolejny artykuł). Oba przetną się jedynie w kilku miejscach. W biegu historii Filona to pierwsze będzie wcześniejsze – ostatnie pokolenia naszych wynalazców będą współczesne z głównymi bohaterami z drugiej rodziny. Dla autora ma to sens: najpierw zbudowano cywilizację, a dopiero potem rządzący nią królowie toczyli wyniszczające wojny. Zupełnie nie musi się to przekładać na „oryginalną” historię mityczną; mit mało przejmuje się czasem. Wspomnijmy dla przykładu, że w klasycznym micie Herakles pomagał Olimpijczykom w wojnie z Tytanami.

Wpierw zaznajomimy się z tekstem, następnie będę go omawiał epizod po epizodzie. Jak poprzednio, tłumaczenie jest własne po podstawie tłumaczenia z greki Baumgartena.

(Filon)
Z wiatru Kolpia i jego żony Baau (którą [Filon] tłumaczy jako Noc) zrodzili się Aion i Protogonos, śmiertelni ludzie noszący te imiona. Aion odkrył(a) jedzenie zrywane z drzew. Spłodzone przez nich dzieci nazywały się Genos i Genea, i ci założyli Fenicję. A gdy były susze, wyciągali ręce do nieba, ku słońcu. Uważali go bowiem za jedynego boga, władcę niebios, nazywając go Beelsamem, co dla Fenicjan oznacza „Władca Niebios”, a Greków „Zeus”.

(Euzebiusz)
Po tym fragmencie [Filon] oskarża Greków o błąd, mówiąc:
(Filon)
Nie bez powodu wyjaśniamy te rzeczy na wiele różnych sposobów, ale jest to spowodowane późniejszymi zmianami interpretacji tych imion w historii [tj. przez historyków], których [to imion] Grecy w swojej ignorancji, zwiedzeni dwuznacznością tłumaczenia, nie rozumieją.

(Potem mówi:) Z Genosa, syna Aion i Protogonosa, narodziły się potem śmiertelne dzieci o imionach Phos, Pyr i Phlox. Ci (mówi) pocierając kijami o siebie odkryli ogień i uczyli [ludzie] go używać. I spłodzili synów, którzy pod względem wielkości i wspaniałości byli więksi niż ich ojcowie i których imiona zostały nadane pasmom górskim, nad którymi panowali, tak że ich imieniem nazwano: Kassios, Liban, Antyliban i Brathys.

Z nich (mówi) narodził się Samemroumos, zwany także Hypsouranios, i Ousoos. I (mówi) nazywali siebie imieniem swoich matek, ponieważ kobiety tamtych czasów łączyły się swobodnie z każdym, kogo napotkały. (Potem mówi:) Hypsouranios założył Tyr i wynalazł chaty z trzciny, sitowia i papirusu. I pokłócił się ze swoim bratem Ousoosem, który jako pierwszy wymyślił okrycie dla ciała ze skór zwierząt, które udało mu się schwytać.
Kiedy szalały deszcze i wiatry, drzewa w Tyrze, ocierając się o siebie, zapaliły się, a ich drewno spłonęło. Ousoos, który wziął część drzewa i odciął gałęzie, jako pierwszy odważył się wyruszyć w morze. I poświęcił dwie stele Ogniu i Wiatrowi i wylał na nie krew ze złapanych przez siebie zwierząt. Kiedy umarli Hypsouranios i Ousoos (mówi), ich potomkowie poświęcili im pnie drzew, oddawali cześć stelom [Ousoosa] i obchodzili coroczne święta na ich cześć.
Ale wiele lat później z rodziny Hypsouraniosa urodzili się Agreus i Halieus, którzy odkryli łowiectwo i rybołówstwo, a ich imionami nazywano myśliwych i rybaków.

Z nich narodzili się dwaj bracia, odkrywcy żelaza i metody jego obróbki. Jeden z nich o imieniu Chousor ułożył magiczne formuły, zaklęcia i proroctwa. I był Hefajstosem. Odkrył także haczyk na ryby i przynętę, żyłkę i tratwę, i był pierwszym ze wszystkich ludzi, który żeglował. Dlatego też czcili go jako bóstwo po jego śmierci. Nazywano go też Zeus Meilichius. Niektórzy twierdzą, że jego bracia odkryli użycie cegieł do budowy murów.

Następnie w ich rodzinie urodziło się dwóch młodzieńców, z których jeden nazywał się Technites, a drugi Geinos Autochton. Odkryli mieszanie sieczki z gliną cegieł i suszenie ich na słońcu. Ponadto odkryli dachy. Z nich narodzili się inni, z których jeden nazywał się Agros, a inny Heros Agrosa lub Agrotes. W Fenicji znajduje się posąg tego ostatniego, który jest bardzo czczony, a także przybytek ciągnięty przez woły w Fenicji. W szczególności przez Byblian nazywany jest największym z bogów. Ci wymyślili dobudowanie do domów dziedzińców, ogrodzeń i piwnic. Są przodkami myśliwych i tych, którzy używają psów do polowań. Nazywani są również Wędrowcami [Aletai] lub Tytanami.

Od nich urodzili się Amunos i Magos, którzy wprowadzili wsie i stada. Z nich narodzili się Misor i Sydyk, czyli Łatwo Rozwiązywany i Sprawiedliwy, którzy odkryli zastosowanie soli. Z Misora pochodził Taautos, który wymyślił pismo alfabetyczne i których Egipcjanie nazywali Thouth, Aleksandryjczycy Thoth i Grecy Hermes. Sydyk spłodził Dioskurów, albo [inaczej] Kabirów, albo Korybantów, albo [tych z] Samotraki. Ci (mówi) byli pierwszymi, którzy wynaleźli statek. Spłodzili też innych, którzy odkryli zioła, lekarstwa na jadowite ukąszenia zwierząt oraz uroki.

Jest to tak zwana technogonia – mityczne historia o tym, jak na świecie pojawiły się różne sztuki i techniki, jak powstawała cywilizacja. Starożytni w ten sposób wyjaśniali sobie, kto i kiedy wynalazł coś ważnego; dzięki komu został uczyniony jakiś technologiczny lub artystyczny postęp. Widzieliśmy już, że Babilończycy wszelkie dokonania cywilizacji przypisywali mądrym ludziom-rybom, apkallu, którzy przybywali do przedpotopowych królów, aby ich uczyć. Największym z nich był Oannes. Podobnie u Greków ludzkość zawdzięczała mnogie techniki Prometeuszowi (zwłaszcza ogień); gdzie indziej zaś zawdzięczali dary bogom olimpijskim, np. Demeter – rolnictwo; Dionizosowi – uprawę winorośli; Atenie – drzewa oliwne, i tak dalej.

Również Biblia zna technogonię, chociaż, jak również już wyjaśniałem w poprzednich artykułach, przebiegle wartościuje ją negatywne (podkreślenia moje):

Rdz 4, 17 Kain zbliżył się do swej żony, a ona poczęła i urodziła Henocha. Gdy Kain zbudował miasto, nazwał je imieniem swego syna: Henoch. 18 Henoch był ojcem Irada, Irad ojcem Mechujaela, a Mechujael ojcem Metuszaela, Metuszael zaś Lameka. 19 Lamek wziął sobie dwie żony. Imię jednej było Ada, a drugiej – Silla. 20 Ada urodziła Jabala; on to był praojcem mieszkających pod namiotami i pasterzy. 21 Brat jego nazywał się Jubal; od niego to pochodzą wszyscy grający na cytrze i na flecie. 22 Silla – ona też urodziła Tubal-Kaina; był on kowalem, sporządzającym wszelkie narzędzia z brązu i z żelaza. Siostrą Tubal-Kaina była Naama.

