Sanchuniaton i Filon z Byblos. Księga rodu Ela. Mitologia kananejska, cz. 15

14 października 2021
Dawid
Dawid
Skończyłem historię na Wydziale Historycznym UW ze specjalizacją historii Kościoła. Jestem oddanym fascynatem późnego antyku, poza chrześcijaństwem interesuję się też gnostycyzmem, neoplatonizmem i magią antyczną, jak również religiami Indii i mitologiami świata, od europejskich po polinezyjskie. Jestem też fanem twórczości H.P. Lovecrafta oraz komiksów DC.
Filon z Byblos

Spis treści

Ostatnia część Mitologii Kananejskiej poświęcona mitom Fenicjan łączy wątki, jakie mieliśmy okazję poznać przez kilka wcześniejszych artykułów, począwszy od historii opisanych w ugaryckim Cyklu Baala. W Historii fenickiej Filona z Byblos spotykają się postacie, o których już mówiliśmy kilkakrotnie, i tworzą spójną, wyjątkową wersję mitycznych wydarzeń. Nadal patrzymy na nie przez pryzmat Euhemera: jako na śmiertelnych ludzi z zamierzchłej historii, a nie jako na bogów ówczesnej kultury. Taką perspektywę otrzymaliśmy, możliwe, już od Sanchuniatona, a jeśli nie od niego, to od Filona.

Omawiany przez nas tekst relacjonuje Euzebiusz z Cezarei w Przygotowaniu do Ewangelii, 809,14-812,29. Jest to nadal część pierwszej księgi Foinikikii. Chociaż nie nosi osobnego tytułu, wyraźnie odróżnia się od poprzedniego fragmentu, opisującego wynalazców i odkrywców. My nazwiemy ją roboczo Księgą Rodu Ela, bo skupia się ona na tej właśnie postaci i jej rodzinnych dramatach. Jak wspomniałem poprzednio, opisywane w niej wydarzenia dzieją się w czasach ostatnich wynalazców: Taautosa, Kabirów i (nienazwanego tam) fenickiego Asklepiosa (=Eszmuna).

Księga Rodu Ela

W tym samym czasie urodził się niejaki Elioun, zwany Hypsistos, i kobieta Berouth, którzy mieszkali w pobliżu Byblos. Z nich zrodził się Epigeios Autochton, którego później nazwano Uranosem. Był on tak [piękny], że ze względu na jego nadzwyczajną piękność nazwano Uranosem [niebem] ten żywioł, który jest nad nami. Z tych rodziców zrodziła się też jego siostra i odpowiednio nazwano ją Ge, a ze względu na jej piękność, jak mówi, nazwali jej imieniem ziemię, która również nosi to imię. Ale ich ojciec, Hypsistos, zginął w walce z dzikimi zwierzętami i został ubóstwiony, a jego dzieci składały mu libacje i ofiary.

Uranos, odziedziczywszy władzę po ojcu, wziął swoją siostrę Ge za żonę i miał z nią czworo dzieci: Ela lub Kronosa, Baitylosa i Dagona (który nazywany jest Siton) i Atlasa. Miał [też] wiele dzieci z innych żon. Dlatego Ge, kierując się gniewem i zazdrością, mściła się na Uranosie, [na skutek czego] oddzielili się od siebie. Ale Uranos, chociaż ją porzucił, kiedy tylko zechciał zbliżał się do niej siłą i ją gwałcił, [a potem] znowu odchodził. Także próbował zabić dzieci z niej urodzone. Ale Ge wielokrotnie się broniła i znalazła sobie sojuszników.

Następnie Kronos, kiedy dorósł, wziął sobie Hermesa Trimegistosa jako doradcę i sojusznika (i tak został on prawą ręką Kronosa), i ukarał swojego ojca Uranosa i pomścił matkę. Kronosowi urodziły się dzieci: Persefona i Atena. Pierwsza zmarła jako dziewica. Za radą Ateny i Hermesa Kronos wykuł z żelaza sierp i włócznię. Hermes, wypowiadając magiczne słowa do sojuszników Kronosa, wzbudził w nich chęć walki z Uranosem w imieniu Ge. I [wtedy] tenże Kronos, starłszy się z Uranosem na wojnie, wygnał go i sam objął władzę królewską. W bitwie została schwytana ukochana konkubina Uranosa. Była w ciąży i Kronos oddał ją Dagonowi za żonę. Urodziła dziecko w jego domu, które spłodził Uranos, i które nazwała Demarus.

Po tych wydarzeniach Kronos zbudował mur wokół swojej osady i założył pierwsze miasto w Fenicji, Byblos. Po tym Kronos, podejrzewając własnego brata Atlasa, za radą Hermesa wrzucił go w głąb ziemi i pogrzebał go [żywcem?]. W tym czasie potomkowie Dioskurów, zbudowawszy tratwy i łodzie, wypłynęli i wylądowali na brzegu w pobliżu góry Kassios, i konsekrowali w tym miejscu świątynię. Sprzymierzeńców Ela, czyli Kronosa, nazywano Elohim, tak jak tych, których nazwano po Kronosie, można byłoby nazywać Kronioi. A Kronos ma syna Sadidosa, którego podejrzewał i którego zabił własną bronią, i pozbawił go życia, stając się katem swojego syna. Podobnie odciął również głowę własnej córce, tak że wszyscy bogowie przerazili się z powodu usposobienia Kronosa.

Jakiś czas później Uranos, będąc na wygnaniu, wysłał swoją dziewiczą córkę Astarte wraz z dwiema jej siostrami, Reą i Dione, by zniszczyły Kronosa przez zdradę. Ale Kronos, schwytawszy je, uczynił je swoimi żonami, mimo że były [też] jego siostrami. Uranos, dowiedziawszy się o tym, wysłał Heirmarmene i Horę razem z innymi sojusznikami przeciwko Kronosowi. Ale Kronos pozyskał je również i trzymał po swojej stronie. A ponadto, jak mówi, bóg Uranos wymyślił betyle, to znaczy stworzył „żywe skały”. Kronosowi urodziło się z Astarte siedem córek, Tytanid lub Artemid, a także z Rei siedmiu chłopców, z których najmłodszy został ubóstwiony zaraz po urodzeniu. A z Dione [spłodził] dziewczęta (…) i znowu z Astarte dwóch chłopców, Pothosa i Erosa.

A Dagon, odkąd odkrył zboże i pług, nazywał się Zeus Arotrios. Jedna z tytanid współżyjąc z Sydykiem, nazywanym „sprawiedliwym”, urodziła Asklepiosa. Ponadto Kronosowi w Perai urodziło się troje dzieci: Kronos, noszący to samo imię co jego ojciec, oraz Zeus Belos i Apollo.

Mniej więcej współcześni z nimi byli Pontos, Tyfon i Nereus (ojciec Pontosa i syn Belosa). Pontosowi narodziła się Sydon – która ze względu na swój wspaniały głos odkryła hymny [śpiewane] bez akompaniamentu – oraz Posejdon. A z Demarusa narodził się Melkathros, zwany Heraklesem. Potem Uranos toczył wojnę z Pontosem i po wycofaniu z niej związał się z Demarusem. I Demarus zaatakował Pontosa, ale Pontos zmusił go do ucieczki, a Demarus przysiągł złożenie ofiary w zamian za [udaną] ucieczkę.

W trzydziestym drugim roku panowania El (czyli Kronos) zaatakował swego ojca Uranosa w pewnym miejscu w głębi lądu i dostawszy go w swoje ręce, odciął mu genitalia w pobliżu źródła rzeki. Uranos został tam złożony w ofierze, jego duch odszedł, a krew jego genitaliów kapała do źródeł i wód rzeki; i pokazują to miejsce do dziś.(…)

Wielka Astarte i Zeus Demarus lub Adad, król bogów, rządzili krajem za zgodą Kronosa. Astarte umieściła na swej głowie, jako znak królewski, głowę byka. I wędrując po świecie, znalazła spadającą z nieba gwiazdę, którą podniosła i poświęciła na świętej wyspie Tyr. Fenicjanie mówią, że Astarte to Afrodyta. A Kronos, krążąc po świecie, dał Atenie, swojej córce, panowanie nad Attyką. Ale kiedy nastąpiła zaraza i śmierć, Kronos złożył w ofierze swojego ukochanego syna Uranosowi, swemu ojcu, jako całopalną ofiarę. Obrzezał też własne genitalia i zmusił sprzymierzeńców do tego samego. I niedługo później, gdy zmało jego kolejne dziecko – syn Rei imieniem Mouth – ubóstwił je. A Fenicjanie nazywają to [dziecko] Śmiercią i Plutonem.