Rdz 9, 20 Noe był rolnikiem i on to pierwszy zasadził winnicę. 21 Gdy potem napił się wina, odurzył się [nim] i leżał nagi w swym namiocie. 

Rdz 11, 3 I mówili jeden do drugiego: «Chodźcie, wyrabiajmy cegłę i wypalmy ją w ogniu». A gdy już mieli cegłę zamiast kamieni i smołę zamiast zaprawy murarskiej, 4 rzekli: «Chodźcie, zbudujemy sobie miasto i wieżę, której wierzchołek będzie sięgał nieba, i w ten sposób uczynimy sobie znak, abyśmy się nie rozproszyli po całej ziemi».

Negatywne wartościowanie polega tu na tym, że twórcami tego, co w innych ludach było postępem technologicznym – czymś dobrym i wartościowym, otrzymanym od bogów – w narracji biblijnej jest czymś złym, moralnie potępionym. Gdzie w Eposie o Gilgameszu bohater Enkidu musi zostać skuszony i wyciągnięty z niegodnego stanu zwierzęcia przez kobietę, ideałem autora Rodzaju byłby powrót ludzkości do pierwotnej dziczy i nietechnicznej nagości ogrodu Eden, właśnie przez kobietę utraconej. Niestety, autor też wie, że jest to niemożliwe (a anielski miecz jest tu najmniejszym problemem). Z przymrużeniem oka można powiedzieć, że to taka żydowska kontrkultura.

Jednocześnie faktem jest, że taką biblijną technogonię mamy. Co ciekawe, przytoczony fragment z kroniki rodu Kaina nabiera negatywnego wartościowania jedynie w swoim kontekście: sam w sobie jest neutralny. To jedna z podstaw do przypuszczeń, że podobnie jak kronika Edomu z Rdz 36, również ta partia Rdz 4 jest cytatem z oryginalnej kroniki rodu Kenitów (którzy, oczywiście, nie wyginęli w potopie, ale byli częścią ludu Izraela, zresztą bardzo bliską świątyni jerozolimskiej, vide Sdz 4,11; 1Sam 15,6; 1 Krn 2,55), zaadoptowaną w nowej, niekorzystnej dla nich interpretacji. Owa „oryginalna kronika Kenitów” wartościowałaby zaś tę technogonię pozytywnie: jako wkład tego plemienia/rodu w cywilizowanie świata.

Sanchuniaton albo Filon z Byblos stworzyli tu również kronikę jednego, wybitnie oświeconego rodu. Co interesujące, autor nie prowadzi nam precyzyjnego drzewa genealogicznego – kto kogo urodził – w tym sensie, że dopuszcza w nim luki. To nie jest łańcuch ojców i synów: kolejni bohaterowie rodzą się w ramach rodziny, ale w jakichś nieokreślonych przerwach. Świadczy o tym na przykład zwrot „wiele lat później z rodziny Hypsouraniosa” – czyli to nie ów założyciel Tyru był ojcem, ale przodkiem. Albo „w ich rodzinie urodziło się dwóch młodzieńców”, czyli nie z nich samych. W innych miejscach również: „z nich”, tj. z wielkich władców gór narodzili się Hypsouranios i Ousoos, ale nie wiemy, z kogo dokładnie. Raczej nie stanowili bezpośrednio kolejnego pokolenia. Tak samo z Amunosem i Magosem: „z nich” narodzili się Misor i Sydyk, ale co to znaczy? Jeden był synem jednego, drugi drugiego? Czy raczej nieokreślonymi potomkami ich rodu?

Taki porządek, jakkolwiek mało elegancki, jest… bardziej realistyczny. Pozwala Sanchuniatonowi/Filonowi na wprowadzanie kolejnych wynalazców pewnymi etapami. Cywilizacji nie zbudowano od razu: mijały pokolenia, zanim ktoś wpadł na kolejny genialny pomysł. Rodzina, w której każde dziecko byłoby geniuszem, jest nierealistyczna, a Sanchuniaton/Filon stawia na naturalizm.

Przejdźmy zatem do analizy tekstu. Jak poprzednio, z przyczyny czasu Czytelnika, miejsca i samej natury artykułów, nie mogę poświęcić każdemu fragmentowi tyle uwagi, co wielcy badacze. Postaram się jednak przedstawić możliwie wyczerpujące wnioski.

Znowu Genesis

Z wiatru Kolpia i jego żony Baau (którą [Filon] tłumaczy jako Noc) zrodzili się Aion i Protogonos, śmiertelni ludzie noszący te imiona.

Były pewne próby tłumaczenia pierwszych dwóch imion na grekę, jednak więcej argumentów wskazuje na to, że to oryginalne semickie słowa. W sposób naturalny sprzęgają się ze znaną nam już z poprzedniego artykułu kosmogonią. Kolpia to prawdopodobnie jakaś forma semickiego kol czy ql, „głos”, czy może lepiej b’l ql: „głos Baala” = „grzmot”. Jest to zatem „głos” w rozumieniu donośnego ruchu powietrza, czy dźwięku przeszywającego powietrze. Jest zresztą określony wprost jako „wiatr”. Baau natomiast ma prawdopodobnie to samo pochodzenie, co biblijne bohu z Rdz 1,2: „pustka” czy też „pustkowie”. Filon sam przekłada nam jej znaczenie jako „noc”. Jest to ten sam obraz, który widzieliśmy poprzednio: wiatr porusza pierwotną otchłań i daje początek światu.

Mamy powtórkę z fenickiej Genesis. Tutaj jednak nie jest ona kosmogonią, ale antropogonią: zamiast świata powstaje człowiek. Nie jeden: od razu ludzka para. W przeciwieństwie do rodziców, noszą greckie imiona. Oba są, w dodatku, męskie. Aion odpowiada znanemu nam już semickiemu olam, „wiek” albo „świat”, tak jak w Oulemosie u Damaskiosa. Jego pochodzenie też się mniej więcej zgadza: Oulemos był potomkiem (jasnego) aitheru i (ciemnego) aeru, tutaj Aion pochodzi od Grzmotu i Nocy. Jest to za mało, aby mówić o odpowiedniości, ale dość, aby potwierdzić nam, że dla Fenicjan zasadą stworzenia było powietrze.

Filon jest tu niejasny. Nazywa Kolpia „wiatrem”, a po chwili mówi o jego „żonie”. Czy Kolpia to dla niego jakaś boska istota? Kłóciłoby się to z jego euhemeryzmem. Zatem, czy to człowiek? Czemu zatem nazywa go „wiatrem”? Tutaj wyziera nam prawdziwa natura Sanchuniatonowych bohaterów: nie są tymi, za których uważa ich autor.

Partner Aiona, Protogonos, „pierwszy potomek”, zapewne odpowiada semickiemu kadmon. Nie ma wyraźnych cech i trudno go łączyć z jakąkolwiek znaną postacią fenickiego panteonu. Nie wiadomo nawet, co łączy jednego z drugim. Czy są to bóstwa męskie, jak wskazuje forma ich imion? Czy raczej jest to męsko-żeńska para? Na to drugie wskazałby fakt, że dwa zdania później płodzą wspólne dzieci. Czy to istoty dwupłciowe? Czy może to jedynie dwóch braci, ale założycieli jednego rodu? Niestety, „naturalista” Sanchuniaton (lub Filon) nie raczą nam tej sprawy wyjaśnić.

Aion odkrył(a) jedzenie zrywane z drzew.

Bardzo łatwo byłoby nam tutaj zasugerować, że Aion i Protogonos to para pierwszych ludzi. Mężczyzna i kobieta. I że Aion to kobieta, która jako pierwsza zrywa owoc z drzewa. I podaje mężowi, aby jadł… Znajomy obraz, czyż nie?