Po tych wydarzeniach Kronos przekazał miasto Byblos bogini Baaltis, czyli Dione. I [dał] Berytos Posejdonowi i Kabirom, i Agrotom i Haliejom, którzy ubóstwili szczątki Pontosa w Bejrucie.

Przed tym wszystkim bóg Taautos, naśladując wygląd zgromadzonych bogów – Kronosa, Dagona i innych – utworzył święte kształty liter. Opracował również dla Kronosa symbole królewskie – czworo oczu, przednie i tylne: [dwoje z nich nie śpi] i dwa są przymknięte. Również cztery skrzydła na ramionach, dwa jakby lecące i dwa złożone. I to był symbol, ponieważ Kronos, kiedy spał, to czuwał, i gdy był przebudzony, odpoczywał. A w przypadku skrzydeł podobnie, bo odpoczywając latał, a lecąc odpoczywał. Dla każdego z pozostałych bogów zrobił dwa skrzydła na ich ramionach, ponieważ latali razem z Kronosem. I dla niego znowu zrobił dwa skrzydła na głowie, jedno wskazujące na jego umysł, który najlepiej nadawał się do rozkazywania, a drugie wskazujące na władzę jego zmysłów.

A kiedy Kronos udał się do ziemi południowej, oddał cały Egipt bogu Taautosowi, aby był dla niego królestwem. Mówi, że siedmiu synów Sydyka, Kabirowie, i ich ósmy brat, Asklepios, było pierwszymi, którzy [to] zapisali, jak rozkazał im bóg Taautos.

O wojnie dynastycznej bogów

Jak widać, tekst jest niezwykle długi i bogaty w dramatyczne wydarzenia. Rozpoznajemy tu wiele znajomych postaci – zarówno z kręgu fenickiego, jak i mitologii greckiej. Wielokrotnie już wspominałem o daleko posuniętej hellenizacji fenickiego świata religijnego. Czy nam się to podoba czy nie, kultura grecka była zbyt potężna, aby nie wywierać przemożnego wpływu na obcych intelektualistów. Sanuchuaniton/Filon starali się dorównać i prześcignąć greckie wzorce (tu: Hezjoda i pewnie też Herodota w dalszych księgach Foinikikii), jednak używali przy tym również greckiego języka. Stąd pierwotny konflikt wydaje nam się tak znajomy: spór Uranosa, Gai i Kronosa, który tutaj jest nazywany Elem, to kluczowe wydarzenie Teogonii Hezjoda. Słusznym byłoby pytanie: czy Sanchuniaton/Filon zwyczajnie ukradli ten motyw Grekom? Czy jednak w oryginalnej mitologii Fenicjan mówiono o jakimś konflikcie Nieba, Ziemi i Stwórcy Wszystkich Stworzeń?

Niewiele na to wskazuje. Chociażby w Ugarit bóg El jest ojcem wszystkich bogów i nie wydaje się, aby kiedykolwiek miał nad sobą kogoś wyższego. Nie jest też bogiem krwawym ani bojowym: przeciwnie, nie uczestniczy w żadnych wojnach. Jest jak stanowczy, choć dobrotliwy starzec, nie jak okrutny imperator. Na listach bogów Ugarit stoją, jako żywo, bóstwa Niebo i Ziemia, szamem arsz, ale nie przejawiają cech osobowych w żadnej świętej historii. Rzecz jasna, sprawny badacz zauważy: „Owszem, ale Sanchuniaton nie opiera się na mitologii Ugarit”. Tak faktycznie jest. Zgadzają się imiona, role i kilka motywów, ale nie wszystko. Źródła Sanchuniatona pochodzą skądinąd (Byblos i Tyr to najpewniejsze tropy) i nie odpowiadają obrazowi, który pozostawił nam Ilimilku.

Motyw pokoleniowej wojny bogów jest wiele starszy od Hezjoda: znamy go choćby z mitologii hetyckiej, gdzie pierwotny władca Alalu został obalony przez boga nieba o mezopotamskim imieniu Anu, który następnie został obalony przez swojego podczaszego imieniem Kumarbi. Który z kolei został obalony (to już trzecie obalenie w tej świętej historii) przez boga burzy, Teszuba, który został aktualnym królem bogów. Wrócimy jeszcze do tej hetyckiej, fascynującej historii. To, że Sanchuniaton najwyraźniej zna pewne motywy z hetyckiego (dokładniej: huryckiego) systemu wierzeń, może sugerować, że wyznawały je jego bybliańskie źródła; czyli że Fenicjanie z Byblos owszem, wierzyli w taką przedwieczną wojnę bogów. To, niestety, tylko hipoteza.

Mamy też inny mit, zachowany również przez Hetytów, ale mający swoje korzenie w mitologii lewantyńskiej – niestety w strzępach. Opowiadał on o konflikcie Elkunirsy (czyli boga Ela) z Baalem o cześć żony tego pierwszego, Aszirat. Wydaje się, że miała między nimi historia podobna do biblijnych dziejów Józefa: piękna małżonka chciała uwieść młodszego, jurniejszego boga; Baal jej odmówił, za co ona, niczym żona Potyfara, oskarżyła go przed własnym mężem. Tak czy inaczej, konflikt pokoleniowy gotowy.

Zmierzam jednak do tego, że ostatecznie nie możemy wiedzieć, jak w szczegółach przedstawiała boski świat jakaś „oryginalna” mitologia fenicka, ani czy w ogóle jakaś jedna święta historia na ten temat obowiązywała. Nie jest to wykluczone, ale brak na to dowodów. Dlatego też sam zachowuję w tej kwestii sceptyczne stanowisko – i raczej uważam, że główny konflikt Księgi Rodu Ela został przez autora przepisany z Hezjoda, dla ubarwienia swojej opowieści. I może też po to, aby powiedzieć czytelnikom: „Hezjod opowiedział wam o wojnach późniejszych, Zeusa z Kronosem… ale ja opowiem wam o tych wcześniejszych, Kronosa z Uranosem, bo jestem lepszym historykiem/mitografem niż tamten Grek!”.

Pierwsi bogowie

W tym samym czasie urodził się niejaki Elioun, zwany Hypsistos, i kobieta Berouth, którzy mieszkali w pobliżu Byblos. (…) Ale ich ojciec, Hypsistos, zginął w walce z dzikimi zwierzętami i został ubóstwiony, a jego dzieci składały mu libacje i ofiary.

Imię to jest znajome: było używane jako epitet Boga w Biblii Hebrajskiej, „Elion”, co oznacza „najwyższy”. Samo słowo było też używane jako oznaczenie lokalizacji codziennych przedmiotów, na przykład w Rdz 40,17 „ten, który był na wierzchu”. W Septuagincie ten boski tytuł konsekwentnie był przekładany jako „hypsistos”, co i tam oznacza „najwyższy”. To określenie Boga pojawia się m.in. (podkreślenia moje):

Rdz 14,18-20 18 Melchizedek zaś, król Szalemu, wyniósł chleb i wino; a [ponieważ] był on kapłanem Boga Najwyższego, 19 błogosławił Abrama, mówiąc:
«Niech będzie błogosławiony Abram przez Boga Najwyższego, Stwórcę nieba i ziemi!
20 Niech będzie błogosławiony Bóg Najwyższy,
który w twe ręce wydał twoich wrogów!»

Lb 24,15-16 «Wyrocznia Balaama, syna Beora;
wyrocznia męża, który wzrok ma przenikliwy;
wyrocznia tego, który słyszy słowa Boże,
który ogląda widzenie Wszechmocnego,
a w wiedzy Najwyższego ma udział,
który pada, a oczy mu się otwierają.

Pwt 32,8 8 Kiedy Najwyższy rozgraniczał narody,
rozdzielał synów człowieczych,
wtedy ludom granice wytyczał
według liczby synów Bożych / synów Izraela

(oboczność między różnymi wariantami Septuaginty oraz hebrajskim 4QDeut z Qumran; temat ciekawy, ale teraz nieistotny).

2 Sam 22,14 14 Jahwe odezwał się z nieba grzmotem:
to głos swój dał słyszeć Najwyższy.

Widzimy więc tutaj to samo bóstwo, zarówno w Izraelu, jak i w Fenicji: jedynego boga o dosłownym imieniu Najwyższy, który w Biblii nazwany jest wprost stwórcą nieba i ziemi. W „uczłowieczonej” wersji Filona zaś jest on… również ojcem syna o imieniu Niebo i córki o imieniu Ziemia. To wskazuje, że druga genealogia w Foinikikii również przekazuje nam ślad kolejnej fenickiej kosmogonii: tym razem bez wzmianki o wietrze, ciemności i otchłani, za to z najwyższym bogiem stwarzającym niebo i ziemię, niemal kropka w kropkę jak w Biblii. To prowadzi nas do konkluzji, że nie było jednej „kanonicznej” fenickiej kosmogonii. Mogły być ich dwie. Znowu jak w Biblii, w Rdz 1,1-2,3 i Rdz 2,4-7.

Zauważmy też, że to właśnie Filonowy Elioun lepiej odpowiada ugaryckiemu Elowi – statecznemu, odległemu bogu, stwórcy nieba i ziemi – niż Filonowy El, który jest królem krwawym i wojowniczym, na co nie ma śladu w mitach Ugarit.

Nasz autor oczywiście euhemeryzuje tę postać; nawet słowo „niejaki”, gr. tis, na nam sugerować, że to był po prostu jakiś człowiek, nie żadne bóstwo. Jego mieszkanie „w pobliżu Byblos” może oznaczać, że stamtąd właśnie pochodzą źródła Sanchuniatona/Filona dotyczące tej genealogii; albo też jest to potwierdzenie tradycji, że po prostu Byblos jest miastem pradawnym. Imienia małżonki Eliouna nie udało się całkiem rozszyfrować; jedni sugerują, że jest to personifikacja Berytos-Bejrutu, ale lepszą wydaje się teoria, że to imię berut oznacza studnię, a więc boginię studni: patronkę wód podziemnych.

Zgodnie z logiką Sanchuniatona/Filona, człowiek Elioun po śmierci zostaje ubóstwiony („konsekrowany”) przez swoje dzieci. Jego śmierć „w walce z dzikimi zwierzętami” jest interesująca, ponieważ nasuwa nam na myśl mit o Adonisie, który również ginie w podobnych okolicznościach. Czyżby fenicki Najwyższy był jednocześnie takim umierającym-zmartwychwstającym bogiem? Może nasze wyobrażenie Adonisa jako zaledwie młodzieńca są grecką, błędną przeróbką; może w jakimś wariancie „oryginalnego mitu” umierał-zmartwychwstawał nie bóg-młodzian, ale sam Stwórca? A może to, znowu, efekt połączenia postaci Ela-stwórcy z postacią Baala-zmartwychwstańca?

Z nich zrodził się Epigeios Autochton, którego później nazwano Uranosem. Był on tak [piękny], że ze względu na jego nadzwyczajną piękność nazwano Uranosem [niebem] ten żywioł, który jest nad nami. Z tych rodziców zrodziła się też jego siostra i odpowiednio nazwano ją Ge, a ze względu na jej piękność, jak mówi, nazwali jej imieniem ziemię, która również nosi to imię.

Pojawiają się pierwotne postacie dramatu: Niebo i Ziemia. Prawie jak u Hezjoda (choć tu Uranos jest bratem, nie synem Ge). Tutaj to, rzecz jasna, ludzie, a Filon musi wymyślić powód, dla którego noszą te same imiona co dwie sfery kosmosu. Interesujące jest pierwsze imię Nieba: Epigeios, dosł. „Otaczający Ziemię”, bardziej pasowałoby do boga oceanu niż do boga nieba.

Zbuntowane dzieci

Uranos, odziedziczywszy władzę po ojcu, wziął swoją siostrę Ge za żonę i miał z nią czworo dzieci: Ela lub Kronosa, Baitylosa i Dagona (który nazywany jest Siton) i Atlasa. Miał [też] wiele dzieci z innych żon. Dlatego Ge, kierując się gniewem i zazdrością, mściła się na Uranosie, [na skutek czego] oddzielili się od siebie. Ale Uranos, chociaż ją porzucił, kiedy tylko zechciał zbliżał się do niej siłą i ją gwałcił, [a potem] znowu odchodził. Także próbował zabić dzieci z niej urodzone. Ale Ge wielokrotnie się broniła i znalazła sobie sojuszników.

Poznajemy „fenickich tytanów” – przynajmniej postacie odpowiadające tytanom w greckiej teogonii. To boscy bracia: (feniccy) El, Betyl, Dagon i (grecki) Atlas. Pierwszy z nich będzie bohaterem tej opowieści, znamy go też już z wielu poprzednich artykułów.

Betyla też zdołaliśmy już poznać. Wspominał o nim układ między Esarhaddonem z Asyrii a Baalem z Tyru, w partii pomiędzy bogami asyryjskimi a fenickimi:

…Niech Betel i Anat-Betel wydadzą cię ludożerczemu lwu.

O tym, że jest to imię osobnego bóstwa, mówią nam teoforyczne imiona, pojawiające się od VII wieku p.n.e. i wysławiające Betela jako boga. Czczony był też w egipskiej Elefantynie przez osadników wojskowych (zob. K. van der Toorn, Anat-Yahu, some other deities and the Jews of Elephantine, [w:] Numen, vol. 39) . Jednego można dopatrzeć się w Zach 7,2, aczkolwiek sens wersetu nie jest jasny i bywa on tłumaczony różnie. Z kolei Jer 48,13, choć dla chcącego może być interpretowane jako krytyka miejsca kultu, a nie obiektu kultu, wskazuje na paralelę między znanym już nam Kemoszem a bogiem o imieniu Betel:

I będzie się wstydzić Moab Kemosza, tak jak się dom Izraela wstydził Betel, w którym pokładał nadzieję.

O związku imienia tego boga z kultem świętych kamieni wspomnę niżej, kiedy te właśnie cudowne kamienie się pojawią w narracji Foinikikii. Na razie przyjmijmy do wiadomości, że istniał taki bóg jak Betel-Betyl, prawdopodobnie pochodzenia aramejskiego, i dla Filona był on bratem Ela.

Drugim bratem, jak się dowiemy z narracji, do końca wiernym, był Dagon. Poświęciłem temu bogu osobny artykuł, więc odsyłam do niego. W skrócie: w epoce brązu był to bóg-patriarcha Górnej Mezopotamii, z ważnymi sanktuariami w Terka i Tuttul, a w religii imperium Jamhadu – ojciec boga burzy Baala Hadada. W epoce żelaza jego znaczenie i popularność zmalały, ale nie zniknęły. Sanchuniaton/Filon przypisują mu greckie imię Siton, co oznacza „zboże”, jest to jednak błędna etymologia, podobnie jak żydowskie identyfikowanie tego boga z rybą na skutek podobieństwa z hebr. דג.

Nie wiemy, jaki (i czy w ogóle) fenicki bóg ukrywa się pod greckim imieniem Atlasa. Może żaden? W mitologii greckiej przypisywano Atlasowi bycie drugim po Kronosie przywódcą tytanów w wojnie przeciw Olimpijczykom: tutaj również Atlas zostanie skazany na śmierć za jakąś (niedoszłą) zbrodnię przeciwko władzy Ela. Jeśli istniało fenickie bóstwo podtrzymujące świat, nie znamy go. Najbliższą postacią z okolicznych mitologii byłby hetycki olbrzym ze świata podziemnego, Upelluri, który pomógł bogu Teszubowi pokonać kamiennego giganta Ulikummiego.

Następnie Kronos, kiedy dorósł, wziął sobie Hermesa Trimegistosa jako doradcę i sojusznika (i tak został on prawą ręką Kronosa), i ukarał swojego ojca Uranosa i pomścił matkę. Kronosowi urodziły się dzieci: Persefona i Atena. Pierwsza zmarła jako dziewica. Za radą Ateny i Hermesa Kronos wykuł z żelaza sierp i włócznię. Hermes, wypowiadając magiczne słowa do sojuszników Kronosa, wzbudził w nich chęć walki z Uranosem w imieniu Ge. I [wtedy] tenże Kronos, starłszy się z Uranosem na wojnie, wygnał go i sam objął władzę królewską.