Trudno powiedzieć, czy to byłoby nadużycie czy nie. Aion i Protogonos mają wspólne potomstwo. To sugeruje, że gdzieś tam jest czynnik kobiecy – w jednej czy w drugiej postaci. Jak wyżej wspomniałem, może są dwupłciowe i zapładniają się nawzajem? Nie znam takiej koncepcji z tamtego czasu i miejsca, więc to mało prawdopodobne. Zwłaszcza że Sanuchniaton/Filon jest naturalistą i ci mityczni ludzie nie różnią się niczym od innych ludzi. Czyli jedno z nich powinno być kobietą. Czy była to właśnie Aion? Nie wiemy, musimy przyznać. Byłaby to wspaniała pożywka dla szukania źródeł tekstu biblijnego, ale nie wiemy.

Drugie pokolenie

Spłodzone przez nich dzieci nazywały się Genos i Genea, i ci założyli Fenicję.

Teraz mamy już parę dwupłciową, przynajmniej od strony gramatycznej. Niestety, to znów greckie imiona. Znaczą to samo, tylko są różnego rodzaju. To tak, jakby nazywali się „Klan i Dynastia”, bo i genos, i genea oznaczają „plemię, ród, rodzinę, pokolenie”.

Uczeni nie wiedzą, czy w ogóle te postacie odpowiadają jakimś znanym postaciom fenickiego panteonu, i jeśli tak, to jakim. Przez to nie możemy ich poprawnie zidentyfikować. Naginając nieco znaczenie tych greckich słów, to jest uznając te postacie za bezimiennych „patronów plemienia lub rodziny”… to mamy postać mniej więcej pasującą do tego opisu. Spotkaliśmy ją już, dawno temu, w moim artykule o listach bogów Ugarit; występuje jednak często w religijności Bliskiego Wschodu, zwłaszcza w epoce brązu. Moja tu o ilib, akadyjskim DINGIR-a-bi, czyli o „bogu ojców”, czczonym w Ugarit na jeszcze wyższym miejscu niż samego Ela. „Bóg ojców” to anonimowe bóstwo, które spełnia funkcję, jakiej moglibyśmy spodziewać się po postaci literalnie nazywanej „Plemię”: czyli jego patrona. Boga ojców czciły szczepy, miasta oraz rodziny. Uosabiał on nieokreślone (bo nienazwane konkretnym imieniem) boskie siły, które strzegły danej grupy. Możliwe, że Genos jest jakimś odległym echem tej postaci. Możliwe też, że nie.

Zwróćmy też uwagę, że Genos i Genea to wyjątkowy przykład hendiadysu – figury stylistycznej, gdzie zestawia się dwa wyrazy oznaczające to samo pojęcie. Środek ten używany był i w literaturze klasycznej, i semickiej. Pomaga to autorowi w zachowaniu pożądanej dwójki postaci. Jak widzieliśmy bowiem, bohaterowie technogonii pojawiają się w parach, spokrewnionych w zazwyczaj niezbyt jasny sposób. Tej formy będzie się Sanchuniaton/Filon trzymał, z jednym jedynym wyjątkiem.

Początek religii

A gdy były susze, wyciągali ręce do nieba, ku słońcu. Uważali go bowiem za jedynego boga, władcę niebios, nazywając go Beelsamem, co dla Fenicjan oznacza „Władca Niebios”, a Greków „Zeus”.

Wreszcie spotykamy boga, czy raczej Boga: Baala Szamem, z poprawnie przetłumaczonym na grekę imieniem oraz klasyczną identyfikacją z Zeusem. Ciekawe jest powiązanie Baala Szamem bezpośrednio ze Słońcem: robiono to już z kartagińskim Baalem Hamon, a z czasem to utożsamienie będzie coraz bardziej popularne. Jednak w czasach Filona, a tym bardziej Sanchuniatona, nie było ku temu podstaw. Brak wiarygodnych źródeł, które by identyfikowały Baala Szamem ze Słońcem, mimo wysiłków kilku badaczy, aby tego dowieść. Przeciwnie, w fenickich inskrypcjach Pan Niebios i Szamasz, bóg Słońca, są wyraźnie oddzielani.

Prawdopodobnie Filon chce przedstawić Beelsamema jako konkretny obiekt – naszą świecącą gwiazdę – aby wybić swoim czytelnikom z głowy, że opisywani przez niego ludzie wyobrażali sobie Władcę Niebios jako jakąś antropomorficzną postać. „Nie”, twierdzi, „chodziło im o Słońce, nasze normalne Słońce. Nie o jakiegoś super-człowieka na tronie. Starożytni byli mądrzy i nie wierzyli w takie rzeczy!”. W zgodzie ze swoim poprzednim twierdzeniem, że „…jedynymi fizycznymi bogami, których uznawali, były Słońce i Księżyc, inne planety, żywioły i rzeczy z nimi związane”.

Zauważmy, że Sanchuniaton/Filon proponują nam bardzo naturalistyczny obraz życia wczesnych ludzi oraz dość… bezbożne wyjaśnienie fenomenu religii. Głodujący zwracają się do słońca i nieba o pomoc. Nie wiemy, czy ją otrzymali, ale kult bogów bierze się z ludzkiego głodu. Powiedzmy, dość cyniczne, ale i racjonalne podejście ze strony naszego autora. Religia jest sposobem na życiowe katastrofy.

W końcu również w Biblii mamy podobną scenę, gdy zostaje zapoczątkowany kult Boga, chociaż jej kontekst niewiele nam mówi. Może u autora biblijnego religia ma związek z płodnością? Otóż właśnie kiedy Setowi rodzi się syn, wówczas:

Rdz 4, 26b Wtedy zaczęto wzywać imienia Jahwe.

Perora na głupich Greków

(Euzebiusz)
Po tym fragmencie [Filon] oskarża Greków o błąd, mówiąc:
(Filon)
Nie bez powodu wyjaśniamy te rzeczy na wiele różnych sposobów, ale jest to spowodowane późniejszymi zmianami interpretacji tych imion w historii [tj. przez historyków], których [to imion] Grecy w swojej ignorancji, zwiedzeni dwuznacznością tłumaczenia, nie rozumieją.

Ponownie Filon tłumaczy swoim czytelnikom motywację, jaka stoi za jego dziełem: jest nim wyjaśnienie „błędu Greków”, czyli błędnego rozumienia przez nich imion „bogów”, a przez to ich funkcji. Wydaje się, że odnosi się tu bezpośrednio do kazusu Beelsamem – w jego naturalistycznej interpretacji jest to Słońce, nie jakiś władca nieba, jakiś Zeus na olimpijskim tronie, który je ambrozję i zabawia się z Ganimedesem. Antropomorfizacja bogów jest błędem Greków; prawdziwie pobożni ludzie (jak Fenicjanie) nie uznają jej. W innych miejscach zachowanych przez Euzebiusza można przeczytać inne perory Filona przeciwko alegorycznym interpretacjom mitów (wydaje się, że na jego celowniku był np. Plutarch, choć nie wymienia go z imienia). Przepisując mitologię, Filon albo nawet jeszcze Sanchuniaton są wrogami mitologii jako takiej. Dla nich zamiast „teologii” powinna istnieć albo historia, albo fizyka, i nic pomiędzy.

Bogowie ognia

(Potem mówi:) Z Genosa, syna Aion i Protogonosa, narodziły się potem śmiertelne dzieci o imionach Phos, Pyr i Phlox. Ci (mówi) pocierając kijami o siebie odkryli ogień i uczyli [ludzi] go używać.

Mamy to potwierdzenie, że Genos jest synem (więc: płeć męska) Aion i Protogonosa (więc osób dwóch płci). Osobiście bardzo odpowiada mi wizja, że Aion była kobietą, ale nie da się tego potwierdzić.