Widzimy tutaj, jak splata się pierwsza genealogia z drugą: Taautos/Hermes zostaje prawą ręką Ela. Jest to również pierwsze poświadczenie tytułu Trismegistos w stosunku do egipskiego Hermesa/Thota. Widzimy, że jest on tutaj bogiem magii i elokwencji – co pozostaje w zgodzie z egipską teologią. Podobną zaklinającą moc słów okazał Thot w micie o bogini Sekhmet, która zbiegła na pustynię, i którą ów mądry bóg przekonał do powrotu i przywrócenia harmonii świata.

Nie mamy pewności, kim była „Persefona”, ale jeśli miałaby być to fenicka bogini świata podziemnego, prawdopodobnie byłaby nią Arszyi, wspominana w Cyklu Baala jako jego córka, wraz z tytułem „córka Szerokiej Ziemi”, czyli właśnie świata podziemnego. Z kolei do roli Ateny, bogini wojny, najlepiej pasowałaby krwawa Anat. Ewentualny problem jest taki, że tutaj Atena występuje raczej w roli bogini mądrości niż bogini przelewu krwi – jej jedyną rolą jest doradzanie ojcu, a nie toczenie bitew. Rodzi to słuszną wątpliwość, czy rzeczywiście o Anat tutaj chodzi. Może o jakąś bardziej wysublimowaną, mniej chaotyczną wersję tej bogini niż tę znaną nam z Ugarit? Może źródła Sanchuniatona przedstawiały inny obraz bogini niż robił to Ilumilku? Może zmienił ją upływ czasu, tysiąc lat między jednym autorem a drugim? A może pod maską Ateny ukrywa się bardziej “mądrościowa” bogini Fenicjan?

Zwróćmy uwagę, że pojawia się tutaj znany z Hezjoda motyw sierpa jako broni Kronosa przeciw Uranosowi, ale nie zostaje on jeszcze użyty. Minie ponad trzydzieści lat, nim się to stanie: Uranos zostaje pokonany, ale nadal żyje i ma się dobrze.

Wielki syn dwóch ojców

W bitwie została schwytana ukochana konkubina Uranosa. Była w ciąży i Kronos oddał ją Dagonowi za żonę. Urodziła dziecko w jego domu, które spłodził Uranos, i które nazwała Demarus.

Imię Demarus nosi tutaj nie kto inny jak znany znam dobrze Baal Hadad – utożsamienie tych postaci znajdziemy nieco niżej. Będzie też ojcem Melkarta, partnerem Astarte i przeciwnikiem Pontosa, Morza, czyli ugaryckiego Jama. W tekstach z Ugarit znajdziemy niezrozumiałe w inny sposób określenie dmrn, które stosowane jest jako paralelizm do Hadada – byłoby to więc rzadko stosowane imię czy epitet boga z Safon. Imię „Demarus” łączone jest też często z nazwą fenickiej rzeki płynącej między Sydonem a Berytos; rzeki, którą Strabon nazywa Tamyras a Polibiusz – Damouras. Połączenie tych motywów może sugerować Demarusa jako Hadada w funkcji patrona słodkich wód (tak deszczu, jak i źródeł rzek), czyli tych dających życie, a przeciwnika boga wód słonych, niezdatnych do picia, czyli Jama.

Ciekawszy jest tu jednak dramat rodzinny, w którym narodził się Demarus-Hadad. Technicznie rzecz biorąc, byłby synem Uranosa, jednym z jego dziedziców, tak jak Kronos-El czy Dagan. Jednak wychował się jako syn Dagana, co również znamy z literatury Ugarit (i nie tylko, również z królestwa Jamchadu), gdzie Baal jest określany wprost jako „syn Dagana”. Skąd zatem pomysł, że jest też synem Uranosa-Nieba?

Tę zagadkę możemy rozwiązać tylko, jeśli sięgniemy do mitologii, i to nawet nie fenickiej. Potrzebni nam będą, wspomniani już wyżej, Hetyci.

Jednym z najważniejszych utworów religijnych Hetytów był epos Pieśń o Kumarbim, nazywana też Królestwo w Niebie („Kingship in Heaven”). Stanowiła ona swoisty pomost między podobnymi eposami Babilonii i Grecji. Opowiadała o wojnach między pokoleniami pierwotnych bogów: Kumarbi był jednym z takich władców, ojcem bogów aktualnie panujących nad światem, zwłaszcza najwyższego króla, Boga Burzy, Teszuba, odpowiednika greckiego Zeusa. Kumarbi był więc „starym władcą” – takim, którego czas minął i który musiał ustąpić nowemu pokoleniu. Oto interesujący nas fragment tej historii (tłumaczenie własne na podstawie H.A. Hoffner Jr, Hittite Myths, vol. 2, 1990, s. 42-43):

Przez zaledwie dziewięć lat Alalu był królem w niebie. W dziewiątym roku Anu stoczył bitwę przeciwko Alalu i pokonał Alalu. On (Alalu) uciekł przed nim i zszedł do Ciemnej Ziemi. Zszedł do Ciemnej Ziemi, a Anu zajął miejsce na swoim tronie. Anu siedział na swoim tronie, a potężny Kumarbi dawał mu pić. (Kumarbi) kłaniał się u jego stóp i wkładał mu do ręki puchary do picia.
Przez zaledwie dziewięć lat Anu pozostał królem w niebie. W dziewiątym roku Anu stoczył bitwę przeciwko Kumarbi. Kumarbi, potomek Alalu, stoczył walkę z Anu. Anu nie może już dłużej wytrzymać oczu Kumarbiego. Anu wymknął się z jego (Kumarbiego) rąk i uciekł. Wyruszył w niebo. (Ale) Kumarbi rzucił się za nim, chwycił Anu za stopy/nogi i ściągnął go z nieba.
(Kumarbi) ugryzł jego (Anu) lędźwie, a męskość tamtego zjednoczyła się z wnętrzem Kumarbiego jak brąz (pochodzi z połączenia miedzi i cyny). Kiedy Kumarbi połknął męskość Anu, radował się i śmiał głośno. Anu odwrócił się i przemówił do Kumarbiego: “Czy radujesz się w sobie, ponieważ połknąłeś moją ‘męskość’? Przestań się radować w sobie! Umieściłem w tobie brzemię. Po pierwsze, zapłodniłem cię szlachetnym Bogiem Burzy (Teszubem). Po drugie, zapłodniłem cię nieodpartą Rzeką  Aranzah. Po trzecie, zapłodniłem cię szlachetnym Taszmisu. (I) dwóch (dodatkowych) strasznych bogów umieściłem w tobie jako brzemię. W przyszłości będziesz uderzał głową w głazy Góry Tassa!” Kiedy Anu skończył mówić, wzniósł się w niebo i ukrył się.

Potem dzieje się to, co zapowiedział Anu: Kumarbi zachodzi w ciążę i rodzi troje bogów. Pierwszy z nich, Teszub, wkrótce zwróci się przeciwko niemu, obali ojca/matkę i zajmie jego miejsce jako król niebios i pan błyskawicy. Jego władza będzie już trwalsza, chociaż niepozbawiona trudności, i będzie patronował królom hetyckim aż do końca istnienia ich państwa.

Dla nas najważniejsze jest właśnie to, że przyszły tronujący Bóg Burzy ma w tym micie dwóch ojców. Pierwszym jest Anu, drugim Kumarbi, zapłodniony nasieniem tego pierwszego. Co więcej, Anu to wszak bóg samego nieba, dosłownie Bóg-Niebo, tak jak w Grecji takim Bogiem-Niebem jest Uranos.

Innymi słowy: w Foinikikii Sanchuniatona odnajdujemy ślad tamtego, starego mitu z dawno już zapomnianego imperium, mitu o tym, że Bóg Burzy ma dwóch ojców, z których jeden jest samym Niebem, a drugi – boskim patriarchą, którego czas minął i którego ów Bóg Burzy zastąpił. Nie inaczej było z Daganem i Baalem, ojcem i synem. Ponieważ jednak autor/zy Historii fenickiej byli wyznawcami Euhemera i chcieli naturalistycznie wytłumaczyć mitologiczne cuda (takie jak zapłodnienie mężczyzny przez połknięcie nasienia innego mężczyzny) – więc pojawiła się „konkubina Uranosa” wyjaśniająca ową dziwną genealogię Demarusa-Baala.

Niespokojne rządy

Po tych wydarzeniach Kronos zbudował mur wokół swojej osady i założył pierwsze miasto w Fenicji, Byblos. (…) W tym czasie potomkowie Dioskurów, zbudowawszy tratwy i łodzie, wypłynęli i wylądowali na brzegu w pobliżu góry Kassios, i konsekrowali w tym miejscu świątynię. Sprzymierzeńców Ela, czyli Kronosa, nazywano Elohim, tak jak tych, których nazwano po Kronosie, można byłoby nazywać Kronioi.

Nawiązanie do Byblos zdradza nam, że przede wszystkim stamtąd zapewne pochodziły źródła Sanchuniatona, bo wokół tego miasta obracają się mitologiczne wydarzenia w drugiej genealogii. Autor wyjaśnia nam też pochodzenie sanktuarium na górze Kassios, czyli Safon – mieli je założyć kuzyni Trismegistosa, synowie Magosa, żeglarze „Dioskurowie”. Widzimy też, że fenickiemu autorowi znane jest biblijne określenie elohim – używane tam czasem jako imię jedynego Boga, a czasem jako określenie mnogich boskich istot, czy też uświęconych ludzi. Sanchuniaton zna tylko to drugie znaczenie.

Po tym Kronos, podejrzewając własnego brata Atlasa, za radą Hermesa wrzucił go w głąb ziemi i pogrzebał go [żywcem?]. (…) A Kronos ma syna Sadidosa, którego podejrzewał i którego zabił własną bronią, i pozbawił go życia, stając się katem swojego syna. Podobnie odciął również głowę własnej córce, tak że wszyscy bogowie przerazili się z powodu usposobienia Kronosa.

Kronos-El pokazuje tu swoje krwiożercze oblicze, mordując brata, a potem syna i córkę. Pamiętajmy o tym, co pisałem w poprzednim artykule – Euzebiusz z Cezarei lubi te momenty, aby pokazać, jak bardzo źli byli ci ludzie, których głupi poganie czczą jako bogów. Oczywiście, zakopanie żywcem jest tu euhemerystycznym wyjaśnieniem, czemu jakiś bóg w mitologii dźwiga ziemię na barkach, a więc czemu musi przebywać pod nią. Syn Sadidos to prawdopodobnie bóg kananejski Szaddaj, „Potężny”, również znany epitet Boga biblijnego – jako takiego znał go Abraham. Tutaj to bóstwo nie odznacza się niczym szczególnym niestety. Córka jest anonimowa. Zwróćmy uwagę – są to ofiary polityki Ela. Nie ma ani słowa o ich złożeniu w ofierze (jak to będzie miało miejsce w wypadku Ieududa, patrz niżej), ani też – o pośmiertnym ubóstwieniu (jak w wypadku “Persefony” czy, poniżej, Moutha-Mota).

Jakiś czas później Uranos, będąc na wygnaniu, wysłał swoją dziewiczą córkę Astarte wraz z dwiema jej siostrami, Reą i Dione, by zniszczyły Kronosa przez zdradę. Ale Kronos, schwytawszy je, uczynił je swoimi żonami, mimo że były [też] jego siostrami. Uranos, dowiedziawszy się o tym, wysłał Heirmarmene i Horę razem z innymi sojusznikami przeciwko Kronosowi. Ale Kronos pozyskał je również i trzymał po swojej stronie. (…) Kronosowi urodziło się z Astarte siedem córek, Tytanid lub Artemid, a także z Rei siedmiu chłopców, z których najmłodszy został ubóstwiony zaraz po urodzeniu. A z Dione [spłodził] dziewczęta (…) i znowu z Astarte dwóch chłopców, Pothosa i Erosa.

Nie wiemy, jakie fenickie boginie ukrywają się pod imionami Heirmarmene (gr. „Konieczność”) i Hora („Pora roku”, normalnie w mitologii greckiej w liczbie mnogiej: Hory). Możliwe, że żadne; albo jakieś mniej znane boginie patronujące dobremu losowi. Jednak trzy pierwsze możemy zidentyfikować: już tutaj czy na podstawie informacji z dalszych części utworu.

Astarte nie była małżonką Ela w Ugarit. Prędzej już była jego córką. Jeśli już, znamy opis jej jednego erotycznego epizodu z Baalem, ale nie z Elem, który jest tam zainteresowany wyłącznie żoną Aszirat i jej alter ego, Rahmają. Przekonanie, że Astarte jest partnerką Ela, musiało zatem pochodzić spoza Ugarit. Czy z Byblos? Wątpliwe, skoro Byblos miało swoją boginię, której przypisywało partnerowanie najwyższemu bogu. To ona właśnie, Baalat Gebal, ukrywa się tutaj pod imieniem Dione – wiemy to, bo pod koniec dzieła dowiemy się, że jej innym imieniem jest Baaltis i że to właśnie jej przekazał El Byblos. Grecka Rea jest tu maską, pod którą ukrywa się właśnie ugarycka Aszirat, matka „siedemdziesięciu bogów” i przeciwniczka Baala.

Siedem córek Astarte identyfikujemy bez większego ryzyka z boginiami porodu, Koszarytkami, które poznaliśmy już przy okazji pieśni o zaślubinach księcia Jaricha z boginią Nikkal. Rozpoznajemy je przez miano „Artemid” – w mitologii greckiej Artemida była jedną z patronek porodu i rodzących, wespół z Ejlejtyją czy Herą. Jak pamiętamy, z jedną z nich właśnie Sydyk miał spłodzić Eszmuna.

Siedmiu chłopców Rei odpowiada właśnie ugaryckim siedemdziesięciu bogom urodzonym przez wielką matkę Aszirat. Możemy się domyślić, że Sanchuniaton trochę urealnia swoją narrację (jedna kobieta nie może urodzić tylu dzieci w ciągu swojego życia).

Kult kamieni i skał

A ponadto, jak mówi, bóg Uranos wymyślił betyle, to znaczy stworzył „żywe skały”.

Zgodnie z obietnicą, musimy też powiedzieć coś o kulcie betyli. Po więcej informacji polecam zwłaszcza dzieło E. Lipińskiego, Aramaeans, Their ancient history, culture, religion, 2000, s. 599-604.

 „Betel” czy „betyl” oznacza „dom boga”, i naturalnie kojarzy nam się z biblijnym miejscem, gdzie boskiej epifanii doznał Jakub w Rdz 28 (podkreślenia moje):

10 Kiedy Jakub wyszedłszy z Beer-Szeby wędrował do Charanu, 11 trafił na jakieś miejsce i tam się zatrzymał na nocleg, gdy słońce już zaszło. Wziął więc z tego miejsca kamień i podłożył go sobie pod głowę, układając się do snu na tym właśnie miejscu. 12 We śnie ujrzał drabinę opartą na ziemi, sięgającą swym wierzchołkiem nieba, oraz aniołów Bożych, którzy wchodzili w górę i schodzili na dół. (…) 16 A gdy Jakub zbudził się ze snu, pomyślał: «Prawdziwie Pan jest na tym miejscu, a ja nie wiedziałem». 17 I zdjęty trwogą rzekł: «O, jakże miejsce to przejmuje grozą! Prawdziwie jest to dom Boga i brama nieba!» 18 Wstawszy więc rano, wziął ów kamień, który podłożył sobie pod głowę, postawił go jako stelę i rozlał na jego wierzchu oliwę. 19 I dał temu miejscu nazwę Betel. – Natomiast pierwotna nazwa tego miejsca była Luz. – 20 Po czym złożył taki ślub: «(…) 22 Ten zaś kamień, który postawiłem jako stelę, będzie domem Boga. Z wszystkiego, co mi dasz, będę Ci składał w ofierze dziesięcinę».

Technicznie rzecz biorąc „betelem” czy „betylem” był właśnie ów święty kamień, poświęcony dla nowego boga-patrona. Betylami były takie właśnie kamienie, niekiedy pochodzenia meteorytowego, powszechnie czczone na obszarze Bliskiego Wschodu. Zwłaszcza religie ludów pustynnych, zwyczajowo anikoniczne, przedstawiały swoich bogów w postaci kamieni – znajdujemy tę ideę i u Nabatejczyków, i u Arabów. Przykładem byłyby tu mekkańskie idole Isaf i Na’ila, czczone przed nadejściem islamu, o których potem ułożono prześmiewczą legendę, jakoby te kamienie były kiedyś ludźmi, ukaranymi za uprawianie seksu w świętym okręgu. Do dzisiaj w końcu najsłynniejszy betyl świata czczony jest również w mekkańskiej Kaabie. Innym przykładem takiego obiektu był ekwiwalent posągu bóstwa Elgabala z miasta Emeza w Syrii (Herodian, Historia Cesarstwa Rzymskiego, 5, 3):

Nie ma tam wcale posągu, jak u Greków i Rzymian, ani żadnego wizerunku boga, sporządzonego ludzką ręką, a tylko kamień jakiś bardzo wielki, od dołu okrągły, kończący się ostro, czyli kształtu ostrosłupa, czarnej barwy. Pobożna wieść głosi, że spadł on z nieba, pokazują też na nim małe wyniosłości i zagłębienia, i nie chcąc w nim widzieć dzieła rąk ludzkich dopatrują się w nim wizerunku boga Słońca.