Z Genosa rodzi się – autor podkreśla: „śmiertelne dzieci”, nie bogowie! –  troje potomków. Ich imiona są znowu greckie i znaczące: Światło, OgieńPłomień. Co autor wyjaśnia racjonalnie, że nie byli to oczywiście jacyś „bogowie ognia”, ale ludzie, którzy odkryli, jak ogień krzesać. Byliby więc fenickimi Prometeuszami.  Niestety, nie mamy pojęcia, kim ze znanych nam postaci mogliby oni być. Ewentualną kandydatką jest ugarycka Iszat, bogini, której imię również dosłownie znaczy „płomień”. Tam jednak była tylko poślednim bóstwem, „suką Ela”, pomocnicą sił chaosu, które pokonali Baal i Anat. Niczego pewnego o nich nie wiemy.

Zwróćmy też uwagę, że to wyjątkowy moment w genealogii Sanchuniatona, gdzie w jednym pokoleniu w drzewie genealogicznym jest troje, a nie dwoje członków.

Giganci. Znowu

I spłodzili synów, którzy pod względem wielkości i wspaniałości byli więksi niż ich ojcowie i których imiona zostały nadane pasmom górskim, nad którymi panowali, tak że ich imieniem nazwano: Kassios, Liban, Antyliban i Brathys.

Po raz kolejny spotykamy się z tematem fenickich wielkoludów, których podejrzewamy o wśliźnięcie się do mitologii biblijnej przez kontakty z północnym Izraelem i środowiskiem Henocha. Sanuchniaton/Filon musieli znać jakieś lokalne podania o olbrzymach, a następnie poddali je kolejnej już racjonalizacji. Dla nich więc nie byli to żadni giganci wysocy na tysiące stóp – po prostu synowie fizycznie więksi od ojców. Raczej w rozmiarze Goliata niż King Konga, jakich opisywała 1 Hen. Ale jacy byli w „oryginalnej” mitologii Fenicjan? Nosili imiona gór. Można więc sensownie podejrzewać, że byli tych gór bogami. Natomiast ugaryckie Safon – to właśnie klasyczna Kassios. To ta sama góra!

Mielibyśmy więc tutaj echo Baala z Safon. Obok: Baala Libanu, mniej znanego, ale Baumgarten wspomina inskrypcję (CIS 1,5 = KAI 31), na której ten bóg, pod takim imieniem, został urzędowo uczczony. Baalem Antylibanu byłby natomiast boski patron znanej nam dobrze góry Hermon, która jest najwyższym szczytem tego pasma górskiego. I, jak wiemy z cyklu o Henochu, ściśle powiązana z mitem o gigantach. Wszystkie te motywy jakoś składają się w sensowny wzór: jakiś mit o olbrzymach był żywy w okolicach Hermonu, a zapewne i w całym Kanaanie. Pamiętajmy, że w czasach rzymskich – nawet w czasach Euzebiusza z Cezarei – poganie nadal odprawiali swoje obrzędy w pobliżu Hermonu.

Problematyczna jest nazwa ostatniego z masywów, Brathys, która wymyka się interpretacji. Nie ma takiej nazwy wśród znanych toponimów. Najbardziej przekonującym, choć również niepewnym, jest tłumaczenie brathy za pomyłkę skryby. Pierwotnie zaś miałoby to być: thabyr czyli Tabor. To dobrze znana góra kananejska, której sławę zapewniło to, że na niej właśnie „przemienił się Jezus”, czyli objawił trzem uczniom swoją niebiańską chwałę. Leży ona na dalekim południu, w sercu Galilei. Taki porządek legendarnych synów-gór odpowiadałby linii południkowej, od odległego Kasios/Safon, która była północną granicą terenów fenickich, aż po Tabor i najdalsze, żydowskie południe.

Ponownie, wyjątkowo, mamy tu czworo członków rodziny w jednym pokoleniu. Później Sanchuniaton/Filon powróci do reguły dwóch.

Dwaj bracia w niezgodzie

Z nich (mówi) narodził się Samemroumos, zwany także Hypsouranios, i Ousoos. I (mówi) nazywali siebie imieniem swoich matek, ponieważ kobiety tamtych czasów łączyły się swobodnie z każdym, kogo napotkały. (Potem mówi:) Hypsouranios założył Tyr i wynalazł chaty z trzciny, sitowia i papirusu. I pokłócił się ze swoim bratem Ousoosem, który jako pierwszy wymyślił okrycie dla ciała ze skór zwierząt, które udało mu się schwytać.

Spotykamy tutaj motyw swobody seksualnej kobiet. Bohaterowie tego epizodu „nazywają siebie imionami matek”, bo używają form matrylinearnych, „syn tej a tej”, zamiast znanego „syn tego a tego”. W każdym razie w tym pierwotnym stanie nie ma jeszcze małżeństw i dzieci nie są identyfikowane przez ród ojca, ale ród matki. Co nie znaczy, że ojciec jest nieznany. Nie jest to ślad „pierwotnego matriarchatu Fenicjan”, ale zwykłe świadectwo nieistnienia cywilizacji w owych czasach.

SamemroumosHypsouranios to swoje semickie i greckie odpowiedniki: oznaczają „Wysokie Niebo”. Określenie to odnajdujemy w Ugarit jako… przydomek bogini Anat: b’lt šmm rmm, „Pani Wysokiego Nieba”. Spotkaliśmy już to określenie – to nazwa dzielnicy Sydonu. Tej, gdzie król Esznumazar II wzniósł świątynię Eszmunowi. Jedna z inskrypcji (KAI 15) potwierdza tę interpretację.

Jego bratem jest Ousoos. Odpowiada on dzielnicy Tyru nazywanej Uzu w egipskich i babilońskich dokumentach: to tak zwany Stary Tyr, greckie Palaityros, sekcja miasta położona na stałym lądzie, w przeciwieństwie do dzielnicy położonej na wyspie. Uzu to nazwa żeńska, co jest jakimś nawiązaniem do tego „nazywania się po matkach”.

Zastanawia nas zatem, czemu to Hypsouraniosowi przypisuje się założenie Tyru, skoro to Ousoos jest eponimem nadbrzeżnej części miasta? Nie jest łatwo to wyjaśnić i muszę pominąć tutaj toczącą się dyskusję naukowców, bo nie ma ona jasnego rozwiązania. Niemniej ta historia jest niewątpliwie tyrocentryczna.

Autor mówi jednak coś więcej: o konflikcie dwóch braci. Czy to jakieś echo wojen czy sporów Sydonu i Tyru? Czy może ludności osiadłej na lądzie (Ousoosa) z mieszkańcami wyspy, na której powstał Tyr (Hypsouraniosa)? Nie wiadomo, i niczego więcej o tym sporze się zresztą nie dowiemy. Chaty z trzciny, sitowia i papirusu sugerują jakieś kontakty z Egiptem, gdzie te materiały były na porządku dziennym: Fenicja raczej nie była znana z trzcin i papirusu, ale z drewna.

Kiedy przeczytamy ten fragment uważnie, wyda nam się dziwnie znajomy. Mamy spór dwóch braci. Jeden z nich mieszka w chatach, w każdym razie prowadzi osiadły tryb życia. Drugi jest myśliwym. Odziewającym się w skóry. Spójrzmy zatem do Biblii:

Rdz 25, 27 A gdy chłopcy urośli, Ezaw stał się zręcznym myśliwym, żyjącym w polu. Jakub zaś był człowiekiem spokojnym, mieszkającym w namiocie.

Nawet imię Ezaw (czy Esau) i Ousoos (czy Uzu) są na tyle podobne, że budzi to nasz niepokój. Ousoos pierwszy nosi zwierzęce skóry; Ezaw rodzi się „cały pokryty owłosieniem, jakby płaszczem”, a żeby Jakub dobrze go udawał, Rebeka „skórkami koźląt owinęła mu ręce i nieowłosioną szyję”. Te postacie dobrze sobie odpowiadają na tym etapie narracji – na tyle, że podobnie jak z motywem płonącej a niespalającej się oliwki, również i tutaj jest niemałe prawdopodobieństwo, że autorzy tekstów biblijnych korzystali z legend Tyru jako inspiracji.