O betylach pisał też Pliniusz w Historii naturalnej (37,9,51,135, tłum. własne):

Sotacus [autorytet, na który czasami powołuje się Pliniusz] wymienia też dwa inne rodzaje „cerauniae”, czarne i czerwone, które są podobne kształtem do toporów. Te, które są czarne i okrągłe, są święte, i z ich powodu atakowane są miasta i floty; nazywane są zaś betylami; które zaś są podłużne nazywane są „cerauniae”. Mówią też, że istnieje inny rzadki rodzaj, i bardzo potrzebny w magicznych praktykach, którego nie da się znaleźć w innym miejscu, jak tylko w uderzonym przez piorun.

Inny nasz znajomy, neoplatonik i ostatni przełożony Akademii, Damaskios, pisał wielokrotnie o betylach, tutaj tylko przybliżę drobną wzmiankę z Żywota Izydora 94:

Asklepiades wszedł, mówi autor, na górę Libanu i ujrzał tam wiele kamieni zwanych betyliami czy betylami; opowiadał o nich mnóstwo zadziwiających rzeczy godnych bezbożnego języka. Powiada też, że widział je później – i on sam, i Izydor.

To o „bezbożnym języku” to wtrącenie Focjusza, który streszcza Żywot Izydora, i czasem nie umie ukryć swojego chrześcijańskiego oburzenia.

Co więcej, betyle czasem określano po prostu nazwą „kamień”, aram. anbu(m). Na przykład wzmianka w asyryjskiej inskrypcji „wzgórze kamienia” oznacza po prostu sanktuarium zawierające betyl. Ugarit znało imię teoforyczne Il-Abn, „[mój] bóg jest kamieniem” lub „El jest [jak] kamień”, paralelne do aramejskich imion Kamu-ma-ilum, „betyl boga” czy Balum-kamun, „Baal jest betylem”. Ciekawie to wygląda w porównaniu z biblijną tradycją określania Boga czy Chrystusa mianem „Skały”, jak np. w Pwt 32, 18: Gardzisz Skałą, co ciebie zrodziła, zapomniałeś o Bogu, który cię zrodził albo Ps 18, 32 Bo któż jest Bogiem prócz Pana? Lub któż jest Skałą prócz Boga naszego?

Widzimy zatem, że kult świętych kamieni był w Lewancie bardzo popularny i znajdujemy go u wielu autorów, od Biblii po pisma neoplatoników. W tym miejscu Foinikikia podkreśla świętość betyli tym bardziej, że to jedno z niewielu miejsc, gdzie naturalizm autorów ustępuje przed boskością opisywanych zjawisk: betyle stworzone przez Uranosa same się poruszają, co przeczy racjonalnym wyjaśnieniom, które autorzy preferują.

Rodzina i sąsiedzi

A Dagon, odkąd odkrył zboże i pług, nazywał się Zeus Arotrios.

Arotrios to greckie słowo na „uprawę roli”, więc nie jest to dla nas nic nowego: Dagan staje się bohaterem kulturowym takim jak przedstawiciele pierwszego drzewa genealogicznego. Co ciekawe, że rolnictwo powstaje dopiero teraz – znacznie później niż polowania z psami czy sztuka budowy statków!

Jedna z tytanid współżyjąc z Sydykiem, nazywanym „sprawiedliwym”, urodziła Asklepiosa. (…) A z Demarusa narodził się Melkathros, zwany Heraklesem.

Z poprzednich artykułów znamy już te postacie i ich wzajemne związki. Asklepiosem jest oczywiście sydoński Eszmun.

Ponadto Kronosowi w Perai urodziło się troje dzieci: Kronos, noszący to samo imię co jego ojciec, oraz Zeus Belos i Apollo.

Kłopot z tym fragmentem polega na tym, że nie wiemy, co dla autora oznaczała „Peraia”. Czy chodzi o Pereę, obszar sąsiadujący od wschodu z Izraelem, po drugiej stronie Jordanu? Tylko że „peraia” może być traktowana jak zwykły rzeczownik, dosłownie znacząc: „druga strona”, np. rzeki czy zatoki. Stefan z Bizancjum określił na przykład miasto Nisibis w Syrii (współczesne Nusaybin w Turcji) jako położone „w perai”. Możliwe więc, że Sanchuniaton miał na myśli Górną Mezopotamię? Niestety, mimo kilku prób, nie sposób rozstrzygnąć, jaką okolicę i jakich bogów wspomina tutaj Foinikikia.

Mniej więcej współcześni z nimi byli Pontos, Tyfon i Nereus (ojciec Pontosa i syn Belosa). Pontosowi narodziła się Sydon – która ze względu na swój wspaniały głos odkryła hymny [śpiewane] bez akompaniamentu – oraz Posejdon. (…) Potem Uranos toczył wojnę z Pontosem i po wycofaniu z niej związał się z Demarusem. I Demarus zaatakował Pontosa, ale Pontos zmusił go do ucieczki, a Demarus przysiągł złożenie ofiary w zamian za [udaną] ucieczkę.

Jakby znikąd Sanchuniaton/Filon przedstawiają nam zupełnie nową rodzinę: Pontos, Nereus, Posejdon to drzewo genealogiczne władców morza, o imionach znanych z mitologii greckiej. Odpowiadają oni potędze ugaryckiego Jama, który był bogiem wód i chaosu, i którego imię dosłownie znaczy Morze. O obecności tego czynnika pierwotnego chaosu świadczy obecność Tyfona, boga-potwora z mitologii greckiej.

Byliśmy już świadkami walki między Jamem a Baalem; walki, którą Baal niemal przegrał. Tu jest podobnie: Demarus toczy wojnę z Pontosem tak jak Hadad z Jamem, ale ją przegrywa. Ponieważ w następnych epizodach ujrzymy jednak Demarusa triumfującego, jakiś element tej historii musiał zostać pominięty przez dostarczyciela naszych cytatów, czyli Euzebiusza. Możemy się domyślać, że ostatecznie Demarus wygrał z Pontosem, tak jak Baal wygrał z Jamem w eposach z Ugarit.

Ciekawym elementem jest pojawienie się boginki Sydon – eponimki miasta, być może jakiejś jego pomniejszej boginki-opiekunki. Możliwe, że jej status wynalazczyni hymnów wynika z jakiejś lokalnej sławy sydońskich śpiewaków. Nie mamy pojęcia natomiast, kim miałby być Belos, ojciec Nereusa. Możliwe, że jest to jakaś pomyłka kopisty.

Rozstrzygnięcie konfliktu

W trzydziestym drugim roku panowania El (czyli Kronos) zaatakował swego ojca Uranosa w pewnym miejscu w głębi lądu i dostawszy go w swoje ręce, odciął mu genitalia w pobliżu źródła rzeki. Uranos został tam złożony w ofierze, jego duch odszedł, a krew jego genitaliów kapała do źródeł i wód rzeki; i pokazują to miejsce do dziś.(…)

Konflikt pokoleń dochodzi do tragicznego kresu. Sanchuniaton/Filon bardzo tutaj przypominają Hezjoda, u którego Kronos brutalnie kastrował Uranosa. Tutaj robi to również, i go przy tym zabija: ojciec zostaje „złożony w ofierze”. Co ciekawe, wcale nie musimy od razu zakładać, że autor musiał ukraść ten motyw Hezjodowi: widzieliśmy, że podobny obraz przedstawiali też Hetyci w micie o Anu i Kumarbim (gdzie ten drugi brutalnie odgryza męskość temu pierwszemu). Tak jak bycie ojcem boga burzy przejął po Kumarbim Dagan, tak kastrowanie boga nieba mógł przejąć Kronos-El. W ogóle warto pomyśleć, czy ta krwiożercza postać Ela, jakże różna od dobrotliwego starca z Ugarit, mogłaby być może właśnie echem Kumarbiego, huryckiego boga-patriarchy?