Dwie kolumny Tyru

Kiedy szalały deszcze i wiatry, drzewa w Tyrze, ocierając się o siebie, zapaliły się, a ich drewno spłonęło. Ousoos, który wziął część drzewa i odciął gałęzie, jako pierwszy odważył się wyruszyć w morze. I poświęcił dwie stele Ogniu i Wiatrowi i wylał na nie krew ze złapanych przez siebie zwierząt. Kiedy umarli Hypsouranios i Ousoos (mówi), ich potomkowie poświęcili im pnie drzew, oddawali cześć stelom [Ousoosa] i obchodzili coroczne święta na ich cześć.

Zobaczymy w dalszych częściach opowieści, jak ważna dla autora, i zapewne dla całej kultury fenickiej, była kwestia żeglowania. Ta sztuka będzie potraktowana tutaj wyjątkowo… realistycznie. W tym sensie, że nie będzie pochodziła od jednego odkrywcy. Przeciwnie: pływanie po morzu będzie rozwijane sukcesywnie, przez wiele, wiele pokoleń, etapami. W jakimś sensie może nas nawet znudzić ten temat, ale ustawiczne powracanie do niego w technogonii tylko podkreśla jego cywilizacyjne znaczenie.

Ousoosowi zatem przypisuje autor najprostsze dokonanie: użycie ociosanego pnia. Czy ten odkrywca wydrążył je i zrobił sobie „kajak”? Czy siedział okrakiem na beli drewna i wiosłował? Tak czy inaczej, był pierwszy. Dlatego Tyryjczycy, i po nich Fenicjanie, są narodem żeglarzy: bo pierwsi zaczęli to robić.

Drugim aktem Ousoosa było zbudowanie dwóch stel. Znamy już ten motyw: już Herodot wspomina o dwóch kolumnachw świątyni Heraklesa-Melkarta. Potwierdzał to Strabon i Filostratos. To przed nimi sprawowane były ofiary; aż do I wieku n.e. świątynia w Tyrze nie miała posągu bóstwa, tylko te dwie stele. Historia opowiedziana przez Sanchuniatona/Filona mówi właśnie o nich: o akcie ich wzniesienia. I poświęcenia krwią zabitych zwierząt. Ousoos staje się więc pierwszym ofiarnikiem.

Zastanawiające jest jedno: to Hypsouranios powinien był zrobić te rzeczy. W końcu on „założył Tyr”, prawda? Ale to imieniem pokłóconego z nim brata nazywana jest lądowa dzielnica Tyru. To ten brat jako pierwszy wkracza na morze (a więc – może dopłynąć do wyspy, na której powstanie miasto?). To ten brat wznosi święte kolumny, które potem staną w sanktuarium miasta i staną się jego symbolem! Co się tu zatem stało? Jak mogła wyglądać pełna wersja historii tych dwóch braci? Niestety, nie jest nam dane tego wiedzieć.

Naturalnie, Sanchuniaton/Filon ponownie naturalizują swoją opowieść. Ousoos był zbyt mądry, aby poświęcić kolumny jakiemuś „bogu”, np. Melkartowi czy Baalowi Szamem. Nie: jako pierwotny racjonalista Ousoos zadedykował je bezosobowym żywiołom: ogniu i wiatrowi. Możemy być niemal pewni, że centralne obiekty kultowe w świątyni Melkarta Baala Tyru nie były poświęcone li tylko żywiołom. Tu już Euhemer prowadzi pióro autora, i nie powinniśmy zbyt chętnie mu wierzyć.

Kolejne pokolenie

Ale wiele lat później z rodziny Hypsouraniosa urodzili się Agreus i Halieus, którzy odkryli łowiectwo i rybołówstwo, a ich imionami nazywano myśliwych i rybaków.

Natura tych dwóch postaci pozostaje niejasna, mimo starań badaczy. Imiona mają greckie źródłosłowy, co tym bardziej utrudnia identyfikację. „Agreus” to po grecku „myśliwy”, był też przydomkiem Aristajosa, Apollona, Bachusa czy Posejdona, zaś „halieus” to również po grecku: „ten, który ma związek z morzem”, zarówno rybak, jak i żeglarz.

Bóg-rzemieślnik

Z nich narodzili się dwaj bracia, odkrywcy żelaza i metody jego obróbki. Jeden z nich o imieniu Chousor ułożył magiczne formuły, zaklęcia i proroctwa. I był Hefajstosem. Odkrył także haczyk na ryby i przynętę, żyłkę i tratwę, i był pierwszym ze wszystkich ludzi, który żeglował. Dlatego też czcili go jako bóstwo po jego śmierci. Nazywano go też Zeus Meilichius. Niektórzy twierdzą, że jego bracia odkryli użycie cegieł do budowy murów.

Znamy Chousora już z fenickiej „kosmogonii Mochosa”, zachowanej przez Damaskiosa, oraz z tekstów Ugarit, gdzie nosił imię Koszar wa-Hasis i był sojusznikiem Baala. U Mochosa nosił tytuł Otwierającego, i pełnił funkcję demiurgiczną: rozdzielał kosmiczne jajo na niebo i ziemię. W Ugarit był bardziej stonowany: był boskim kowalem, autorem magicznych buław/maczug, którymi władał Baal podczas starcia z Jamem, oraz budowniczym jego pałacu. Tutaj zachowuje swój charakter, gdy Filon utożsamia go z Hefajstosem. Powiązanie z magią i zaklęciami jest również jasne. Nie tylko dlatego, że kowale już z racji wykonywania swojego zawodu byli porównywani do czarowników. Również na dwujęzycznych listach bogów ugarycki Koszar miał swojego akadyjskiego odpowiednika w bogu Ea: bogu-mędrcu i bogu-czarowniku par excellence.

Widzimy kolejny postęp w sztuce żeglugi: Chousor buduje tratwę i „jako pierwszy z ludzi żegluje”. To już postęp w porównaniu z pojedynczą belą drewna Ousoosa. Mamy też postęp w rybołówstwie: w poprzednich pokoleniach Halieus zapewne posługiwał się tylko siecią albo harpunem; Chousor wynajduje wędkarstwo! Z tylu potencjalnie wartościowych technologii akurat tej Filon poświęca uwagę: znowu widzimy, że dla Fenicjanina ma znaczenie przede wszystkim to, co jest związane z morzem.

Zeus Meilichius to chtoniczna hipostaza Zeusa, dosłownie „Łatwego do ubłagania”. Podobnie jak Eumenidy, „Życzliwe”, pod którą to nazwą ukrywa się przerażająca postać Erynii, również ta nazwa ma za zadanie osłabił groźny aspekt boga. Był też przedstawiany jako wąż oraz dostarczyciel bogactwa. Jak to się ma do Chousora? Raczej nijak. Prawdopodobnie jest to czysto lingwistyczna identyfikacja ze strony autora, ponieważ fenickie mlch oznacza „żeglarza”.

Zauważmy też dostosowanie się boga do nowej epoki. W Ugarit Koszar wykonywał swoje dzieła ze złota i srebra (nawet cegły pałacu Baala były z tych materiałów). Pozostawał ograniczony techniką epoki brązu. Natomiast FIlonowy Chousor odkrywa metodę obróbki żelaza – bo w końcu żyje już w epoce żelaza. To zaś oznacza, że źródło Sanchuniatona na temat tego boga nie mogło być zbyt stare: dawny bóg musiał „zupgrade’ować” swoje kompetencje do aktualnego poziomu technicznego ludzkości.

Mamy na tym etapie mały problem z liczeniem członków rodziny. Autor podaje najpierw, że było dwóch braci, i jednym z nich był Chousor. Drugiego nie identyfikuje. Później natomiast pisze, że bracia (liczba mnoga) Chousora odkryli cegły. Ponieważ ugarycki Koszar również był budowniczym, można założyć, że wszystkie te kompetencje pierwotnie należały do niego. Wspomnijmy też, że pełne imię tego boga, czyli Koszar wa-Hasis, oznacza mniej więcej Zręczny-i-Sprawny: owo „wa-„ jest tutaj spójnikiem. Dla jakiegoś odbiorcy mogłoby to sugerować, że tych rzemieślników jest dwóch: Koszar oraz Hasis, podczas gdy pierwotnie był tylko jeden, dwojga imion.

Pokolenie budowniczych

Następnie w ich rodzinie urodziło się dwóch młodzieńców, z których jeden nazywał się Technites, a drugi Geinos Autochton. Odkryli mieszanie sieczki z gliną cegieł i suszenie ich na słońcu. Ponadto odkryli dachy.

Oba imiona są greckie: jedno oznacza „rzemieślnika, wytwórcę”, drugie natomiast „zrodzony-z-ziemi tubylec”. To drugie niezbyt dobrze tu pasuje. Podkreśla rdzenność tego bohatera kulturowego, jego fenickość? Taka pewnie była intencja autora. Jednak jeden z synów Hefajstosa, Erichtonios, mityczny król Aten, również nazywany był (przez Eurypidesa w Jonie, 20) Geneges, „zrodzony z ziemi”, bo właśnie z niej wyrósł. Pierwotnie to pochodzenie miało dowodzić również rdzenności tego monarchy, jego więzi z lokalną ziemią (tak jak tebańscy Spartoi, „zasiani”, który wyrośli z gleby po zasianiu przez Kadmosa smoczych zębów). Sugeruje to, że Filon mógł wykorzystać motyw Erichtoniosa, syna Hefajstosa, przy opisywaniu Geinosa Autochtona, potomka Chousora=Hefajstosa.

Nie muszę chyba podkreślać, że nie mamy pojęcia, co to były za postacie w jakiej fenickiej „oryginalnej” mitologii. Widzimy natomiast, jak z kolejnymi pokoleniami coraz bardziej podnosi się poziom techniczny społeczeństwa: zamiast budowanych z trzciny chat Samemroumosa mamy już ceglane domy, trwalsze dzięki mieszaniu sieczki z gliną, sklepione dachami.

Wielki bóg Byblos?

 Z nich narodzili się inni, z których jeden nazywał się Agros, a inny Heros Agrosa lub Agrotes. W Fenicji znajduje się posąg tego ostatniego, który jest bardzo czczony, a także przybytek ciągnięty przez woły w Fenicji. W szczególności przez Byblian nazywany jest największym z bogów. Ci wymyślili dobudowanie do domów dziedzińców, ogrodzeń i piwnic. Są przodkami myśliwych i tych, którzy używają psów do polowań. Nazywani są również Wędrowcami [Aletai] lub Tytanami.

To prawdopodobnie najtrudniejszy fragment technogonii Sanchuniatona. Mamy tutaj „największego z bogów”, o którym nic nie wiemy i o którym słyszymy po raz pierwszy. Bardzo długo asocjowano te imiona – Agros, Agrotes – jako powiązane z polami uprawnymi (agros). Pewna mozaika z Antiochii przedstawia postać opisaną jako Agros, jednak obecność innych postaci o równie znaczących nazwach Oinos = wino czy Opora = sok, dowodzi, że to jedynie personifikacja i nic więcej. Innym podejściem było powiązanie Agrosa z ugaryckim wysłannikiem Baala, Ugarem. Na to jednak również brak sensownych dowodów. Wiemy też, że w Byblos największą czcią otaczana była bogini, nie bóg: Baalat Gebal, czy w późnych wiekach Baaltis.

„Przybytek ciągnięty przez woły” odnajdujemy w Baalbek, starożytnym mieście Heliopolis, ok. 60 kilometrów w głąb lądu w stosunku do Byblos. Nie opisywałem poprzednio bóstw Baalbek, bo niestety, wszystkie doniesienia, jakie na ich temat mamy, pochodzą z czasów rzymskich i znamy je jedynie pod rzymskimi imionami. Jednak święty wóz z wizerunkiem boga ciągnięty przez woły to znana ikonografia Jowisza Heliopolitańskiego. To by sugerowało, że Sanchuniaton/Filon mają na myśli właśnie tego boga, który skądinąd rzeczywiście stał się sławnym bóstwem jako Jupiter Optimus Maximus Heliopolitanus. Jego kult dotarł i do Rzymu, gdzie w Janikulum wzniesiono mu świątynię (zob. M. Beard, Religie Rzymu. Historia, 2017, s. 322). Byłby to zatem ślad kultu boga, którego w epoce rzymskiej przemianowano na Jowisza; nie z samego Byblos, ale z Heliopolis.

Również asocjacja z uprawą pól może być bezpodstawna. Greckie słowo agra oznacza polowania, i właśnie z tą działalnością, a nie z rolnictwem, powiązane są te dwie postacie. Pokrywa się to z zakresem kompetencji wcześniejszych bohaterów, Ousoosa i Agreusa. Niekoniecznie oznacza to sprzeczność: tak jak żeglowanie po morzach, tak i łowy podlegają ustawicznemu rozwojowi. Kolejne pokolenia dodają coś od siebie do tej sztuki; tutaj widzimy używanie psów podczas polowania. To już jakaś innowacja. Podobnie jak w zakresie budownictwa. Ludzkie domy zaczynają wreszcie wyglądać jak domy: z trwałej cegły, zadaszone, podpiwniczone, ogrodzone.

Czemu Agrotes jest Herosem Agrosa? Nie wiadomo. Na myśl nasuwa się znowu fenicka idea „imienia”, „twarzy” czy „anioła”, jakich spotykaliśmy w wypadku relacji Astarte i Baala, Malaka Milkastart i boga Milkastart czy palmyreńskiego Malakbela i Bela. W tym wypadku Agrotes były jakimś pośrednikiem, pomocnikiem, synem albo epifanią boga Agrosa. Nie sposób jednak tego dowieść. 

Ostatnie zdanie jest tajemnicze: nazwanie tych bohaterów Wędrowcami albo Tytanami. „Wędrowcy” to częste określenie planet; z kolei Tytani mają wydźwięk chtoniczny i podziemny. Np. Bunsen sugerował jakiś związek między tymi postaciami a hebrajskimi nefilim, żarłocznymi olbrzymami. My znamy podobny związek: to postacie refaitów: fenickich przodków, duchy wielkich zmarłych powiązane ze światem podziemnym. Jeśli Filon pisząc „Tytani” ma na myśli właśnie refaitów, znaleźlibyśmy w jego narracji kolejny znajomy motyw.

Kolejne pary, kolejni bogowie

Od nich urodzili się Amunos i Magos, którzy wprowadzili wsie i stada [hodowlę trzody?].

Trudno jest wyjaśnić te imiona, chociaż, dla odmiany, wreszcie wyglądają one na nie-greckie. Najpewniejsze wyjaśnienie zaproponował Clapham, który połączył te postacie z dwoma Baalami wymienionymi obok siebie na punickiej inskrypcji z III wieku p.n.e. (KAI 78, 3-4): są to b’l hmnb’l mgnn. Problem w tym, że nie wiadomo również, kim z kolei były te postacie. Były próby identyfikacji pierwszego jako „pana kadzielnicy” czy „Pana [gór] Amanus”, ale zostały odrzucone. Określenie mgnn  może pochodzić od semickiego mgn, które z kolei może oznaczać „władcę”. Jednak ostatecznie nie wiadomo.