Nie jest to stuprocentowo pewne, ale coś nam to przypomina. Jest to opis „krwawych wód” w Afaka. Rzeką tą jest dzisiejsza Nahr Ibrahim, przepływająca w pobliżu Byblos. Nawet opis się zgadza: „pewne miejsce w głębi lądu”, bo faktycznie, aby dotrzeć do Afaka, trzeba oddalać się od morza.

Ale chwila! Przecież z innych źródeł słyszeliśmy, że tutaj ginąć miał Adonis. Zabity przez dzikie zwierzęta albo przez innego boga zawistnego o jego miłość do Baalat Gebal. Nawet jeśli „fenicki Adonis” nie był tym greckim słodkim młodzieńcem, tylko bogiem o surowszej naturze (tak jak np. umierający i wracający do życia Baal Safon), to czy utożsamienie go z samym bogiem nieba jest zasadne? Niestety, nie wiemy. Jest możliwe, że autor Historii fenickiej po prostu użył znanego sobie miejsca „śmierci boga” w Afaka do dramatycznego opisu ojcobójstwa w swoim dziele. Po prostu przypisał zgon „Adonisa” swojemu Uranosowi. Możliwe też, że gdzieś w postaci Uranosa faktycznie odbija się jakiś aspekt umierającego i zmartwychwstającego boga czczonego w Afaka – ale to tylko jakiś jego aspekt.

Wielka Astarte i Zeus Demarus lub Adad, król bogów, rządzili krajem za zgodą Kronosa. Astarte umieściła na swej głowie, jako znak królewski, głowę byka. I wędrując po świecie, znalazła spadającą z nieba gwiazdę, którą podniosła i poświęciła na świętej wyspie Tyr. Fenicjanie mówią, że Astarte to Afrodyta.

Nagle, po śmierci ojca, Kronos-El wycofuje się z polityki. Zaczyna rządzić z tylnego miejsca, oddając rządy nowym bogom. Przyjmuje w ten sposób postawę znaną nam z Ugarit: rolę szarej eminencji, twórcy królów, ale nie samego króla. Jego dziedzicami stają się Astarte i Zeus Demarus – znana nam już para naczelnych bogów Fenicji z epoki żelaza. Najwyraźniej El nie jest zazdrosny o swoją dawną żonę, oddając ją bratu/bratankowi (bo synowi Uranosa i Dagana jednocześnie). Ci nowi władcy nie wydają się nigdy wchodzić już w konflikt z patriarchą.

Tutaj też spotykamy identyfikację Demarusa i Hadada, choć niepozbawioną trudności. Manuskrypt wstawia kai między te imiona, jakby mowa była o trzech osobach (Astarte, Demarusie oraz Adadzie). Panuje jednak generalna zgoda interpretatorów, że powinno tam znajdować się ho kai, które implikuje tożsamość, a nie rozdzielność tych postaci. Zwyczajnie Zeus Demarus ma zbyt wiele wspólnego z Hadadem, aby sądzić, że są to zupełnie różne osoby. Również zbyt często widzimy w fenickiej religii dwójkę bóstw, boga i boginię: para Astarte+Adad pasuje idealnie; trójka przeczyłaby wszystkiemu, co wiemy. No i Adad wyskakiwałby nam nagle znikąd w samej narracji Sanchuniatona!

(…) Ale kiedy nastąpiła zaraza i śmierć, Kronos złożył w ofierze swojego ukochanego syna Uranosowi, swemu ojcu, jako całopalną ofiarę. Obrzezał też własne genitalia i zmusił sprzymierzeńców do tego samego.

Ten epizod jest naturalną konsekwencją zbrodni, jaką popełnił Kronos: ojcobóstwa. Grzech domaga się kary i zostaje on spłacony w dwójnasób. Po pierwsze, w zamian za życie odebrane ojcu, Kronos oddaje życie swojego syna zamiast własnego. Po drugie, w zamian za wykastrowanie ojca, dokonuje on obrzezania siebie oraz wszystkich sprzymierzeńców (por. Rdz 17,23). W ten sposób Sanchuniaton/Filon uzasadniali tradycję obrzezania, jaką praktykowali Fenicjanie.

I niedługo później, gdy zmarło jego kolejne dziecko – syn Rei imieniem Mouth – ubóstwił je. A Fenicjanie nazywają to [dziecko] Śmiercią i Plutonem.

Mamy tu euhemerystyczne wyjaśnienie istnienia boga śmierci, Mota. O ile w Ugarit był on pierworodnym synem Ela – domyślamy się, że ze związku z Aszirat – to tutaj jest tylko kolejnym jego dzieckiem. Jednak, aby je upamiętnić, stary król wprowadził je między bogów. Co ciekawe, Mot nie był otaczany kultem przez Fenicjan, nawet jeśli wchodził w skład panteonu.

Dzielenie świata

A Kronos, krążąc po świecie, dał Atenie, swojej córce, panowanie nad Attyką. (…)

Ten ukłon w stronę tradycji greckiej nie powinien nas dziwić. Działa to też na korzyść jego historiozofii: wszystko, co mądre w Grecji, Grecy zawdzięczają Fenicji.

(…) Po tych wydarzeniach Kronos przekazał miasto Byblos bogini Baaltis, czyli Dione. I [dał] Berytos Posejdonowi i Kabirom, i Agrotom i Haliejom, którzy ubóstwili szczątki Pontosa w Bejrucie. (…) A kiedy Kronos udał się do ziemi południowej, oddał cały Egipt bogu Taautosowi, aby był dla niego królestwem.

Dalszy ciąg podziału świata. Jak już wspomniałem, tutaj rozpoznajemy tożsamość trzeciej żony Kronosa-Ela: Dione okazuje się być Panią Byblos. Zgodnie ze stanem rzeczywistym w czasach Filona, głównym bogiem Berytos był Posejdon – ale również i „Kabirowie”, patroni żeglarzy. Ciekawe jest, że autor wraca tutaj też do wcześniejszej genealogii i wspomina grupy Agrotów i Haliejów (może to jakieś charakterystyczne klany, takie jak np. Kenici w Izraelu?). Te genealogie musiały mieć jakieś znaczenie dla Fenicjan z Berytos, choćby tylko lokalne. Ubóstwienie szczątków Pontosa rozumieć można jako po prostu początek kultu boga-morza w tym mieście.

Idole ku chwale bogów

Przed tym wszystkim bóg Taautos, naśladując wygląd zgromadzonych bogów – Kronosa, Dagona i innych – utworzył święte kształty liter. Opracował również dla Kronosa symbole królewskie – czworo oczu, przednie i tylne: [dwoje z nich nie śpi] i dwa są przymknięte. Również cztery skrzydła na ramionach, dwa jakby lecące i dwa złożone. I to był symbol, ponieważ Kronos, kiedy spał, to czuwał, i gdy był przebudzony, odpoczywał. A w przypadku skrzydeł podobnie, bo odpoczywając latał, a lecąc odpoczywał. Dla każdego z pozostałych bogów zrobił dwa skrzydła na ich ramionach, ponieważ latali razem z Kronosem. I dla niego znowu zrobił dwa skrzydła na głowie, jedno wskazujące na jego umysł, który najlepiej nadawał się do rozkazywania, a drugie wskazujące na władzę jego zmysłów.

Już wspomniałem poprzednio o tym fantastycznym opisie boga: tutaj znaturalizowanym jako sztuczny wytwór zmyślnego Taautosa. Czy chodziło tu po prostu o posąg? Czy może Sanchuniaton miał na myśli jakiś cudowny mechanizm, na miarę wynalazków ciśnienia i pary wymyślanych przez naukowców z Aleksandrii, np. Herona? Wspomniałem też poprzednio, że znamy monety z Byblos przedstawiające taką właśnie albo podobną postać, jak widać poniżej:

Potwierdza to po raz kolejny, że źródłem Księgi rodu Ela nie jest tradycja pochodząca z Ugarit – gdzie El miał inne cechy i przyrównywany był do byka – ale właśnie z Byblos, skąd pochodzą i te monety. Dowodzi to zresztą tego, że poszczególne miasta fenickie mogły mieć rozmaite pomysły na tych samych bogów.

Znajdujemy tu też świadectwo, że Taautos jako pierwszy wymyślił pismo (w domyśle: fenickie). Jako pierwszy pisarz jest też najbardziej wiarygodnym, pierwotnym źródłem wiedzy o zamierzchłych czasach, przynajmniej dla retoryki Sanchuniatona, który na jego świadectwo właśnie się powołuje.