Musimy zadowolić się jedynie tym, że faktycznie w świecie fenickim istniała jakaś para Amoun i Mag(n), co potwierdza nam inskrypcja, więc Sanchuniaton tych postaci nie wymyślił. Czy wobec braku rodzimego wyjaśnienia, i zważywszy na obecność boga Taautosa/Thota, nie jest możliwe, że również Baal Amoun to fenicka postać egipskiego boga Amuna?

Z nich narodzili się Misor i Sydyk, czyli Łatwo Rozwiązywany i Sprawiedliwy, którzy odkryli zastosowanie soli.

Sydyk określony jest jaki dikaios i nie ma z nim większego problemu. Nawiązuje do znanego hebrajskiego pojęcia cedaka, również „sprawiedliwość”, skąd cadyk, „sprawiedliwy”. Przekład imienia Misor jest już kłopotliwy: greckie tłumaczenie tu eulyton, co jest określeniem na rzeczy, które mają proste rozwiązanie. Filon musiał to również rozumieć w kontekście sądowniczym, nawet jeśli nam jakoś to zrozumienie się wymyka.

Ci bohaterowie kulturowi Filona są znanymi fenickimi bogami, których obecność, jako sdq mšr, potwierdzona jest na listach ofiarniczych z Ugarit. To odpowiedniki babilońskiej pary pomniejszych bogów Kittum i Meszarum, synami i członkami orszaku boga Słońca Szamasza, jednocześnie opiekuna sprawiedliwości. Imię Kittum oznacza „prawdę”, Meszarum – „sprawiedliwość”.

„Odkryli zastosowanie soli” to kolejna naturalizacja ze strony Filona. Prawnicze asocjacje obu bogów są tutaj kluczowe: sól, ze względu na to, że jest jednym z niewielu antycznych towarów, który się nie psuje z czasem, była świadkiem zawieranych przymierzy. Na sól przysięgano jako na coś, co jest trwałe i, domyślnie, wieczne. Zachowuje tę ideę również Biblia, nakazując dodawanie soli do każdej ofiary pokarmowej oraz wprost nazywając od niej związek z Bogiem (podkreślenia i drobne zmiany moje):

Lb 18, 19 Wszystko, co odłożone jest z darów świętych, jakie Izraelici przynoszą Panu, daję na zawsze tobie, synom twoim i córkom. To jest należność wiekuista, przymierze soli wobec Pana dla ciebie i potomstwa twego wraz z tobą.

2 Krn 13, 5 Czyż nie wiecie, że Pan, Bóg Izraela, dał panowanie nad Izraelem, i to na wieki, Dawidowi, jemu i jego potomkom przymierzem soli?

Sanchuniaton/Filon natomiast, chcąc opisać dzieje postępu technicznego, a nie koncepcje prawne, przypisuje tym dwóm bogom sprawiedliwości jedynie okrycie soli jako czegoś użytecznego. Tak przynajmniej można rozumieć jego opis owego wynalazku, który jak dotąd zawsze miał sens praktyczny. Oczywiście, można go zinterpretować jako prawne zastosowanie soli”, ale na to w tekście na ma śladu.

Ostatnie pokolenie

Z Misora pochodził Taautos, który wymyślił pismo alfabetyczne i których Egipcjanie nazywali Thouth, Aleksandryjczycy Thoth i Grecy Hermes.

Docieramy wreszcie do końca tekstu i do jego domniemanego autora. Egipski bóg Thot był patronem nauki, pisarstwa, liter i tajemnic, mędrcem wśród bogów. O greckim odbiorze tej postaci pisał Platon w Fajdrosie w następujących słowach:

SOKRATES. Słyszałem tedy, że koło Naukratis w Egipcie mieszkał jeden z dawnych bogów tamtejszych, któremu i ptak jest poświęcony, nazywany Ibisem. A sam bóg miał się nazywać Teut. On miał pierwszy wynaleźć liczby i rachunki, geometrię, astronomię, dalej warcaby i grę w kostki, a oprócz tego litery. Królem Egiptu całego był podówczas Tamuz, a panował w owym wielkim mieście w Górnym Egipcie, które Grecy nazywają Tebami Egipskimi, a boga nazywają Ammonem. Do niego tedy przyszedł Teut, nauczył go swoich sztuk i kazał mu je rozpowszechnić między innymi Egipcjanami. A ten pytał, jaki by każda z nich przynosiła pożytek, a. potem, w miarę, jak mu się słowa Teuta wydawały słuszne lub niesłuszne, jedno ganił, a drugie chwalił. O każdej sztuce miał Tamuz Teutowi wiele dobrego i wiele złego do powiedzenia, o czym długo byłoby opowiadać. Otóż kiedy doszli do liter, powiedział Teut do Tamuza: Królu, ta nauka uczyni Egipcjan mądrzejszymi i sprawniejszymi w pamiętaniu; wynalazek ten jest lekarstwem na pamięć i mądrość…

Zabawne zresztą, jak sam Platon mógł tutaj bez większych skrupułów użyć imienia babilońskiego boga Tammuza na określenie egipskiego boga-faraona.

To powiązanie Taautosa z Hermesem zobaczymy jeszcze w kolejnej partii Foinikikia, bo Taautos jako tylko jedna z czterech osób będzie miała kontakt z drugim drzewem genealogicznym fenickich (bogów-) bohaterów Filona. Również od niego miały pochodzić pisma, na które powołuje się Sanchoniaton. Jest to przesłanka za tym, że źródło Sanchoniatona było nawet rodzajem „pamiętnika” czy „kroniki rodzinnej” Taautesa, w której opowiadał on o swoich przodkach (tj. o pierwszym drzewie genealogicznym) oraz o swoim udziale w politycznym dramacie swojej współczesności (tj. o drugim drzewie i wydarzeniach z nim związanych).

Problemem jest tutaj, oczywiście, czy Taautes to jedynie kalka egipskiego Thota, dokonana dla celów literackich przez Sanchuniatona czy Filona, czy też faktycznie egipski Thot już wcześniej został zaadoptowany przez Fenicjan i pod imieniem „Taautes” był przez nich czczony w ramach rodzimej religii. Za tą drugą opcją brak świadectw, czy to w postaci inskrypcji, czy jakichś innych. Za tą pierwszą przemawia zamiar Sanchuniatona, aby uczynić swoją wersję historii „lepszą” od innych, opierającą się nie na badaniach starożytnego uczonego, który był tak mądry, że sam wymyślił alfabet. Oczywiście nie można też wykluczyć, że egipski bóg rzeczywiście do Fenicji zawędrował, i nawet jeśli nie był oficjalnie czczony, to mógł zadomowić się w fenickich podaniach i wyobraźni religijnej. Niestety, nie wiemy, jak to było.

Historia rodziny Taautosa kończy się na jego stryjecznych braciach:

Sydyk spłodził Dioskurów, albo [inaczej] Kabirów, albo Korybantów, albo [tych z] Samotraki. Ci (mówi) byli pierwszymi, którzy wynaleźli statek. Spłodzili też innych, którzy odkryli zioła, lekarstwa na jadowite ukąszenia zwierząt oraz uroki.

Sanchuniaton/Filon znów przedstawia nam greckie imionagreckich bogów zamiast rodzimych. Ponownie, nie znamy ich fenickich odpowiedników. Istnieje szansa, że czczeni u zachodnich wybrzeży Azji Mniejszej Kabirowie mają jakieś pochodzenie semickie, od słowa kabirim, „potężni”.

Powszechnie wiadomo, że Dioskurowie, synowie Zeusa Kastor i Polideukes, byli patronami żeglarzy. Tak samo jak Kabirowie: mało znana i słabo poznana grupa bogów wywodzących się z Samotraki. Faktycznie drugie i czwarte określenie są ze sobą tożsame: Kabirowie byli bogami z Samotraki. Chociaż pełnili też inne funkcje w kulcie lokalnym, w epoce hellenistycznej grecka skłonność do szufladkowania bogów sprawiła, że ograniczeni zostali również do patronowania żeglarzom. Wspomina o nich np. Apollonios z Rodos w Argonautyce (1,918-924), gdy jego bohaterowie dostępują wtajemniczenia w misteria Kabirów:

Za Orfeusza poradą, gdy zapadł już wieczór, do brzegu
wyspy Elektry, córki Atlasa, przybili, by poznać
prawa zakryte przez udział w błagalnych obrzędach tajemnych,
dzięki czemu przepłyną bezpiecznie przez morze straszliwe.
Więcej już nic nie opowiem o nich, tylko pożegnam
wyspę i zamieszkujące ją bóstwa, i owe tajemne
ryty, ponieważ obyczaj śpiewać mi o nich zabrania.

„Wyspa Elektry” to właśnie Samotraka, a obrzędy Kabirów są tu otoczone tym samym nimbem tajemnicy, co inne greckie misteria, jak na przykład te eleuzyńskie. Nazywano ich też Megaloi Theoi, „wielkimi bogami”.

Ponieważ Kabirowie powiązani byli w jakiś niejasny sposób z frygijską Matką Bogów Kybele, grecką Rheą, autorzy wiązali ich z kolei z Korybantami, daimonami-kapłanami tej bogini, odpowiednikami Kuretów bogini Rhei, strażników małoletniego Zeusa. Widzimy więc sieć mitycznych powiązań, którą tutaj streszcza nam Filon, wrzucając wszystkie te bóstwa do jednego worka i w dodatku czyniąc zwykłymi ludźmi. Nie wiemy nawet ilu ich było w narracji Filona: Dioskurów było oryginalnie dwóch; Mnaseas z Patary wymienia czterech Kabirów. Liczba Korybantów jest nieokreślona.

Widzimy jednak, jaka była funkcja tych postaci w narracji Sanchuniatona/Filona. Na nich kończył się proces doskonalenia sztuki żeglarskiej: synowie Sydyka, jakkolwiek ich nazwać, zbudowali pierwszy statek. Już nie belę z drewna, już nie prostą tratwę, ale okręt, dzięki któremu feniccy żeglarze mogli podróżować po świecie, eksplorować basen Morza Śródziemnego, handlować, podbijać – czyli to wszystko, z czego byli sławni już w czasach Homera, jak już widzieliśmy we wcześniejszym artykule. Dzięki temu stali się boskimi opiekunami żeglarzy. Tak jak Taautesa, również i ich spotkamy przy okazji opowieści o drugim drzewie genealogicznym w tekście Filona: będą więc współcześni tamtym bohaterom dramatu.

Ostatnie zdanie tej historii prawdopodobnie zawiera pomyłkę. Jak widzieliśmy już wcześniej w micie przekazanym przez Damaskiosa w Żywocie Izydora, fenicki bóg Sydyk był ojcem Eszmuna, utożsamionego z Asklepiosem. Tę samą myśl przekaże nam Filon w kolejnej części swojego dzieła: wspomni, że Sydyk spłodził „Asklepiosa” z pewną „Tytanidą” (co to znaczy, dowiemy się później). Zatem Filon również wie, że Asklepios jest synem Sydyka. Bóg-uzdrowiciel doskonale odpowiada on opisowi potomka, który wynalazł „zioła, lekarstwa na jadowite ukąszenia zwierząt oraz uroki”. Jednak z jakiegoś powodu Euzebiusz przekazuje, że „spłodzili też innych, którzy odkryli…”, jakby to Dioskurowie-Kabirowie byli tu płodzącymi. Możemy podejrzewać jakąś drobną pomyłkę w tekście, zamianę „spłodził” na „spłodzili”, ponieważ oryginalnie ojcem „tego, który odkrył zioła i lekarstwa”, powinien być sam Sydyk, ojciec Eszmuna.

Tym sposobem napotykamy wreszcie znajomego, oficjalnie czczonego boga – na samym końcu tej długiej wyliczanki kulturowych bohaterów. Dzięki ich dokonaniom Fenicja rozwinęła się w pełni: ludzie mają domy i mieszkają w osadach; praktykują obrzędy religijne; urządzają polowania; utrzymują zwierzęta hodowlane; mają sól, pismo i lekarstwa; a najważniejsze, mają statki, dzięki którym pływają po morzu. Dzięki tych ubóstwionym wielkim ludziom cywilizacja jest już rozwinięta.

I teraz, u jej szczytu, przychodzi czas na polityczny dramat. O nim będzie mówił  kolejny, ostatni już artykuł o dziełach Sanchuniatona i Filona z Byblos.

Podsumowanie

Opowieść o wynalazcach u Filona z Byblos jest rozbudowaną technogonią, podobną do kilku innych takich tekstów, w tym również do technogonii biblijnej. Autor jednoznacznie lokalizuje ją w Fenicji – to znaczy, przypisuje swoim ziomkom, Fenicjanom, wszystkie wymienione przez siebie osiągnięcia technologiczne w dziejach. Czterej gigantyczni praprzodkowie noszą imiona gór, które zakreślają zasięg fenickich wpływów, od Safon/Kasius na północy po Hermon i (jak sądzimy) Tabor na południu. Co pośrednio sugeruje, że właśnie jego kraina jest “centrum świata”, a przynajmniej pierwotne centrum światowej kultury. Inne ludy dopiero od Fenicjan miały przejąć te wynalazki i im je zawdzięczają.

Mówiąc “Fenicja” możemy dostrzec, że ostatecznie chodzi mu o Tyr. To miasto, do którego bezpośrednio się odnosi: to tam żyją ojcowie-założyciele, Hypsouranios i Ousoos. Nawet późniejsze wspomnienie Byblos okazuje się być niezbyt precyzyjne, bo prawdopodobnie odnosi się do sąsiedniego Heliopolis, a żadnego “wielkiego boga Byblos” nie znamy. Wprawdzie autor nie wspomina o miejscu zamieszkania innych wynalazców, ale z dużym prawdopodobieństwem można uznać, że trzymają się ziemi tyryjskiej. Nic zresztą dziwnego: jeśli wierzyć Porfiriuszowi, źródłami Sanchoniatona były właśnie kroniki i zapiski świątynne Tyru zebrane przez Hierombalosa.

Przekaz Filona jest, niestety, potężnie zhellenizowany. Niewiele Fenicji zostało z tej fenickiej historiografii. Jakie mamy imiona faktycznych czy potencjalnych bogów? Kolpia i Baau, jakieś bóstwa pierwotne, Wiatr i Otchłań? Imię Aion możemy z niemal zupełną pewnością przełożyć jako Olam czy Oulemos. Wspomniani wyżej Samemroumos i Ousoos, których imiona są bardziej toponimami niż teonimami, a jeśli były też tymi drugimi, to nic nam na tej temat nie wiadomo. Boski rzemieślnik Chousor, czyli Koszar wa-Hasis z Ugarit. Jeśli tak interpretacja jest poprawna, to wymienionych Tytanów możemy zinterpretować jako duchy przodków, refaitów. Końcowe partie genealogii są dla nas łaskawsze: (Baal) Amoun i (Baal) Mag(oun?) o nieznanej konotacji; Misor i Sydyk, bogowie sprawiedliwości. Taautos i Kabirowie wyglądają już na bogów napływowych, przybyłych wraz z hellenizacją Fenicji, nie na patronów rdzennych. I to tyle, jeśli chodzi o fenickie teonimy w tej genealogii Filona z Byblos.

Nie martwmy się jednak. W kolejnej odsłonie Phoinikikii spotkamy wielu znajomych.

Najczęściej czytane artykuły

Bądź na bieżąco

Polecane Artykuły…

Dołącz Do Dyskusji

0 komentarzy

Wyślij komentarz