Z drugiej strony, w tym miejscu widać rysę w euhemeryzmie naszych autorów. Częściej wymyka im się teologiczne słownictwo: mówią więc o „bogu Taautesie”,„zgromadzonych bogach”, „pozostałych bogach”, tak jak i wcześniej o „bogini Baaltis”. Dziwne to, porównując z wcześniejszą dyscypliną, w której nawet Boga Najwyższego nazywał „niejakim Eliounem”. Oczywiście, historycy-euhemeryści nie mieli problemów z nazywaniem opisywanych przez siebie ludzi jako „bogów” (robił to np. Dionysios Skytobrachion), więc nie świadczy to w zasadzie o niczym, poza ciekawą odmianą w stylu samego Sanchuniatona.

Ofiary z dzieci

W innym jeszcze miejscu swojego dzieła, Euzebiusz przekazał nam jeszcze kilka drobnych fragmentów Sanchuniatona. Nie poświęcimy im już tak wiele miejsca, ale warto o nich wspomnieć. Pierwszy z nich dotyczy kwestii składania ofiar z ludzi. Euzebiusz cytuje Historię fenicką (814:6-15) w następujących słowach:

Było zwyczajem starożytnych, gdy spadały na nich wielkie niebezpieczeństwa, że aby uniknąć całkowitego zniszczenia, władcy miasta lub lud oddawali na rzeź najukochańsze ze swoich dzieci jako okup dla mściwych daimonów. A ci, którzy zostali oddani, byli zabijani podczas mistycznych rytuałów. I tak Kronos – którego Fenicjanie nazywają El i który rządził krajem, a później, po zakończeniu życia, został ubóstwiony w gwieździe Kronosa – miał z rodzimą nimfą o imieniu Anobret jedynego syna, którego zwano Ieoud (bo jedyny syn jest tak nazywany nawet dzisiaj przez Fenicjan). Gdy z powodu wojny kraj ogarnęło największe niebezpieczeństwo, przyozdobił swego syna niczym króla i, po przygotowaniu ołtarza, złożył go w ofierze.

Kwestia składania przez Fenicjan (i przez Kartagińczyków) ofiar z dzieci, tj. ofiary mlk, to temat długi i złożony, ale co do zasady owszem, była taka praktyka aż do czasów rzymskich. Tutaj, podobnie jak przy kwestii obrzezania, również zachowanie pradawnego króla Ela jest wzorem dla całej fenickiej kultury. To zresztą kolejny przypadek, gdy El zabija swoje dziecko: tutaj „przynajmniej” w szczytnym celu ratowania kraju o klęsk wojennych. Przypomina to zresztą epizod znany z Biblii:

2 Krl 3, 26 Kiedy król Moabu ujrzał, że nie może sprostać bitwie, wziął ze sobą siedmiuset mężów dobywających miecza, aby przebić się do króla Edomu, lecz nie zdołał. 27 Wtedy wziął syna swego pierworodnego, który miał po nim panować, i złożył go jako ofiarę całopalną na murze. Wówczas wielkie oburzenie ogarnęło Izraelitów, tak iż odeszli od niego i wrócili do swojego kraju.

Jakkolwiek sobie nie tłumaczyć decyzji Izraelitów, ofiara Meszy, króla Moabu, zadziałała, bo dzięki ofierze jego syna naród został ocalony, a wrogowie go odstąpili.

Podobne motywy znajdujemy też w Grecji, gdzie ofiara z człowieka ma uratować społeczność. Najbardziej znanym chyba przykładem jest (niedoszła) ofiara z Ifigenii, opisana w tragedii Ifigenia w Aulidzie. Tuż za nią jest też historia Menojkeusa, syna Kreona z wyprawy siedmiu przeciw Tebom, który dobrowolnie oddał życie w zamian za ocalenie miasta (w Fenicjankach) czy ofiara Makarii, córki Heraklesa, złożona w zamian za ocalenie braci przed śmiercią ze strony Eurysteusa (w Heraklidach).

Podsumowanie

W tym miejscu kończymy długi etap Mitologii Kananejskiej, związany z wyobrażeniami teologicznymi Fenicjan. Zaczęliśmy go jeszcze artykułami o literaturze Ugarit. Przebyliśmy długą drogę od głębin epoki brązu aż po świat rzymski. Tak jak pisałem na początku tego cyklu, poświęciliśmy naszą uwagę samym postaciom bogów i ich wzajemnym relacjom: nie udało nam się przysiąść do tematu kultu, obrzędów, organizacji świątynnej.

Poznaliśmy jednak bohaterów religijnej wyobraźni Fenicjan (tak, jak wcześniej, innych ludów z sąsiedztwa Izraela). Zwracaliśmy szczególną uwagę na przemiany, jakim te postacie podlegały wraz z czasem i lokalizacją: jak stateczny El z II tysiąclecia p.n.e. z upływem lat osunął się w cień, a jego miejsce zajął Baal Szamem, wchłaniając przy okazji tytulaturę i kompetencje dawnego Baala z Safon. Widzieliśmy, jak raczej drugoplanowa bogini łowów i wojny, Astarte, zajęła w końcu tron naczelnej bogini Fenicji i stanowiła parę z najwyższym bogiem. Te bóstwa były dynamiczne i rozwijały się tak, jak ich wyznawcy – na tyle, że fenicki intelektualista gotów był przepisać całą swoją mitologię tak, aby lepiej odpowiadała racjonalnym wymaganiom swojej epoki.

W kontraście do euhemeryzmu Sanchuniatona i Filona z Byblos, widzieliśmy też mgnienie głębokiej teologii. Historia była okrutna i nie zachowała nam żadnego tekstu, który by nam wyjaśniał teologiczną rolę epitetów Wielkich Bogiń: Asztarte Imię Baala czy Tanit Oblicze Baala. Ale wiemy, że stała za tym jakaś złożona teologiczna myśl, porównywalna z żydowską teologią Logosu czy wczesnymi formami chrystologii. Co to znaczyło, że fenicka bogini jest imieniem albo twarzą fenickiego boga? Ostatecznie nigdy się nie dowiemy. Ale nie możemy uważać, że to była jakaś czcza myśl.

Widzieliśmy też, że każdy większy ośrodek kultury fenickiej miał własnego szczególnego patrona: Tyr – Melkarta, Sydon – Asztarte i Eszmuna, Byblos – swoją Panią, Berytos – „Posejdona”, kimkolwiek on nie był w epoce przedgreckiej. Ci patroni bywali czczeni gdzie indziej, ale wśród swoich byli najważniejsi. Widzimy w tym połączenie boskości lokalnej z uniwersalną – hierarchię, w której naczelny bóg odpowiada za cały świat, ale inny bóg, autochton, „ten nasz”, opiekuje się tą konkretną społecznością. Przypomina to bardzo system świętych patronów w religii katolickiej. A jednocześnie podobny jest też do „monoteistycznego” systemu żydowskiego, w którym i za świat, i za plemię odpowiada to samo bóstwo; po prostu reszta świata nie jest dla niego aż tak istotna jak jego „naród wybrany”.

W końcu możemy też spojrzeć z szerszej perspektywy na wpływ, jaki miała Fenicja na religię Izraela oraz na treść ksiąg biblijnych. W najbliższym z sąsiadów, Tyrze, widzimy przecież płonące ale niespalające się drzewo. Znajdujemy motyw gigantów, który potem znajdziemy u Henocha, powstającego na samym pograniczu z Fenicją właśnie. Tytulaturę Baala z Safon, „kroczący po obłokach”, powtórzy później Księga Daniela przy opisie „kogoś jakby syna człowieczego” przybywającego przed Boży tron. Bybliański El ma tyle samo skrzydeł, co jerozolimskie serafiny. Dualizm Ela i Baala, starego boga-mędrca oraz młodego boga umierającego i zmartwychwstającego, znajdziemy później w dynamice chrześcijańskich Ojca i Syna. I tak dalej, i tak dalej, widywaliśmy to regularnie. Dzięki poznaniu mitologii fenickiej możemy lepiej zrozumieć dzieje religii Izraela, a przez to – również chrześcijaństwa.

guest
0 komentarzy
Wbudowane informacje zwrotne
Zobacz wszystkie komentarze
Spis treści
Najczęściej czytane
0
Podziel się swoimi przemyśleniamix